Axl Rose. Przypomina mi się taka anegdotka z nieodżałowanym Himilsbachem w roli głównej:

Mama idąc z synkiem ulicą zauważyła leżącego w kałuży pijaka. Pokazując na niego palcem, mówi do synka:

– Widzisz synku, jak się nie będziesz uczył, to skończysz jak ten pan.

Na to synek oburzony:

– Ależ mamo, to jest nasz wspaniały aktor i literat, Jan Himilsbach.

Na te słowa Janek wynurzył się z kałuży i z charakterystyczną chrypką przemówił:

– I co, kurwa, głupio ci?!

No i Axl wychodzi na scenę i pyta nas wszystkich, niedowiarków, dokładnie o to samo. Kto przypuszczał, że gość naprawdę przypomni sobie jak śpiewać i robić show? Ten gruby, obrzydliwy, chimeryczny typ? Nie ma szans. Aż nagle BUM! Wychodzi na scenę i co niektórzy mówią, że znów czują się, jakby byli w liceum.

Pogłoski o jego śmierci były mocno przesadzone.

Tym bardziej dziwi mnie oburzenie części fanów na dołączenie Rose’a do AC/DC. Chryste, przecież Brian Johnson to też tylko zastępczy wokalista. Bo prawdziwym i jedynym jest, był i będzie Bon Scott. A zastąpić zastępczego wokalistę – toż to nic złego.

Inna sprawa, że to marketingowy majstersztyk. I jak ktoś mówi, że powinni byli wziąć gościa co to śpiewał w coverbandzie pokazuje tylko, że o zarabianiu pieniędzy nie ma pojęcia. Żadnego. Myślicie, że chodzi o coś innego? O jakiś artyzm, mniej przyziemne wartości? Przypuszczam, że wątpię.

Money, it’s a gas.

**********************************************************************************

To jeszcze o innym staruszku słów kilka. Iggy Pop. Nową płytą rozstawił młodzież po kątach. Czy to jego najlepszy album od czasów „American Ceasar”? Nie. To najlepszy album od czasów „Lust For Life”. Podobno ma to być ostatnia płyta Popa i zastanawiam się, czy zaproszenie do współpracy Josha Homme’a nie było symbolicznym przekazaniem pałeczki. Bo jak nie on to kto? Od dawna mówię, że Josh to ostatnia gwiazda rocka, chociaż nie świeci tak jasno jak gwiazda Jima Morrisona czy Kurta Cobaina. Dziś o tak jaskrawe osobowości trudno; trudno jest też stać się głosem pokolenia, symbolem epoki. I Josh kimś takim nie jest, ale to muzyk wybitny i bezkompromisowy, uosabiający w sobie wszystkie cechy gwiazdy rocka właśnie.

Sporo jest podobieństw pomiędzy Joshem a Iggym. Najważniejsze – przyczynili się do powstania nowych muzycznych gatunków. Iggy nazywany jest ojcem chrzestnym punk rocka, a stoner to sprawka, między innymi, Josha. Napisałem, że przyczynili się, nie wymyślili. Podobno był taki jeden, co to w pojedynkę obalił w Polsce komunizm; w muzyce obalanie pomników i tworzenie nowych jest nieco trudniejsze. Co ciekawe, po tym jak już punk zaczynał nabierać rozpędu, Iggy nagrał krążek, który stał się inspiracją dla setek post-punkowych kapel. Czy do działalności Queens Of The Stone Age moglibyśmy przypisać łatkę post-stonera? Cholera, im więcej się nad tym zastanawiam, tym bardziej ma to sens…

********************************************************************************

À propos stonera. Myślę, że za kilka lat będziemy mieć najsilniejszą stonerową scenę w Europie. Już mamy jedną z najciekawszych, ale do Niemców czy Szwedów trochę nam brakuje. Da się zaobserwować jednak wyraźną tendencję wzrostową – jak grzyby po deszczu powstają kolejne zespoły, organizowane są świetne koncerty, a i media przestają traktować ten gatunek po macoszemu.

Nie wiem skąd wziął się ten boom, ale bez wątpienia wielkie, jeśli nie największe, zasługi w popularyzowaniu stonera nad Wisłą mają chłopaki z Red Smoke Booking. Jeżeli jeszcze nie byliście na pleszewskim Red Smoke Festival, koniecznie musicie ten stan rzeczy zmienić. Atmosfera jest naprawdę niesamowita. W tym roku wystąpią tam między innymi Truckfighters, Dopethrone i Belzebong, ale także zespół organizatorów – Red Scalp. W roku ubiegłym byli jeszcze ciekawostką. Mieli na koncie jedną EP-kę, bardzo udaną, ale umówmy się – gdyby sami tego festiwalu nie organizowali, pewnie by nie wystąpili. Teraz, po wydaniu kapitalnej debiutanckiej płyt sprawy mają się zgoła inaczej. Myślę, że będą tam jedną z głównych atrakcji.

Ciekawych młodych zespołów grających muzykę około-psychodeliczną jest teraz tyle, że można by dla nich zorganizować osobny festiwal, a i tak pewnie nie dla wszystkich starczyłoby miejsca. MuN, Prąd, Rah Pitia, The Gentle Art Of Cooking People, Spaceslug, Sun Dance, Snake Thursday… Długo by tak wymieniać. Jeżeli te grupy nadal będą się rozwijać i nie napotkają na swojej drodze jakichś większych kłopotów, będziemy mogli stanąć w jednym szeregu ze Skandynawią i Niemcami.

********************************************************************************

Maria Konopnicka planuje stworzyć własny magazyn muzyczny z zinowym zacięciem. Bardzo mi się ten pomysł podoba. Lubię czytać jego teksty, bo pisze o muzyce niesztampowo i – przede wszystkim – bez patosu.

Całkiem możliwe, że przeczytaliście kilka jego tekstów na HeavyRock. Publikowaliśmy je przez jakiś czas, a sam pomysł zaproszenia Marii do współpracy okazał się strzałem w dziesiątkę. Korzyść była obopólna – my mieliśmy na stronie ciekawe, autorskie teksty, a Maria mógł dotrzeć do szerszego grona odbiorców, co zresztą się udało, bo liczba polubień jego fanpage’a (a co za tym idzie czytelników) wzrosła wtedy gwałtownie. Oczywiście to nie tylko nasza zasługa, całkiem możliwe, że i bez pomocy HeavyRocka Maria zyskałby podobną liczbę czytelników, ale jakąś cegiełkę dołożyliśmy.

Z wypiekami na twarzy czekam na ten magazyn. Pewnie będzie głównie o metalu, gdzieś tak w 99 procentach, ale jakoś przeżyję.

Grunt, żeby nie było nudno.

Paweł Drabarek

rose

Napisz, co o tym myślisz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *