Na początku zeszłego roku, na naszej stronie wrzuciliśmy tekst o kryzysie w sprzedaży płyt  z muzyką trochę cięższą, niż przeciętna gawiedź przepuszcza przez swoje uszy. Przez artykuł przewinęła się historia z Napsterem, przepychanki muzyków na temat czy rock/metal umarł, czy też jeszcze mu daleko do grobu. Pojawiło się też parę linijek o pojawiających się i działających rozwiązań tej sytuacji (wydawanie EP-ek w stylu Down, czy pominięcie wszystkich pośredników pomiędzy muzykami a fanami w postaci tanich torrentów).

Przyzwyczajenia branży przez ten rok niewiele się zmieniły i skostniałe próbują funkcjonować w starym stylu. Niecały miesiąc temu, w połowie lutego, chłopaki z Machine Head wrzucili na swój fanpage tekst z observer.com  będący kolejnymi rozważaniami na temat powolnej śmierci Heavy Metalu. Dla anglojęzycznej społeczności temat wydaje się być żywy, o czym świadczy prawie 900 kolejnych udostępnień i ponad 600 komentarzy. Postanowiliśmy więc poniżej przytoczyć esencję wpisu naszym czytelnikom.

Machine Head FB

 

Nadeszły dziwne czasy dla klasycznego Heavy Metalu

Wielu ojców chrzestnych ruchu metalowego to obecnie grupa 60-70-latków, wliczając w to członków Judas Priest, Black Sabbath i kilku nieżyjących już gwiazd hard rocka, jak Ronnie James Dio, A.J. Pero (Twisted Sister), Jeff Hanneman (Slayer), Lemmy i Phil Tylor (Mötorhead). Niektóre koncerty mają się świetnie, niektóre ledwo zipią, np. OzzFest, a ostatnio koniec spotkał Mayhem Fest. Niestety od dawna obserwujemy też jak zestawienie Billboarda, playlisty w radiu i nagrody muzyczne zdominował anemiczny pop i hipsterski rock.

Ludzie słuchają obecnie muzyki w całkiem inny sposób. Nie mają czasu usiąść, puścić płytę i dać jej 30 minut… kto będzie kolejnym wielkim metalowym zespołem – nie mam pojęcia.
– Rob Halford (Judas Priest)

rob-halford_vice_670

Sytuację oddają sami muzycy. Przykładowo gitarzysta Mastodon, Brent Hinds, w zeszłorocznej rozmowie z Guitar Player stwierdził, że nienawidzi grać heavy metal. A wszystko na kanwie wypowiedzi Gene Simmonsa z Kiss, który dwa lata temu obwieścił, że „rock umarł”.

Jeśli zdamy sobie sprawę, że większość z pokolenia inicjatorów ruchu metalowego, którzy do dziś są inspiracją dla młodych kapel i wciąż dominują na europejskich festiwalach, odejdą niedługo na emeryturę, niespecjalnie rysuje się przyszłość gatunku. Dokąd to zaprowadzi całą scenę? Czy zobaczymy kiedykolwiek gwiazdę na miarę Metalliki czy Iron Maiden? Czy klasyczne brzmienie stanie się nostalgicznym reliktem przeszłości? Czy przekształci się w całkiem coś nowego?

Na temat kondycji gatunku wypowiadają się kolejni muzycy:

Każda generacja ma swój cykl. Metal i hard rock przechodziły przez różne wariacje i wydaje się, że przechodzimy przez kolejne takie doświadczenie. W latach 80. Hard rock i heavy metal były na świeczniku i prawdopodobnie były najważniejszym ruchem w tamtych czasach. To był głos rebelii, głos nowego, młodego pokolenia przeciw establishmentowi. Stał się pasjonującym ruchem, który miał na tyle zwolenników, że stworzył swoją własną mikroekonomię. Wszyscy ci młodzi, długowłosi, wytatuowani kolesie mogli stać się ekstremalnie popularni i sprzedać miliony płyt.
– Zoltan Bathory (Five Finger Death Punch)

ARTIST_ZOLTANBATHORY_LG

W końcu metal dotarł do mainstreamu w pewnym momencie lat 80. A zespoły glamowe ze swoim miałkim dźwiękiem, spadły z krawędzi w otchłań, którą same stworzyły. Najpierw thrash metal wyłonił się w opozycji do Zimnej Wojny, który szybko został zastąpiony przez grungowe dźwięki rodem z Seattle. Zarówno jedna, jak i druga generacja zostały zepchnięte do undergroundu, kiedy na pierwszy plan wybił się rap. Jego obecność była tak mocna, że dała początek nowej hybrydzie, nu-metalowi, na przełomie tysiącleci. W kolejnych latach metal zaliczył skromne fale popularności Black metalu, mieszaniny folku i symfonicznego rocka czy rozrost metalcoru, który podzielił wielu fanów. W ostatnich czasach natłoku wielu miałkich produkcji, sporo zespołów z klasycznego okresu wróciło z dobrą muzyką, która upomina się o swoje miejsce i przywołuje na pierwszy plan dziedzictwo całej generacji.

W wywiadzie dla szwedzkiego Radio Nova, Slash (Guns’n Roses) powiedział:

Nawet zespoły heavy metalowe próbują dostać się do Top 40. Więc nie jest to dla mnie jakaś wielka zmiana, jak w latach 60.-70.-80. Kiedyś było bardziej ekscytująco i istniał sens buntowania się, robienia czegokolwiek. Więc robię to co robię i jest całkowicie przeciwne temu o co chodzi w tym przemyśle. Ale w końcu będzie lepiej. Wszystko ma swoje wzloty i upadki.

slash

Na każdy zespół, który gra ciężką muzykę i stara się osiągnąć sukces w zestawieniach, przypada sporo wstrząsów, zwłaszcza jeśli mają odwagę tworzyć mniej komercyjną muzykę.

Dziś rock jest bardzo głęboko w undergroundzie. Masa krytyczna jest właśnie tam. Ekonomiczne i polityczne elementy rzeczywistości dają znowu wielu powodów do tego by być znowu wściekłym. Pchamy siebie w kierunku stworzonej przez siebie apokalipsy – III Wojny Światowej lub zagłady ekologicznej. Więc być może jest to czas, by ktoś stwierdził że pieprzy to wszystko i heavy metal zyska nowy głos rebelii.
-Zoltan Bathory (FFDP)

Generacja heavy metalu wydaje się być tą najbogatszą w różnorodność stylów (nu-metal, metalcore, Black, Death, Technical, hardcore, djent, sludge itd.), jak i zespoły poruszające się pomiędzy szufladkami nowej generacji – Periphery, Ghost czy Baroness. Przykre jest to, że wszystkie obecnie będące w USA na świeczniku kapele, w zasadzie od debiutu nie próbują przekraczać bezpiecznych granic. Ani Godsmack, ani Disturbed, Avenged Sevenfold, Lamb Of God czy Linkin Park – wszyscy zamknęli się w jednej, określonej formule. Nie ma w tym nic złego. Chodzi o to, że spojrzenie na muzykę jest oderwane od poważnej innowacji, co w efekcie zmienia przemysł muzyczny w korporacyjny twór nastawiony na zysk.

Problemem jest także to, że choć zawsze pojawi się jakiś nowy talent dynamicznie zdobywający pozycję na rynku, ciągle nie ma zbyt wielu muzycznych herosów (czy też instrumentalistów) na masową skalę (kapele typu Dream Theatre, oddziałujące na scenę, są bardziej anomalią niż regułą).

Inną sprawą jest przyzwyczajenie fanów do określonej stylistyki zespołu. Oczekiwania oddanych fanów rozmijają się z eksperymentami muzyków i zazwyczaj albumy muszą długo do siebie przekonywać odbiorców pomimo dobrych recenzji (np. podwójny album „The Wrong Side Of Heaven and the Righteous Side Of Hell” FFDP).

Planujemy coś co można określić jako drastyczną zmianę. Dla każdego zespołu jest taki moment w karierze kiedy się chce, ale nie jest to odpowiedni moment na zmiany. Nie możesz zrobić radykalnych zmian w brzmieniu na drugim albumie. My zrobiliśmy to na naszym 7 wydawnictwie, co było niespodziewane… i zadziałało.
– Zoltan Bathory (FFDP)

Richie Faulkner (gitarzysta Judas Priest)podkreśla, że niektóre młode zespoły mogą aspirować do tego co osiągnęło pierwsze pokolenie zespołów metalowych.

Wiele zespołów ogląda się za siebie i próbuje nawiązać do tego co już było. Wszyscy pionierzy i twórcy trendów, jakkolwiek ich nazwiecie, nie sprzyjają obecnie nowemu. Jeżeli robisz coś inaczej i przekraczasz granice, niezależnie od stylu w jakim się poruszasz, z jakiej generacji jesteś, tworzysz i napędzasz pewnego rodzaju dynamikę. Tak musi być, inaczej zaczynasz gonić swój własny ogon, aż w końcu się to wszystko zatrzymuje. Muzyka zawsze ewoluuje i organicznie się rozwija, tworzy nowe odgałęzienia. To zachodzi w undergroundzie i nawet nie wiemy, że powstaje tam teraz nowa przestrzeń na nowy rodzaj metalu. Ktoś zrobi coś nowego, a fani i widownia powinna być gotowa na zmianę. Myślę, że znowu to nastąpi.

HAMMOND, IN - OCTOBER 03: Richie Faulkner of Judas Priest performs on stage at The Venue at Horseshoe Hammond on October 3, 2014 in Hammond, United States. (Photo by Daniel Boczarski/Redferns via Getty Images)

Kluczowym czynnikiem do przetrwania młodszych zespołów jest oczywiście kasa. Wytwórnie doradzają, mają budżety i dają jakieś wsparcie w czasie trasy. Główne wytwórnie chcą mieć większy wpływ na sytuację, a serwisy streamingowe nie za bardzo zmieniły sytuację. Jest dużo trudniej.

Po spełnieniu 360 warunków nadal nie widać zespołów, które zapełnią Madison Square Garden albo Stadion Wembley. Dziś słucha się muzyki zupełnie inaczej. Nie mamy czasu by usiąść, puścić płytę i dać jej 30 minut. Jesteśmy 3 minuty tu, 3 minuty tam, wysyłamy SMS-y, sprawdzamy Instagrama. Mam nadzieję, że nie brzmię jak stary pierdziel, ale to jest fakt. Tak już jest. Nie wiem kto będzie następnym, wielkim zespołem metalowym.
– Rob Halford (Judas Priest)

Nawet duże zespoły stoją przed wyzwaniem, by ciągle przeć na przód. Jednak część z nich zapadła w letarg. O wyjściu ze strefy komfortu i odcinaniu kuponów z okresu buntu wspominał ostatnio Kerry King, gitarzysta Slayera.

Myślę, że ostatnim wielkim rokiem dla wszystkich był 2008. Ostatni wielki rok, w którym ludzie z całej metalowej sceny mogli powiedzieć, że kupili sportowe samochody lub wyjechali i robili wielkie widowiska. Być może odbywa się to w pewnych cyklach, jak w przeszłości. Może za 10 lat scena metalowa znów zacznie rosnąć. Ludzie czekają na odpowiedź. Metal ma wciąż rzeszę fanów.
– Dani Filth (Cradle Of Filth)

dani f

Czy są zespoły z ogromnym uczuciem głodu i chęcią zaznaczenia swojej obecności na scenie? Czy znajdzie się ktoś z apetytem na wielkie koncertowanie, które przełamie impas? O ile zachód przeszedł w stan uśpienia, o tyle wschód otwiera się na heavy metal. Ludzie są tam wciąż głodni świetnej muzyki – w Rosji, Chinach, Wschodniej Europie (na Węgrzech, w Bułgarii, Rumuni, Polsce). Tam ludzie oczekują wizyty muzyków z każdym cyklem płytowym. Zainteresowanie jest na tyle duże, że zespoły mogą organizować osobne trasy właśnie w tamte rejony. Być może to jest to czego zespoły oczekują.

 

W przyszły weekend wrócimy do tematu w związku z pojawiającymi się kolejnymi artykułami, ciekawymi ruchami w branży nowych technologii i internetowych korporacji. Tymczasem czekamy na Wasze wypowiedzi na naszym fanpage’u.

Napisz, co o tym myślisz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *