Kilka tygodni temu wspominaliśmy o tym, że Marty Friedman, były gitarzysta Cacophony i Megadeth wyda w tym roku album zatytułowany ,,Inferno”. Kawałek ,Steroidhead’, ujawniony przed premierą albumu, został opisany przez Rolling Stone jako „kombinacja piekących solówek i prog-metalowych riffów”.

Friedman powiedział:

Jestem niesamowicie dumny z pracy, którą wykonałem z Cacophony i Megadeth, ale nigdy nie chciałem się na tym zatrzymać. ,,Inferno” to album, którego od zawsze wyczekiwali fani tych dwóch zespołów. W końcu tego dokonałem, i to całkowicie na moich wariackich warunkach.
W utworach z udziałem gości, każdy z nich stworzył zarys numeru, a wtedy ja aranżowałem to i dodawałem własne partie. Dzięki temu, obaj byliśmy zainteresowani pisaniem. Jest w tym trochę głębsze przeżycie, niż tylko w odwaleniu gościnnego solo.
Chciałem stworzyć nowy punkt orientacyjny, aby zobaczyć, do czego będzie można porównać moją przyszłą muzykę. Pomysł by dać z siebie wszystko – poznać pełen potencjał mojej muzyki i tego, jak moja gra może wyglądać, a następnie uczynić to prawdziwym – był tym, co prowadziło mnie przez cały proces.

www.youtube.com/watch?v=VloECYg6bWc

Marty wspomniał również o nowej kolaboracji z Jasonem Beckerem (kolegą z Cacophony, u którego w młodym wieku wykryto nieuleczalną chorobę- stwardnienie boczne zanikowe):

Jason jest w stanie tworzyć muzykę, ale nie jest w stanie grać na gitarze. Jeśli obejrzysz dokumentalny film, ,,Not Dead Yet”,  dowiesz się, w jaki sposób robi to za pomocą swoich gałek ocznych, bo to jedyne, czym może poruszać. Jednak jego mózg jest całkowicie nienaruszony, a jego muzyka ewoluowała, tak jak w przypadku każdego kompozytora pod wpływem czasu. To niesamowite, jak rozwinęły się dzieła, które tworzy.
Chciałem mieć jedną piosenkę, na której współpracowałbym z Jasonem, tak samo jak robiliśmy to razem w Cacophony. Dostałem od niego wiele muzycznych pomysłów do wybrania, z których zdecydowałem się na kilka i zaaranżowałem je. Dodałem do nich swoje partie i rozwinąłem je do kompletnego muzycznego opus- jest to naprawdę długie. Trwa to około 7,5 minuty.  Wtedy doszedłem do punktu, w którym miałem grać partie Jasona lub zdobyć kogoś, kto jest zagra. Więc, w zasadzie, zagrałem wszystko, co było na gitarę elektryczną. Ale jest w tym kawałku też akustyczna część, gdzie widziałem raczej jakiegoś akustycznego mistrza, niż mnie, ponieważ jestem totalnie do niczego w graniu na gitarze akustycznej. Mam przyjaciela imieniem Ewan Dobson, który jest też przyjacielem Jasona, więc poprosiłem go o zagranie części Beckera. Został on Jasonem i zagrał dokładnie w sposób, w jaki zaaranżowałem jego materiał. Było to dosłownie jak siedzenie w pokoju z Beckerem i patrzenie, jak on gra, ponieważ Ewan nie odszedł od tego, co było już napisane. Zaaranżowałem utwór, on odegrał go całkowicie perfekcyjnie, a ja chciałem mieć pewność, że była to prawdziwa kooperacja Marty’ego i Jasona. Ewan to wspaniały gitarzysta – byłbym zachwycony współpracując z nim w jakiś sposób – ale w tym momencie, to była całkowicie Friedmanowo-Beckerowa rzecz. Poprosiłem go, aby odegrał partie akustyczne, a ja zagrałem elektryczną część. Oczywiście, nie gram tak jak Jason.

Gitarzysta dodał też kilka detali o samym kawałku w rozmowie z VintageRock.com: 

Utwór ten to definitywnie Cacophony i to, co Jason i ja robilibyśmy w roku 2014 i w przyszłości. Wszystko bardzo ewoluowało, jest bardzo nowe, ale to wciąż my dwaj. Numer powstał dzięki gotowości Beckera do współpracy oraz chęci Ewana do tego, aby zostać dla mnie Jasonem.
Zagrałem ostrą kombinację Jasonowi w innym dniu, a on to pokochał. Kończymy miksy w tym tygodniu. Chciałbym to zagrać każdemu, ale myślę, że będziecie musieli poczekać do maja. Jestem z tego wszystkiego bardzo zadowolony.

Friedman nawiązuje też do tego, że jego relacje z Beckerem nie zmieniły się od momentu, gdy ponad 20 lat temu u jego przyjaciela zdiagnozowano chorobę:

Trzeba poznać Jasona i jego historię. Oczywiście, ALS to najgorsza rzecz na świecie, to niesamowicie smutne, okropna sytuacja. Ale Jason, zawsze gdy mamy ze sobą kontakt, nawet od momentu, gdy ma tę chorobę, jest cały czas tą samą osobą, tym samym przyjacielem. Nigdy nie gadamy w stylu: „Oh, to takie smutne, jestem tam załamany, mam depresje”. Wyzywamy się nawzajem tak, jak zawsze to robiliśmy, gnębimy swoje ulubione drużyny piłkarskie, nazywamy siebie dupkami… Mam na myśli to, że nic się nie zmieniło. Jego mózg jest tak samo zboczony, jak zawsze. On jest całkowicie taki sam. Jego dusza jest w świetnym stanie. Widzenie go w tej sytuacji daje mi olbrzymie inspiracje. A teraz ludzie usłyszą inkarnację czegoś, co stworzyliśmy razem w 2014 roku, z czego jestem bardzo dumny. Jest to bardzo duża, ważna część mojej płyty.

Marty Friedman ujawnia więcej detali na temat nadchodzącej płyty, ,,Inferno"

Napisz, co o tym myślisz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *