Chyba każdy fan muzyki rockowej zna brzmienie The Who. Angielski zespół zmienił na dobre oblicze muzyki gitarowej wprowadzając koncepcyjne opery rockowe, które na przestrzeni lat podbijały serca kolejnych pokoleń. Ale czy ktoś z nas zagłębiał się szczegółowo w życie poszczególnych muzyków? Ja przyznaję szczerze, że nie. Autobiografia Pete’a Townshenda to idealna szansa na nadrobienie zaległości.

Recenzja autobiografii Pete'a Townshenda - "Kim Jestem"

Zarówno fani The Who jak i solowej twórczości angielskiego gitarzysty i tekściarza z zaciekawieniem, a czasem wręcz z frustracją oczekiwali na tę pozycję. Trwało to długie lata, ale po przeczytaniu tej ponad pięciuset stronicowej, przyzwoicie wydanej księgi nikt nie będzie już więcej chował do niego urazy. Autor sięgnął do najskrytszych zakamarków swojej (i tak zniszczonej już używkami) pamięci, co dało piorunujący efekt szeregu szczerych do bólu wyznań. Momentami miałem wrażenie wręcz, że muzyk zrzucając z siebie kolejne brudy życia czuje się coraz lepiej. Tym bardziej dobrze, ponieważ dzięki temu zabiegowi wielbiciele jego twórczości mogą dowiedzieć się wielu ciekawych rzeczy oraz wreszcie przeczytać oficjalny komentarz do kilku niewyjaśnionych dotąd zagmatwanych spraw.

Wbrew pozorom życie gwiazdy nie jest bajką. Wręcz przeciwnie. Z autobiografii „Kim Jestem” dowiadujemy się, że oprócz muzycznych sukcesów Peter skazany był na niekończące się pasmo niepowodzeń. Alkohol i narkotyki skutecznie utrudniały mu pracę, a kolejne odwyki nie przynosiły pożądanych skutków. Wnikliwe opisy walki z nałogami mogą być dobrą przestrogą dla każdego z nas. Przez całą książkę przewija się ten niezwykle skomplikowany temat, co przynajmniej mnie dało naprawdę dużo do myślenia. To kolejny plus tej książki – oprócz szeregu interesujących informacji otrzymujemy również zbiór przydatnych życiowych prawd i porad.

Kolejnym, tym razem przyjemniejszym uzależnieniem artysty były kobiety. Opisy zgubnych romansów i łóżkowych przygód niekiedy bawią do łez, a przemyślenia autora co do każdej napotkanej fanki dobrze oddają jego naturę. Starzejący się Pete Townshend uganiał się za dziewczynami nie gorzej niż niejeden nastolatek. Niepoprawny inteligentny romantyk przez większość lat starał się być wierny swojej żonie, ale estradowe, przepełnione pokusami życie skutecznie mu to utrudniało. Ciekawostką jest także umieszczony na końcu książki załącznik – autentyczny list od fanki dobrze pokazuje, jak dobrze poinformowane były wielbicielki zespołu w czasach, gdy obieg informacji nie był jeszcze tak dobrze rozwinięty jak dzisiaj.

Oprócz nałogów jest rzecz jasna jeszcze drugie, znacznie lepsze oblicze Pete’a – kochający ojciec, przyjaciel, dziennikarz, no i jak wiadomo światowej klasy tekściarz i kompozytor. Umieszczone w książce komentarze i wyjaśnienia poszczególnych utworów czy albumów stanowią dla każdego wielbiciela niezbędne kompendium wiedzy. Muzyk angażował się w tak wiele projektów, że aby zapamiętać je wszystkie w pewnym momencie czytania musiałem zacząć je sobie wypisywać. Pomimo wielu ekscesów i odskoczni, autor co i rusz wyraźnie zaznacza, że jego jedyną i najważniejszą pasją jest muzyka.

Recenzja autobiografii Pete'a Townshenda - "Kim Jestem"

Na uwagę zasługuję także cała plejada gwiazd, która przewija przez niemalże całą książkę. Zaczynając od Pink Floydów, którzy wraz z The Who na początku kariery rządzili Londynem, przechodząc przez konflikty na linii Townsend – Hendrix, a kończąc na długoletniej przyjaźni i trudnej walce z uzależnieniami, które łączyły Petera i Erica Claptona. Omawiana pozycja i niedawno wydana biografia Rogera Watersa (którą również miałem przyjemność recenzować) stanowią niepodważalne źródło wiedzy na temat życia towarzyskiego i bliskości znanych muzyków na przestrzeni lat.

Na koniec kilka słów o wydaniu książki. Jak już wcześniej wspomniałem „Kim Jestem” jest ładnie oprawioną, dobrze skonstruowaną kroniką, która dzięki zamieszczonym w środku fotografiom zyskuje miano kompletnej i szczerzej spowiedzi Pete’a Townshenda. Licznie przypisy i odnośniki do stron internetowych dostarczają wiele dodatkowych informacji i zwyczajnie oszczędzają czas. To czytelnik decyduje czy chce poznać poszczególne recenzje i wnikliwe opisy, czy wystarczy mu tylko i tak rozbudowana zawartość książki. Warto także zwrócić uwagę na fakt, że opóźnienie polskiego wydania, ze względu na czas niezbędny na tłumaczenie rekompensuje dodatkowa notka od samego autora co do sprzedaży i powodzenia jego autobiografii na całym świecie.

Podsumowując, „Kim Jestem” to obowiązkowa pozycja zarówno dla fanów The Who jak i solowej twórczości artysty. Walka z nałogami, liczne romanse i kłopoty Townshenda mogą służyć również jako życiowy antyporadnik, a mnogość znanych postaci i obraz zmieniającego się na przestrzeni lat bytu człowieka nadaje tej pozycji status ponadczasowej i uniwersalnej. Nie znalazłem żadnych uchybień, więc nie pozostaje mi nic innego jak wystawić maksymalną ocenę i polecić wszystkim tę niezwykle ciekawą i wciągającą lekturę.

Ocena: 10/10

Autor: Mateusz Dudziński

1 Comment Recenzja autobiografii Pete’a Townshenda – „Kim Jestem”

Napisz, co o tym myślisz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *