Z latami 60. jest trochę tak jak z tym pudełkiem czekoladek Forresta Gumpa – nigdy nie wiesz, na co trafisz. Prawdziwa muzyczna studnia bez dna oraz czas, w którym powstał najdoskonalszy krążek w historii muzyki rockowej – debiut The Doors. Ale dziś nie o tym, bo przecież tamtą płytę znają wszyscy, a przynajmniej znać powinni wszyscy, bo to, jak „Krzyżacy” w gimnazjum, albo „Zbrodnia i Kara” w liceum, lektura obowiązkowa. A jak już przy lekturach jesteśmy, to dziś małe nawiązanie do Biblii. W trzecich rekolekcjach z Heavy Rockiem udamy się bowiem na wschód od Edenu, do krainy Nod.

East Of Eden

Rok 1969 obfitował w legendarne krążki – „Abbey Road” The Beatles, „The Stooges” Iggy’ego i spółki czy też „In The Court Of The Crimson King” King Crimson. Nijako na uboczu stoi debiutancki album East Of Eden zatytułowany „Mercator Projected”, dzieło niesłusznie zapomniane.

Ale od początku. East Of Eden rozpoczyna swoją karierę w roku 1967 jako Picture Of Dorian Gray. Tworzą go ludzie wykształceni, o szerokich horyzontach, parający się również malarstwem czy teatrem. Domyślacie się zapewne, że bliżej im do King Crimson niż The Stooges. Zanim grupa wyda swój pierwszy krążek, dochodzi w niej do kilku zmian personalnych oraz do zmiany nazwy – w roku 1968 przemianowują się na East Of Eden. Identyczny tytuł nosiła słynna powieść Johna Steinbecka, chociaż bezpośrednią inspiracją dla członków zespołu była filmowa adaptacja tej książki z 1955 roku, w reżyserii Elii Kazana.

Aby się, mówiąc po chłopsku, „dotrzeć”, grupa gra sporo koncertów. Znajdują także nowego menadżera – zostaje nim John Schofield. W końcu w roku 1968 wydają swoje pierwsze demo zatytułowane „King Of Siam / Ballad Of Harvey Kaye”, które jednak nie cieszy się specjalną popularnością wśród słuchaczy i krytyków. East Of Eden przenosi się z Bristolu do Londynu, gdzie nagrywa kolejne demo, jednocześnie szukając nowej wytwórni płytowej. 2 kawałki z tego okresu – ‚In The Stable Of Sphinx’ i ‚Waterways’ znalazły się na wznowionej w 2004r. wersji „Mercator Projected”.

Po wielu przetasowaniach w składzie, wreszcie, w październiku 1968 roku, grupa podpisuje kontrakt z wytwórnią Decca / Dream Records. Do nagrywania krążka East Of Eden przystępuje 2 miesiące później w takim oto składzie: Dave Arbus (skrzypce), Ron Caines (saksofon), Geoff Nicholson (gitara i wokal), Dave Dufort (perkusja) oraz Steve York (gitara basowa).

Oto jak tamten okres wspominał York w rozmowie z Piotrem Szymańskim, twórcą prawdopodobnie najbardziej wyczerpującej strony internetowej poświęconej zespołowi. (Mowa nie tylko o Polsce, ale, prawdopodobnie, całym świecie. Chapeu bas):

John Schofield był ujmujący i był dla nas jak ojciec. Ale był menadżerem starej daty. Podpisaliśmy kontrakt płytowy, ale nie był on bardzo korzystny dla nas. Jednak gdyby nie John Schofield, East Of Eden nie miałby tego kontraktu. Płytę nagrywaliśmy w Decca Studios w West Hampstead w Londynie. Było to jedno z najlepszych studio, w latach 60. w Anglii. Tutaj nagrywał John Mayall z Erikiem Claptonem swą sławną płytę. Tutaj basista The Shadows, Jet Harris, nagrał swoją wspaniałą ścieżkę na 6- cio strunowej gitarze basowej do utworu ‚Beaseme Mucho’. Miałem sporo doświadczenia w pracy w studio, ale to był pierwszy raz kiedy nagrywałem cały longplay. Praca w studio przebiegała płynnie. Myślę, ze Noel Walker i inżynierowie dźwięku zrobili dobrą robotę. Ubolewam jednak nad moim nieudanym solo w ‚Centaury Woman’ . Byłem trochę zakręcony i myślałem, że gramy na rozgrzewkę. Producent jednak stwierdził, że jest w porządku i ogłosił przerwę na lunch. Po powrocie zorientowałem się, ze nie będzie żadnej powtórki i to moje solo pójdzie na płytę. Grałem wtedy na 1962 – Precision ze strunami flatwounds, a chciałem je zamienić na roundwounds, co dałoby inny efekt. Myślę, że pozostali muzycy zagrali świetnie. ( pisownia oryginalna – przyp. red. )

Niesamowity jest sposób w jaki ten brytyjski kwintet połączył ze sobą psychodeliczne odjazdy z rockiem progresywnym spod znaku King Crimson. Dodajmy, że Karmazynowy Król jest tutaj na haju, i to srogim, coś jak Jim Morrison. Są momenty bardziej eksperymentalne (‚Waterways’), a także takie zwyczajne, pospolite, a przy tym całkowicie ujmujące i zapadające w pamięć (‚Northern Hemisphere’).

No i ten ‚East’ w nazwie do czegoś zobowiązuje. Taki ‚Waterways’ na przykład. Niektóre fragmenty brzmią jak gdyby wygrywał je jakiś zaklinacz węży, który, niestety, w skutek ugryzienia przez kobrę oszalał. Jad rozlewa się po całym jego ciele, za chwilę go zabije, ale póki co powoduje jedynie dziwny stan podczas którego przestaje grać swoją usypiającą, stonowaną melodię, a zaczyna dziko improwizować. Moment intoksykacji szacowany jest na 1:40.

www.youtube.com/watch?v=DxVktYcUsWA

I jeszcze do tego ‚Northern Hemisphere’ wróćmy. Nieco bluesowy kawałek oparty na świetnym, basowym riffie. No i, z tym swoim pełnym furii szaleństwem, bardzo „karmazynowy” jednocześnie. Idealnie nadaje się na ‚otwieracz’, wprowadzając nas w atmosferę krążka.

Kilka zdań poświęcić należy też ‚Centaur Woman’ – w końcu to najlepszy utwór na tej płycie. Z kapitalnym tekstem, dodajmy:

Centaur woman she’s got human form
But her face is like a unicorn
Centaur lady in reverse
Lovely body but a face like a horse
When she walks she trails her tail behind
When I kiss her she’s a porcupine
When we eat I order steak Bombay
But she’s waiting for a bale of hay

Słowa idealnie pasują do muzyki, która również jest mocno odjechana i awangardowa, pozbawiona schematów i nietypowa. Kawałek trwa prawie 8 minut i, tak na dobrą sprawę, nic w nim do siebie nie pasuje, wszystko nam zgrzyta i wywołuje zdziwienie. I ten wokal a’la Lou Reed, cudo.

www.youtube.com/watch?v=zQM9Iuji8UI

To dziwne uczucie, kiedy po takiej kilkuminutowej dźwiękowej kanonadzie, której słuchamy z mimowolnie otwartymi szeroko oczami, nadchodzi piękny, spokojny i bardzo melodyjny ‚Bathers’. Przy czym ta melodyjność jest niesamowicie szlachetna, jak z Baśnii Tysiąca i Jednej Nocy – kolejne wschodnie nawiązanie.

Słów kilka jeszcze o okładce i tytule albumu. Mercator Projected to po prostu „odwzorowanie walcowe równokątne”, czyli „rzut Merkatora”. Jest to jedno z odwzorowań kartograficznych, czyli coś, co stosuje się do tworzenia wszelakich map. Niecodziennie prawda? Intryguje również okładka przedstawiająca nagą kobietę (a dokładniej nagie kobiece plecy, ręce na pokład) z wytatuowaną mapą świata, co zresztą ładnie pasuje nam do tytułu. Na odwrocie płyty natomiast, widnieją takie oto dziwaczne zdjęcia

115473112-2

East Of Eden, mimo całkiem sporej popularności w latach 70., nie odniósł nigdy sukcesu na jaki zasługiwał. Wielce utalentowani muzycy, którzy chyba nieco zaginęli w tłumie tysięcy zespołów z przełomu lat 60. i 70. Są jednak dowodem na to, że był to okres niesamowicie ciekawy, wart zgłębienia.

O, a Dave’a Arbusa, który na „Mercator Projected” grał na skrzypcach, na pewno już wcześniej słyszeliście. Gdzie? Tutaj:

www.youtube.com/watch?v=x2KRpRMSu4g

Paweł Drabarek

2 Komentarze Muzyczne rekolekcje z HeavyRockiem #3: East Of Eden – Mercator Projected

  1. Piotr Szymański

    Witam
    Na samym początku, chcę Panu serdecznie podziękować, za słowa uznania, dotyczące tego co robię (East of Eden). W naszym kraju zdarza się to niestety rzadko. Tym bardziej jest mi milo.
    Chce dodać, że wbrew pozorom (informacje na stronie, to głównie przełom lat 60/70), jestem częstym gościem Pana strony. Uwielbiam muzykę rockową, w szerokim znaczeniu tego słowa. Również heavy metal. No, może nie aż w takim zakresie jak Pan, ale gatunek ten jest bardzo bliski memu „sercu”. Pana strona należy do jednych z najbardziej interesujących w tej dziedzinie. Jak wspomniałem wcześniej, często, dzięki niej dowiaduję się wszelakich nowinek i coraz częściej …jest pierwszą stroną na jaką zaglądam. :-) . Pozdrawiam. Piotr Szymański

    1. h-a-r-v

      To ja dziękuję za słowa uznania jako właściciel serwisu, natomiast autorem tekstu jest Paweł Drabarek, którego z nami już niestety nie ma w redakcji, dlatego polecam również strony, na których się obecnie udziela. Są to Musick Magazine oraz Violence-Online :)

Napisz, co o tym myślisz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *