Po redakcyjnych zestawieniach dotyczących najlepszych albumów i utworów 2016  roku czas na zestawienie indywidualne, przy którego sporządzaniu kierowałam się wyłącznie swoimi subiektywnymi wrażeniami i ilością czasu spędzonego z daną płytą. Niezaprzeczalną cechą takich rankingów jest to, że obrazują stan umysłu twórcy w danej chwili – sama jestem pewna, że za rok czy dwa do wielu z niżej wymienionych będę podchodziła nieco inaczej. Zapewne z paroma materiałami lepiej się osłucham, swój entuzjazm w kwestii innych uznam za przesadzony, a i niewątpliwie w moje ręce trafi jeszcze jakiś wart uwagi album, do którego nie zdążyłam dotrzeć w ciągu ostatnich dwunastu miesięcy.

W kwestii szufladek i tego typu rzeczy – zdecydowałam się ograniczyć do metalu i okolic najbliższych, głównie ze względu na specyfikę portalu, a także dlatego, że prawdopodobnie siedziałabym nad tą listą do czerwca, usiłując umiejscowić gdzieś ostatni album Danny’ego Browna i osłuchać się z trójką Run the Jewels. Gdyby ktoś jednak był ciekaw – za najlepszy materiał tego roku mam „Blackstar” Davida Bowiego i pozycja tej płyty pozostanie prawdopodobnie nienaruszona.

To, co rzuciło mi się w oczy już po wstępnym zebraniu wszystkiego do kupy to istna mnogość debiutów – w krajowej części wręcz większość, nawet, jeśli wziąć pod uwagę, że muzycy z wymienionych zespołów (może poza jednym) z próżni się nie wzięli. Z czego to dokładnie wynika i jak przełoży się na kolejne lata w muzyce metalowej i okołometalowej jest materiałem na osobne i potencjalnie całkiem rozwlekłe rozważania, teraz jednak czas przedstawić swoje podsumowanie roku minionego.

Polska:

Wyróżnienia:

StillbornTestimonio de Bautismo
Cultes des GhoulesCoven, or Evil Ways Instead of Love
KingdomSepulchral Psalms from the Abyss of Torment

5. DagorathDagorath EP – może to po części lokalny patriotyzm, faktem jest jednak, że z Bydgoszczy dawno nie wyszedł tak zgrabny materiał. Ponoć nagrana na setkę i wyprodukowana w dziesięć godzin w miejscowym Invent Sound EPka ofiaruje niespełna 25 minut hołdu dla klasycznego black metalu, nie zwalniając i nie nudząc ani przez moment (co w minionym roku nie udało się chociażby toruńskiemu Occultum na ich debiutanckiej płycie). Trzymam kciuki za przyszłe sukcesy.

4. FuriaGuido EP – śląska formacja wypuściła w zeszłym roku dwa materiały, po raz kolejny wprowadzając zamęt wśród tych, którzy krzyczą o metalowej Comie, i tych, którzy materiał zarejestrowany przypadkowo przez Nihila siadającego na przycisku „record” dyktafonu obwołaliby płytą roku. Pomijając jednych i drugich – Furia chyba jeszcze nigdy nie była muzycznie tak daleko od metalu jak na (zwłaszcza drugiej połowie) „Guido”, wspomnienie na tej liście należy się jednak chociażby za samą hipnotyzującą „Łączkę”.

3. Mentor Guts, Graves and Blasphemy – znani z paru uznanych zespołów muzycy połączyli siły, aby nagrać jeden z lepszych tegorocznych ciosów. Debiutancki album Mentor to mieszanka black/ thrashu i hardcore’a ciałem, a duszą – czysty rock’n’roll.

2. Entropia Ufonaut – każdy kolejny materiał oleśniczan prezentował coraz wyższy poziom, aż na etapie drugiego pełniaka nagrali płytę, której nic nie brakuje. Troszkę fascynacji (nie kopiowania!) Oranssi Pazuzu, miejscami bardzo delikatna nuta Bölzer i spora dawka psychodelii. Do tego całkiem nieźle wypadają na żywo, a fizyczny nośnik z grafikami Kuby Sokólskiego to małe dzieło sztuki. Oby tak dalej.

1. Ragehammer The Hammer Doctrine – już naskrobałam laurkę dla tej płyty tutaj, więc bez zbędnego powtarzania się – moje osobiste wydawnictwo roku i album, z którym spędziłam niewątpliwie najwięcej czasu; żywiołowy, agresywny i porywający.

Zagranica:

Wyróżnienia:

UrgehalAeons in Sodom
Irkallian Oracle
Apollyon
Wormed –
Krighsu
Solar Mass –
Pseudomorphis EP
Kosmokrator
First Step Towards Supremacy EP
Wormrot
Voices
Antaeus
Condemnation
Caveman Cult
Savage War Is Destiny
InverlochDistance | Collapsed
Anaal NathrakhThe Whole of the Law

15. Blood IncantationStarspawn – sporo czasu zajęło mi osłuchanie się z tym powszechnie wychwalanym materiałem, nie okazał się on jednak zmarnowanym. Paul przyznaje się w wywiadach do fascynacji, którą darzy „Formulas Fatal to the Flesh” i w terminach klimatu jest to całkiem trafny drogowskaz.

14. Gnaw Their Tongues – Hymns for the Broken, Swollen and Silent – pozostawmy z boku rozważania, czy temu projektowi bliżej do noise’u, czy też black metalu. Po świetnym „Abyss of Longing Throats” z 2015 Maurice de Jong proponuje kolejną muzyczną podróż po swoim osobistym, perwersyjnym koszmarze. Nie próbujcie tego po narkotykach. 

13. Chthe’ilist – Le Dernier Crépuscule – Nigdy nie słyszeliście o tym zespole? Nie szkodzi, dla co poniektórych i tak już jest przehype’owany. Kanadyjczycy z kapeli o niewymawialnej nazwie na swoim debiutanckim pełnym wydawnictwie proponują ciekawe podejście do death metalu, na którym swoje piętno odcisnęła twórczość zarówno H. P. Lovecrafta, jak i Finów z Demilich. Będzie pan zadowolony.

12. Qrixkuor – Three Devils Dance EP – to niemal czterdziestominutowe wydawnictwo, dłuższe niż niejeden wymieniony tutaj „pełen album”, prezentuje kawał solidnego, okultystycznego death metalu. Spoglądając na listę wydarzeń, na które zapraszany jest ten zespół, wygląda na to, że myśli tak wcale niemało osób i prawdopodobnie czeka ich stopniowy wzrost rozpoznawalności. 

http://www.youtube.com/watch?v=eD1ewKOZsLE

11. Gehennah – Too Loud to Live, Too Drunk to Die – w kontraście do obficie reprezentowanych na tej liście ciężarów stoi pierwszy od jakichś trzystu lat pełen album szwedzkich alkoholików z Gehennah, doskonała oprawa do piwka i innych napojów wyskokowych. Wyborny w warstwie tekstowej i pełen chwytliwych numerów będących świetnymi kandydatami do śpiewania po opróżnieniu pierwszego czteropaka. Wspominałam już, że w kwietniu grają w Gliwicach?

10. Ulcerate Shrines of Paralysis – jeden z niewielu prominentnych reprezentantów nowozelandzkiej sceny póki co konsekwentnie unika wydawania słabych płyt. Ich najnowszy krążek to godzina perfekcyjnie okiełznanego sonicznego chaosu, potencjalnie morderczy dla słuchacza. Całkiem możliwe, że za jakiś czas dojdę do wniosku, iż przebija nawet mój – ulubiony do tej pory – album Ulcerate, czyli „Everything is Fire”.

9. Gadget The Great Destroyer – kolejna po Antaeus kapela, która potrzebowała aż dekady na ochłonięcie po wydaniu swojego poprzedniego albumu, w tym przypadku wyśmienitego „The Funeral March”. I tak oto banda Szwedów, którym bliżej już do czterdziestki, niż do okresu młodzieńczego buntu, nagrała jedną z najlepszych grindcore’owych płyt zeszłego roku. Gościnnie na wokalu w jednym z utworów (czyli przez jakieś dziesięć sekund) Barney z Napalm Death.

8. Deströyer 666 Wildfire – jeden z faworytów zeszłorocznych podsumowań, piąty krążek dowodzonej przez K. K. Warsluta załogi potrzebował trochę czasu, żeby się ze mną dotrzeć. Koniec końców doszłam do wniosku, że to świetna płyta – od otwierającego, pędzącego do przodu „Traitor”, przez hymnowy „Hound at Ya Back”, aż po przejmujący „Tamam Shud” nie ma tu słabych momentów, a każdy z utworów cechuje nieco odmienna, acz niezmiennie wysoka jakość.

7. The Body & Full of Hell –  One Day You Will Ache Like I Ache – tak jak Furia, The Body w 2016 podpisało się pod dwoma materiałami. I choć „No One Deserves Happiness” to niezła płyta, która zasadniczo dostarcza to, co obiecuje (czyli tak zwanego doła), w twórczości Amerykanów bardziej cenię sobie obłęd i wściekłość, które znalazły ujście na kolaboracji z grindcore’owcami z Full of Hell.

6. Car Bomb Meta – w zeszłym roku nowe albumy wypuściły Meshuggah, The Dillinger Escape Plan i Gojira, ale zaufajcie mi, mimo słyszalnych inspiracji w tej kategorii nie wyszło nic ciekawszego i świeższego niż trzeci długograj amerykańskiego Car Bomb. Gościnnie na wokalach pojawiają się Joe Duplantier (Gojira, również w roli producenta) i Frank Mullen (Suffocation), a „Sets” z udziałem tego drugiego to jeden z najlepszych numerów na płycie.

5. Altarage NIHL – prosto z Kraju Basków nadciągnął jeden z najbardziej miażdżących debiutów ubiegłego roku. Gęsty i duszny death/black metal prosto z otchłani szaleństwa. Wystarczy posłuchać motywu otwierającego pochodzący jeszcze z demówki kawałek „Altars”. Istne zło.

4. Void Meditation CultUtter the Tongue of the Dead – jeżeli ktoś lubuje się w takich zatęchłych, piwnicznych brzmieniach, bardzo możliwe, że zdążył już usłyszeć dobre słowo o niniejszym wydawnictwie. Ten jednoosobowy projekt pod opiekuńczymi skrzydłami uznanej wytwórni Hell’s Headbangers jest odpowiedzialny za chyba najlepsze zeszłoroczne wiadro gęstej smoły.

3. KommandoDistroyer / Iron Goat Triumph – złożona z członków Endstille i Dysangelium niemiecka horda wyprodukowała debiut będący niczym innym, jak celnym strzałem w ryj. Dwadzieścia minut crustującego black metalu, już w tytułach czy okładce nawiązującego do takich ekip, jak Satanic Warmaster czy Venom.  Mam nadzieję, że uda mi się kiedyś ich zobaczyć na żywo, bo ten krążek to prawdopodobnie straszny koncertowy cios.

2. Howls of Ebb Cursus Impasse: The Pendlomic Vows – zespół ten poznałam dzięki pewnemu bdb koledze przy okazji EPki „The Marrow Veil”, która zaciekawiła mnie na tyle, że do drugiej pełnej płyty Howlsów podeszłam z niemałym zainteresowaniem. I o mój borze sosnowy, co tu się odpierdala! Ten materiał to czysty obłęd, miejscami niemal nieprzyjemny w odsłuchu, rozdzierający cienką zasłonę między naszym światem a tym pełnym oślizgłych macek Wielkich Przedwiecznych i istot im pokrewnych. 

http://www.youtube.com/watch?v=lRbytqgMsD0

1. Bölzer Hero –  mój ulubiony zagraniczny zeszłoroczny album, a przy tym jeden z najbardziej oczekiwanych, wydawnictwo niebanalne i zaskakujące, przy czym nie porzucające charakterystycznego stylu kapeli. Swego czasu w recenzji pisałam, że krążek ten sprowokuje wiele skrajnych opinii i tak własnie się stało, przy czym najczęściej obrywało się czystym wokalom. Osobiście opowiadam się „za”. Jeszcze jak!

 

Live:

5. RagehammerDark Fest 2016, gród w Byczynie – odegranie jakiegokolwiek koncertu w upale, który panował w czerwcu w opolskim powinno być nagrodzone owacją na stojąco, a co dopiero z taką energią i zaangażowaniem. No i w skórzanych spodniach.

4. Deströyer 666Hydrozagadka, Warszawa – ostateczne potwierdzenie tezy, że utwory z nowej płyty sprawdzają się na żywo równie dobrze, jak stare. Świetny, zagrany z zapałem gig.

3. Grave MiasmaInto the Abyss Fest II, Wrocław – inwokując atmosferę zatęchłej krypty, Brytyjczycy z niegdysiejszego Goat Molestör wynoszą grobowe granie na wyższy (niższy?) poziom.

2. InquisitionProgresja, Warszawa – tak się robi rozpierdol w dwie osoby. Dagon i Incubus udowodnili, że zagranie świetnej black metalowej sztuki nie zależy od ilości świeczek i czaszek umiejscowionych w obrębie sceny.

1. Archgoat Brutal Assault XXI, twierdza Josefov – rozpoczęty od uroczystego odśpiewania „Barki” (ponoć świecka tradycja), występ Arcykozła na scenie orientalnej na „największym polskim festiwalu” okazał się zniszczeniem w czystej formie. Hail Satan, Hail Lucifer, Hail Satan.

 

 

X.

Napisz, co o tym myślisz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *