W ostatnim wywiadzie dla australijskiego radia AndrewHaug.com Paul Bostaph odniósł się do krytyki z którą nieustannie spotyka się powstający album Slayera. Perkusista powiedział również, że żadnemu zespołowi nie udało się by wszystkie krążki były chwalone przez krytyków i fanów oraz że dobrzy tekściarze komponują muzykę przede wszystkim dla siebie.

Artysta nie chce za każdym razem malować tego samego obrazu. Chodzi mi o to, że jeżeli jako malarz, namalowałeś obraz jabłka i był to przez wszystkich uwielbiany obraz, słyszysz od nich „Koleś, ten obraz jabłka to mój ulubiony obraz”. Jako artysta myślisz sobie „Aha! Będę za każdym razem malował jabłko”. I tak to się dzieje, że za każdym razem gdy patrzysz na tę samą rzecz.

Sednem tego wszystkiego jest to, że jako artysta musisz zadowolić siebie samego.

Wierzę, że Slayer nigdy nie wydał płyt… wiele zespołom nie udało się wydać płyt, które zadowoliłyby tych, których uważają za swoją widownię. Według mnie dobre zespoły, dobrzy tekściarze piszą teksty dla siebie samych. Czasami odniesiesz sukces, czasami nagrasz płytę jak „Reign In Blood” czy „Seasons In The Abyss”, „South Of Heaven”. Płyty jak te. To płyty, które razem nagraliśmy i które naprawdę kocham.

Popatrzmy na Pink Floydów, użyję ich jako przykładu. Pink Floydzi nagrali „The Dark Side Of The Moon”, prawda? Po „The Dark Side Of The Moon” każda płyta którą wydali była mieszana z błotem przez krytyków i przez fanów. Dlaczego? Bo „The Dark Side Of The Moon” była tak charakterystyczną płytą i nawet dzisiaj wszystko inne blednie w porównaniu do tego co nagrali na tej płycie. I wiesz co? Kilka lat później,  dziesięć lub więcej nie pamiętam dokładnie ile, kiedyś to wiedziałem, ale zapomniałem. Floydzi wydali „The Wall”. I nagle ludzie zaczęli gadać „O mój Boże, Pink Floydzi wrócili!” Tylko, że oni nigdy nie odeszli, jeżeli posłuchasz albumu „Animals” zobaczysz, że to świetna płyta.

Wiele osób może nie być fanami Pink Floydów i być może nie wiedzą o czym mówię. „Diabolus in Musica” na przykład, ludzie myślą, że to nu-metalowa płyta. Na tej płycie pojawiają się próby tworzenia czegoś nowego. Według mnie znajduje się na niej dobra część mnie. Nie dlatego, że na niej gram, ale dlatego, że tak czuję. „Bitter Peace” to świetny kawałek, a od ludzi słyszę tylko „O, ta płyta…”, a dla mnie „Bitter Peace” to najlepszy kawałek jaki Jeff kiedykolwiek napisał.

Chodzi o to, że człowieku, jeżeli za każdym razem nagrasz świetną płytę i ludzie za każdym razem będą cię kochać to będziesz miał niespotykaną karierę. A trzeba nauczyć się czołgać zanim zaczniesz chodzić, i chodzić zanim będziesz umiał biegać, a potem, kiedy zaczniesz biegać, od czasu do czasu potkniesz się i będziesz musiał nauczyć się jak z powrotem złapać równowagę. A kiedy zespół się potyka wszyscy chcą powiedzieć „Ok, ci kolesie się skończyli”. No może, nie wszyscy, ale chodzi o to, że są to ci sami ludzie, którzy gdy sami się potkną rozmawiając przez telefon lub pisząc smsy mówią „Dobrze, że nikt nie widział”. Niestety dla nas, osób grających w zespołach, my potykamy się gdy wszyscy patrzą.

Chodzi o to, że musisz pisać muzykę dla siebie i cieszyć się tym co robisz. Jestem na tyle szczęściarzem, że mogę grać muzykę i koncertować z, według mnie, legendarnym heavy metalowym zespołem. Kocham to co robię i kocham grać na bębnach, więc chyba nie mogę powiedzieć, że nagrałem płytę, której nienawidzę. Mam to szczęście, że mogę tak powiedzieć.

Paul Bostaph (Slayer):  jako artysta musisz zadowolić siebie samego

Napisz, co o tym myślisz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *