Nie cierpię ostatnimi czasy pisać relacji z koncertów. Będzie więc krótko.

Trzydziestego września łódzki klub Magnetofon przeżył największe oblężenie w swych dziejach. Skład Gallower / Malokarpatan / Vircolac / Angel Witch przyciągnął prawie 500 luda. Było pyszne piwko, za mały ogródek/palarnia, sprawna obsługa szatni oraz dużo znajomych mordeczek z różnych stron kraju.

Gallowera nie widziałem, wywiadując w tym czasie Anglików. Płyty nabyłem, w domu obsłuchałem, z pewnością ich jeszcze zobaczę.

Malokarpatan zaorał! Black metal żywcem wyjęty z końcówki lat 80-tych, z mnóstwem wpływów klasycznego heavy i słowackiego folku. Studyjnie brzmią jak natrętne komary, na żywo masakrują.

Klimatyczny death metal Vircolac jakoś mnie nie porwał, choć solidne to granie.

Angel Witch zaś dobił zmęczoną publikę wiązanką hitów z debiutu i numerów z najnowszej, udanej płyty. Całą resztę „kariery” pominęli i była to znakomita decyzja.

Po koncercie odbyło się afterparty do rana. I jak tam byłem, lulki paliłem, a do domu dojechałem z kilkugodzinną obsuwą i ochotą na kolejny koncert w tym samym miejscu. Owszem, było za głośno, ale na tę okoliczność, jako dziad stary, wożę w kieszeni katany zatyczki.

Zdjęcia prezentujemy dzięki uprzejmości Marka Maciejewskiego.

Napisz, co myślisz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *