Serwis Noisey przeprowadził wywiad z Mikaelem Åkerfeldtem, gitarzystą i wokalistą Opeth, szwedzkiego zespołu progresywno metalowego. Fragmenty wywiadu poniżej.

Patrząc od czasów Eruption aż po nadchodzący album Opeth, czy zauważyłeś, jak się zmieniałeś przez ten czas, osobiście i artystycznie, od kiedy napisałeś pierwszy tekst czy zagrałeś pierwszy akord?

Wow. Miałem 14 lat kiedy mieliśmy zespół Eruption. Było nas trzech, ja pisałem utwory, ale graliśmy też covery. Ale to była tylko nauka, po prostu zabawa, żeby spotkać się z kolegami i pograć heavy metal. Graliśmy trochę Misfits i innych takich prostych rzeczy, i pamiętam jak mnie zachwyciło, że można sprawić, żeby wszystkie te instrumenty dobrze razem brzmiały. To była taka niewinna zabawa, i mimo że od tamtych czasów minęło wiele lat, ja dalej to robię. To ukształtowało moją osobowość i całe moje życie. Bardzo dużo zawdzięczam muzyce.Wszyscy, którzy mnie znają, to wiedzą. Nie da się powiedzieć jak bardzo się zmieniłem. Ale dobrze, że ta niewinność pozostała nietknięta, bo nie chcę się zbytnio dać ponieść innym rzeczom. Inne rzeczy mnie interesują, ale najbardziej cenię tę kreatywność w zespole. To znaczy, oczywiście, zrobiłem karierę, dajemy radę zarobić muzyką na życie, ale cieszę się, że nie stało się to kosztem naszej kreatywności. Ona tam ciągle jest.

Czym się różni podejście do nowej płyty od „Heritage” i jak właściwie wygląda proces twórczy od samych początków do momentu, kiedy jesteście zadowoleni z tego, co stworzyliście?

Zazwyczaj, kiedy zaczynam pisać, trochę się denerwuję. Nie wiesz, czy wymyślisz coś, co ci się spodoba, czy w ogóle cokolwiek wymyślisz, mówiąc szczerze. Ja się zainspirowałem dość wcześnie, jak napisałem utwór na nowy album – jest tam ostatnią ścieżką, i jestem z niego całkiem zadowolony. Miałem takie jakby przewodniki, jak to zrobić i jak dodać temu więcej melodii. Myślę, że „Heritage” było czymś zdecydowanie bardziej chaotycznym, bo ja lubię taką chaotyczną muzykę, ale tu chciałem zrobić coś bardziej melodyjnego. Ścieżki wokalne są dużo bardziej melodyjne, w ogóle na całym albumie jest więcej melodii. Byłem dość konsekwentny i rygorystyczny co do tego podczas pisania całego albumu, można powiedzieć, że miałem na niego jakiś plan. A zazwyczaj nie mam, mówiąc szczerze.

Co było największą przeszkodą od kiedy zacząłeś profesjonalnie zajmować się muzyką, i jak sobie z tym poradziłeś?

Cóż, było wiele przeszkód. Finansowo, na początku, po czterech czy pięciu pierwszych nagraniach, nie zarobiliśmy ani grosza. W tamtym czasie mieszkałem ze swoją mamą aż do 23 roku życia, a to było okropne. Było mnóstwo przeszkód. Myślę, że przez wiele lat, ludzie postrzegali mnie jako marzyciela. Na przykład „nigdy nie dojdziesz tam gdzie chcesz”, bo coś tam. Finanse nie brzmią ciekawie, ale kiedy musisz przynieść pieniądze, bo trzeba zapłacić za czynsz, marzenia nie wystarczają. Potrzebujesz czegoś więcej. Ale i tak myślę, że nasza kariera była w miarę prosta. Nie musieliśmy się sprzedawać na samym początku, żeby tylko jakoś zacząć, nasza pierwsza umowa o nagranie została zawarta na podstawie naszej dziesięciosekundowej taśmy, więc to było łatwe. Nagraliśmy wtedy jakieś 3 albumy. Nie jeździliśmy w trasy i nic nie zarabialiśmy, ale mieliśmy już 3 nagrania, więc byliśmy tym bardzo podekscytowani. Potem podpisaliśmy umowę z większą wytwórnią, potem jeszcze większą, aż końcu trafiliśmy do Roadrunner Records. Patrząc z biznesowej strony, wszystko szło gładko, ale zaczęliśmy zarabiać dopiero po piątym czy szóstym albumie. Było ciężko, ale nie straciłem motywacji. Mogłem przeżyć na jedzeniu z puszek, bo muzyka mi wystarczała. Ale muszę powiedzieć, nawet jak to zabrzmi nudno, to przeszkodą dla mnie było to, że nie czułem się częścią społeczeństwa. Nie mogłem kupić jedzenia, nie mogłem kupić właściwie niczego, więc musiałem pożyczać pieniądze od mojej matki, i tym podobne, więc to było przeszkodą. Ale ja ciągle mam tę motywację, bo to jedyna rzecz, która sprawia, że jestem szczęśliwy. Nie wyobrażam sobie siebie w tak zwanej normalnej pracy, bo nie byłbym tam szczęśliwy. Jestem zdecydowany robić dalej to, co robię, i nic mnie nie powstrzyma.

Mikael Åkerfeldt, Opeth: "Nowy album jest dużo bardziej melodyjny".

Napisz, co o tym myślisz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *