„Myślę, że zainteresuje się tą płytą każdy, kto wychował się na gitarowej muzyce, ale szuka czegoś więcej, nowych i nowoczesnych rozwiązań, kto nie zatrzymał się na Kill ‘em All. To materiał dla kogoś, kto oprócz fajnej i przebojowej melodii szuka w muzyce precyzji, brzmienia, innej, mniej regularnej matematyki” – na rynku pojawiła się właśnie gorąca propozycja od Ninja Syndrom. Czy album Tokyo zamknie tegoroczny pochód bardzo dobrych, nowocześnie-metalowych wydawnictw?

Właśnie miała miejsce premiera Waszego najnowszego albumu zatytułowanego „Tokyo”. Jak się czujecie?

Filip ‚Iceman’ Gołda: Usatysfakcjonowani. „Tokyo” przeszło dość długą drogę od pomysłu, poprzez nagrania aż do zamknięcia tego procesu w postaci CD. Jesteśmy naprawdę dumni z efektu końcowego i cieszymy się, że udało się nam wydać „Tokyo” w stu procentach na własnych warunkach.

Jak długo pracowaliście nad tym materiałem? Co to w ogóle jet za płyta? Jaki słuchacz powinien się nią zainteresować?

FG: Pracę nad materiałem rozpoczęliśmy w drugiej połowie 2016 roku. Mieliśmy na uwadze, że płyta realizowana będzie w doborowym towarzystwie – skupiliśmy się więc na doskonałym przygotowaniu utworów wybranych drogą eliminacji ze szkicowych wersji demo w zamian za sztuczne dopełnianie albumu ilością piosenek. Na początku 2017 roku mieliśmy gotowe kompozycje i aranżacje wybranych przez nas numerów.

Paweł Rej: Płyta jest połączeniem bardzo nisko strojonych gitar , potężnych, z często mocno połamanym rytmem, rapem i melodyjnym wokalem, tekstami w języku polskim i angielskim. Jest połączeniem djentu i metalcore’u ze spora ilością eletroniki. Myślę, że zainteresuje się tą płytą każdy, kto wychował się na gitarowej muzyce, ale szuka czegoś więcej, nowych i nowoczesnych rozwiązań, kto nie zatrzymał się na „Kill ‘em All”. To materiał dla kogoś, kto oprócz fajnej i przebojowej melodii szuka w muzyce precyzji, brzmienia, innej, mniej regularnej matematyki.

Przy okazji pracy nad „Tokyo” udało Wam się nawiązać współpracę z uznanymi producentami – pochwalcie się, z kim i jak doszło do tej kooperacji?

PR: Materiał rejestrowaliśmy w Uppsala w Szwecji, w DugOut Productions, naszym producentem był Daniel Bergstrand, wybraliśmy go dlatego, że w jakimś sensie wykreował brzmienie zespołu Meshuggah, który dla nas jest dużą inspiracją. Pracował dodatkowo z In Flames, Soilwork, czy rodzimym Behemoth. Daniel dostał od nas próbki materiału, który nagraliśmy wcześniej, dostał też demo, szkielety nowych utworów, które planowaliśmy zarejestrować na „Tokyo”, dość szybko zaprosił nas do współpracy, kilka tygodni później pracowaliśmy z nim w Uppsala.

FG: Dalszy proces produkcji w całości odbywał się w USA. Za miks materiału odpowiedzialny był Taylor Larson – gość, który zmiksował albumy takich wykonawców, jak Periphery, Veil of Maya, I See Stars, Asking Alexandria i wielu innych. Zwrócenie się w jego kierunku było dla nas dość oczywistym ruchem – wspomnieni artyści to grono, którym się w jakiś sposób inspirujemy i naprawdę cenimy ich twórczość – a ich albumy, które miksował Taylor, brzmią naprawdę dobrze. Następnie materiał trafił na biurko Teda Jensena – inżyniera masteringowego studia Sterling Sound w Nowym Jorku. Referencje i dotychczasowy dorobek Teda jest naprawdę imponujący – od Milesa Davisa, przez Bring Me The Horizon aż do takich bandów jak Metallica, Korn, czy Machine Head. Wiedzieliśmy, że ‚Tokyo’ znalazło się w naprawdę dobrych rękach (uszach?)

Jak przebiegała sama współpraca/kontakt i jak oceniacie jej efekt końcowy?

PR: Jeśli chodzi o tracking – kontakt świetny, efekt – bardzo organiczne, naturalne brzmienie, precyzja w przygotowaniu materiałów do dalszej pracy. To co było ciekawe to to, że Daniel pracował w „szwedzkim stylu” – dość poukładanym, przemyślanym, z przerwa na obiad i czekoladkę, my najchętniej nagralibyśmy wszystko w jeden dzień Przy okazji zdradził nam kilka historii zakulisowych In Flames, kilka smaczków odnośnie pracy Meshuggah.a

Miks i mastering przebiegał trochę inaczej, bo mieliśmy kontakt zdalny z Waszyngtonem i Nowym Jorkiem, więc nie poznaliśmy się z Taylorem i Tedem osobiście. Miks trwał zaskakująco długo, a mastering zaskakująco krótko. Efekt – materiał zabrzmiał bardziej „po amerykańsku”, szybciej, nowocześniej, bardziej przejrzyście i cyfrowo.

Gdzie będzie można kupić lub legalnie odsłuchać „Tokyo”?

FG: „Tokyo” będzie dostępna na właściwie wszystkich serwisach streamingowych – włączając w to Spotify, Tidala, iTunes i Apple Music, Amazon, czy Deezera. Kilka dni po oficjalnej premierze ruszy też serwis internetowy z platformą zakupową, na której będzie możliwe nabycie fizycznego wydania CD.

Jak w ogóle wygląda historia Ninja Syndrom i Wasze najważniejsze osiągnięcia?

FG: Historia Ninja Syndrom sięga jeszcze lat 90tych, kiedy to Karaz i DJ Hans publikowali pod tym szyldem wspólnie stworzone utwory. Reaktywowaliśmy ten brand w 2015 roku – jednak w zdecydowanie innym klimacie. Pierwotne założenie traktowało o stricte rapcore’owym graniu – niekoniecznie skomplikowanym instrumentalnie, nastawionym głównie na warstwę liryczną i przekaz. Z czasem ta idea ewoluowała w bardziej „gitarowym”, nowoczesnym kierunku, zmieniał się też skład zespołu. Nasze inspiracje współczesnym graniem, możliwości, jakie dają instrumenty typu extended range skierowały nas w stronę bardziej złożonego, eklektycznego klimatu, który świetnie oddaje materiał zawarty na „Tokyo”.

Co do najważniejszych osiągnięć – bez wątpienia udana współpraca z takimi osobami jak Daniel Bergstrand, Taylor Larson czy Ted Jensen to jeden z najważniejszych sukcesów w naszej historii. Dodatkowo zagraliśmy też jako headliner międzynarodowej trasy koncertowej, która swoim zasięgiem objęła takie miejsca jak Czechy, Węgry, Rumunia, Bułgaria czy Mołdawia. Bardzo miłym wydarzeniem było również zaproszenie do udziału w finałowym etapie eliminacji do – wtedy jeszcze – Przystanku Woodstock, które odbyły się na deskach warszawskiej Progresji. Zakwalifikowanie się do tak wąskiego grona spośród naprawdę wielu świetnie grających, utalentowanych kapel to przyjemne wyróżnienie.

Czy nowy album będzie promowała trasa koncertowa?

FG: Najprawdopodobniej – tak. Jesteśmy w fazie planowania i „zgrywania” dostępnych terminów. Zapraszamy do pozostania w kontakcie – http://facebook.com/ninjasyndrom – na naszym fanpage’u na pewno znajdziecie wszelkie newsy.

Planujecie jakieś klipy do nowej płyty?

PR: Opublikowaliśmy już dwa klipy z Tokyo – „Painbringer” i „Haters”, jesteśmy w trakcie pisania scenariusza do kolejnego, który pojawi się w pierwszym kwartale 2019 roku.

Jak jeszcze wyglądają Wasze plany na rok 2019?

FG: Bardzo prawdopodobne, że wypuścimy kolejną, bardzo luźną i spontaniczną kompilację w formie albumu Extended Play. Dodatkowo, rozpoczęliśmy już pisanie materiału na płytę długogrającą – chcielibyśmy zrealizować ten projekt w całości w ciągu najbliższych 12-tu miesięcy. Dodatkowo, jak wspomniano wcześniej, istnieje naprawdę duża szansa na trasę koncertową, jednak szczegóły pozostają na ten moment otwartą kwestią.

Napisz, co o tym myślisz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *