To był ten jeden raz, który ukradłem płytę kompaktową – na usprawiedliwienie mogę dodać, że była płytą piracką, a więc ukradzioną już wcześniej. To chyba trochę tak jakbym pozbawił dziewictwa dziewczynę, która spała już z innym, albo coś w ten deseń…

Był deszczowy, jesienny dzień anno kakao 1996 – wybrałem się na obchód stadionu X-lecia – odwiedzałem tam Romana, który handlował wschodnimi licencjami z Cd-maxium i Fono oraz Rene (podobny do tego z Allo Allo!), który sprzedawał płyty z Irond, ale zasadniczo starał się mieć jabłka, bo strach był…
– Spirytus! Spirytus! – powitała mnie jakaś uduchowiona pani, która trzymała coś za pazuchą. Zapewne biblię, więc przeżegnałem się grzecznie, a że deszcz przestał padać to złożyłem parasolkę i skierowałem się w prawo, gdzie w skrzynkach z jabłkami mogły czekać na mnie wschodnie licencje w cenach wardzałowych kaset ze sztuką.

Już mi Rene machał z oddali, już przyśpieszałem kroku czując na twarzy promienie słoneczne i orzeźwiający wiaterek, gdy usłyszałem z boku: Muzyka, muzyka!
Obok stał mężczyzna, który był czarny mimo, że był biały. Rysy twarzy europejskie, ale kolor skóry hebanowy. Imponującym susem, którego nie powstydziłby się Kamil Stoch doskoczyłem do jego pasiastej torby i ze sprawnością laureata konkursu chopinowskiego zacząłem przeglądać płyty, które sprzedawał bez pudełek. Sandra, Madonna, Goran Bregović, Vangelis, Voivod, Coroner – nic co bym znał i chciał mieć na CD.

1) Wtem! Patrzę Tsatthoggua – Hosanna bizarre. Okładka ładna, a gdzieś w jakimś Morbid Noizz czytałem, ze do Impaled Nazarene podobne… Wziąłem więc do łapy i zacząłem dalej zgłębiać zawartość torby.
2) Wtem! Syreny! Policja z psami! Śmigłowiec! Spadochroniarze! Komandosi w kominiarkach! Nergal na swoim długim motocyklu! – no poniosło mnie trochę… w każdym razie na horyzoncie pojawił się patrol policji.
Biały murzyn zarzucił torbę na ramię i zniknął tak szybko, że nie byłem już pewien czy przypadkiem sobie go nie wyobraziłem. Rene przysypał gruszkami płyty, a jabłkami okładki. Policjanci minęli nas i zniknęli za stoiskiem z pornosami, które wtedy sprzedawano jeszcze na kasetach VHS.

U Rene kompletna posucha – próbował mi sprzedać Nightwish tłumacząc, że bardzo podobne do Satyricon i Theatre Of Tragedy przysięgając na wszystkie świętości, że to side-projekt ludzi z Immortal. Tym razem nie dałem się nabrać i zrezygnowany ruszyłem w drogę powrotną. Gdy zbliżałem się do przystanku tramwajowego zaczęło padać. Wkurwiony i zawiedziony wyrzuciłem ogryzek do kosza (no jabłko już musiałem kupić, ponoć z Norwegii sprowadzał) i otworzyłem parasolkę. I wtedy na chodnik wypadła płyta, o której zapomniałem i którą wciąż przyciskałem kciukiem do rączki od parasolki. Spojrzałem na zamaskowanego gościa z okładki trzymającego na smyczy pannę młodą i uśmiechnąłem się szeroko. Mam cię, bitch!

Jeżeli chcecie przeczytać więcej tego typu tekstów – śledźcie HeavyRock.pl, oraz profil Maria Konopnicka na Facebooku.

stadion_10_lecia

Napisz, co o tym myślisz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *