Serwis Austin Chronicle przeprowadził wywiad z basistą Behemotha, Tomaszem Wróblewskim, znanym przede wszystkim jako Orion. Muzyk opowiedział m.in. o tworzeniu „The Satanist” i zadowoleniu z efektów końcowych. Tłumaczenie części wywiadu poniżej.

Austin Chronicle: Porozmawiajmy o „The Satanist”. To wasz pierwszy od pięciu lat album i włożyliście w niego mnóstwo ciężkiej pracy. Jesteście zadowoleni z niego i z odbioru, z jakim się spotkał do tej pory?

Orion: Tak, zdecydowanie. Nigdy nie byliśmy bardziej szczęśliwi z powodu albumu. Dużo czasu zajęło nam dojście do takiego punktu. Podczas hospitalizacji Nergala i tego wszystkiego – tego całego trudnego okresu – naprawdę nie byliśmy pewni, czy powstanie nowa płyta. Ale powstała, a my jesteśmy z tego powodu prawdziwie szczęśliwi. W naszej szczerej opinii, to po prostu reprezentuje nas do chwili obecnej. To najlepszy album, jaki kiedykolwiek stworzyliśmy jako zespół, co jest świetnym uczuciem. Wszyscy tak czujemy.

Wersja deluxe CD zawiera dokument DVD, gdzie znajduje się rozmowa o tym, jakie emocje powinny zasilić muzykę. Jeden z was powiedział nawet, że powinna po prostu krzyczeć. Chociaż macie wysoki poziom warsztatu, zespół chciał zachować naturalność. Jak to ujęliście: otwórz rany i pozwól krwi popłynąć. Jak równoważycie wszystkie te rzeczy?

Cóż, pamiętam tę teorię po „Evangelion”, kiedy zaczęliśmy koncertować. Próbowaliśmy rozmawiać o nowej płycie, która miała kiedyś powstać. Niezupełnie wiedzieliśmy, jaką drogę powinniśmy obrać albo jak ruszyć z miejsca. Nie mieliśmy żadnego pomysłu, bo naprawdę nie czuliśmy, że możemy współzawodniczyć z 200% naszych możliwości, stosowanych do tego momentu. Potem usiedliśmy do pisania „The Satanist”. Przeszliśmy przez cały ten mroczny etap, kiedy Nergal był chory, a ja poczułem, że wszyscy nauczyliśmy się znacznie bardziej doceniać to, co mamy i kim jesteśmy. Więc w pewnym momencie zaczęliśmy rozmawiać o nowym albumie, co było po prostu bez zarzutu, płynne, bardzo, bardzo gładkie. Ponieważ usiedliśmy do tworzenia muzyki i to po prostu szło. Z pewnych powodów rzuciliśmy zadawanie pytań. Naprawdę nie wiem, dlaczego to się wydarzyło, ale chcieliśmy mieć siebie i swoją krew na tej płycie – i nie chcieliśmy jej edytować po same brzegi. Chcieliśmy być bardzo ludzcy. Jesteśmy nieidealni jako ludzie, jako muzycy. Więc po prostu pozwoliliśmy, aby album nie był doskonały. I jakoś udało nam się to zrobić we właściwy sposób. Nawet sam proces nagrywania bardzo różił się od tego, co robiliśmy wcześniej. Większość nagranych utworów, ich części, to efekt pierwszych podejść. Nie ma tam wielu dogrywek. To po prostu my, tak niedoskonałe jak my.

Co jeszcze było wspomniane w dokumencie, to ogólnie niezadowolenie ze stanu ekstremalnej muzyki. I wrażenie, że słowo nie znaczy już nic więcej.

Jest coraz więcej i więcej zespołów na świecie. Zaczynają także brzmieć dokładnie tak samo. Nawet starsze zespoły; wydaje się, że nagrywają te same albumy znów i znów, a wszystkie te nowe metalowe sprawy – po prostu tego nie łapię. Słucham wszystkich tych grup i… Mamy takie powiedzenie w Polsce: wchodzi ci lewym uchem, wychodzi prawym, a ty nawet nie pamiętasz jednej rzeczy. Wydaje się, że nie ma w tym myśli ani pomysłu. Jest wielu świetnych graczy. Jest wielu świetnych muzyków, shredderów. Ale oni zwyczajnie ścigają się po gryfie i nie ma w tym serca. To w zasadzie myślimy o muzyce metalowej. Jest teraz mnóstwo dobrych zespołów, które lubię słuchać i staramy się nadążać za tym, co dzieje się w muzyce metalowej.

Pełny wywiad po angielsku pod tym adresem.

Behemoth The Satanist

Napisz, co o tym myślisz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *