W połowie 2013 roku wszyscy fani klasycznego, ostrego i mocnego grania mogli zacierać ręce. Na półki sklepowe trafił bowiem kolejny, 21. już, album od weteranów z Motorhead. I chociaż „Aftershock” (bo tak został zatytułowany) nie mógł się równać z niektórymi klasykami od Lemmy’ego i spółki, to oferował uczciwą dawkę mocnego łojenia. W tym roku fani Motorhead otrzymali kolejny świetny prezent – ten sam album „Aftershock”, ale w nowej edycji, wzbogaconej o dodatkową płytę i dopisek „Tour Edition”. To jak to jest z tym Motorhead? Warto jeszcze się nimi interesować?

Motorhead - "Aftershock - Tour Edition" - recenzja płytyNazwa „Aftershock – Tour Edition”, chociaż nie mówi nic wprost czego mamy się spodziewać, może delikatnie zdradzić zawartość tego dwupłytowego albumu. A o czym my właściwie mówimy? Nowa wersja ostatniego studyjnego albumu tria to ten sam krążek „Aftershock” z 2013 roku, wzbogacony jednak o dodatkową płytę zatytułowaną „Best of the West Coast Tour 2014”. Tak, dobrze myślicie – to nic innego jak zapis zespołu (promującego swoją nową płytę) w wersji live.

Oceniając ten pakiet wypadałoby przyjrzeć się całości – mówię tu i o krążku studyjnym, i o nowości. Jednak przez ten rok, który minął od wydania „Aftershock” wszystko zostało już chyba powiedziane: jest to przyzwoity album z kilkoma niezłymi kawałkami (,Heartbreaker’, ,Silence When You Speak to Me’), którego można z przyjemnością kilka razy odsłuchać. I nic więcej. Do ich największych dzieł nie można było tego porównywać – przynajmniej moim zdaniem. Przyjrzyjmy się więc drugiej płycie, tej z zapisem live występów pana Kilmistera i jego kolegów.

Motorhead - "Aftershock - Tour Edition" - recenzja płytyNa krążku „Best of…” znalazło się miejsce na 14 klasycznych kompozycji Motorhead. Mamy więc tutaj takie hity jak ,Damage Case’, ,Ace of Spades’,Overkill’, a także ,Lost Woman Blues’ czy ,The Chase Is Better Than the Catch’. Taki zestaw, przynajmniej na papierze, wygląda imponująco i obiecuje kawał dobrej zabawy. I tak właśnie jest – każdy z tych utworów jest naprawdę bardzo fajny i idealny na odstresowanie się.

W dobrym odbiorze tej muzyki pomaga również niezła gra muzyków – chociaż wszyscy są już dość starzy i zmęczeni życiem, to nadal tkwi w nich prawdziwe morze ognia i zapału. Lemmy jest na scenie prawdziwą bestią, a jego wokal, chociaż już nienajlepszy, wciąż potrafi zbudować świetny, mocny klimat.

To, co wyszło temu krążkowi zdecydowanie na plus, to także decyzja, by był on „uszyty” z kilku występów. Nie zawsze ta sztuka się zespołom udaje, ponieważ zanika wtedy gdzieś magia koncertu i trudno pozbyć się wtedy uczucia sztuczności (przykładem jest średni album koncertowy Queen „Live Magic”). Tutaj jednak wszystko wyszło naprawdę super: z jednej strony wszystkie utwory są zagrane naprawdę bardzo dobrze, z drugiej zaś udało zachować się magię występów na żywo.

youtu.be/ypAC2bxarmQ

Zaskakuje (również pozytywnie) także jakość samego dźwięku. Faceci z Motorhead nigdy nie celowali w żadną szalenie wysoką jakość tego aspektu (w końcu to prawdziwi mężczyźni z krwi i kości, a nie jakieś cieniasy zachwycające się pięknem dźwięków!), jednak tutaj nagranie wyszło im naprawdę przyzwoite – szczególnie jak na wersję live. Jakże to miłe doświadczenie po takich dźwiękowych koszmarkach (naprawdę – ten album nagrywano chyba suszarką) jak wydana jakiś czas temu płyta „Live From Donington” na 20-lecie istnienia klasyki Pantery, czyli „Far Beyond Driven”.

Niestety w czym album zdecydowanie zawodzi to sposób jego wydania. Motorhead umie wydawać swoje płyty naprawdę w świetny sposób, czego dowodem był na przykład ostatni winyl zespołu, zrealizowany w formie picture discu. Tutaj fani ostrych brzmień muszą zadowolić się „zwykłym” srebrnym krążkiem albo wersją 100% cyfrową. Innych opcji nie ma – a szkoda.

ATE - tyłOstatnie miesiące dla głównodowodzącego Motorhead, czyli Lemmy’ego Kilmistera, były naprawdę trudne. Muzyk ma już swoje lata, na dodatek nie oszczędzał się specjalnie przez całe swoje życie – to sprawiło, iż autor takich klasyków jak ,Ace of Spades’ czy ,Overkill’ zmagał się z poważnymi problemami zdrowotnymi jakiś czas temu. Nie przeszkodziło to jednak (na dłuższą metę) wokaliście Motorhead w koncertowaniu. I chwała mu za to! Otrzymaliśmy naprawdę przyjemny zapis live, dokumentujący koncertowa formę zespołu w 2014 roku. I chociaż, podobnie jak w wypadku samego „Aftershock”, nie jest tu tak dobrze, jak było w latach 80., to i tak warto się z tą propozycją wydawniczą zapoznać. Starzy, zmęczeni, wyniszczeni – a i tak więcej w nich energii, niż we wszystkich nowych „rockowych” zespołach razem wziętych.

Ocena: 8/10

Autor: Bartosz Pacuła

Napisz, co o tym myślisz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *