Nietrudno zauważyć, iż pomimo braku wsparcia mainstreamowych mediów, całkiem sporo młodych Polaków zakłada zespoły grające heavy metal i stara się mieć swoje pięć minut na scenie. To cieszy, bo przecież wiele osób utrzymuje, że to gatunek bez przyszłości. Pomimo tego młodzi ludzie są pełni pasji i oddania muzyce, którą kochają. Mieliśmy okazję przeprowadzić rozmowę z Mateuszem Fijałkowskim – wokalistą zespołu Ravenger.

 

HR: Ravenger to młody zespół, który upodobał sobie nie najmłodsze klimaty. I w zasadzie ani ja, ani zapewne nasi czytelnicy nie wiedzą o Was wiele więcej. Toteż proszę, przybliż nam sylwetkę zespołu i ideę, która za nim stoi.

 

MF: Zespół Ravenger został założony w myśl starych, heavy metalowych klimatów. Inspirujemy się kapelami takimi jak Iron Maiden, Saxon oraz Judas Priest. Jednak każdy z nas preferuje inny styl. Nasze teksty nawiązują do wojen, podróży i fantastyki. W swoim repertuarze mamy zarówno szybkie, jak i wolne utwory.

 

HR: Co różni Was od wspomnianych przez Ciebie kapel?

 

MF: W zasadzie owe kapele są dla nas jedynie inspiracją, my chcemy tworzyć coś zupełnie nowego. Lata, w których gramy są inne, toteż staramy się jakoś wyróżnić na scenie heavy metalowej w Polsce. Połączenie powermetalowego wokalu z riffami chłopaków daje nam coś co zwraca uwagę publiczności. Wychodzi z tego nietypowy heavy metal. Podoba nam się takie brzmienie.

 

HR: Zahaczmy o Waszą nazwę. Jest prosta, ale też całkiem charakterystyczna. Tylko co tak naprawdę oznacza?

 

MF: Nazwa Ravenger, to nazwa własna. Niektórzy kojarzą to z „Avengers” Marvela, a inni próbując tłumaczyć naszą nazwę zwą nas „Krukowcy”. Czasami ludzie nie wiedzą jak wypowiadać tą nazwę, albo próbują wymówić ją po angielsku albo typowo po polsku, jak być powinno. Tak na prawdę nasza nazwa wyewoluowała od angielskiego słowa „revenge” i wyszła z tego taka oto nazwa kapeli.

 

HR: Jesteście kolektywem, czy macie wyraźnego lidera, tak jak na przykład Jon Schaffer w Iced Earth?

 

MF: Naszym liderem jest gitarzysta Dominik Cioska. On w większości decyduje co się dzieje z zespołem, ale zawsze stara się liczyć ze zdaniem wszystkich.

 

HR: Zagraliście już trochę koncertów jako Ravenger. Czy jednak jest to Wasz pierwszy zespół? Czy może Wasza przygoda ze sceną zaczęła się już wcześniej?

 

MF: Jeśli chodzi o mnie, to nie jest to mój pierwszy zespół, aczkolwiek pierwszy na prawdę konkretny, z wizją dalszej przyszłości. Przed Ravenger byłem w trzech zespołach oraz okazjonalnie koncertowałem solo. Nasz basista Michał Małek również miał kilka zespołów, przez pewien czas był nawet w dwóch na raz. Pomimo tego, że dopiero zaczynamy w takim składzie, cały zespół ma doświadczenie sceniczne i nie stresuje się publicznością.

 

HR: Po występach, które daliście, wiecie już jak to wszystko wygląda od kuchni. Jak oceniacie warunki do grania heavy metalu w naszym kraju?

 

MF: Niestety nie jest najlepiej. Często puby nie są przystosowane do organizacji koncertów. Podczas pierwszego koncertu właściciele nie dysponowali całym potrzebnym sprzętem i nie wiedzieli jak on działa. Oczekiwali od nas samoobsługi, co było niemożliwe, gdyż nie jesteśmy dźwiękowcami. Właściciel powinien chociaż wiedzieć jak włączyć swoje kolumny. Nie zawsze jest też scena i miejsce dla publiczności, czasami większość sali zajmują stoliki i ludzie nie mają się gdzie bawić. Niestety na większych scenach można zagrać tylko na imprezach takich jak Juwenalia, festiwale, koncerty charytatywne, gdzie nie zawsze publika jest zainteresowana takim typem muzyki.

 

HR: A jak zapatrujecie się na obecną scenę heavy? Nie tylko na naszym podwórku, ale i na świecie. Jest dobrze, czy raczej mamy do czynienia z pozerstwem i odgrzewaniem kotletów? Bo co by nie mówić, trudno tutaj o nowatorstwo.

 

MF: Oczywiście wspieramy mniej znane zespoły oraz chodzimy na koncerty starszych stażem kolegów. Zauważyłem, że polskie undergroundowe zespoły podbijają festiwale za granicą. Ostatnio dostaliśmy maila z zaproszeniem na Metal Diver Festival w Niemczech ale niestety przez spam na mailu za późno je zobaczyliśmy i koncert przepadł. W żadnym wypadku nie mamy do czynienia z tzw odgrzewaniem kotletów. Po prostu nowi metalowcy chcą kontynuować starą tradycję.

 

HR: A co z kapelami ze stażem i stylem podobnym do Waszego? Postrzegacie je bardziej jako konkurencję, czy jako kolegów po fachu? Myśleliście kiedyś o jakiejś kooperacji z muzykami spoza zespołu? O gościnnych występach, jak ten Bruce’a Dickinsona, kiedy zaśpiewał z Robem Halfordem „The One You Love To Hate”?

 

MF: Nie mogę się wypowiadać za cały zespół, ale dla mnie to koledzy po fachu. Szanuję ich, ponieważ robią to co ja. Co do współpracy z innymi kapelami, to ja jestem otwarty na takie propozycje, lubię śpiewać w duecie. Niedawno dostałem propozycję zaśpiewania gościnnie w jednym utworze bardziej znanego muzyka, ale szczegółów zdradzić nie mogę. Zobaczymy co z tego wyjdzie.

 

HR: Zespołów obracających się w Waszych klimatach jest multum, szczególnie ostatnio. Logiczne jest więc, że trudno będzie się Wam wybić. Na pewno jesteście tego świadomi, macie więc może jakiś plan na to, by logo Ravenger stało się powszechnie rozpoznawalne?

 

MF: Nie mamy konkretnego planu, wykorzystujemy każdą sytuację i pomysł by dobrze zaprezentować nasz zespół. Istniejemy stosunkowo niedługo a coraz częściej zdarza się, że jesteśmy rozpoznawani przez kompletnie obce osoby i coraz więcej zespołów proponuje nam wspólne koncerty. To bardzo miłe. Na koncertach rozwieszamy nasz banner z logiem, mamy koszulki i niedługo nagrywamy EP. Idziemy do przodu.

 

HR: Polska co prawda nigdy nie była Mekką heavy metalu, ale mieliśmy kilka ciekawych kapel. Czy czujecie się spadkobiercami dziedzictwa takich zespołów, jak Turbo, Kat, czy też Korpus?

 

MF: Każdy zespół tworzy swoją historię. Wymienione zespoły to u nas legendy, które oczywiście nadal koncertują ale z lekko zmienionym składem. W pewnym stopniu polski heavy metal z góry kojarzy się z Turbo, TSA, Fatum, Acid Drinkers. Jednak ten gatunek cały czas prze do przodu. Nie czujemy się ich spadkobiercami.

 

HR: Tyle się czyta o odjechanych historiach związanych z życiem muzyka rockowego. Jak to wygląda u Was? „Sex, drugs and rock ‘n roll” ma się dobrze, czy ten slogan zostawiacie starym wyjadaczom i ich czasom?

 

MF: Raczej ten slogan zostawiamy dla naszego basisty, on ma wiele ciekawych historii i szuka nowych doświadczeń. Wszyscy mieszkamy w innych miejscowościach, dlatego nie zawsze możemy jechać na koncert wspólnie. Często zdarza się, że po koncercie od razu musimy wracać, trzeba spakować sprzęt itd, więc nie ma czasu na imprezowanie. Ale dla Michała to nie problem, on imprezuje, gdy my nie możemy. Info dla fanek – na dzień dzisiejszy jako jedyny z zespołu jest wolny.

 

HR: Na koniec zostawiłem pytanie skierowane może nie tyle do członka Ravenger, co po prostu do fana metalu. Jak to jest z tą muzyką? Gene Simmons z KISS ma rację i rock jest martwy? Czy może to tylko stek bzdur, a wszystko jest w najlepszym porządku? Są jakieś nowe wydawnictwa młodych kapel, przy słuchaniu których myślisz „To będzie klasyk”?

 

MF: Stary dinozaur mierzy nasze czasy miarą złotych czasów. Wszystko się kiedyś kończy, a naszym zadaniem jest dopilnować, by ta muzyka trwała jak najdłużej. Owszem, w 2014 r został wydany album „Tales Of Ancient Prophecies” zespołu Twilight Force. Myślę, że za jakiś czas to będzie klasyka w nowej fali power metalu.

 

HR: To już wszystko z mojej strony, dzięki za wywiad.

 

MF: Dzięki!

1 Comment Ravenger: „Gatunek cały czas prze do przodu”

Napisz, co o tym myślisz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *