W nowym wywiadzie dla Exclaim.ca frontman Lamb of God raz jeszcze podkreślił swoje punkowe korzenie. Randy Blythe, jak się okazuje, generalnie nie przepada za metalowymi solówkami:

Bez obrazy dla moich kolegów [z zespołu], czy innych gitarzystów, ale kiedy słyszę solówki, naprawdę nie zwracam na nie uwagi. Jest tylko kilka solówek, o których myślę, ‚To jest zajefajne!’ Większość brzmi dla mnie, jakby się ktoś spuszczał. Jestem kolesiem, który lubi riffy. Wywodzę się z punk-rockowej szkoły. Nie interesuje mnie gitarowy onanizm*.

*w oryginale noodling – jak podaje Urban Dictionary: „kiedy heavy-metalowy gitarzysta gra to wkurzające, 20-minutowe, techniczne solo”

Przy okazji wyjaśnia także, dlaczego nowy album Lamb of God VII: Sturm Und Drang zawiera jedynie 10 utworów:

Chciałem płyty z 10 utworami. Wszyscy chcą dziś bonusowych kawałków, a my chcieliśmy tylko 10 numerów na płycie. Spójrz na Master of Puppets Metalliki, albo Reign In Blood Slayera – są krótkie. Reign In Blood trwa 30 minut i jest po prostu uderzającym dziełem sztuki. W przypadku albumów, na których znajdują się dłuższe utwory, myślę, że ciągły zalew, po prostu ciągłe naparzanie, szybko nudzi się słuchaczowi. Potrzeba pewnej dynamiki, przypływów i odpływów.

randy blythe 2014

Napisz, co o tym myślisz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *