Nie wiem, czy jest jakikolwiek sens zabierania się za recenzowanie tej płyty. Przecież jej sukces komercyjny jest przesądzony. Nieważne, czy Paulo Coelho nazwałby ją gównem, a Michaił Bułhakow krzycząc zza grobowych czeluści Cmentarza Nowodziewiczego, obwieściłby światu, że Metallica znów uratowała metal. Jedno jest pewne – Papa Het i Duński Krasnal sprzedadzą swoje. Od czasu wycieku albumu, gdzieś w zeszłym tygodniu (a zapewne wcześniej), trwa atmosfera niezdrowego podjarania. Fani, w tym rządzący tą stroną, są na posterunku, ale i hejterzy trzymają jedną rękę na pulsie, drugą zaś grzebiąc w zasobniku z krytykanckim kałem. Podczas gdy już na dobre trwa, n-ta w karierze The Four Horsemen, bitka o wycenę ich twórczości, osobiście, mimo iż jestem fanem tego zespołu, stoję z boku, tym razem nie chcąc sobie brudzić łap, ani komunijnych butów pierdoleniem o tym, jaka to nowa Metallica jest wspaniała lub chujowa. Bardziej interesuje mnie, czy najnowsze dzieło Jeźdźców jest po prostu godnym pożegnaniem z bronią. Co tu dużo mówić? Jeżeli mieliby zachować emerytalną sekwencję wydawania płyt co 8 lat, to na kolejną odsłonę ich przygód raczej już się nie doczekamy. Do dziś pamiętam prapremierę płyty „Load” (1996), której jeszcze jako demo, słuchałem sobie ze zdychającego radiomagnetofonu Kasprzaka, za pośrednictwem radia RMF FM. Komentarze Hammetta uzupełniające  kawałki, wprost stwierdzały, że nie było ich tak długo (5 lat), że postanowili nagrać muzy od groma (2 cd, drugim rok później okazało się ”Reload”), w ramach rekompensaty za tak długi czas oczekiwania. Przy okazji „Hardwired…To Self-Destuct” mamy do czynienia raczej z karmieniem wiernych i niewiernych na zapas, bo czy jeszcze coś po tym będzie, śmiem wątpić.

metallica_hardwired_to_self_destruct_okladka

Jakie jest więc to „domniemywane” przez mnie pożegnanie? Mam wrażenie, że takie trochę „zwyczajne – niezwyczajne”, które za jakiś czas okaże się w sferze pamiętania, synonimem tytułu jednego z dawnych programów TVP: „Ktokolwiek widział? – Ktokolwiek wie?”. O co chodzi? „Zwyczajne”-wydaje się zachowanie Ulricha, od roku zapowiadającego premierę nowego albumu poprzez pocieranie jakiegoś porysowanego CD o mikrofon. Nigdy nie kumałem jego poczucia humoru i nie chodzi mi tutaj bynajmniej o markowe zagrania, typu symulowanie wsadzania flamastra w zad Boba Rocka na „A Year And A Half In Life Of Metallica” (to akurat mnie śmieszy), czy chrzczenie publiki popijanymi płynami, a raczej brak dystansu do siebie i wszechobecne epatowanie świadomością wielkości i statusu, jaki posiada jako gwiazdunia hejwimetalu. Może się czepiam, przecież miałem kilkadziesiąt lat żeby się do tego przyzwyczaić. Niezwyczajna wydaje się za to promocja tej płyty, szczególnie pod względem jej udostępnienia na chwilę przed premierą, w postaci w miarę pełnoprawnych clipów, obrazujących każdy z 12 zawartych na niej kawałków. Czegoś takiego Metallica, chyba jeszcze nie miała. Co do tego: „Ktokolwiek widział? – Ktokolwiek wie?”, na mentalną zagładę skazana jest oprawa graficzna tej płyty, kolorystycznie strasząca podobieństwem do koszmarnego projektu „Lulu” sprzed pięciu lat, zaś formą do obrazka Briana Schroedera z wkładki „…And Justice For All”, względnie płyt Crowbar, czy Foo Fighters. Jak z upodobaniem mawia Dariusz Szpakowski: „zamysł dobry, ale wykonanie gorsze”. Trzeba było dzwonić do wspomnianego Pusheada, a nie pierdolić się w jakieś komputerowe koszmarki. Okładka, okładką, ale niestety mam wrażenie, że także całkiem spora część tego co najważniejsze, czyli muzyki zawartej na „Hardwired … To Self-Destruct”, może dosyć szybko popaść w zapomnienie.

1352326278mzd

Jak napisałem we wstępie: oddycham z ulgą, bo wolny jestem od skrajności w ocenianiu tej płyty. Ona w moim mniemaniu takich po prostu nie determinuje. Nie jest ani totalną porażką, ani skończonym arcydziełem. Tzn. mogłaby być arcydziełem, gdyby jej twórcy, czyli jak zwykle w ogromnej mierze Hetfield i Ulrich, dali sobie siana z zapychaniem słuchacza na chama wszystkim co udało im się stworzyć. Jak tylko usłyszałem, że „Hardwired…To Self-Destruct” opiewa na 80 min. muzyki rozczłonkowanej na dwie płyty, już byłem pewien przerostów formy nad treścią i wiele się nie pomyliłem. Niech nikt mi przy tym nie zarzuca metaluchowania, jeżeli stwierdzę, że doskonale wchodzi mi pierwszy, singlowy „Hardwired”, bo to jest Metallica, jaką świat pokochał jeszcze w latach 80–tych, za sprawą stareńkiej „Kill ‚Em All”. Dla mnie rewelacja na miarę ”Hit The Lights”, czy ognistych przejść rodem z „Metal Militia”. Rolę ukłonu w stronę starego metalu, a szczególnie młodzieńczych inspiracji Ulricha z Iron Maiden na czele, jest z kolei „Atlas, Rise!”. Riffowanie być może zabarwione manierą poprzedniej płyty „Death Magnetic”, no ale rozwiązania melodyczne to już „Hallowed Be Thy Name” ekipy Harrisa. Do miana stadionowego „zabawiacza” aspiruje „Now That We’re Dead” i jest przykładem na to, że prosto wcale nie znaczy źle. Niemrawo rozkręcający się kawałek, w miarę dochodzenia do refrenu wreszcie oddaje pole wokalnym umiejętnościom „Dżemza”. Tak jest, to w końcu ten krzyk, jakiego wyczekiwałem od „Black Album”. Bez stękania, miauczenia o dupie Maryni i zawodzenia. Jak mawiał Bob Rock…. ”więcej Hetfielda w Hetfieldzie”.

Kolejny singiel w kolejce, czyli „Moth Into Flame”, wciąż łapie za serce, tym razem „nawiązaniami” do legendarnej „Czarnej” płyty, w szybszych momentach przypominając mi jej zakończenie – „The Struggle Within”. Nie brakuje też mini dziwactw, do jakich zaliczyć możemy „Dream No More”, który jak mniemam, w założeniu miał być molochem a la „The Thing That Should Not Be”, ale „to se ne da” i ostatecznie wyszło coś na kształt mocno rozwiniętej impresji na temat „Temptation”, które nie znalazło swojego miejsca na „St. Anger”. Co innego finał pierwszego krążka „Hardwired…To Self Destruct” – „Halo On Fire”, który zróżnicowaniem rozpostartym od kostkowanego łkania, po epickie zwolnienia, umiejscawia go gdzieś w okolicach mocniejszych momentów „Load”. Bez jaj jednak, bo znów pierwsze skrzypce odgrywa tutaj Hetfield, spuszczający bestię swojego gardła ze smyczy, popełniając najlepszy spośród swoich popisów na tej płycie. Wielkie brawa. Wraz z wybrzmieniem kończymy (prawie) to, co moim zdaniem stanowi o mocy tego wydawnictwa.

Drugi krążek w zestawieniu wypada bowiem bladawo. O ile normalnie i z przytupem trawię rozpoczynający się niczym „Am I Evil?” (oryginalnie via Diamond Head) „Confusion”, tak gdzieś od poziomu „ManUNkind” zaczyna się ziewanie. Jak widać, chyba na tym etapie nie ma dla mnie znaczenia to, czym planeta interesuje się najbardziej, a więc czy Metallica jeszcze gra metal? Ciężkich riffów bowiem, ani w wymienionym, ani w następujących po nim „Here Comes Revenge”, czy „Am I Savage?” nie brakuje. Tymczasem to co słyszę, przypomina mi bardziej „freejammowanie”, jakie milion razy oglądałem uprawiane przez Metallicę w tym ich „tuning roomie”, czy jak to się nazywa, przed koncertami. Niby coś się dzieje, niby coś trzepie, ale mam wrażenie, że przy okazji rozłazi się bez ładu i składu we wszystkich możliwych kierunkach. Jest to nużące do tego stopnia, że o tym, iż po drodze jest jeszcze taki „Murder One” prawie zapomniałem. Jest jednak coś jeszcze. Coś, co Metallica robi najlepiej, a więc chyba mój ulubiony na płycie, mocno zasadzony na punkowo/thrashowym wymiataniu, wsparty rewelacyjnym poślizgiem melodycznym „Spit Out The Bone”. Wracają wspomnienia „Damage Inc.”, czy Dyers Eve”, a więc zakończenie z gestem iście królewskim.

I tak oto mamy albumy, a w zasadzie album nr 10. Wiochy ani wstydu moim skromnym zdaniem nie ma żadnych. Nie ma też mowy o artystycznym pogrzebie Metallici. Być może wydawniczym, ale to tylko sfera mojej uzasadnionej antycypacji. To, co boli, to odczucie, że mogło być zdecydowanie lepiej, i to nawet nie przez nagrywanie czegoś lepszego, ale postawienie na minimalizm formalny. Ja wiem, że być może Ulrich chce pokazać, że ma gest (takiego wała), ale serio – wystarczyło to wydawnictwo odchudzić o pięć kawałków z drugiego CD i można by było mówić o małym majstersztyku, a tak czuję się trochę jak na obiedzie u śp. babci. „Jedz synku, jedz, a jak nie możesz to zostaw ziemniaki”. Grzebię w tym talerzu, połowę rzucam Fafikowi pod stół, żeby nikogo nie wkurwić, a połowę wciągam bez popity. Co za dużo to nie zdrowo Panowie. I jak takie coś ocenić? Z jednej strony, jeżeli w ten sposób mówicie „do widzenia”, to ja nie mam nic przeciwko, tylko mówcie krócej i konkretniej, bo przeciąg i marznę. Już wiem, że płyta numer jeden na długi czas zostanie w moim samochodzie, drugą wykorzystam jako niedziałający fotoradar, podstawkę do browaru, lub w 4/6 oddam mniej wydumanym fanom.
Megakruk
Ocena:
CD 1: 9/10
CD 2: 3/10

Data premiery: 18 listopada 2016 r.
Wydawca: Blackened Recordings

Twórcy: 

  • James Hetfield – gitara rytmiczna, wokale
  • Lars Ulrich – perkusja
  • Kirk Hammett – gitara prowadząca
  • Robert Trujillo – gitara basowa

 

Lista utworów:

Disc 1:

  1. Hardwired
  2. Atlas, Rise!
  3. Now That We’re Dead
  4. Moth into Flame
  5. Dream No More
  6. Halo on Fire

Disc: 2

  1. Confusion
  2. ManUNkind
  3. Here Comes Revenge
  4. Am I Savage?
  5. Murder One
  6. Spit Out the Bone

12 Komentarze Metallica – „Hardwired…To Self-Destruct”… chłodnym okiem: Recenzja

  1. jerzy

    płyta zyskuje po wielokrotnym przesłuchaniu, choć generalnie się zgadzam. generalnie epoka LOAD odbiła swoje piętno jednak bardzo silne. Te rockowe kawałki są ciężko strawne.
    Gdzie dawny Hetfield który nie próbował nieudolnie śpiewać, tylko autorytarnym głosem rzucał komendy.
    Cóż – rzeczywiście chyba ostatnia płyta. Sad but true. Drugiego Mastera nie będzie

    Reply
    1. daniel

      No niestety potwierdziły się moje przypuszczenia że Metalka nie jest w stanie wydostać się z dołu w którym tkwi od 1991 r. , oczywiście jest to moje zdanie, ale patrząc na kapele z ich pokolenia takie jak Megadeth, Slayer, Testament, Death Angel tylko na ich ostatnie wydawnictwa to tą płytę Mety przeżuwają i wypluwają swoim poziomem. Czyli jednak można jeszcze dobrze pobrzdąkać.

      Reply
      1. FatalPortrait

        Twoje zdanie towje prawo, ale nie stawiaj obok Metallicy,Megadeth, Slayera takiego (przy calym szacunku) Testament albo Death Angel bo to 4 poziomy nizej.

        Reply
        1. ImieNiestotne

          Pan żeś kiedyś słuchał Testamentu w ogóle??? co to w ogóle znaczy 4 poziomy niżej? 4 poziomy komercyjne? historycznie, artystycznie może metallica wypada ciekawiej, fakt, dziedzictwo itd… ale Alex Skolnick, Chuck Billy, Peterson uzupełnieni i niesamowitych gigantów Hoglana i DiGiorgio… już sam skład to jest poezja dla uszu. a Dark Roots of the earth.. mój Boże jaka to była doskonała płyta! Brotherhood też się broni. Nie dość że w przeciwieństwie do mety na koncertach testament wciąż brzmi idealnie to jeszcze wszystkie te doskonałe albumy które nagrali… Doprawdy dziwaczna to opinia
          a co do megadeathu i slayera to też chyba czas nadrobić braki bo ich ostatnie wydawnictwa to są gnioty na kółkach

          Reply
        2. Jaroszy

          Co ty człowieku bredzisz? Zalecam zmianę dostawcy, albo odstawienie tego co bierzesz. Dokonania Testamentu i jego wpływ na rozwój gatunku są nie podważalne. Cztery poziomy niżej? Wokalnie Chuck zjada Jamesa, kompozycyjnie Eric jest lepszy od Jamesa, technicznie jako gitarzysta solowy Skolnick jest niedościgniony dla Hammet’a. Di Gorgio jak i Trujillo to bardzo dobrzy basiści, tylko że ten drugi pokazywał to w S.T i Infectious Grooves tutaj takiej wolności nie ma. Porównanie Glenna do Larsa… to już byłby jakiś żart i to mało śmieszny. Polecam powrót do „The Legacy”, czy też „Practice What You Preach” albo też do mającego ogromny wpływ na brzmienie dzisiejszych młodych zespołów i całej NWOAHM „The Gathering”. Przecież to już klasyka. Nawet jeżeli postawisz obok siebie ostatnie wydawnictwa obu kapel, to Metalka wypada słabo. Ostanii album Death Angel też wymiata!

          Reply
  2. Destro

    Metallica powinna zakończyć karierę po czarnym albumie i odejść w szacunku…Od ostatniego albumu-8lat ZATWARDZENIA a teraz wypuszczają rozciągnięta na dwie płyty ŚMIERDZĄCĄ KUPĘ!!!!Naciąganie ludzi na dwie mierne płyty!!!Metallica już nie istnieje!!!

    Reply
  3. FatalPortrait

    Osluchuje to nagranie codziennie od 18stego i z kazdym przesluchaniem jest coraz lepiej na pewno tak surowo nie ocenilbym 2giego CD dalbym spokojnie 6/10 ale nie 3/10 ! zreszta ja nie dziele tego wydawnictwa tylko slucham calosci Metallica milczala 8 lat wiec na dlugosc tez nie mam zamiaru narzekac dlatego ze nie ma tu zadnych gniotow a jedynie bardzo dobre i „tylko” dobre granie a to wystarczy czyli podobnie jak na swietnym LOAD.

    Reply
  4. Paza_dem

    Ile osób tyle opinii, ale zauważyłem pewną ciekawą zależność, różnym osobom odpowiadają różne zestawy piosenek, ale wszyscy są zgodni że płyta jest nie spójna… wniosek, płyta jest przekrojem twórczości i z wariacjami na temat gustów Heta\Ulricha powołanym dla dogodzenia wszystkim? podsumowania kariery? oraz dla frajdy=))) Ja swoje zdanie na temat płyty już wyrobiłem i mam trochę odmienne: Po pierwsze… pierwsza płyta troszkę gorsza od drugiej. Po drugie jest tu pewna koncepcja i każdy z utworów jest przemyślanym wyborem. Podział można dać na utwory Metalliki: Nowo-Sentymentalnie-tożsamościowe oraz (jako bonus) Inspiracje muzyczne, które Metallika chce uhonorować oraz zaprezentować fanom, jako część swojej tożsamości muzycznej.
    —–Otwieracz jest utworem sentymentalnym nawiązuje do K’emA oraz DM jest syntezą tych dwóch skrajnych(rocznikowo) wydawnictw pre-Hardwired… Dla mnie 5/10 po prostu nie tego się oczekuje od nowej płyty Mety. A wydanie tego jako pierwszego singla to błąd na miarę St.Anger(wiem dramatyzuję).
    —–Atlas, proste, każdy to rozgryzł, mashup… Iron Meta 7/10 fajne na płytę bonusową i gościnny udział Brusa D. Dużo brzmień z DM. Za dużo.
    —–Now dead – Na szczęście ten okres w dziejach Mety już „umarł” (90-99) ale daje o sobie przypomnieć w tym utworze, ogólnie to spoko, ale nie w moim guście. daję 6/10 ale ten kto czekał prawie 20 lat na re-reload pewnie dał by 9/10 nie na taką ‚tallicę liczyłem. Porwnania do I dissapear są na miejscu.
    —–Moth – Kolejny pomost rzucony z epoki DM do RTL i tym razem brzmi to znacznie lepiej, lecz po drodze chyba zachaczyło trochę o Load w warstwie wokalu(rozumiem… pasuje do tekstu) pewna dola samo-ironii w tym jest i jest fajnie 7.5/10
    —–Dream, to kolejny hołd „ofiarą” padło Alice in Chains, ale że wszyscy lubimy składać krwawe ofiary Ktulu postawię spokojnie 8.5/10 – bardzo dobry utwór, ale to inspiracja tak jawna (harmonie, chórki, riffy) że utwór powinien się okazać na płycie bonusowej okraszony ościnnym udziałem Layna Staley’ego… lecz ten już sam, jakiś czas temu, złożył się na ołtarzu Ktulu… nie pykło niestety, to może Jerry???
    —–Halo jest najlepszy na pierwszej(może i nie tylko) płycie, myślę że wszyscy się z tym zgodzą… nie będę się rozwodził nad zaletami, każdy to widzi/słyszy. 9/10 „TEN” wokal!!!
    Pierwsza 1/2 pękła z wynikiem 7/10, lecę po drugą=)))

    —– Confusion – w temacie wojny Metallica zawsze wypada przynajmniej dobrze tak jest i tym razem, nie jest to dzieło na miarę One, bardziej mikstura z Disposable heros i The day that never comes. Smakuje bardzo przyzwoicie, mocne 7.5/10.
    —–ManUNkind nie mogę rozkminić jej do końca, ale robi dobre wrażenie… i to się liczy. Mało tu Metalliki, słyszę wpływy Mercyful Fate i Deep Purle. 7.5/10
    Słów mi zabrakło ale niech mnie wspomoże wszechmogący internet, ten kawałek brzmi właśnie tak: https://www.youtube.com/watch?v=RmI3pJHIT90&ab_channel=PrimitiveScrewhead1300
    —– Here Comes Revenge najsłabszy na tej połówce, nadal całkiem niezły 6.5/10, ma niestety coś z St.Anger. Lepsze momenty brzmią jak DM. Dosyć wtórny utwór (prawdopodobnie moja ocena wzrasta dzięki swietnemu teledyskowi)
    —–Savage? nie Black Sabbath, jeśli się mnie pytasz Jamesб to owszem dzikim można nazwać zachowanieб gdy robisz piosenkę BS i nie zapraszasz Ozzy’ego!!! 7.5/10
    —–Murder – świetny: brudny, sprośny, raz na zwale, raz na haju. Ciężki jak kac po tygodniowym melanżu. Lemmy by to polubił. 9/10
    —–Spit – wiadomo najlepsze na koniec, pierwsza klasa, każdy rozumie dlaczego. 9.5/10
    Średnia tej płytki to 8/10.

    Podsumowując, średnia to 7.5/10 no i jeśli mam oceniać tę płytę w kontekście dyskografii Metalliki to daję jej 5-tą pozycję wiadomo po jakich płytach. lecz muszę zaznaczyć że miała ona znacznie wyższy potencjał, który niestety został zaprzepaszczony, to mogło być top-3.

    Reply
  5. Dawid

    A ja tak czytam komentarze odnośnie w/w płyty i ciągle to samo biadolenie. Może już czas najwyższy, po bez mała 30 latach pogodzić się z tym że Metallica nie gra już trash metalu i przestać porównywać każdą kolejną płytę z pierwszymi czterema! ( napisałem 30 lat bo za ostatnią płytę trashową uważam And Justice…) Na przestrzeni kilku dekad istnienia zespołu zmienił się świat, zmienili się ludzie grający w zespole i tyle…aż głupio mi że muszę pisać takie banały ale Ci goście nie muszą już nikomu nic udowadniać, pisanie głupot w stylu „skoku na kasę” też można puścić mimo uszu, podejrzewam że od wydania „czarnego albumu” mogli by już nic nie nagrywać i co parę lat odbębnić jakąś „pożegnalną trasę” a na „skromne życie” raczej by wystarczyło”. Ja osobiście jedyny album Mety który uważam za naprawdę zły to St.Anger i całe to gówno które miało miejsce wokół jego promocji, w podejściu do twórczości tego zespołu po 1988 roku, na upartego 1991 potrzeba otwartości na inne gatunki muzyczne i nieco szerszych horyzontów, ktoś chce słuchać trashu to nie pod tym adresem, jest kilka kapel które od 40 lat grają w koło macieju jedno i to samo, nie będę wymieniał nazw bo każdy wie o które chodzi.

    Reply
  6. Rob

    Utwór to nie tylko muzyka ale i tekst, przekaz. Zwróć uwagę na całokształt zanim napiszesz recenzję. Hardwired…to majstersztyk w każdym calu. Widać, że nawet kilkadziesiąt lat niektórym nie wystarczyło, by dorosnąć i rozumieć muzykę jaką tworzy Metallica.

    Reply
    1. Ziomaletto

      Muzyka powinna bronić się sama, bez patrzenia na tekst i przekaz utworu. Do muzyki Metalliki nie trzeba dorastać – można jedynie wyrosnąć.

      Reply

Napisz, co o tym myślisz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *