To przepiękne uczucie, gdy Polacy uczą Szwedów, jak robić ichni death metal. W zeszłym roku perfekcyjnie uczynili to poznaniacy z In Twilight’s Embrace, którzy wpływy Dissection i At the Gates przepięknie wymieszali z black metalowymi inklinacjami czego efektem „The Grim Muse”. Teraz, kilka miesięcy później, panowie z Ulcer czerpiąc garściami z klasycznie szwedzkich wzorców, wydali równie intensywną i przebojową petardę. O tandeciarzach, death metalu i anomaliach polskiej sceny porozmawiałem z jednym z wokalistów grupy – skrywającym się pod ksywką „D.”.

Paweł Marzec, Blaze of Perdition

Jaki jest najlepszy album metalowy z klawiszami?

Toś zaczął. Nie wiem, nie spędzają mi snu z powiek takie rozważania.

Zapytałem o to, ponieważ chyba mało który wielbiciel ekstremalnego metalu toleruje „parapety” w szeroko pojętej młócce, a na „Heading Below” owych jest całkiem sporo. Trochę w klimacie starego Celtic Frost, momentami dwójki Pestilence – nie uważacie tego za, mimo wszystko, dosyć ryzykowne posunięcie?

Nie. To instrument jak każdy inny. Klawisze mają taką a nie inną opinię tylko dlatego, że przez pewien czas sięgali po nie wszelkiej maści tandeciarze, zwłaszcza w drugiej połowie lat 90 i początku nowego wieku przez co powstała taka niechlubna łatka, że są wieśniackie.

Co ma szwedzki death metal, czego nie posiadł amerykański?

To bez znaczenia. Taki mieliśmy pomysł i tak gramy.Słucham uchem i nie rozbieram muzyki na części pierwsze. W większości gatunków idzie znależć coś ciekawego, kwestia odpowiedniej selekcji, także nie stawiałbym jednego gatunku nad innym.

W Polsce boom na granie w duchu klasyków pokroju Entombed, Dissection, Dismember, Grave i im podobnych ma się wyjątkowo dobrze. W zeszłym roku wyśmienite „The Grim Muse” In Twilight’s Embrace, a w obecnym – wasze „Heading Below” i najnowsze The Dead Goats – żeby wymienić najciekawsze. Jak sądzisz, skąd w naszym boskim kraju, gdzie wśród inspiracji młodziaków królują raczej florydzkie wzorce, takie zapotrzebowanie na starą, dobrą szwedziznę?

Może właśnie to, że większość polskich zespołów woli czerpać z USA i szwedzizna siłą rzeczy jawi się jako coś nowatorskiego i świeżego, choć przecież z nowatorstwem ma ona wspólnego tyle co mumia z Myrkur z kobietą.

Rok 2016 – z jednej strony ojciec chrzestny polskiej sceny – Mariusz Kmiołek – szkalujący dziennikarzy muzycznych, z kolejnej dziwaczne reaktywacje (od Dragona, aż po powtórkę pierwszej Metalmanii). Oprócz tego żebractwo na wszelkich możliwych gruntach. Pewni eleganccy heavy metalowcy pokazują, że można mieć swoich fanów za kompletnych idiotów, serwując na kickstarterze bardzo ładną sumkę, jaką chłopcy potrzebują na nagranie albumu (60000 zł), zaś nieco inni proszą o pomoc w sfinansowaniu budowy studia, bo przecież jak to zebrać pieniądze samemu? Jak to skomentujesz?

Fakt, mamy ostatnio jakiś wysyp dziwacznych sytuacji, scenowych kabaretów i ogólnie rzecz biorąc materiału do kpin. Internet to obosieczne ostrze i jak widać nie każdy potrafi z niego korzystać nie robiąc sobie krzywdy. Można się ponabijać, ale nic więcej. Akcji crowdfundingowych na realizowanie takich fanaberii nie kupuję i uważam za absolutną wiochę, często wchodzącą wręcz w rejony zwykłej bezczelności.

Dlaczego nie występujesz regularnie na koncertach ze swoją macierzystą kapelą – Blaze of Perdition? Przecież lider amerykańskiego Possessed (Jeff Becerra) porusza się po scenie swoim „Rydwanem Śmierci”?

Bo nie mamy ku temu warunków organizacyjnych, a moje zdrowie zdecydowanie szybciej więdnie w „polowych” warunkach wyjazdów na koncerty. Powiedzmy, że wózek to czubek góry lodowej utrudnień, które generuje moja sytuacja.

Czy już na stałe planujecie zostać w stajni Arachnophobia Records?

Zobaczymy. Kariera gwiazd rocka nam się raczej nie marzy, także nie mamy powodów do narzekań.

Jakiś czas temu Jeffrey Walker z Carcass palnął, że death metal umiera. Prawda to, czy raczej kolejna pierdoła chlapnięta przez podstarzałego muzyka?

Obecnie mamy wręcz przesyt zespołów z przeróżnych gatunków, nie tylko DM, także jest to ewidentna bzdura.Dziadek najpewniej nie ma pojęcia co się dzieje na scenie, więc rzucił typowym starczym „kiedyś było lepiej”. Carcass nie nagrał nic naprawdę dobrego od wielu lat, także tym bardziej nie przejmowałbym się stękaniem emeryta.

Jak wiadomo, death metal od black metalu różni bardzo wiele. Chociażby to, że o ile pierwszy z gatunków zatrzymał się w okolicach lat 90., tak ten drugi cały czas nieustannie ewoluuje? Jak sądzisz, jest szansa na rewolucję w metalu śmierci?

Nie powiedziałbym, że się zatrzymał. Przecież jest masa trendów i koncepcji w obecnym death metalu.Co prawda niewiele z tego do mnie trafia, ale nie można powiedzieć, że scena się nie rozwija. Black metal jest po prostu bardziej popularny,ostatnio wręcz modny i idąca za tym eksploatacja gatunku sprawia, że rozwija się szybciej.

Kiedy jakiś czas temu rozmawiałem z Cyprianem Łakomym, powiedział mi on, że polskie płyty black metalowe w dzisiejszych czasach zjadają współczesne materiały większości norweskich weteranów gatunku, zgadzasz się z tym stwierdzeniem?

Tak, ale Norwegia to obecnie żadna konkurencja i ledwo kilka sensownych zespołów, także „zjadanie” ich nie jest jakimś szczególnym wyczynem.

Co najbardziej wkurza cię w polskich muzykach?

Polskość.

Na sam koniec powiedz, jakie fajne płyty usłyszałeś w roku 2016 i czy można uznać go za lepszy – pod względem wydawniczym – od poprzedniego?

Chyba nic z tego roku mnie jeszcze nie skopało, a mamy już lipiec, także nie widzę szans na przeskoczenie rewelacyjnego 2015.

 

Rozmawiał Łukasz Brzozowski

Napisz, co o tym myślisz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *