19.05.2014 roku na półki sklepowe trafiła najnowsza płyta szwedzkiego zespołu Sabaton. Krążek nosi tytuł „Heroes”, a na jego barkach ciążyło duże zadanie – pokazać, że zespół po odejściu części jego członków jest w stanie dalej nagrywać dobre rzeczy i że po świetnym „Carolus Rex” grupa jest nadal w stanie nagrać coś elektryzującego. Czy Szwedzi podołali zadaniu?

Recenza płyty Sabatonu - "Heroes"

Power metal jako gatunek jest tworem bardzo specyficznym, definitywnie nie dla każdego. Ludzie na co dzień nurzający się w nurcie głównej muzyki narzekają, że jest „głośny, za ciężki i nieprzyjemny”, z drugiej strony fani naprawdę ostrych brzmień gardzą power metalem, mówiąc o nim „gej-metal”. Jest jednak grupa ludzi, którym takie granie po prostu „siada”. W tym mnie. Nie twierdzę, że jest to rzecz szczególnie wyrafinowana. Nie upieram się przy tezie, że jest to coś najlepszego na świecie. Power metal daje mi jednak dużo radości, a po zapoznaniu się z całymi dyskografiami power metalowych gigantów mogę powiedzieć, że coś tam się na nim znam. Jednym z takich zespołów, które wyraźnie odcisnęły swoje piętno na tym gatunku jest Sabaton. Jest to, jak już wspomniałem, szwedzki zespół, który został założony w roku 1999 w Falun. Grupa zadebiutowała kompilacją „Fist for Fight” w 2001 roku, a ich pełnoprawny fonograficzny debiut miał miejsce w roku 2005.To właśnie wtedy światło dzienne ujrzał krążek „Primo Victoria”, który swego czasu zrobił sporo zamieszania w świecie fanów power metalu. Sabaton zaskoczył wszystkich tematyką tekstów, z których prawie wszystkie (osiem na dziewięć) odnosiły się do jakiś bitew (tytułowe „Primo Victoria” czy „Stalingrad”) lub wojen („Into the Fire”).

Grupa szybko zyskała spore i wierne grono fanów, które rozszerzało się z każdym kolejnym wydanym krążkiem. Szczególnie sutymi latami są te od 2008 do 2012 roku – to właśnie wtedy Sabaton nagrał trzy hitowe płyty, z których jedna okryła się nawet platyną, wypuścił swoją najpopularniejszą piosenkę w rodzimym kraju („Cliffs of Gallipoli dobiło do 1. miejsca w Szwecji właśnie), zaczął także nagrywać kawałki poświęcone Polsce i Polakom (mnie to rusza nieszczególnie, ale to właśnie takie hity jak „Uprising” i „40:1” stoją za tak wielką popularnością tego zespołu u nas). Niestety właśnie w najbardziej udanym dla grupy roku 2012 doszło do rozłamu – z Sabatonem postanowiło pożegnać się aż 4 muzyków – perkusista, klawiszowiec i gitarzyści. Na pokładzie szwedzkiej potęgi power metalowej zostali na szczęście jej kapitanowie – Joakim Broden oraz Pär Sundström. Do 2013 roku udało im się zebrać pełny skład, a na początku 2014 panowie weszli do studia by nagrać następcę „Carolusa…”.

Sabaton - Heroes 2

Słuchając albumu „Heroes” i pisząc jego recenzję nie sposób nie odnosić się do albumu „Carolus Rex” właśnie – i to z dwóch powodów. Po pierwsze „Carouls…” jest sabatonowskim opus magnum. Zarówno pod względem artystycznym, jak i finansowym. Concept album opowiadający o historii Szwecji, na którym co chwilę był jakiś utwór-killer („Gott mit uns”, „Carolus Rex”, „Killing Ground”, „Long Live the King”) był dziełem naprawdę bardzo dobrym, na dodatek znalazło to swoje odzwierciedlenie w wynikach finansowych – platyna w Szwecji oraz złoto w Polsce mówią same za siebie. Po drugie album „Carolus Rex” był ostatnim krążkiem nagranym w starym składzie. „Heroes” jest więc dziełem kontrolnym dla nowych muzyków, nawet jeśli to Joakim i Pär zawsze grali pierwsze skrzypce w zespole. Więc, w końcu można sobie to pytanie zadać, wypada „Heroes” względem swojego poprzednika? A jak wypada jako autonomiczne dzieło, które część ludzi pozna bez znajomości innych sabatonowskich krążków. Odpowiedzi na to pytania są dwie (po kolei): „tylko” dobrze i bardzo dobrze.

youtu.be/HYWdgBtSM8s

Płyta “Heroes” wyszła w kilu edycjach różniących się liczbą utworów, jednak 10 z nich jest rzeczą stałą dla wszystkich wydań. Pomysł na ten album Szwedzi mieli prosty – postanowili opisać tych bardziej znanych i tych zapomnianych bohaterów (ludzi i jednostki wojskowe) II wojny światowej, do której Sabaton wrócił po 4-letniej przerwie. Joakim śpiewa więc o Brazylijskim Korpusie Ekspedycyjnym,  588. Pułku Bombowców Nocnych, Leslie’m Allenie czy (tak, polski wątek też wystąpił na tym krążku) Witoldzie Pileckim. Muzycznie w teorii zmieniło się niewiele – nadal otrzymujemy patetyczne nuty, z których większość od razu wpada w ucho i nadaje się do imprezowego wspólnego śpiewania. Nie mogę oprzeć się jednak wrażeniu, że coś, co było na „Carolusie…”nie znalazło się na „Heroes”. Na tamtej płycie mieliśmy większy rozmach, a także lepsze zróżnicowanie – było więc ciężkie brzmieniem i atmosferą „Long Live the King”, ultra-szybkie „Gott mit uns” z świetnym chóralnym refrenem czy utwór tytułowy, który po prostu zmiatał słuchacza. „Heroes” bardziej przypomina wcześniejsze dzieła Sabatonu – posiada więc kilka naprawdę świetnych utworów (do których już wróciłem kilkadziesiąt razy, a i pewnie będę jeszcze długo wracał), ale jako zamknięta całość broni się gorzej, głownie za sprawą kilku mniej udanych kompozycji. Np. takie „No Bullets Fly” w swoim rytmie i pomyśle na siebie przywodziło mi raczej na myśl upośledzone „Killing Ground”. A taki kawałek „The Ballad of Bull” jest czymś zupełnie nietrafionym – widziałbym go raczej w konkursie Eurowizji. Głos Joakima, który zaraz ma się chyba rozpłakać, zupełnie nie przekonuje, a użyte pianino brzmi wręcz śmiesznie. Z drugiej strony na „Heroes” znalazło się miejsce na takie perełki jak singlowe „To Hell and Back” i „Resist and Bite” czy „Smoking Snakes”, którym już teraz wróżę wielką koncertową karierę i długie życie w sercach fanów. Bardzo fajnie wypada także „polski” kawałek, czyli „Inmate 4859”, czyli rzecz o Witoldzie Pileckim. Kawałek ten jest dosyć ciężki, ale słucha się go dobrze, a główny temat muzyczny, trzeba to przyznać, od razu wpada do głowy i tam zostaje.

Earbook

Album „Heroes” jest dziełem dość nierównym. Kawałki, które chłopakom z Falun wyszły są naprawdę znakomite. Naprawdę. Z kolei te, które są gorsze lepiej jest pomijać, gdyż nie są to dzieła do końca udane. Na szczęście tych udanych jest, mimo wszystko, więcej, dlatego też „Heroes” bez wątpienia należy zaliczyć do dzieł udanych. Jest to sabatonowska płyta pełną gębą – udanie realizuje to, co tak bardzo spodobało się w tej grupie jej fanom – przyjemne połączenie podniosłości z ciężkością gitar, fajnie użyte klawisze i chóry, a także dobre teksty, które aż same proszą, by się je śpiewało/darło (niepotrzebne skreślić) podczas imprez z kumplami. A jeśli ktoś fanem Sabatonu nie jest, to od tej płyty zdecydowanie powinien trzymać się z daleka. Będzie niepotrzebnie cierpiał i zgrzytał zębami.

Na sam koniec wspomnę jeszcze o różnych wydaniach, w których „Heroes” wyszło – bo jest ich aż cztery. Najbardziej podstawową edycją jest zwykła płyta CD z 10 kawałkami. Więcej rzeczy oferuje edycja CD Digibook. Została ona wzbogacona o 2 dodatkowe utwory, a płyta została umieszczona w ładnym digipacku (który został dodatkowo „wyposażony” w alternatywną i lepszą, moim zdaniem, wersję okładki). Trzecią, najlepszą w sferze CD, edycją jest wersja Earbook. Kupując to cudo zapewniamy sobie nie jedną, a dwie płyty, pięć dodatkowych utworów, a także ładną książkę, w której dokładnie opisany jest każdy kawałek (tutaj jeszcze wtrącę, że utwory dodatkowe wypadają… różnie. Dwa z nich są dziełami Sabatonu i słucha się ich naprawdę dobrze. Gorzej wypadają natomiast covery, np. Metalliki, co jest już symptomatyczne dla Szwedów). Ostatnim sposobem na nabycie „Heroes” jest edycja winylowa  (na Zachodzie występuje w kilku wersjach różniących się kolorami „czarnej” płyty). Zapewnia ona najlepszą jakość dźwięku – całość jest gęstsza, bardziej dosadna. O budowaniu jakiejś sceny czy trójwymiarowości nie może być mowy, jednak obcowanie z winylem jest naprawdę bardzo przyjemne. Ja sam mam nabyty winyl i edycję Earbook i jestem z nich naprawdę zadowolony. Jak i z całego albumu. Nawet jeśli do „Carolusa…” nawet się nie zbliżył.

Ocena: 8/10 lub 8.5/10 (w zależności od tego czy miało się styczność z poprzednimi krążkami Sabatonu, czy nie).

Lista utworów (edycja podstawowa):

  1. 01. „Night Witches”
    02. „No Bullets Fly”
    03. “Smoking Snakes”
    04. “Inmate 4859”
    05. “To Hell And Back”
    06. “The Ballad Of Bull”
    07. “Resist And Bite”
    08. “Soldier Of 3 Armies”
    09. “Far From The Fame”
    10. “Hearts Of Iron”

Utwory dodatkowe (edycja digibook):

11. “7734”

12. “Man of War”

Utwory dodatkowe (edycja Earbook):

13. „For Whom the Bell Tolls” – cover utworu Metalliki

14.„En Hjältes Väg” – cover utworu Raubitera

15. “Out of Control” – cover utworu Battle Beast

Napisz, co o tym myślisz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *