5 lutego, w trakcie sesji pytań i odpowiedzi podczas Days of The Dead, Phil Anselmo wspomniał Lemmy’ego:

Niechaj spoczywa w pokoju, ale jednym z najcenniejszych okazów był Lemmy Kilmister. Co to był za świetny gość. Nie potrafię wyrazić, jak bardzo wziął mnie pod swoje skrzydła jak wpoił mi, „Rzeczy przemijają. Popularność przemija. Rób to, póki możesz. I rób to wciąż, wierz w to i to w sumie tyle, co możesz tak naprawdę robić w istocie.” Bardzo go kocham.

Zapytany o jakąś szczególną historę związaną z nieżyjącą już legendą odpowiedział:

Nie wiem, czy to świetna historia, ale na jakieś 4 miesiące przed jego odejściem graliśmy na festiwalu, byłem tam z Down, to było w Europie, jeśli się nie mylę. Jeden z jego asystentów przyszedł i powiedział, „Lemmy chciałby z tobą pogadać.” Był chory od jakiegoś czasu; nikt wtedy o tym nie wiedział. Ale my byliśmy tego bardzo świadomi. Wchodzę więc do szatni i pierwsze, co mnie naprawdę uderzyło, to smutek w jego oczach. Był… to było jasne… Jakby robił to, co kochał, do samego końca. Jego ciało nie współpracowało z nim i bardzo dobrze wiem, jak to jest po złamaniu pleców, rozwaleniu kolan, złamaniu żeber… po tym wszystkim. Jestem chodzącym urazem. I widziałem w jego oczach, że robił to, co kochał i nie był gotów przestać, ale po prostu… Ciężko mu było.

Ale pierwsze słowa Lemmy’ego były świetne. Siedział sobie. Uścisnęliśmy ręce, wyściskaliśmy się. „Jak się masz, bracie?” itd. Mówi, „Hej, Phil. Chcesz fajkę? Musimy dbać o swoje struny głosowe.” Więc poczucie humoru nie opuszczało go do końca. I to było jak przypomnienie. Wszyscy tu jesteśmy na bardzo krótki czas, a ktoś taki zostawia po sobie tak znaczący ślad… Wielki pokłon dla niego. Kocham go.

Napisz, co o tym myślisz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *