Jesień, jesień, liście opadają z drzew. Prosto w szare kałuże, w których mokną nasze buty. Maideni zakończyli trasę, festiwale się skończyły, słońce już od paru dni ma status zaginiony. Na szczęście są sposoby na radzenie sobie z sezonową depresją, a najlepszym jest oczywiście wypad na koncert. Okazja odpowiednia, bo po ośmiu latach wrócił do Polski Cauldron.

Zadanie rozgrzania publiki przypadło dwóm supportom, a jako pierwszy pokazał się Hellhaim, czyli prawdopodobnie najlepszy polski duet gitarzystów. Zespół pojawił się w zasadzie znikąd, ale zrzesza pięciu świetnych muzyków. Sami określają się bardzo celnie jako „Extreme Heavy Metal”. I to są święte słowa! Z ozdobionej licznymi czaszkami i spowitej dymem sceny dostaniemy po ryju ciężkimi thrashowymi partiami, jak i popieszczeni cholernie soczystymi solówkami. Wszystko to uzupełnia wokalista znany z Divine Weep – Mateusz Drzewicz, który imponuje wszechstronnością. Radzi sobie śpiewając czysto, radzi sobie wrzeszcząc, ale przede wszystkim robi świetną robotę jako frontman. Hellhaimów wyróźnia jeszcze jedno, czyli brak przesadnych wygłupów. Oczywiście koncert nie jest śmiertelnie poważny, ale esencją występu jest muzyka, a nie niskich lotów humor i za to duży plus. Szkoda, że koncert obejrzała tylko garstka osób, bo chłopaki zasługują na znacznie liczniejszą publikę. Tradycyjnie w secie znalazł się cover, tym razem „Fast As The Shark” na mocnych sterydach. Moim faworytem jest tytułowy numer z debiutanckiej płyty, czyli „Slaves of Apocalypse”. Mozecie sprawdzić też „Decimatora”, jako dwie wizytówki warszawskiego składu.

Jako drugi na scenę wyszedł zespół Atom Heart, zespół dosyć enigmatyczny, bo ich strona internetowa nie działa, podobnie jak profil na Instagramie. Mają jednak Facebooka, a grają melodyjnie i rockowo, mocno w stylu Led Zeppelin. Nazwę wymienił również wokalista, celebrując pięćdziesięciolecie zespołu jednym z utworów LZ. Z plusów na pewno gitarzysta, którego gry przyjemnie się słuchało i dźwięk, który jak na warunki Voodoo Clubu był niezły i co najważniejsze, całkiem selektywny. Na minus wokalista, nie śpiewał źle, ale wypadałoby znać nazwę zespołu, który grał wcześniej, nie mówiąc już o nieznajomości headlinera. Występ bez historii, za dobry żeby skrytykować, za słaby żeby zachwycić.

No i gwiazda wieczoru. Byłem pewnie jedną z nielicznych osób, która już wcześniej widziała Kanadyjczyków na żywo, więc wiedziałem czego się spodziewać. Chociaż zespół jest ochoczo szufladkowany jako NWOTHM wraz z Enforcerem i Skull Fistem, na swoich ostatnich płytach jest wolniejszy i dużo bardziej emocjonalny niż wyżej wymienione tradycyjne składy. Szczególnie słychać to w numerach z najnowszej New Gods, które chociaż bardzo dobre, nie tworzą tak szalonego show jak klasyczne heavypatataje. Na szczęście Cauldron i takie numery ma w zanadrzu i gdy wybrzmiały bardziej znane wałki, publika dała się porwać. Nie zabrakło moshu, pojedynczych pływaków i wspólnego śpiewania. Zarówno w trakcie jak i po koncercie chłopaki dawali wyraz podziwu dla Polaków, których nie trzeba namawiać do śpiewania. Mały kamyczek do ogródka wrzucę Jasonowi, który wokalnie spisał się bardzo dobrze, ale między numerami brakowało mu trochę luzu i wydawał się recytować formułki. Najlepiej wypadły oczywiście kawałki powszechnie znane i lubiane, takie „No Return”, a „All or Nothing” odśpiewała cała sala. Na bisy dostaliśmy cover Dokken i krótkie solo na perkusji, a koncert zamknął Ian bawiąc się efektami i wzmacniaczem, prezentując osobliwe „solo na przesterze”. Sam koncert potrwał ledwie godzinę i to w zasadzie największy minus koncertu, bo od chłopaków w tym wieku oczekiwałbym co najmniej dziewięćdziesięciominutowej setlisty, tak jak to robi Night Demon. Zwłaszcza, że dyskografia chłopaków to już pięć długograjów, więc materiału nie brakuje.

Metal żyje i ma się dobrze, chociaż niewielu zdaje sobie z tego sprawę. W Voodoo pokazały się zespoły, które mają na siebie pomysł, a przede wszystkim wielką pasję i radość z grania. Standardowo rzucam te słowa ku osobom, wychodzącym z domu tylko na stadionowe Metalliki i inne mainstreamowe gwiazdy.

Zdjęcia Hellhaim i Atom Heart dzięki uprzejmości Quality Hard Rock, organizatora koncertu, którego serdecznie pozdrawiamy

 

Napisz, co o tym myślisz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *