Z Mikkey’em spotkaliśmy się na Whisky Live Warsaw. Dzięki uprzejmości organizatorów mogliśmy po oficjalnej serii pytań i odpowiedzi od uczestników festiwalu usiąść z Mikkeyem w strefie VIP i porozmawiać o muzyce. Ponieważ Mikkey był nieco zmęczony, w wywiadzie wykorzystałem również odpowiedzi na pytania fanów i organizatorów, a gdy już mogłem z nim porozmawiać, postanowiłem przede wszystkim rozwinąć tematy poruszone wcześniej.  

Na samym festiwalu zaskoczyła mnie ilość ludzi. Nie spodziewałem się tak dużej liczby osób, gdyby nie akredytacja musiałbym odstać swoje w kolejce. Impreza jest świetnie zlokalizowana, w dawnej wytwórni wódek jest obecnie Muzeum Polskiej Wódki. Dobra komunikacja, spora przestrzeń. Sama organizacja też była bez zarzutu, przemieszczanie się między licznymi stoiskami było bardzo sprawne, a wybór trunków mógł przyprawić o zawrót głowy, szczególnie laika takiego jak ja.

Mikkey, skąd wziął się pomysł na Whisky Motorhead?

Zaczęło się od wina, to był nasz pierwszy trunek. Potem wypuściliśmy piwo, ale było beznadziejne. Ludzie je wylewali, miało w sobie za dużo alkoholu, chyba nawet mogło się załapać do Księgi Rekordów Guinessa. Whisky to był naturalny kierunek, bo Lemmy uwielbiał Jacka Danielsa. Ostatecznie stanęło na Whisky leżakującej w beczkach po Bourbonie, co daje unikalny rezultat. W jej tworzenie zaangażowani byliśmy we trzech, wymienialiśmy opinie i jest ona efektem pracy całego zespołu. Mimo, że Lemmy odszedł, jego dziedzictwo trwa w koszulkach, płytach, logo zespołu… a także w whisky. Może ktoś kupi kiedyś butelkę i powie przyjaciołom „słuchajcie, był kiedyś taki zespół…”.

Whisky czy muzyka? Wolisz takie imprezy jak Whisky Live Warsaw, czy festiwale muzyczne?

Nie wiem, bo dopiero tu przyjechałem (śmiech). Tak zupełnie serio, to muzyka zawsze będzie dla mnie najważniejsza. Lubię alkohol, ale festiwale muzyczne to większa część mojego życia.

Masz jakieś wspomnienia związane z Polską, albo jakieś szalone historie z naszego kraju?

To jest zawsze najtrudniejsze pytanie! Wielu historii dobrze nie pamiętam, inne nie nadają się do opowiedzenia, ale jest jedno wspomnienie… Graliśmy koncert w Warszawie [w klubie Stodoła] i był poważnie opóźniony z powodów technicznych. Ostatecznie zaczął się chyba w środku nocy, ale publika i tak była niesamowita i nie dała nam odczuć, że musieli tak długo czekać. Koncert był świetny i bardzo dobrze go wspominam. Wróciłem do Polski niedawno już ze Scorpionsami, świetnie grało się w Gdańsku. Paweł [Mąciwoda], nasz basista jest Polakiem i mam z nim świetny kontakt. Często opowiada mi o waszym kraju.

W 2016 Thin Lizzy ogłosiło, że zostałeś ich perkusistą, ale ostatecznie nie dołączyłeś do zespołu, możesz zdradzić co się stało?

Krótka historia, musiałem zrezygnować, bo odezwali się Scorpionsi. Kiedy Thin Lizzy złożyło mi propozycję, nie miałem zespołu, nic nie robiłem, chciałem po prostu znowu zacząć grać. Później odezwali się Scorps, z którymi jesteśmy przyjaciółmi od wielu, wielu lat i po prostu miałem przeczucie, że to będzie idealny wybór. Zagrałem sześć koncertów z Lizzy, ale oferta Klausa i Rudolfa była zbyt kusząca.

Masz jakiś ulubiony kawałek Scorpions?

Z tego co gramy najbardziej lubię „Blackout” i „Fever”, który jest częścią medley’a kilku numerów z lat siedemdziesiątych, bo to dla mnie świeże kawałki.

Myślałem, że powiesz „Overkill”. Jak w ogóle dajesz sobie radę z tak wymagającymi momentami koncertu jak granie „Overkill”, a zaraz później solówki?

Mam dublera, który wjeżdża za mnie na podnośniku (śmiech). Koncerty ze Scorpionsami są dla mnie bardzo wyczerpujące, bo każdy jest szczegółowo zaplanowanym show. Kiedy grałem z Lemmym mogłem rzucić w niego pałką i pokazać, że potrzebuję przerwy. W Scorps wszystko musi zgrywać się z obrazem na ekranach i innymi efektami. Podczas solówki chłopaki mogą zejść ze sceny i odpocząć za kulisami, a ja siedzę tam na górze i nawalam w bębny.

Na pewno masz zatem jakieś sposoby na odpoczynek po trasie?

Lubię po prostu zwolnić, relaksować się, posiedzieć w domu. Oglądam hokeja, spędzam czas z dzieciakami. Wszystko, żeby oczyścić głowę.

Pracowałeś z Kingiem Diamondem. Wspominałeś kiedyś w wywiadzie, że była to wymagająca i momentami trudna współpraca. Mógłbyś to rozwinąć?

Nie powiedziałbym, ze trudna. Praca w jednym zespole z Kingiem była świetna i do dziś jesteśmy przyjaciółmi. Pod koniec mieliśmy problem, ale to nie dotyczyło tylko mnie. Całym zespołem mieliśmy wrażenie, że idziemy w innym kierunku i zaczynamy nadawać na innych falach, ale nigdy nie było ciężko. Praca z kimś tak utalentowanym jest wręcz łatwa i przyjemna, stworzyliśmy kilka naprawdę wspaniałych płyt i kupę świetnej muzyki.

Jest jakaś szansa, abyście ponownie połączyli siły?

Trudno powiedzieć. W zespole jest teraz Matt Thompson, który gra tam od wielu lat i jest znakomitym perkusistą. Na pewno chciałbym to zrobić, byłoby przyjemnie zagrać znowu razem. Kiedy odszedłem nie było między nami żadnej złej krwi, rozstaliśmy się jako przyjaciele. Zresztą odwiedził nas niedawno w Dallas, graliśmy tam kilka tygodni temu. Nie wiem czy wiecie, ale King to wielki fan Scorps, więc zaprosiłem go na backstage aby poznał chłopaków z zespołu. Był niezwykle podekscytowany, była w nim taka dziecięca radość. Nazwałem go wtedy „Baby King”, jak to będzie po polsku?

Król dziecko (śmiech).

No to był jak Król Dziecko. Król dziecko! (śmiech)

Czy pisanie koncept albumów takich jak „Abigail”, czy „Them” jest dużo trudniejsze od zwyczajnej płyty?

Tak, to spore wyzwanie dla każdego muzyka. Pisząc album koncepcyjny musisz zamknąć się w pewnych ramach, co czasem jest bardzo trudne i wymaga wiele uwagi, żeby utrzymać klimat. Masz trochę związane ręce, ale tak świetnym autorem jak King było to bardzo przyjemne i produktywne, to zdecydowanie jeden z najlepszych autorów tekstów i jego historie stanowiły znakomity rdzeń do pracy nad muzyką.

Współpracowałeś również z Helloween. Jak w ogóle doszło do tej kooperacji? Dlaczego Andi Deris zadzwonił właśnie do Ciebie?

To było wyzwanie, bo nie znałem kawałków. Musiałem tam przylecieć i z marszu skopać tyłki. Miałem tylko cztery dni, zanim poleciałem do ich studia na Teneryfie. Siedemdziesiąt godzin grania w kilka dni, czyste szaleństwo. Nad albumami King Diamond pracowaliśmy miesiącami, dzięki temu wytwarzało się naturalna więź z utworem. W Motorhead potrafiłem nagrać wszystkie partie perkusji w ciągu kilku sesji, ale zazwyczaj przed nagraniem bardzo mocno się przygotowuję, ogrywam kawałki i rozpracowuję je. W Helloween musiałem pracować z zupełnie nowym zespołem, nie wiedziałem jakimi są osobami, jakimi muzykami, ani czego ode mnie oczekują.

Byliście tam wszyscy w studio?

Tak. Był cały zespół i nagrywaliśmy razem. Chcieli mnie, więc dostali (śmiech). Chciałem żeby mówili w jakim kierunku zmierzać i myślę, że zrobiliśmy dobra robotę. Michael [Weikath] i Andi [Deris] to fantastyczni muzycy, praca z nimi to była prawdziwa przyjemność. Dużo rozmawialiśmy, bo chciałem wiedzieć w jakim kierunku oczekują abym zmierzał.

Miałeś okazję widzieć ich podczas Pumpkins United tour?

Nie mogłem zobaczyć całego koncertu, ale byłem na kilku kawałkach. Było świetne, mają w sobie fenomenalną energię,

W przypadku Motorhead taka trasa jest oczywiście niemożliwa, ale czy myślisz o jakiejś formie trasy tribute z Philem?

Zdecydowanie! Musimy to zrobić. Nie wiem jeszcze kiedy, gdzie i jak, nie mam w głowie żadnych szczegółów, ale obaj chcemy żeby taka trasa doszła do skutku. Nie chodzi nam o pieniądze, jedyny cel to jeszcze raz ruszyć w drogę i dać ludziom muzykę Motorhead. Mimo to uważam, że musi przyjść na to dobry moment. Jestem bardzo zajęty w Scorpions, ale przede wszystkim chodzi o to, żeby fani byli naprawdę głodni takiego wydarzenia. Chcemy oddać hołd Lemmy’emu i podtrzymać jego dziedzictwo.

A co myślisz o hologramach?

Mam bardzo mieszane uczucia na ten temat. Są dobre i złe strony, ale nie wiem czy bym się na to zdecydował. Widziałem hologramy Dio i Queen, były dobrze wykonane i tak dalej… nie jestem do tego całkowicie przekonany.

Jakie były ostatnie lata w Motorhead? Dużo imprezowaliście?

Nie chcę zdradzać wszystkiego, co działo się za kulisami. Mogę zapewnić, że nie zrezygnował z Jacka Danielsa i zawsze miał butelkę w garderobie. Kiedyś pokłóciliśmy się, bo kazałem zastąpić jego zwykłą colę jakąś dietetyczną wersją, ale wściekł się na mnie i powiedział, że to do dupy. A przecież miał wtedy cukrzycę! Przerabiałem to wcześniej ze swoim ojcem i wiedziałem, jakie to niebezpieczne.

Kiedy podupadł na zdrowiu mieliśmy poważną rozmowę. Kategorycznie zabronił mi brać narkotyki, zagroził mi wywaleniem z zespołu, jeśli kiedyś po nie sięgnę.

W końcu odszedł…

Tak, ciężko było się z tym pogodzić. [Pogrzeb] to był cholernie trudny dzień, słuchanie tych wszystkich przemówień… Dobrze, że nie było tam Phila [Campbella], mógłby tego nie wytrzymać. Ale najmocniej uderzył mnie widok jego ulubionych butów. Wszędzie w nich chodził, jak nie miał ich na nogach to źle się czuł. A na pogrzebie stały tam, puste…ciężko było na to patrzeć.

Na koniec wróćmy do Twoich początków. Jak to się stało, że młody Mikkey zaczął walić w gary?

Miałem pięć lat, a na bębnach grał mój wujek. Od razu pokochałem ten instrument. Wielkie wrażenie zrobił na mnie koncert Deep Purple, a Ian Paice bardzo mnie zainspirował. Miałem siedem lat i już wiedziałem, co chcę robić w życiu.

Są jakieś nowe, młode zespoły, które lubisz?

Cóż, jest teraz tak wiele nowych zespołów, że nie wiem od czego zacząć. Często grają przed nami zespoły, których nazw nie znam, ale są świetne. Mój syn założył zespół z kolegami i bardzo dobrze sobie radzą, może w przyszłości będą uznanym składem, kto wie?

Ponieważ na Heavyrock.pl piszemy nie tylko o gwiazdach, ale także undergroundowych składach, zadam Ci pytanie, które zadaję prawie zawsze w rozmowie z weteranami. Czy masz jakąś radę dla młodych zespołów, które dopiero zaczynają swoją muzyczną przygodę?

Ćwiczyć! Ćwicz jak najwięcej, kochaj swój instrument, a dobre rzeczy przyjdą same. Rynek muzyczny nie jest łatwy, ale zawsze jest zapotrzebowanie na dobrych muzyków. Nie ma drogi na skróty, przygotuj się na krew pot i zły, kochaj to co robisz i nie idź na kompromisy. Wiele osób kiedy poczuje pieniądze i sławę traci pasję i to ich gubi.

Mikkey, bardzo dziękuje Ci za ten wywiad.

Dzięki również! Jestem na nogach od czwartej rano i powoli mam dosyć (śmiech). Pozdrawiam wszystkich fanów z Polski!

Zdjęcia: Karol Makurat/Tarakum Foto

Napisz, co o tym myślisz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *