Marty Balin zmarł 27 września w wieku 76 lat. U jego boku do końca czuwała żona, Susan Joy Balin.

Współzałożyciel, gitarzysta i jeden z wokalistów legendarnej, psychodeliczno-rockowej grupy Jefferson Airplane. Z zespołu odszedł na szczycie, niedługo przed jego rozpadem. Katalizatorem dla jego decyzji była śmierć Janis Joplin. W przeciwieństwie do reszty zespołu nie brał twardych narkotyków ani nie uczestniczył w starciach ego. Powiedział raz:

Widziałem [Jerry’ego] Garcię [z the Grateful Dead] i sławę, którą miał, to jakim stawała się brzemieniem. Widziałem Janis [Joplin]. To, jakim brzemieniem było być Janis. Widziałem, jakim brzemieniem było bycie Jimem Morrisonem. Byłem tam. Na szczęście ja takiej sławy nie miałem. Widziałem sławę Grace Slick, stałem tuż przy niej. Na szczęście mnie to nigdy nie dotknęło, nie musiałem sobie z tym radzić.

Do 2008 r. był również kluczowym członkiem i współautorem kolejnych światowych hitów w ramach (grającego do dziś) Jefferson Starship, następcy Jefferson Airplane. Od 1981 aż do 2016 r. nagrywał także liczne płyty solowe.

W marcu 2016 r., skarżąc się na bóle w klatce piersiowej, trafił do nowojorskiego szpitala, gdzie przeszedł operację na otwartym sercu. Z placówki, którą następnie pozwał za niedopatrzenia i brak należytej opieki, w wyniku komplikacji wyszedł ze sparaliżowanymi strunami głosowymi, połową języka, odleżynami i bez lewego kciuka, co efektywnie zakończyło jego muzyczną karierę.

Jak powiedział kilka lat temu:

Marzyłem o tym, by zostać wokalistą. To wszystko. Myślę, że cokolwiek jest Twoim snem, możesz to zrobić, więc po prostu to zrób. Inaczej byś o tym nie śnił.

Balin zachował świetny głos i sceniczną charyzmę do końca:

Napisz, co o tym myślisz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *