Zespół Opeth po raz kolejny odwiedził Polskę, tym razem w ramach trasy promującej nową płytę „Pale Communion”. Jak doskonale wiemy, Panowie ze Szwecji nie grają prostej i łatwo wpadającej w ucho muzyki, to też ich fani bez problemu zmieścili się w warszawskim klubie Progresja.

Opeth: Relacja z koncertu w Klubie Progesja [27.10.2014]

O godzinie 20.50 pięciu członków zespołu bez zbędnego wstępu weszło na scenę przypominającą okładkę „Pale Communion”. Podobnie jak i na płycie pierwszy na koncert wybrzmiał utwór Eternal Rains Will Come. Jest on bardzo nastrojowy i progresywny, ale utrzymuje też ciekawą i przyjemną w odbiorze melodię. Następnie wszyscy fani usłyszeli drugi utwór z nowego wydawnictwa – Cusp of Eternity. Porywający klimat psychodeli cały czas potęgowała nastrojowa gra świateł, tworząc specyficzną atmosferę trochę kameralnego występu.

Jednak fani Opeth są przyzwyczajeni do cięższych brzmień, dlatego nie trzeba było długo czekać na mocniejsze uderzenie. Grupa zagrała doceniany i lubiany przez wszystkich BleakTrzeba przyznać, że growling Mikaela Åkerfeldta to klasa sama w sobie – nie bez powodu nazywają go jednym z najlepszych w branży. Jego głos jest potężny i z siłą młota uderza do głowy, jednocześnie jednak jest bardzo wyraźny i idealnie zgrany z muzyką. Nie jest to zwykłe darcie się do mikrofonu jak ma to miejsce w przypadku wielu black oraz death metalowych zespołów. W tym utworze wokalista pokazał pełnię swojego brzmienia, która udowodniła jego muzyczny kunszt.

Następnie przyszedł czas na doskonały The Moor i rzadko wykonywany, posępny i pełen brutalnej energii Advent. Panowie (niestety już po raz ostatni) wrócili do nowego albumu z kawałkiem Elysian Woes. Szkoda, że promując świetne „Pale Communion” Opeth zagrało z niego tylko 3 utwory. Fakt, że trochę odstają od ich dotychczasowej twórczości, ale to raczej nie powód żeby tak mocno ograniczać ich wykonywanie. Cóż, może bali się, że nie przypadną do gustu widowni, jak to miało miejsce w przypadki poprzedniej płyty. Dlatego w dalszej kolejności przyszła kolej na sprawdzone, lubiane i doskonale przez wszystkich znane utwory. Nie zabrakło wśród nich nastrojowego Windowpane, The Devil’s Orchard z ciekawą linią perkusji oraz April Etheral, zawierającego jeden z ciekawszych death/black metalowych riffów w historii. Na koniec muzycy Opeth zostawili to co najlepsze, czyli monumentalne The Lotus Eater oraz The Grand Conjuration.

Opeth: Relacja z koncertu w Klubie Progesja [27.10.2014]

Zanim nastąpił wyczekiwany przez wszystkich encore Åkerfeldt przedstawił wszystkich członków zespołu. Przyznam, że dawno tak dobrze się nie ubawiłem czekając na encore. Wokalista dokonał w tego w bardzo żartobliwy, komiczny wręcz sposób. To bardzo sympatyczny, inteligentny facet, który co chwila rzuca błyskotliwymi, zabawnymi tekstami. Posiada też dystans do siebie i swojej muzyki. Najlepiej można było tego doświadczyć w momencie, gdy jakiś fan głośno domagał się cięższych kawałków, a Mike zagrał mu w związku z tym „Scarborough fair” Simona i Garfunkela. Wszyscy docenili ten dowcip. Dlatego nie Was dziwić, że na koniec wszyscy skandowali tylko jedno słowo – „Opeth”. Zespół podziękował fanom ze świetne przyjęcie utworem Deliverance i zszedł w gromie oklasków ze sceny.

Niektórzy pewnie żałowali, że nie usłyszeli największych hitów Opeth, jak chociażby The Drapery Falls czy Backwater Park. Jednak setlista była przygotowana naprawdę profesjonalnie – doskonale zróżnicowana, tak żeby każdy znalazł coś dla siebie. Dlatego też jestem mocno przekonany, że ten koncert przypadł wszystkim do gustu.

Napisz, co o tym myślisz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *