W ostatnim czasie pisaliśmy, że Randy Blythe pracuje nad muzyką do baletu. Niedawno wokalista opublikował też kolejny post na swoim blogu Dark Days Book, poświęconym jego nadchodzącej biografii. Najciekawsze fragmenty z wpisy tłumaczymy poniżej:

Sposób, w jaki zdobyłem moją pierwszą umowę na książkę był o wiele szybszy niż niemal dwudziestoletni plan, który przygotowywałem – ale jednocześnie o wiele, wiele cięższy i bardziej bolesny. Mógłbym sobie jedynie życzyć, aby moja pierwsza opublikowana książka była o czymś całkiem innym, bo chociaż jestem dumny z tego, że ujrzy ona światło dzienne i mam nadzieję, że poradzi sobie dobrze, to nie jestem całkowicie szczęśliwy pisząc o tym, kim jestem. W gruncie rzeczy, ta książka nie była nawet moim pomysłem – zostałem przekonany do napisania jej.
Przed 27 czerwca, 2012 roku, byłem pewny, że nie przytrafią mi się te rzeczy i nie myślałem: „Może pewnego dnia napiszę prawdziwą historię o tym, jak pijane i przerażające mogłoby być moje życie, gdybym trafił do więzienia w zagranicznym kraju, oskarżony o zabicie fana swojego własnego zespołu”. Gdy to gówno przytrafiło się fanowi, a ja dowiedziałem się, że ktoś nie żyje, przeszedłem przez bardzo smutny i straszny rok. Zostałem aresztowany, uwięziony, oswobodzony, stanąłem przed sądem, a po tym wszystkim uniewinniono mnie. Gdy się to zakończyło, chciałem zrobić wszystko, aby rozmawiać o tych doświadczeniach z nieznajomymi. Odmówiłem jakiegokolwiek pisania dla prasy (i wciąż nie będę zbyt często tego robił), ponieważ każdy chciałby rozmawiać o tym, jak było w więzieniu i na procesie, a ja już przez to przeszedłem. Wiedziałem, że pewnego dnia napiszę historię. Po prawdzie wiedziałem to już wtedy, gdy zakuto mnie na lotnisku w Pradze. Jestem jednak pewny jak cholera, że w niedalekiej przyszłości nie będę już miał ochoty o tym pisać – może dopiero za kilka lat, gdy przybędzie mi trochę siwych włosów i będę mógł inaczej na to wszystko popatrzeć.

Randy powiedział nawet, że nie chce odkopywać wszystkich ciężkich uczuć, których doświadczył przez cały rok podczas pobytu w więzieniu i procesu, ale tak naprawdę robi to przez wzgląd na swoje zdrowie psychiczne. Blythe dodaje:

Ale, zmierzając do końca, moją najgłębszą potrzebą było zostawić Lamb of God trochę z tyłu, aby nie być heavy metalowym wokalistą 24 godziny na dobę. Przez koncertowanie, jest to forma do której jesteś wtłoczony, nie ważne jak ciężko próbujesz utrzymać trochę prywatnej przestrzeni i utożsamiać się też poza zespołem. Chyba że jesteś Princem, Led Zeppelin czy kimś takim, kto może pozwolić sobie na życie w swojej własnej bańce niesamowitości. Jest zbyt wielu ludzi, którzy są wokół ciebie cały czas i nie pozwalają ci istnieć jako ktokolwiek inny niż koleś z zespołu.

Frontman Lamb of God podkreśla, że jego zespół jest wielką częścią życia jego i fanów, i że oczywiście jest na to czas oraz miejsce. Długi post kończy się w taki sposób:

Wolałbym raczej, żeby to się nie wydarzyło – jeśli brak kontraktu na książkę czy nawet to, że nigdy nie miałbym zespołu mogłoby zmienić wydarzenia z Pragi, 24 maja 2010 roku. Ale nie zmienię tego, więc dam z siebie wszystko, aby spróbować przedstawić to, co dobrego wyniosłem z tych wydarzeń. Jestem muzykiem, jestem fotografem, jestem pisarzem.
Tym właśnie się zajmuję.
Dodatkowo, gdy ta rzecz zostanie ukończono, ilekroć ludzie powiedzą: „Jak było w więzieniu?” czy zapytają mnie: „Dlaczego wróciłeś?” lub „Czy jesteś wolny i oczyszczony z tych wszystkich zarzutów z Pragi?”, będę mógł jedynie odpowiedzieć:
Przeczytaj moją książkę. Tam są wszystkie odpowiedzi.

Cały wpis przeczytacie pod tym linkiem.

Randy Blythe opublikował kolejny wpis na swoich blogu dotyczącym jego nadchodzącej książki

Napisz, co o tym myślisz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *