Kurdt Vanderhoof – założyciel i gitarzysta kultowego Metal Church – udzielił wywiadu w podkaście Talk Toomey, w którym poruszył temat swoich stosunków ze słynnymi grupami grunge’owymi z rejonu Seattle. Tak się bowiem składa, że pochodzi z miasteczka Aberdeen, skąd również wywodzili się członkowie Nirvany i Melvins.

Vanderhoof

Znam Krista [Novoselica, basistę Nirvany], był dla mnie w pewnym sensie przyjacielem. Wpadali na nasze próby i imprezy łączone z próbami, gdzie zaczynaliśmy. Jednak w przeważającej mierze mieli nas za wielki żart. Oni byli tymi fajnymi gośćmi, a my byliśmy dla nich starymi metalami. Nawet na albumie „Bleach” Cobain napisał swoje imię tak jak moje – Kurdt. Nigdy nie mogłem tego do końca pojąć, ale gdy zestawiałem fakty ze sobą to wyszło mi, że oni się z nas nabijali. Podobnie Melvins, którzy myśleli, że jestem po prostu ohydny itd., bo to oni są bardzo cool. My jesteśmy jakimiś tam gwiazdami rocka, a oni są dla nas nazbyt cool. Tak więc pieprzyć ich.

Nigdy nic im nie zrobiłem. Zawsze ich lubiłem. Uważałem, że są świetni. Myślałem, że jesteśmy przyjaciółmi. Z czasem jednak jakby zorientowałem się w rozmowach z ludźmi, że kiedy Nirvana robiła swoje, kiedy byli tacy punkowi i fajni, to nas mieli za głupich metali, pozerów i gwiazdy rocka. Tak więc nielubienie nas było bardzo cool – a zwłaszcza mnie, bo pochodzę z Aberdeen, a oni – również będąc z Aberdeen – myśleli, „Pieprzyć tych kolesi!”. No cóż.

Jak jednak dodaje, nie wszyscy ze sceny grunge w Seattle byli pozbawieni szacunku dla Metal Church:

Alice In Chains byli wspaniali. Lubię ich wszystkich. Oni zawsze byli bardzo w porządku i nadal są w porządku wobec nas i w ogóle. Ale kapele z Grays Harbor – wiesz, wszystkie Nirvany, Melvinsy itp. – oni mieli coś przeciwko mnie, najwyraźniej. Sądziłem, że jesteśmy przyjaciółmi, ale jak widać nie. Więc… chrzanić ich.

kurdt cobain

Napisz, co o tym myślisz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *