Jak wiemy, Randy Blythe zapowiedział, że robi sobie przerwę od Lamb of God. Argumentował to tym, że chce dać odpocząć umysłowi i zająć się innymi sprawami. Do tych „innych spraw” na pewno należy wydanie życiorysu, który będzie się zwał „Dark Days”.  Z tej okazji wokalista w ostatnich dniach otworzył blog darkdaysbook.tumblr.com w którym będzie opisywał proces tworzenia nadchodzącej książki, mającej ukazać się w tym roku.

Tłumaczenie ważniejszych kwestii jego pierwszego wpisu na blogu znajdziecie w tym newsie.
Po pierwsze, Randy krótko opisuje nam swoje życie, ze znaną jemu szczerością:

Nazywam się D. Randall Blythe, znany powszechnie jako Randy. Zarabiam na życie jako wokalista czterokrotnie nominowanego do nagrody Grammy, jeżdżącego po całym świecie heavy metalowego przedsięwzięcia, Lamb of God. Jesteśmy już razem niemal 20 lat, mamy kilka uznanych przez krytyków albumów i graliśmy na każdym kontynencie na Ziemi, poza Antarktyką. To dobre życie.
Jestem również trzeźwym alkoholikiem, który nie tykał się picia i narkotyków (poza kofeiną i nikotyną) od ponad 3 lat. Od 22 lat spożywałem ogromne ilości alkoholu (i ćpałem na boku, aby mieć pewność że jestem prawdziwie wkręcony) próbując zmienić rzeczywistość do punktu, w którym zacznę sobie z nią radzić. Niespodzianka- ta strategia nie podziałała. To nie było dobre życie, a ja ledwo je przetrwałem. Teraz jestem o wiele lepszym człowiekiem.

O tym, jakim Randy był awanturnikiem, na pewno świadczy ten filmik, pochodzący z zespołowego DVD pt. ,,Killadelphia”:

Fani zapewne są dobrze zaznajomieni z incydentem w Czechach, przez który życie Blythe’a bardzo się skomplikowało. W tym fragmencie autor nawiązuje do niego:

Wszystko szło klawo aż do roku, półtora temu. 27 czerwca 2012r. moja kapela poleciała z Norwegii do Czech, aby zagrać koncert. Po wylądowaniu w Pradze, na końcu rękawa lotniczego spotkaliśmy pięciu uzbrojonych dużych mężczyzn w kamizelkach kuloodpornych, a pośród nich czterech ubranych po cywilnemu detektywów. Ku ogromnemu zaskoczeniu mnie i kolegów z zespołu, zostałem aresztowany jako podejrzany o zabójstwo fana na koncercie Lamb of God.
Graliśmy w Pradze 2 lata wcześniej, ale nikt z nas nie wiedział, że młody człowiek doznał kontuzji głowy podczas naszego występu, po czym zmarł miesiąc później. Policja powiedziała, że to ja spowodowałem tą kontuzję. Natychmiast mnie aresztowano. Spędziłem następne 37 dni w 123-letnim rozpadającym się więzieniu na obrzeżach Pragi. Po długim i złożonym procesie, podczas którego mój zespół musiał pożyczyć prawie pół miliona dolarów, zostałem zwolniony za kaucją i wróciłem do USA. Zamiast kryć się jak tchórz w Stanach, bezpieczny przed ekstradycją (rząd Stanów Zjednoczonych odmówił współpracy z Czechami po tym, jak poprosili oni o pomoc w zbadaniu sprawy po śmierci młodego człowieka. Mój rząd nie uznał również za stosowne poinformować mnie o tym, że jestem poszukiwanym człowiekiem w zagranicznym kraju. Tak pracują twoje podatki), wróciłem do Pragi na początku 2013r. aby stawić się na proces. Zrobiłem to z kilku powodów, po pierwsze czułem, że rodzina tego młodego człowieka zasługuje na kilka odpowiedzi, a ja byłem jedynym, który mógł je im zapewnić. Czułem się źle ukrywając swoje problemy, podczas gdy oni cierpią po stracie swojego syna. Jako ojciec zmarłej córki (córka Randy’ego zmarła po kilku godzinach od porodu – przyp.red.), rozumiem ich ból w bardzo trzeźwy sposób. Próbowałem uciec przed moimi problemami przez ponad 20 lat, zaglądając do butelki. Nie żyję już w ten sposób, więc ukrywanie się przed tym (procesem sądowym) byłoby nie do zaakceptowania przeze mnie. Uważam, że doprowadziłoby mnie to spowrotem do picia, a wtedy, zapewne by mnie to wykończyło.

5. marca 2013r. zostałem uznany za niewinnego i oczyszczony z zarzutów. Znów byłem wolnym człowiekiem.

Ta książka opowie pełną historię po raz pierwszy. Jestem jedynym, który to przeżył, więc jestem też jedyną osobą która jest w stanie to opowiedzieć. W każdym razie, historia mojego aresztowania, przebywania w więzieniu i zwolnienia z niego oraz proces są tylko środkiem, który będę używał, aby przekazać to, co uważam za ważną wiadomość w dzisiejszym trybie szybkiego życia, zaawansowanej technologii i egoistycznego świata. Mam coś do powiedzenia, a życie doświadczyło mnie w tragiczny sposób, abym mógł przedstawić mój punkt widzenia bez zbędnego prawienia kazań czy bycia pedantycznym. Nie będę moralizował czy krzyczał z jakiegoś groteskowego etycznego piedestału (nie wygrałem olimpiady czy walki z rakiem, poszedłem do więzienia, na litość boską)- chcę jedynie opisać, jak przeszedłem przez bardzo ciężki okres i wyszedłem z tego z podniesioną głową.

Randy Blythe otwiera blog poświęcony jego nadchodzącej książce, ,,Dark Days"

Napisz, co o tym myślisz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *