Recenzowanie płyt Opeth od czasu karkołomnego, z punktu widzenia ich klasycznych produkcji, „Heritage” (2011 r.), jest zajęciem na wskroś niewdzięcznym, przynajmniej dla ich typowych fanów, do których i ja się zaliczam. Mam tutaj na myśli zardzewiałych malkontentów, klękających od odpowiednio XXI i XX lat przed takimi tytułami jak „Orchid”, czy „Morningrise”. To był oczywiście całkowicie inny zespół i nie tylko skład mam tutaj na myśli, ale również mocno zainfekowane „Swanö–ową” estetyką, melodyjne, art – death metalowe rzeźbienie. Co nam z tego pozostało? Po odejściu Petera Lindgrena w 2007 r. już tylko, a może „aż” – horyzontalnie szerokie, muzyczne wizje Mikaela Akerfeldta. Lider Opeth od lat roztacza wokół siebie otoczkę twórcy, który „wie” i „chce” więcej od siebie jako, już nie tylko metalowego artysty. Na pytanie: „czy to dobrze, czy źle?”, odpowiedziała sobie chyba już większość z wielbicieli wąsatego Szweda, rozdzielając mniej więcej w połowie Morze Czerwone życzeń, po jednej stronie stawiając wyczekiwanie dalszych quasi eksperymentów muzycznych, po drugiej czołobitne modły w intencji powrotu do cięższego grania. Najnowsza propozycja Opeth – „Sorceress”, kontynuując strategię obraną na poprzedzającym ją „Pale Communion” zdaje się olewać obie opcje, skupiając się na może nie rewolucyjnym, ale zachowawczym, czerpiącym promile z wszystkich momentów twórczości, wolnomyślicielstwie.

opeth-sorceress

Owszem, jako stary fan, z radością przyjąłbym inny obrót sprawy. Jakąś tam nadzieję na powrót „starych, dobrych czasów” poczułem zaraz po opublikowaniu okładki „Sorceress”. Pawi kurak, pławiący się w ludzkim ścierwie, zdawał się na pierwszy rzut oka symbolizować to, z czego Opeth był znany, gdzieś do wysokości płyty „Watershed”, tj. łączenia piękna, lekkości i gracji z bezpardonowym uderzeniem. Uderzenie wprawdzie jest, ale nie takie jakiego spodziewaliby się konserwatyści. Wszystko zależy od wyobraźni i wrażliwości waszej percepcji. Weźmy singlowy kawałek tytułowy. Połamane rytmy, mocno owiana zielnymi dymami atmosfera art rocka, spod której po kilku przesłuchaniach wyziera poszatkowane, dobrze znane metaluchom riffowanie, rodem z wczesnych płyt Morbid Angel. Efekt wspiera specyficzne, ciepłe, lekko przytępione brzmienie, które tak przy okazji zaliczam do najmocniejszych punktów tej płyty.

A więc jeżeli ciężar to, zdecydowanie w formie akcentów, odbić i impresji. Do uparcie poszukujących bardziej konwencjonalnego Opeth, Akerfeldt puszcza z kolei przysłowiowe oczko. Trzyczęściowe, akustyczne „Persephone”, czy rozmarzone gitarowo „A Fleeting Glance” i „Will O The Wisp”, stylistycznie, spokojnie wpasowują się w balladowe momenty „Still Life”, „Blackwater Park”, czy od biedy całego „Damnation”. Chcieliście „tego” Opeth? Macie! Ale na przewrotnych warunkach Mikaela. Są i tacy ryzykanci, którzy od lat twierdzą, że sypanie z rękawa akustykami zawsze szło temu zespołowi o wiele lepiej niż granie metalu, więc gniewać się chyba nie ma o co, tym bardziej, że wymienione gdzieś wyżej, to nie jakieś wymęczone moczenie prześcieradeł, a małe majstersztyki melodii i generatory prawdziwych emocji.

Pozostała część „Sorceress” pozornie skierowana jest do, że tak to brzydko nazwę, bardziej dojrzałych, otwartych i świadomych muzycznie słuchaczy. Rzecz jasna nie zaliczam się do tego grona. Ani nie urodziłem się w latach boomu „artprogresywnegocośtam” rocka, ani nie dostałem w spadku po przodkach kolekcji płyt winylowych opatrzonych psychodelicznymi okładkami i czcionką flower – power. Więcej, tylko raz w życiu jeździłem ogórkiem, czyli Volkswagenem Type 2 i to nie na reaktywacje hippisowskich spędów, a na budowę z workami wapna i cementu. Też był „fun”, z tym że zupełnie niezwiązany z muzyką „Bitelsów”, Paniami w kwiecistych sukniach i oparami substancji psychoaktywnych. No chyba, że do takich można zaliczyć woń kwaśnego potu kolegów z młodzieżowego OHP. Innymi słowy, nawet nie będę udawał światowca i powiem skromnie – nie znam się. Całe szczęście tym razem nie muszę. Jakkolwiek rozbudowane, „multitematyczne” granie, jakim Opeth stara się nawiązywać do wspomnianej ery, jest przy okazji znakomicie zrozumiałe i bardzo zgrabnie podane. Czy weźmiemy rozpędzający się na hammondowym klawiszu „Chrysalis”, orientalny „The Seventh Sojorun”, czy w końcu, chyba najbardziej odjechany, budowany od wprost lennonowych wokaliz – „Strange Brew”, nie poczujemy o dziwo zbytniego zmęczenia intelektualnego. Radość podwójna. Nie dość, że Opeth nie serwuje nam śmiertelnego zakwaszenia mózgu, to podarowuje zwyczajną satysfakcję, płynącą z wtłaczanej muzyką iluzji zdolności do zakumania czegoś więcej niż tylko rytmu tłuczenia schabowych w niedzielny poranek.

opeth-2016

W ten sposób, znów umiarkowanie okazuje się kluczem do artystycznego sukcesu. Dzięki „Sorceress”, Opeth nie dość że nie wpada w sidła własnej przeszłości, to już na dobre prezentuje umiejętność kontrolowania własnych ambicji muzycznych, równomiernie obdarowując fanów z każdego przedziału ich twórczości. Jakkolwiek nie czuję się kompetentny, by okrzyknąć tę płytę jakimś skończonym dziełem artystycznym, to jednak mogę spokojnie wyrazić swoje zadowolenie z obcowania z nią. Cóż z tego, że znów za tydzień nie będę potrafił wymienić tytułów piosenek na niej zawartych, bo próżno szukać tutaj aspirantów do odwiecznych hitów w typie „Forest Of October”, „Black Rose Immortal”, czy „Demon Of The Fall”? Ten problem mam w przypadku Opeth od czasu wydania „Ghost Reveries”, ważniejsza więc wydaje mi się sama przyjemność, jaką daje obcowanie z „Sorceress”. Ta płyta jest jak ongiś sobotnie spotkania z radiową „Trójką” – zróżnicowanie, sybarycki, muzyczny relaks na poziomie, audiofilskie marzenia, dźwiękowy odpoczynek. Same pozytywne emocje, i o to chyba chodziło.

Megakruk

Ocena: 8/10

Data Premiery: 30 września 2016 r.

Wydawca: Moderbolaget, Nuclear Blast

Twórcy:

Mikael Åkerfeldt – gitary, wokale, słowa, muzyka
Martín Méndez – bass
Martin Axenrot – instrumenty perkusyjne
Fredrik Åkesson – gitary
Joakim Svalberg – instrumenty klawiszowe, wokal wspierający

Lista utworów:

1. „Persephone”
2. „Sorceress”
3. „The Wilde Flowers”
4. „Will O the Wisp”
5. „Chrysalis”
6. „Sorceress 2”
7. „The Seventh Sojourn”
8. „Strange Brew”
9. „A Fleeting Glance”
10. „Era”
11. „Persephone (Slight Return)”

Napisz, co o tym myślisz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *