Nervosa to brazylijskie thrashmetalowe trio składające się z… dziewcząt!!! Ależ zaskoczenie. Thrash metal nie ma szczęścia do kobiet, dlatego brawo za sam fakt, że są, że grają i grzeją. Istnieją od 2010 roku, a recenzowany tutaj materiał to ich drugi pełnowymiarowy album. Jako że nie miałem okazji zapoznać się z debiutem tych Brazylijek, porównań nie będzie.

Na płycie znajduje się 12 kawałków utrzymanych w stylu agresywnego, ale bez nadmiernego przesadzenia, thrash metalu. Stylistycznie skojarzenia biegną w stronę teutońskiego thrashu, Slayera z lat ’84-’86 oraz debiutu amerykańskiego Torture. Czyli jak najbardziej słuszne wzorce. Słychać, że dziewczyny chcą brzmieć agresywnie, ostro i raczej po męsku.  Mamy zróżnicowane riffy; raz jest szybciej, raz wolniej; czasem dość nowocześnie, co momentami brzmi, niestety na nu-metalową modłę. Zwłaszcza, gdy próbują grać wolniej i wchodzą na mielizny. Śpiewająca basistka drze się w dość jednostajny sposób, co po jakimś czasie zwyczajnie zaczyna nużyć. A miejscami brzmi jak damska wersja Johna Tardy’ego,  gdyby ten chciał drzeć się w jakimś thrashowym zespole. Dochodzi też angielski – niezbyt wyraźny, często zlewa się w bardzo jednostajny, duszny krzyk. Chyba już taki urok metaluchów pochodzących z Ameryki Łacińskiej, którzy śpiewają po angielsku.

nervosa band

Najlepszym utworem jest, o dziwo, jedyny zaśpiewany po portugalsku ‚Guerra Santa’ gdzie brzmią całkiem naturalnie i po prostu dobrze się tego słucha. Może warto pójść tą drogą? Bardzo wyraźnie pobrzmiewają echa Sadusa oraz w kilku momentach, tych szybszych oczywiście, Kreatora z ‚Comy’. Thrashmetalowe składy z jedną gitarą zawsze są w pewien sposób ograniczone. To niestety też tutaj słychać. Styl oparty tylko na tym co gra gitarzystka po którymś tam kawałku już niczym nie zaskakuje, a raczej wiemy czego się spodziewać. Tym bardziej że i solówek nie ma zbyt wielu. Naliczyłem raptem kilka – najlepsza ta w ‚Deception’ – bardzo w stylu Slayera z okresu ‚Haunting the Chapel / Hell Awaits’. Nie jest to zła płyta, ale jak na drugą pozycję w dyskografii to chyba trochę mało. Debiutantkami już nie są, grają też już ładnych kilka lat… Ale dajmy dziewczynom szansę; gdy tylko popracują nad kompozycjami może być tylko lepiej. W ogóle nie rozumiem idei ostatniego utworu o tytule ‚Wayfarer’ – nawet jeśli jest to jakiś cover/pastisz – odstaje od reszty a od połowy słychać śpiew jakby żywcem z Janis Joplin….

Cóż można dziewczynom delikatnie zasugerować? Przesłuchanie pierwszych płyt Xentrixa, Annihilatora czy też Testamentu. Na pewno urozmaicenie kompozycji niebanalną melodią podaną w ostry, thrash metalowy sposób byłoby dla uszu miłym zaskoczeniem. Tylko czy dziewczynom chodzi o metal z niebanalnymi melodiami?

Grzegorz Świątko

Napisz, co o tym myślisz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *