Kontrowersja – matka rozgłosu, zwiastun sławy bądź upadku, kapryśna kochanka przewrotności losu. Jednych winduje ku niebu, innych wgniata w ziemię. Może stanąć tak u boku szarego człowieka, jak i niebagatelnego muzyka. Zapominamy jednak, że to nie ona stanowi centrum działań ludzkich (No chyba, że ktoś jest Lady Gagą albo Miley Cyrus, jednak nie poświęcajmy im tutaj miejsca). Stanowi je raz obrany przez człowieka cel. Dla Scream Maker jest nim przywrócenie ducha klasycznego heavy metalu – ducha Saxon, Motorhead, Iron Maiden czy Judas Priest. Ducha, który kiedyś przyśpieszał bicia ludzkich serc. Jacy są ludzie, których zachowanie, twórczość i pewność siebie oburza, bawi, raduje, wywołuje zazdrość i szacunek? Jakie mają cele, ambicje i słabości? Co nimi kieruje? Na te i inne pytania postaram się odpowiedzieć w wywiadzie z Michałem Wroną – gitarzystą, kompozytorem oraz niesamowicie otwartym i konkretnym człowiekiem. 

Heavyrock

J: Witajcie. Mamy już w listopad, wielkimi krokami zbliżając się do rocznicy waszej ostatniej płyty „Back Against The World”, która wypadnie w styczniu. Jak przez ten czas została przyjęta na scenie metalowej owa płyta oraz jakie wzbudziła reakcje?

MW: Płyta formalnie miała premierę w piątek 13 maja tego roku i wtedy też trafiła do sklepów. Tak że do rocznicy jeszcze troszkę zostało. Wcześniej w ramach przedsprzedaży była dostępna, ale tylko dla kilkuset konkretnych osób. Album miał i dalej ma, zresztą zasłużenie, dziesiątki, jak nie setki świetnych recenzji poza jedną napisaną niedawno przez jakiegoś znerwicowanego chłopaka i to z Polski, który chyba nie wytrzymał ciśnienia i zmasakrował ją po bandzie, a przy okazji siebie. (śmiech) Sprzedaje się lepiej niż nasz debiut i epka i to razem wzięte co bardzo mnie cieszy. Pierwszy nakład poszedł już w niecałe 3 miesiące po premierze i to było naprawdę miłe, ale nie ukrywam, że tego oczekiwałem bo to po prostu bardzo dobrze zbalansowana i rewelacyjnie brzmiąca płyta heavy metal i nie mówię tu wcale o polskim rynku. Zaczęto puszczać nas też w  radiu i dzięki brzmieniu tej płyty zaczęły się pojawiać propozycje koncertowe i promocyjne o jakich wcześniej mogliśmy tylko pomarzyć.

J: Jesteście zespołem, który jednych wprawił w osłupienie, u innych wywołał zazdrość, przeplatającą się ze złością, związaną z waszymi koncertami, granymi u boku takich gwiazd jak Motorhead, Saxon czy Megadeth. Czy zechcielibyście powiedzieć, jak udało się wam to osiągnąć oraz przedstawić zdarzenia, które szczególnie będziecie wspominać po tych koncertach?

MW: W hejt fabrykowany o nas przez naprawdę żałosne miernoty, wyciskające co wieczór pryszcze przed kompem, mogą uwierzyć tylko skończone cymbały albo naiwni ludzie, nie wiedzący kompletnie nic o naszym zespole. Hejterską narrację prowadzą też muzycy paru kapel, pominę z litości ich nazwy, którzy zwyczajnie stoją w miejscu bo są zbyt leniwi i beznadziejni jako muzycy i w ogóle jako ludzie. Temu, że poza paroma ich kolesiami pies z kulawą nogą ich na poważnie nie zauważa i nie docenia mimo, że im się należy jak psu buda jest naturalnie winny bezczelny Scream Maker. Co bardzo znamienne, hejt jeśli chodzi o nasz band nie dotyczy praktycznie wcale naszej muzyki czy tego, jak zespół wypada na żywo bo tu być może sami hejtujący czuliby, jeśli takie zjawisko jest w ogóle możliwe, że się kompromitują i strzelają w kolano. A my, kieruję tu się do kumatych czytelników, bo na tylko na takich odbiorcach muzyki nam zależy, nie wyskoczyliśmy sroce spod ogona, nie zagraliśmy, jako jakiś zbudowany za kasę metalowy boysband, drugiego koncertu w życiu w Jarocinie, trzeciego na Woodstocku a piątego już w Pekinie na gigantycznym festiwalu. Zacznę od tego, że istniejemy prawie 6 lat. Zanim zrobiło się o nas głośno zdążyliśmy już zagrać ok. 200 koncertów po klubach w Polsce i nie tylko, czasem dla 20 osób a nawet i mniej, gdzie naprawdę była to duża szkoła życia scenicznego, organizacyjnego, też managerowania bo mieliśmy w pierwszych latach aż 3 managerki itp. itd. Efektem tej bardzo ciężkiej, mozolnej pracy zespołu, jego determinacji, kreatywności, ale też wielu koniecznych zmian składu i tysięcy być może godzin poświęconych na próby, komponowanie itd. były pierwsze „sukcesy”, jak wydana w 2011 r. własnym sumptem, prawie godzinna, epka „We Are Not The Same”, finał Antyfestu w 2012 r., granie z coraz bardziej znanymi, polskimi grupami jak Turbo czy Ceti, pojawiły się wyróżnienia w prestiżowych rocznych podsumowaniach opiniotwórczych gazet jak Teraz Rock, pojawiły się pierwsze suporty zagranicznych gwiazd jak Ripper Owens, Paul Di’Anno, Blaze Bayley, Taria, Primal Fear itd. Dzięki epce, w 2014r. podpisaliśmy kontrakt na cały świat z amerykańską wytwórnią na długogrający debiut „Livin In the Past”, równolegle przyszyły trasy w Chinach, ruszył nasz projekt King of Rock and Roll poświęcony pamięci DIO czy w końcu mamy nowy album. Ostatni rok z tym pasmem „sukcesów” jest może bardzo skatalizowanym, ale naturalnym i oczekiwanym wynikiem ostatnich 5 lat ciężkiej harówy i naturalnie cieszy mnie to bo jesteśmy kreatywnymi, pracowitymi, ambitnymi ludźmi i teraz odbieramy konsekwentnie nagrodę za naszą a niczyją inną pracę. Nie gramy pod publikę ani wtórnego patataj metalu dla ludzi o bardzo kiepskim guście czy masowej metalowej publiki, nie klonujemy posiadając takiego a nie innego wokalistę Iron Maiden co byłoby przecież banalnie łatwe i skuteczne rynkowo. Nie gramy też, bardzo popularnego u nas, drugoligowego stonera czy blacku itp. co byłoby jeszcze łatwiejsze. Brutalnie to powiem, staramy się iść w jakość i wyciąganie za uszy ludzi którzy mają dość współczesnej heavy metalowej sieczki, którą zawalona jest obecnie Europa i którą promują różne serwisy czy gazety na potęgę również w Polsce. Zmartwię też hejterów i tych cymbałów którzy kupują jak pelikany ten bełkot o nas. Za granie z tymi wszystkimi Motorhead, Saxon, Megadeth czy na Woodstocku itd. nie zapłaciliśmy nawet złotówki jakiejś łapówki, nie mamy też dobrych wujków w branży. Również koleś z Dream Theater zagrał na naszym debiucie bez żadnej kasy a tylko dlatego że chciał, że polubił naszą muzykę. Wiem, że to bardzo boli, zwłaszcza środowiska muzykujących hejterów, którzy co najbardziej zabawne sami płacą, mają kolesiów w branży i chcieli zagrać, ale managmenty tych gwiazd czy promotorzy po prostu ich nie wybrali choć wiemy, że startowali. My przecież musimy mieć układy bo oni i ich fąfle wyszliby na nieudaczników którymi realnie są. (śmiech) Nam mówiąc szczerze hejt takich knypów niesamowicie pomaga bo fajni ludzie słuchający fajnej muzy, hurtowo się dowiadują o nas, rozsądni promotorzy się odzywają i zostają z nami i dokładnie o to chodzi. Taki jakiś nieudacznik jeden z drugim no jakie ma życie, jak on zniesie jak kiedyś zniknie mu np. internet gdzie może walić w dobre polskie bandy, bo poza nami walą te publicznie kompromitujące się jełopy przecież w legendy jak Kupczyk, Luczyk, jak Vader nad którym nawet w Chinach się rozpływają bo serio jest zajebisty… Jak już nie będzie miał szansy się publicznie kompromitować, to takiemu trollowi zostanie tylko słuchanie tej swojej gównianej muzyki i co najwyżej głaskanie, czarnego zapewne, kota. (śmiech) Tak w ogóle powiem ciekawostkę przyrodniczą: ci co ujadają na nas mają jeden wspólny i fascynujący w sumie mianownik: albo bez wyjątku grają gównianą muzykę albo takiej słuchają i to zazwyczaj jest jakiś 3-ligowy black metal czy stoner rock, paru z nich pielęgnuje też jak zaobserwowałem dorodne kozie brody. Dobrze, że ci ludzie nie wiedzą jak naprawdę świetne jest granie w Scream Maker, ile daje spełnionych marzeń, szalonych wspomnień i przeżyć, poznawania świetnych ludzi i miejsc bo by ich skręciło z zazdrości, która co potwierdzi każdy terapeuta, jest podstawą każdego dobrego hejtu. Wiem że czytają Wasz portal a jeden chyba nawet wali w nim w klawisze więc miłosiernie nie będę opowiadał tych w wszystkich anegdot z Mustainem, Tiptonem czy imprez hotelowych z ekipą Motorhead, czy bajkowego życia Chinach itp.
www.youtube.com/watch?v=uxooJG3Qh0U

J: Nierozerwalnie związany z wami jest memoriał DIO. Jakim cieszy się zainteresowaniem, jak jest odbierany przez fanów giganta sceny heavy metalowej jakim był Ronnie James Dio oraz co skłoniło Was do wybrania właśnie jego osoby, jako tej, której należy oddać szczególną cześć.

MW: To ważna część obecnego SM. Wymyśliliśmy memoriał żeby zwłaszcza młodym fanom gatunku dać jakiś pomost do wczesnego Dio, Rainbow, Black Sabbath, do wprost mówiąc, pereł, które Ronie nagrał i które wcale nie są tak popularne i cenione jak obecnie np. zespoły przebierające się za wampiry czy śpiewające o bohaterach wojennych. (śmiech) Zrobiliśmy już 3 edycje, ostatnią objazdową po kraju, przychodzi na to masa ludzi, gościnnie występują z nami świetni muzycy i to naprawdę bardzo fajna rzecz, dowodem jest zresztą konkurencyjna impreza która niedawno pojawiła się w kalendarzu warszawskich imprez. (śmiech)
www.youtube.com/watch?v=2M4k_9bCIdo

J: W świat poszła informacja, że macie zamiar ponownie odwiedzić Chiny. Czy zechcielibyście podzielić się szczegółami związanymi z tą trasą, szczególnie, jak doszło do jej zorganizowania?

MW: Za tydzień  gramy czwartą w ciągu ostatnich 3 lat trasę w Chinach . Tym razem eksperymentalnie formuła unplugged, ok. 20 koncertów, prawie 4 tygodnie grania, praktycznie całe południowe wybrzeże i kończymy w Szanghaju. Pierwszy raz zaprosili nas tam w 2014 r. i sukcesywnie staramy się tam coraz mocniej zaistnieć na ich naprawdę gigantycznym rynku. Tych „Chin” również nikt nam nie podarował, gdybyśmy nie grali tego co gramy i nie wiedzieli komu wysłać naszą pierwszą płytkę to by się zwyczajnie nie odezwali.

J: Droga życia zawiodła Was do Czech, na wspólny festiwal u boku Zakka Wylde’a, Nightwish czy UDO. Jak wspominacie ten wyjazd oraz jaka była reakcja czeskich fanów na waszą muzykę?

MW: Możliwość gry na Metalfest w Pilźnie po prostu wygraliśmy, choć tu też masa spiskowych teorii, ale z ręką na sercu ponownie mówię Ci, że wybrał nas Czech, promotor tego festiwalu, na podstawie konkursu organizowanego przez Fabrykę Zespołów gdzie każdy z finalistów grał na żywo po ok. 20 minut. Graliśmy w na Metalfeście jako pierwszy band drugiego dnia festiwalu i być może właśnie dlatego było już dziwnie sporo ludzi bo tam po prostu trwała nieustanna impreza. Przyjęcie było bardzo fajne, było sporo Polaków, Czesi uwielbiają granie typu Helloween czy Stratovarious który zresztą grał jakoś po nas i naprawdę w tym kraju lubią klasyczny metal. To, mówiąc szczerze, idealny dla nas muzyczny ekosystem: tysiące ludzi, każdy uwielbia to co my sami lubimy, masa pięknych dziewczyn, fajna pogoda, super piwo i inne lokalne ciekawe artykuły. (śmiech) Złapaliśmy sporo fajnych kontaktów i kto wie czy tam jeszcze nie wrócimy.
www.youtube.com/watch?v=lD3r78bCjc4

J: Jesteście płodnym zespołem, którego muzyka wzbudza zarówno kontrowersje, jak i zachwyt. Czy planujecie wydanie kolejnej płyty oraz czy będzie towarzyszył jej klip?

MW: Rozpoczęliśmy prace nad nowym albumem. Trochę za wcześnie o tym mówić, ale powstają pierwsze utwory, pierwsze aranżacje tyle, że ten proces musi potrwać bo zależy nam na tym bo konsekwentnie się przebijać jako „artyści” i przy okazji fajnie i mądrze ewoluować. Jeśli chodzi o muzykę, mamy masę pokory i tylko wyjątkowo robimy coś na wariata bo doskonale wiemy, że coś czym dziś się nakręceni zachwycamy na próbie, za miesiąc może być marne i przeciętne. Chciałbym, żeby nowa płyta była ciężka jeśli chodzi o klimat, duszna brzmieniowo i konceptualna. Będzie odejściem od tego stricte klasycznego i powiedzmy, miłego i relatywnie łatwego w odbiorze heavy metalu, który dotąd pokazaliśmy. To byłoby głupie, teraz próbować przebijać to co się nagrało bo nie tak postrzegam bycie „artystą”. Podoba mi się ostry zwrot stylistyczny na drugim albumie Dickinsona, to samo zrobił wcześniej Peter Gabriel na „Melt” czy Pink Floyd czy choćby mamy w końcu zaskakujący „Promised Land” Queensryche. Chodzi o dokładnie taki skok na głęboką wodę. Zobaczymy co z tego będzie. Tu chcę wspomnieć że szukamy właśnie dobrego gitarzysty, kreatywnego muzyka który poza tym, że powinien być z okolic Warszawy to musi być ambitny i pracowity. Jeśli jesteś nim Ty odezwij się do nas.

J: Fala wszędobylskiego hejtu spadła na Was, przez zarzuty o rzekome opłacanie gwiazd za występowanie na waszych płytach, organizację akcji crowd-fundingowej czy ogromną pewność siebie w obronie własnej muzyki. Jedni wręcz zarzucali wam panoszenie się na polskiej scenie muzycznej, cynizm oraz naiwną wiarę we własne możliwości. Jak odnosicie się do tych zarzutów?

MW: Wiesz, mówisz jako osoba, która siedzi w tej mikro „branży” i śledzi tą wylewającą się żółć tych co zazdroszczą, w paru przypadkach jestem przekonany, że z pierwszej ręki. (śmiech) Natomiast zapewniam Cie, że na prawie 40 mln ludzi w tym kraju ponad 95% fanów muzyki nie ma pojęcia o istnienia jakiegoś SM a o tym, że hejtuje nas 30 na krzyż tych samych knypów od black metalu czy stonera tym bardziej. Ja rozumiem, że masa ludzi i niekoniecznie jakichś złośliwców, marzy by zagrać z Kornem czy Slayerem bo w Polsce są w końcu setki, jak nie tysiące kapel no a tu ma wytłumaczone, że jakiś „potężnie ustawiony” SM ma abonament, ale to nieprawda. W Polsce po prostu nie wypada się dynamicznie, kreatywnie rozwijać i szybko iść do góry bo to jest bezczelne i chamskie, zwłaszcza w stosunku do osób co czekają aż np. zadzwoni do nich manager K. Kinga i zaproponuje wspólne granie i naturalnie wystawny obiad. Takie strony hejterów wzajemnie się wspierających są trochę jak takie darmowe Zoo jak ktoś nie ma w okolicy, naprawdę są rozkoszni w tej żałosności i marnowaniu swojego życia. Ci ludzi serio, gdyby przeżyli te wszystkie fantastyczne rzeczy, które ja dzięki temu zespołowi już przeżyłem, by dosłownie płakali z żalu nad sobą, ale nie będziemy się już pastwić. Crowd-funding był strzałem w 10-tkę. Niedawno mówiłem o tym w wywiadzie do gitarowej gazety, czy ktoś normalny zarzuca Wojtkowi Smarzowskiemu, że dzięki takiej akcji zebrał ponad milion i skończył Wołyń? Przecież to dziecinada i hipokryzja do sześcianu. My w miesiąc dostaliśmy od fanów 30 tys. złotych, które w całości poszło na nagranie płyty, która dzięki temu rewelacyjnie brzmi bo czy tu w Warszawie, w znakomicie wyposażonym, w dużej części w analogowy sprzęt Hear studio, pod okiem świetnego Radka Kordowskiego czy potem w Ivory Tears Studio pod Mediolanem u produkującego prawdziwych gigantów hard&heavy Alessandro Del Vecchio, uzyskaliśmy po prostu świetny efekt. Być może w black metalu czy death metalu czy patataj metalu da się nagrać świetny album za 4 tys. złotych na kompie, gdzie cyfrowo wbijasz ślady i łatasz to potem co 2 sekundy jak u krawcowej i jakoś to potem na głośniczkach laptopa brzmi, ale nie w dobrym heavy metalu gdzie musisz mieć przestrzeń, ciepło, szerokie pasmo dźwięku, realną dynamikę zamiast tej cyfrowej sieczki. Mówisz o pewności siebie, ja prywatnie jestem skromny, ale tu nie mogę być skromny mając taki materiał. Każdy fan rasowego i ciekawego grania hard’n’heavy który ma otwartą głowę powinien to odpalić bo nasz zespół zaczął od przebojowej epki, potem nagrał naprawdę świetny, komunikatywny „Livin’”, ale nowa rzecz serio to jest już naprawdę dojrzałe, mądre i w sporej części już wymagające, wyrafinowane coś, w co jeszcze mocniej pójdziemy w przyszłości. Puść sobie to bardzo głośno na dobrym sprzęcie i porównaj z najlepszymi albumami z tego roku. Nie mamy tu żadnych kompleksów, już poprzednia płyta była dojrzała, ale tu naprawdę masz jakościowe, ciekawe granie a nie monotonną sprofilowaną sieczkę dla mało wybrednych, która, zwłaszcza u nas, jest promowana przez niektórych pożal się Boże „dziennikarzy muzycznych”. Mówię Ci to serio jako długoletni fan tej muzyki. Wszystko można o nas powiedzieć, ale nie to że nie przywiązujemy wagi do jakości naszych kompozycji czy brzmienia czy planowego ewoluowania zespołu. Na obie nasze długogrające płyty przygotowaliśmy łącznie ponad 60 utworów. Dziesiątki z nich zmienialiśmy w nieskończoność, riffy, aranżacje, melodie, harmonie wokalne, przejścia, sola itp. często po wręcz bójkach, żeby mieć 100%, pewności, że wynik jest najlepszy na jaki nas stać. Z szacunkiem podchodzimy do odbiorcy i każdego fana. Nie gramy, żeby zadowolić masy ludzi czy zarabiać na jakichś jeleniach bo wiadomo, że często w masowej muzyce, także metalowej zanika jakość. Komponujemy wyłącznie dla siebie i naprawdę jesteśmy tu bardzo samokrytyczni bo ja jako „kompozytor” chce się mierzyć z największymi jak Tipton, DeGarmo czy Smith czy nawet Paul McCartney, dzięki czemu każdy odbiorca ma gwarancję, że szczerze robimy najlepsze coś na co nas stać a nie żeby przypodobać się przypadkowej gawiedzi czy sprzedać więcej płyt, biletów, wcisnąć ludziom więcej tiszertów, kubków, mieć rubaszne czy patetyczne teksty czy złapać lepszy kontrakt z wyprofilowaną wytwórnią czy wreszcie mieć słuchających jakiegoś strasznego gówna „kolesiów” w branży. To nie my. Dla mnie w ogóle idea heavy metalu kłóci się z takim milusińskim przymilaniem się i mizdrzeniem do ludzi a jakiś ten cały metal tak skacapiał w ostatnich latach. Ja wychowałem się na bezkompromisowych osobach, takich jak właśnie Lemmy, Di’anno, Araya czy Mustaine, być może właśnie dzięki temu ich poznałem prywatnie i podobnie jak oni widzę to prosto, albo słuchasz nas i to głośno albo Twoja strata i tam są drzwi.

heavyrock

J: Zespół to ludzie, a ludzie to pasje, namiętności, przyzwyczajenia, ale także ciężka praca, dyscyplina oraz determinacja. Jakie jest wasze spojrzenie na polski show biznes, jak się w nim odnajdujecie oraz, co chyba najważniejsze, jakie otwierają się przed wami możliwości?

MW: Dopiero ocieramy się o prawdziwy show biznes tj. taki gdzie nie króluje kolesiostwo, obrabianie dupy i dziecinada, ale prawdziwy, brutalny, nawet dla nas, profesjonalizm i bardzo wyrachowane podejście, gdzie stawia się na tych, dzięki którym można zarobić, co jest np. regułą w Chinach. Dostajemy coraz więcej propozycji promocyjnych, graliśmy i gramy w Polsce z wieloma bandami, w tym dostajemy masę ofert, też od różnych fajnych młodych zespołów, które chcą z nami zagrać, nawet ci co nas hejtują są na tyle bezczelni, że chcą z nami grać i to jest w sumie fajne. (śmiech) Doprowadzenie zespołu do obecnego punktu zajęło 6 lat i naturalną konsekwencją jest teraz pokazanie się poza Polską nie incydentalnie, ale np. na poważnej trasie z jakąś gwiazdą. Zespół jest coraz mocniejszy, coraz bardziej popularny, gra na żywo coraz lepiej, ma imponujące jak na parę lat cv i warto to teraz na poważnie, jeśli będzie szansa, wykorzystać. Tu już dla odmiany na pewno w grę będą musiały wchodzić pieniądze bo jako mało znany band, nawet z niezłą wytwórnią za plecami, nie masz szans zagrać z dużą gwiazdą na dużych obiektach 40 koncertów po Europie czy po Ameryce Południowej na ładne oczy bo tu już zaczyna się poważny biznes i poważne koszty. Każdy zawodowy band ma tego świadomość, przypomnę jak debiutujące Iron Maiden zagrało w 1980r. trasę z Kiss po Europie, jak szokująco spektakularnie zaczynał nieznany Skid Row czy też na naszym podwórku, co Nergal przyznaje w jakimś filmie który niedawno oglądałem że Behemoth nie zagrałby milowego dla nich Ozzfestu bez pozyskania sponsorów i poniesienia pewnych kosztów. Takie są realia na świecie jak startujesz z pozycji zespołu na dorobku i nie ma co się na to, jak dziecko, obrażać.

J: A wracając do człowieczeństwa: czym się zajmujecie na co dzień, jakie są wsze pasje oraz jakie są wasze marzenia, menu i kolor skarpet. Mówiąc krótko, jaka jest ludzka, a nie muzyczna strona Scream Maker?

MW: Nasz basista Jasiek jest naukowcem i bardzo miłym gościem przy okazji, zrobił zresztą niedawno doktorat. Wokalista udziela się jako dziennikarz a kiedyś bawił się amatorsko w reżyserowanie sztuk teatralnych, powaga. Pałker studiuje ekonomię, ja czasem przewalam przy biurku jakieś papiery a głównie pomagam ludziom z problemami jako ktoś od, powiedzmy, dużych kłopotów. (śmiech) Jemy schabowego z kapustą a w Chinach ośmiornice, Jasio po latach dominacji żyta wprowadził u nas kulturę picia whisky po którym nie boli głowa, mamy jakieś tam hobby jak normalni ludzie. Ja kopię piłę, gram w tenisa, śmigam jak mam czas na nartach też wyrabiam godziny na kapitana na morzach czy oceanach prawie jak mój dziecięcy idol, Kapitan Rock’n’Rolf z Running Wild. Kocham też Arsenal Londyn, ale to ciężka i bolesna miłość. Spędzamy ze sobą w zespole tak dużo czasu grając trasy, aranżując materiał albo udzielając się dla SM w masie innych zajęć, wliczam tu te różne afterparty (śmiech), że prywatnie raczej odpoczywamy od siebie, żeby się nie przegrzać a żeby dalej było przyjemnie. W zespole każdy z nas, czego wynikiem jest chyba już z 20 zmian w składzie, ma już bardzo profesjonalne podejście, nie patyczkujemy się ze sobą jeśli chodzi o np. zawalanie w jakiś obowiązkach, nie ma braterstwa krwi ani tym podobnych głupot które, to moja rada dla młodszych muzyków, zawsze zamiast dynamicznego rozwoju, prowadzą do lenistwa, pasożytowania i stagnacji. Łączy nas po prostu cel jakim jest dostarczanie, również sobie, jak najlepszego heavy metalu na jaki nas stać.

Jeśli chodzi o marzenia to ich się nie mówi bo się nie spełnią przecież no, ale np. z muzycznych spełniłem ich masę bo np. Judas Priest i Megadeth to na równi z Maiden moje ulubione bandy. Grałem w zespole Paula Di’Anno i nagrałem z nim album koncertowy, na płycie mojego zespołu zagrał, i to jak, mój idol Wojtek Hoffmann, a prawdziwa legenda polskiego plakatu, gościu który zrobił moją ulubioną okładkę tj. „British Steel”, zaprojektował naszą niebanalną okładkę „Livin’ In the Past”. Dzięki zespołowi jeżdżę po Polsce, poznaję setki, jak nie tysiące, super fajnych ludzi, którym mogę grać własną muzykę, zwiedzam sobie kolejny rok Chiny a bardzo lubię ich kulturę, mogłem pogadać po wspólnych koncertach z moimi idolami, paru z nich mogło posłuchać jak gram, ale jeszcze sporo myślę może się wydarzyć. Najfajniejsze jest, że to wszystko dzięki muzyce, która w stu procentach jest taka jaką chcę żeby była, to jest serio bezcenne bo na maksa inaczej bym się czuł jako np. jakiś wyrobnik, co gra jako najemnik ,w jakimś nawet super znanym bandzie, jestem przekonany że nawet za kasę bym tego nie robił. Zawsze bardzo ceniłem decyzję Jeffa Watersa, który nie zdecydował się, jako w sumie świeżak, startującym dopiero ze swoim kanadyjskim Annihilatorem, wskoczyć na wiosło za swojego imiennika do potężnie rozpędzonego już i uznanego Megadeth. www.youtube.com/watch?v=D5l_r7A0NSU

J: Mimo, że wasza muzyka jest osadzone w klasyce heavy metalu, jest również różnorodna, uciekacie od monotonni, urozmaicacie utwory. Stąd moje pytanie, kto jest głównym kompozytorem utworów oraz kto odpowiada za nagrywanie poszczególnych ścieżek w studio?

MW: Póki co oba albumy i praktycznie cała epka jeśli chodzi o „komponowanie” to wynik pracy mojej i wokalisty. Głupio mówić o swojej muzyce każdy może ocenić, bo masę tego wrzuciliśmy na YT, ale staramy się żeby to się broniło i miało poziom lepszy niż te zdecydowana większość obecnych młodych bandów grających w Europie. Układając coś myślę zawsze co powiedziałby mój idol jak Tipton czy Harris, czy to nie za banalne, czy nie za przekombinowane, czy ma balans fajny, czy wokale idealnie co do sylab siedzą jak powinny, czy nie za dużo wokali, czy nie za dużo dźwięków gitar, czy struktura czy melodia jest najlepsza z możliwych bo z reguły do każdego numeru robimy kilka linii melodycznych tylko po to by mieć punkt odniesienia i przekonać się które wokale najlepsze. Każdy utwór powinien mieć w sobie coś wyjątkowego i wiadomo, że decydują tu detale i pewne wyczucie czy np. to coś za rok dwa będzie się bronić bo jakoś tak dziwnie często jest, że w czasie rzeczywistym jak wychodzi jakaś płyta to najbardziej zapadają Ci w pamięć te, w sumie najmniej wartościowe „artystycznie”, rzeczy które się szybko utylizują bo to co fajne, jak to w życiu, zawsze jest głęboko ukryte i wymaga pewnego czasu który musisz dać ludziom jako kompozytor czy sobie jako słuchacz… Np. z nowej płyty nie udostępniliśmy jeszcze numeru „Into the Light” który, moim zdaniem, jest jedną z najlepszych, najbardziej klimatycznych rzeczy, jakie mamy i realną zapowiedzią tego gdzie idzie ten band. Im dłużej to robię tym lepiej i szybciej wiem co chcę zrobić i przede wszystkim jak to zrobić i czy to będzie finalnie dobre. Jest tu pewne podobieństwo do gotowania i to mega fascynująca i fajna dla mnie rzecz. Poza przybijaniem piony z przysłowiowym Mustainem czy Tiptonem i graniem na żywo najfajniejsza. Właśnie składanie czegoś w całość, odpuszczenie potem tego na parę tygodni, żeby ocenić czy jest w tym realny potencjał i potem naprawdę ciężka, ale przyjemna praca to jest coś co bardzo lubię zresztą przy każdej płycie po miesiąc czasu siedziałem w studio od rana do wieczora zmęczony, ale bardzo szczęśliwy. Masę czasu spędzamy na aranżacji, gdzie już cały zespół pracuje na tym, żeby numer był transparentny, podporządkowany zawsze głównie wokalom bo na tym polega dobry melodyjny heavy metal, ale też by miał to puszczenie oka czy też głębsze dno do bardziej wyrafinowanych fanów czy muzyków, że to nie tylko takie jakieś proste granie i śpiewanie… Np. sola i ślady gitar potrafię roboczo w domu nagrywać i przygotowywać godzinami tylko po to żeby przekonać się, że przesadziłem z kuglarskimi popisami, jakimiś tam smaczkami i, że ważna jest melodyjność, oszczędność, zapas mocy i klimat. Wszystkie partie gitar na obie płyty nagrałem sam i oceniając, choćby przez pryzmat wszystkich naszych recenzji, w poważnych stricte gitarowych gazetach czy serwisach była to naprawdę dobra i ciekawa robota. Myślę, że w każdym numerze, nawet takich najbardziej rzemieślniczych i wtórnych, pamiętających czasy mojej szkoły średniej, których nie słucham od dawna jak „Deliverance”, „Prophet” czy mój pierwszy dla SM „In the name of God”, które pierwotnie nie łapały się nawet na epkę, a potem na prośbę fanów je dodaliśmy, są fajne melodie, riffy czy sola i jakieś tam ciekawe nie tak banalne rozwiązania. Późniejsze kompozycje już są bardziej dojrzałe i dopracowane bo nam zależy, żeby nasza muzyka broniła po paru czy parunastu latach i żeby niektórzy fani być może zbyt sformatowani, którzy na dziś nie są jeszcze gotowi na niektóre nasze rzeczy, z czasem odkryli, że to zupełnie inne były ich ulubione numery na płycie. (śmiech)

J: Współpracowaliście z wieloma wybitnymi postaciami jak gitarzysta Turbo Wojciech Hoffmann, Jordan Rudess z Dream Theather, Rosław Szaybo, światowej sławy projektant czy Alessandro Del Vecchio. Jak udawało się wam nawiązać te współprace oraz jak one przebiegały – czy zdarzały się niemiłe precedensy, czy obeszło się bez nich?

MW: Jest takie powiedzenie, że zwycięzcy są zawsze eleganccy. Ludzie których wymieniłeś są tego żywym dowodem, osiągnęli w życiu prawdziwy sukces, mają gigantyczny skill i talent jako artyści i dla mnie zaszczytem było móc z nim pracować. Ktoś kto naprawdę ma poziom nigdy nie daje ci odczuć, że jesteś mrówką z mikro zespoliku i w sensie ludzkim jest zawsze mega spoko. Bo ma klasę, ma pewien luz a to coś czego nie możesz kupić. Jordan, choć obiektywnie gigant, nagrał nam poza fortepianowym intrem na płytę, aż 3 solówki do „Stand Together” bo nie wiedział która się spodoba. Podobnie Pan Rosław zrobił 3 projekty różnych okładek bo chciał, bo zwyczajnie spodobało mu się nasze rzępolenie i widać uznał, że warto stworzyć jakąś alternatywę dla tej pierwszej którą z miejsca wybraliśmy. Nie muszę dodawać, że w przypadku obu Panów już pierwsza propozycja zwaliła nas z krzeseł. Wojtek to klasa sama w sobie, posłuchacie, zwłaszcza jeśli gracie na gitarze, co zagrał w „Glory for the Fools” a jeśli chodzi o Alessandro, który sam poza produkowaniem, komponuje świetne numery gigantom i sam rewelacyjnie śpiewa, to nagrywając Sebastiana wyciągnął z naszego wokalisty rzeczy które są już najwyższym poziomem śpiewania w tym gatunku. To upiornie brzmi i choć częściej się wkurzamy na siebie z wokalistą niż myziamy za uszkiem, ale to po prostu prawda, zresztą posłuchajcie na spokojnie wokali z „Retribution”, „Godsend” czy „Into the Light” i porównajcie z najlepszymi wokalistami na świecie.
www.youtube.com/watch?v=Glf5vzI6AWE

J: Na sam koniec pragnąłbym Was zapytać – jak oceniacie stan polskiej sceny heavy metalowej oraz jak heavy metal, waszym zdaniem, odbierany jest w XXI wieku na świecie?

MW: Na świecie heavy metal przechodzi od lat pewien renesans choć wiadomo, że nie jest to czas porównywalny do końca lat 80-tych i początku 90-tych, gdzie klasyczne granie wchodziło w mainstream a młody Lars Urlich palił w piecu dolarami. Amerykanie, na początku naszego stulecia przetworzyli klasyczne granie na coś swojego, właśnie w stylu modern jak np. Avenged Sevenfold czy grupy typu Shinedown, w którym ja słyszę sporo Iron Maiden i tego naprawdę da się słuchać. Graliśmy z Sixx:AM i serio cały ich koncert byłem urzeczony, bo to jest taki piosenkowy, ale naprawdę z pazurem ciężki, po amerykańsku, bujający fajnie rock. Jest to podanie ciężkiego grania dzieciakom w nowoczesnej otoczce i z tego co widzę się podoba i bardzo dobrze sprzedaje. W Azji i Ameryce Południowej, do której się nieśmiało przymierzamy, jest z kolei wręcz świetnie i tam nie trzeba już się liftingować na coś „na czasie”, tam jedzie Helloween, wyglądający jak Helloween i gra stadion. W Europie z klasycznym graniem jest nieźle, na bank lepiej niż gdy królował chłam w końcu lat 90-tych a tych co niestety umieli grać i śpiewać wyśmiewano bo w modzie były kozie brody, flanele, hałas i cały ten tzw. eklektyzm. Dziś rynek muzyki hard’n’heavy na Starym Kontynencie jest bardzo nasycony, ale raczej trochę jako getto muzyczne jest to pomyślane, gdzie wytwórnie traktują trochę fanów jak idiotów z klapkami i masz 100% powerowe bandy, 100% folkowe bandy, 100% progmetalowe bandy, czy glamowe bandy a niech się tylko któryś wychyli, tak jakby to  miała być  jakaś produkcja mortadeli. Nowego Priest czy idąc szerzej np. Queen, z ciekawym spojrzeniem na muzykę, zaskakującego z płyty na płytę na bank nie ma. Zapytałeś o naszą lokalną scenę… Brutalnie powiem, że w Polsce scena w sensie ludzi trzymających się razem i w rozumieniu jakiegoś poziomu w relacjach nie istnieje. Tu prawie każdy delikwent każdemu zazdrości i każdego za plecami jak tylko wyjdzie podpie#dala czy to innym zespołom czy fanom, fotografom, dziennikarzom czy promotorom a po 2-3 drinkach nawet twój własny hejter hejtuje przy tobie tych swoich niby ziomali, opowiada jakieś straszne rzeczy itp. i tak to się kręci. Wiem to z pierwszej ręki bo tych osób się kręci w okolicy jak np. gramy koncert i generalnie świat jest naprawdę mały bo fani też czasem coś słyszą i dają znać. Ludzie z jakichś bandów co np. jako grupa nas nie znoszą i nam zazdroszczą tak samo podchodzą do siebie nawzajem za plecami co jest mówiąc szczerze żałosne. No jaka to scena. (śmiech) Tak że powodu do zadowolenia nie ma za bardzo no, ale nie patrzmy na to jak naiwne dzieciaki – taki jest ten polski „szołbyznes” i tyle, my nie szukamy tu przyjaźni i robimy swoją robotę i skupiamy się na niej i relacjach z zaprzyjaźnionymi muzykami i przede wszystkim naszymi fanami bo oni są dla nas najważniejsi. Muzycznie scena polska w sensie heavy metalu, pomijam tu klasyków jak Turbo, Tsa, Kat, Acid czy Grzesiek Kupczyk jest bardzo mała bo zwyczajnie nie ma za dużo dobrych wokalistów a to podstawa w tym gatunku, czego niektóre zespoły które czasem słyszę, jakby nie potrafiły sobie tego uświadomić. Masę bardzo zdolnych zespołów instrumentalnie nie może się jakoś przebić bo nie mają gościa co czysto i bardzo dobrze śpiewa, plus co umie zachować się na scenie. Są niezłe takie zespoły jak Titanium czy Exlibris, był Night Mistress, który grał fajny primalfearowy power i, w którego polskim, tym „nowym” wcieleniu gra teraz nasz były pałker, a innych to raczej już nie kojarzę. A sorry jeszcze Kruk i Steel Velvet to są bardzo fajne muzycznie bandy moim zdaniem, w tym również na żywo. Ten ThermiT wydaje się ciekawy, kiedyś sporo słuchałem takiej przekombinowanej muzy. Generalnie dla mnie słabe jest trochę to, że tacy naprawdę poważni uznani muzycy nie wchodzą za bardzo w retro heavy metal bo klasyczne granie nie daje ci w tym kraju, ani za dużo fanów ani kasy a dla niektórych to widać ważne tak, że zespoły kombinują jak mogą żeby wejść w tzw. mainstream czy tzw. gimbazę, którą chcą przeciągnąć z koncertów tych różnych pol-rockowych zespołów czy wręcz hiphopowych, dyskotekowych. Wiem, że były zespoły co wybijały się na talent szołach, ale ja nie chcę tego oceniać ani komentować tym bardziej, że telewizora używam tylko do grania w Uncharted i Super Froga. My niczego nikomu nie zazdrościmy, nie jesteśmy takim zespołem, zresztą mówiąc szczerze nie za bardzo nas to interesuje co, kto tam i z kim robi. Każdy niech robi swoje a na końcu i tak Scream Maker będzie grał przed Iron Maiden czy Metallicą itp. i się zacznie w branży płacz, że cholera mają układy a to my przecież lepiej gramy i nam się należy. (śmiech) A poważniej to interesuje nas wyłącznie nasza muzyka, wierność sobie, swoim jakimś przekonaniom i to żeby kolejny album był ciekawszy, głębszy i bardziej wciągający od poprzedniego. Nas nie każdy musi i wręcz nie każdy powinien słuchać czy kochać bo szczerze fatalnie bym się czuł jakby SM wbrew sobie, żeby zyskać jakąś chwilową popularność przypadkowych ludzi czy kasę, poszedł na jakikolwiek kompromis, nie tylko zresztą muzyczny i się mizdrzył do publiki, fanów, dziennikarzy, mediów, wytwórni, internetowych trolli czy całego tego tzw. środowiska. To byłby marny koniec tego bandu a póki co tu każdy rano może bez obawy patrzeć w lustro przy goleniu i póki ja tu będę to się nie zmieni. Dzięki za ciekawe pytania, pozdrawiam wszystkich czytelników i naturalnie zachęcam jeśli, nas nie znacie, do odpalenia kontrolnie jakiegoś naszego zakalca.

heavyrock

Dziękuję Michałowi za tę rozmowę. Scream Maker jawi się jako band idący przed siebie wbrew wszystkiemu i wszystkim. Jedni ich kochają, drudzy nienawidzą. Jednak jedno jest pewne. Mimo wielu sukcesów, najlepsze lata dopiero przed nimi. Pozostaje trzymać kciuki i z głębi trzewi krzyknąć razem „Hope the world will know my name, And they will shout it loud when I’m on stage”!

Wywiad przeprowadził Jeremi „Jerry” Kołecki.

35 Komentarze „Razem przeciw światu” – Scream Maker: wywiad

  1. Gosia

    Najskromniejszy człowiek udziela najskromniejszego wywiadu na świecie! Wszystkich posądza o hejt a sam ciśnie każdemu dookoła sugerując ignorancję oraz nieznajomość tematyki metalu jesli nie lubi sie SM. Zespół supportujący największe gwiazdy na którego koncerty (lublin gdzie byłam) przychodzi 60 osób i podtrzymują ściany aby się nie zawaliły. Skąd w Tobie człowieku tyle jadu! Nazwa Nocny Kochanek tak Cię boli w dupę, że nie przeszła Ci przez gardło ;) Muzykę macie spoko ale gadanie o tym jak to jesteś skromny w kontekscie tego wywiadu to jakaś pomyłka.
    Gosia

    Reply
    1. Jerry

      Prywatnie Michał jest osobą niezwykle zdystansowaną do samego siebie, mającą ogromny potencjał i wiedzącą czego chce. Współpraca z nim to sama przyjemność, owocna i bogata w refleksje nad tematami ogólnomuzycznymi. Warto wyjąć kija z dupy i zadać sobie pytanie, czy nie ma racji w paru kwestiach ;)

      Reply
      1. Obozowy Kapo

        Z dupy to raczej ty powinieneś wyjąć Michałkowy kindybał.
        No chyba że jesteś jego skarpecianą kukiełką, bo wskazuje na to ten sam styl, szlifowany na laurkach do pani polonistki

        Reply
        1. Thrash Lover

          Ten koles ze Scream Maker jest rzeczywiscie nieco bufonowaty, ale w kilku kwestiach nie sposób nie przyznać mu racji.

          Bo przeciez ma rację kiedy mówi, że na polskiej scenie muzycznej pełno jest drugoligowego stoner rocka czy trzecioligowego black metalu. Tak samo racje ma kiedy mówi, że nie ma u nas zbyt wielu dobrych wokalistów, a to jest podstawa w muzyce, czego niektóre zespoły nie potrafią sobie uświadomić. I po raz kolejny nie myli się mówiąc, że wiele dobrych instrumentalnie grup nie może się przebić na rynku nie mając gościa, który czysto i dobrze śpiewa, a jednocześnie umie zachować się na scenie. Przecież tak właśnie wygląda polska scena metalowa. Na tym tle nawet taki niby przeciętny Scream Maker może lśnić.

          A co do frekwencji na koncertach, o czym wspomniała Gosia, to byłem we Wrocławiu na koncercie, gdzie na 4 kapele (z których każda miała wydanych kilka płyt) przyszło jakieś 30 osób. To i tak mniej niż na Scream Makerze w Lublinie.

          Reply
      2. Kris

        Tak, na pewno jest cieplym, milym czlowiekiem, tylko czasami w wywiadach żyłka pierdząca mu puszcza i zalewa wszystkich falą guana:)

        Reply
  2. Magdalena

    To nie jest wywiad to jawne wylewanie żalu na ludzi ktory maja czelnosc miec inne zdanie niz to, ze SM jest zajebisty… Najśmieszniejsze jest to, że zespół po takim wywiadze zbierze jeszcze wiekszą krytykę. Nie za swoja muzykę a za traktowanie innych jak najwiekszych wrogów i znów będę mogli mówic jak to po nich wszyscy jadą a oni tacy biedni niedocenieni. Ciężko się czyta kogoś kto zarzuca innym hejt jednocześnie mieszajac z blotem cala reszte. Niestety odnosze wrażenie, ze celem tego wywiadu było przypomnienie ze SM istnieje. Bo teraz ludzie znow zaczną gadac będą wstawiac linki do tego wywiadu na fb i innych portalach. Czyli cel osiagniety. Niewazne jak byleby gadali. potem się znow poskarzymy, ze po nas jada i jest ok. Chwalą się chłopaki przed kim to nie grali ale to nie jest sztuka grac dla publicznosci ktora przyszla na gwiazde wieczoru i jakos zapycha czas. Zagrajcie koncert sami i zobaczcie czy uzbieracie chociaz te 60 -100 osób ktore nie będą Waszymi znajomymi. W Polsce niestety sami sobie zrobiliście czarny PR właśnie takim zachowaniem. Ktoś kto przeczyta ten wywiad nie pojdzie na wasz koncert bo od samego czytania człowiek czuje na sobie wasz hejt mimo, ze moze słyszec o Was pierwszy raz w zyciu….

    Reply
  3. Michał

    Wywiadu nie da się czytać, pomijając nawet tragiczny skład i brak jakiejkolwiek korekty, facet ma ego większe od Kanye Westa…z tym, że ten drugi FAKTYCZNIE sam zamyka stadiony i nie potrzebuje do tego kogoś większego od siebie, na kogo tak naprawdę przyszli ludzie. Zgodnie z zachętą Pana Muzyka odpaliłem sobie ich „zakalca” i rzeczywiście, jest to jedyne zgodne z prawdą słowo, jakie padło w tym wywiadzie. Prosty, siermiężny, najpodlejszy heavy bez krzty pomysłu na siebie. Wszystko tu jest, tylko duszy brakuje – bo kopie nie mają wnętrza. Smutne, że ktoś, kto nie osiągnął jeszcze właściwie nic uważa, że osiągnął już prawie wszystko. To dopiero uniemożliwia jakikolwiek rozwój… A gwoździem do tej słabo zbitej trumny jest wylewający się z tego „wywiadu” bóldupizm o to, że mało kto pada na kolana przed wielkim Scream Makerem (serio?) i nie uważa go za najważniejsze objawienie polskiej sceny muzycznej od czasów Chopina. Żałosne.

    Reply
  4. Pierd Maker

    Zacząłem czytać, ale po paru minutach już tylko przewijać, aby spróbować wyłapać coś więcej niż tylko ból dupy Pana Muzyka Z Zespołu Który Na Złość Hejterom Odniósł Potężny Sukces I Odniesie Jeszcze Większy. Ktoś policzy ile razy pojawiło się słowo „zazdrość” w całym wywiadzie?

    Reply
  5. jan

    Moim zdaniem rozmowa z Michałem jest motywacją do odsłuchania nagrań Scream Maker’a. I na muzie należy się skoncentrować. Odbiór zależy od wrażliwości i doświadczeń słuchacza. Obiektywna ocena sztuki nie istnieje,w/g mnie sztuka inspiruje i wzbogaca jednostkę. Masa w odbiorze stanowi istotne ale tylko tło przekazu. Irytacja nie jest profesjonalnym ujęciem problemu.

    Reply
    1. rntp

      odsłuchałem po przeczytaniu wywodów „artysty”. A nuż ma rację?
      Nie ma. Nic ciekawego. a na pewno nic oryginalnego, podobnego szajsu jest na pęczki. Może technicznie mają jakość, ale nic po za tym, jak dla mnie asłuchalny badziew.

      Reply
  6. Jędrzej

    Uśmiałem się okrutnie czytając te wywody o wszechobecnej zazdrości, „hejcie”, hurtowo wylewanych pomyj na zespół przez tych wszystkich nieudaczników dookoła. Myślę że pora wyjąć kija z dupy, zejść z chmur i racjonalnie rzucić okiem na otaczającą was rzeczywistość. Dziś zagrać przed gwiazdą to nic wielkiego, wystarczy odpowiednia zasobność portfela, i primo – nie gracie dla tych ludzi, którzy przyszli na gwiazdę wieczoru, tylko robicie im tło do picia piwa, ewentualnie ktoś tam was ogląda gdyż chce sobie wcześniej zająć dobre miejsce przed gwiazdą wieczoru – znane bardzo dobrze z autopsji. Tacy pewni jesteście waszych występów? To po co robiąc memoriał Dio na plakacie nawaliliście w nagłówku wielkimi literami DIO RAINBOW BLACK SABBATH ELF, a na dole małymi „Oprawa muzyczna: scream maker”? Przecież między innymi przez takie durne akcje cały internet z was leje, a nie przez to że zazdroszczą wam waszej wszechzajebistości. Ciekaw jestem swoją drogą co na to posiadacz praw do tychże nazw, bo są to też zastrzeżone marki handlowe i nie każdy może sobie robić i sprzedawać gadżety z nazwami tychże, czy też robiąc biletowaną imprezę umieszczając je na plakacie promocyjnym. Ja wiem że z Ozzym pewnie wódkę pijecie, Blackmoore uczył się od was riffów a z hologram Dio chwalil i kadził że ma świetnych następców, jednak z ciekawości sprawdzę czy to jednak było w pełni legalne :)

    Znam kilka młodych osób, niezbyt wyrobionych muzycznie którzy was słuchają, poznając dzięki nachalnej promocji. Z przyjemnością wysłałem im link do tego wywiadu, żeby zobaczyli jakimi ludźmi jesteście i przemyśleli czy rzeczywiście warto was wspierać.

    Reply
  7. Wolf

    W kwestii Chin, to:
    1. Bai Fu też jest popularny w Chinach i co? Nadal gówno.
    2. W Chinach uważa się, że psy też są zajebiste. Wspaniały wyznacznik zajebistości.

    Hails!

    Reply
  8. Iwona

    No tak, ale wywiad bedzie mial najwieksza „klikalność” w historii tego serwisu i będzie wielki sukces…kolejny, jak na Scream Maker przystalo, haha. A wracajac do zespolu – coz, o ile wiecej by osiagneli nie bedac po prostu chamami…

    Reply
      1. Obozowy Kapo

        Ice Cream Maker to jednak najbardziej zakompleksiona banda chuja i mitomana.
        Zapomniałeś się, głąbie w mycce, pochwalić, że „polska Andżelina Dżoli” sama zabiegała o występ w waszym klipie. Pewnie jeszcze loda chciała wam postawić, ale z takimi małymi pytkami musieliście wyjechać do Chin

        Reply
  9. Obozowy Kapo

    Ice Cream Maker to jednak najbardziej żałosna banda mitomanów w tym zakompleksionym chałupniczym „showbiznesie” heavy-mentolowym (choć konkurencja spora).
    Szkoda, durniu w mycce, że nie pochwaliłeś się jeszcze, że „polska Andżelina Dżoli” po prostu błagała, żeby wystąpić w waszym klipie. Pewnie jeszcze gałkę wam chciała postawić, ale szybko okazało się, że z takimi małymi pitolami musieliście szukać szczęścia jedynie w Chinach

    Reply
  10. Sztynks Mejker

    Ej zobaczyłem sobie teledysk rzeczonego hordu, pt „wanna be a star” i musze przyznać, że totalnie wzruszającym znajduje kiedy na jeburów i dupcyngieli pozują stulejarze o mordach piwnicznych fanów chińskich bajek i klatach jak czoła szczurów. Do tego ten spaślak eunuch w czapce woźnego gitarzysta. Nie obchodzi nas hejt, więc najebałem o nim milion znaków pisząc jacy jesteśmy super. Imprezy z Lemmym były takie super że aż umarł a bajeczne życie w chinach szczególnie dobrze można poczuć pod portretem Mao na bramie niebiańskiego spokoju i w szwalniach gdzie małe chińskie rączki szyją adidasy :D Jebać te bande lamusów i ich sen o szpadzie i masturbacyjne fantazje o własnej wielkości. Przypucujcie sie lepiej jakie długi macie na tej swojej spierdolinie :D

    Reply
  11. Sztynks Mejker

    Btw, strasznie chciałbym zobaczyc frekwencje na biletowanym koncercie tej spierdoliny w Warszawie, Krakowie, Gdańsku czy Wrocławiu :D

    Reply
  12. Amadeusz

    Bdb wywiad, a heaterzy będą heatować, pozdrawiam Pana Michała i Zespół i życzę wszystkiego co najlepsze, mam nadzieję, że taki światowy band nie będzie już musiał po tym wywiadzie uiszczać płatności za różne rzeczy kubkami i koszulkami.

    Reply
    1. Kris

      Tak, heatować będą…
      Wywiad jest slaby, przeciez ten koles nawet poprawnie zdania nie umie sklecic. Tu nie chodzi o zaden „hejt”, tylko nazywanie rzeczy po imieniu. Hejt to mial dajmy na to Filip Chajzer.

      Reply
  13. Kenoid

    >graj generyczny, nudny, sprany jak gacie ferdka kiepskiego hewi metal
    >twierdź, że to inni stoją w miejscu

    to się w głowie kurwa nie mieści, żeby być takim skończonym gównem, który nikogo nie interesuje (wasze „Lost in Shanghai” podobno miało oczarować „przyjaciół z Chin” a ma 470 wyświetleń na youtube) i jeszcze mieć czelność wylewać jad i pomyje na inne, bardziej świadome i doświadczone zespoły. Ludzie kręcą z was pompex bo jesteście maksymalnie chujowi ale przy okazji nie zdajecie sobie z tego sprawy i stąd beka XDDDDDDDDDDD

    Reply
  14. Enne

    Nawet trudno jest mi ująć w słowa, jak bardzo jestem zażenowana czytając ten wywiad, przy czym naprawdę ledwo udało mi się dobrnąć do końca. Nie widziałam i nie wyobrażam sobie żadnego zespołu na światowym poziomie, który wypowiadałby się w tak butny sposób i w takich słowach o słuchaczach czy o innych muzykach. Deklaracjom o Waszej pokorze zaprzeczyło z 80% treści tego wywiadu. Michał, zastanów się, czy Tipton, Lemmy, czy którykolwiek z wymienionych przez Ciebie autorytetów kiedykolwiek odniósłby się z taką pogardą nawet do swoich hejterów, których – nie wiem, czy mieści Ci się to w głowie – mają/mieli nieporównywalnie więcej z racji swojego formatu.

    Reply
  15. Edyta

    Tak czytam te komentarze i ręce opadają. Polskie piekło, wieczne kompleksy i nieudacznicy. Sami mu niestety rację przyznajecie. Gość może za pyskaty, ale nie dziwię mu się, że bez litości z Wami pojechał. Nie zauważyłam żeby poza trollami kogoś obraził. Z przekory włączyłam i niestety dla tych co ich flekują sa naprawdę nieźli.

    Reply
  16. Kapelan SB

    Tak sobie tego słucham i mam wrażenie, że jakby zmienić teksty, muzykę, skład i nazwę to byłaby mega petarda! Tymczasem słychać zrzynę z najbardziej wsiowego metalu, podaną bez odrobiny humoru… Wali małomiasteczkowym domem kultury – wokalokolo nie dociąga dźwięków, gitarzysta uczy się grać… Dajcie spokój…. Stulejarstwo i Cebulactwo na poziomie eksperckim i nic więcej

    Reply
  17. Buchwald

    To niezły wywiad i szacunek za odwagę dla tego Wrony bo mówi jak jest. Hejterzy to paskudne, zaślepione istoty, co zresztą widać tu po tej ich kompulsywnej reakcji i to ważne, że jakiś muzyk nie zamiata tego pod dywan tylko mocno odbija piłeczkę tak, żeby rozsądni ludzie mogli wyciągnąć wnioski. Znam ten band, widziałem w Polsce dwa razy na żywo i nie mają tam muzycznie za dużej konkurencji. W Stanach czy Szwajcarii każdy by był dumny, że tak dobrze im idzie, mimo grania archaicznej w sumie muzyki, a w ojczyznie klasyka po PRLu czyli mieszanie z błotem i zawiść, że szybko wybili się ponad resztę i jeszcze śmią mieć poczucie własnej wartości. Z tak zaściankowym podejściem do własnych muzyków nie dogonimy nigdy Europy.

    Reply
  18. Marcin

    Ten zespół to jakaś pomyłka małpująca Iron Maiden. Wydaje im się, że Pana Boga za nogi złapali, a tymczasem żyją w jakimś wymyślonym przez siebie świecie w którym chyba tylko oni sami są swoimi jedynymi prawdziwymi fanami.

    Unikać jak ognia tego sztucznego wytworu marketingu.

    Reply
  19. Olaf

    Ten wywiad to na serio był!? Jaki muzyk tak się kompromituje w wywiadzie!? A no tak… to Scream Maker, najlepsza kapela świata, reszta to se może pryszcze wyduszać. To już nawet nie jest dno i wodorosty, to się do złoża g*wna pod oceanem dokopało.

    Reply

Odpowiedz na „KrisAnuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *