Jako mieszkaniec Gdyni mogę szczerze powiedzieć – Driller narobił cholernie dużo zamieszania na lokalnej scenie. Jedna z najdłużej działających oraz najlepszych kapel thrashowych, która bez problemu zapełnia kluby na koncertach. Szaleństwo na scenie,  hektolitry piwa, teksty o zombie? To właśnie Driller! A mając na uwadze fakt, ile to zmian ostatnimi czasy zaszło w obozie tej pomorskiej kapeli, podkusiłem się wziąć chłopaków na krótką spytkę.

Cześć ! To wasz pierwszy wywiad, który ukaże się na łamach Heavyrock, więc zacznijmy od przybliżenia czytelnikom samego zespołu. Jedną z waszych cech charakterystycznych jest koncept zombie, które przewijają się przez całą waszą twórczość. Skąd to się wzięło? Czy chcecie to kontynuować w przyszłości, czy był to tylko epizod w waszej karierze?

Marcin Andrzejewski: Okej, więc na początku sprostuję – jasne, zombie to motyw, który często się przewija, ale dla nas głównym motywem jest horror. Chcemy stworzyć klimat, który nawiązuje do filmów grozy i szerokopojętego strachu. Jesteśmy wszyscy fanami tego typu kina – nasze teksty mają być wyolbrzymione, okraszone czarnym humorem i zawierać wszystko, co może zamordować, zabić, zjeść, spalić, rozczłonkować czy pokaleczyć człowieka!

20

Cechą charakterystyczną Driller jest wplatanie do thrashu różnych elementów z innych gatunków, nieraz oddalonych od siebie- tu rock’n’roll, tu grindcore. Czy od początku był taki plan, czy wyszło w praniu?

MA: Generalnie gramy to, co nam się podoba. Zaczynając w 2009 chcieliśmy grać rock’n’rolla, ale słuchamy sporo ostrzejszej muzy, więc zaczęliśmy iść i w tę stronę. Numery zaczęły żyć swoim życiem, więc zadaliśmy sobie pytanie – po co ograniczać się do jednego stylu?

Jesteście na scenie od 7 lat- od tego czasu zagraliście trochę supportów z zagranicznymi kapelami, parę tras w kraju i poza nim. Jak oceniacie pozycję Driller A.D. 2016?

Bartek Kozłowski: <chwila zadumy> Cóż, nie chciałbym narzekać <śmiech>.

MA: Staramy się działać jak najwięcej. Jest stety-niestety tak, że każdy ma pracę, dziewczynę i inne obowiązki. Jednak dajemy z siebie wszystko, żeby Driller pchać do przodu. Ja z perspektywy tych siedmiu lat mogę powiedzieć, że jestem zadowolony z tego, co osiągnęliśmy. Traktujemy to jako hobby, chcemy się dobrze bawić, realizować swoją pasję i łoić metal. Zwiedziliśmy dzięki temu parę fajnych miejsc w Polsce, czy w państwach takich jak Niemcy, Finlandia czy Estonia. Zagraliśmy sporo fajnych gigów, poznaliśmy masę wspaniałych ludzi. Poza realizacją potrzeb artystycznych to jest dla mnie cel grania.

Przejdźmy do głównego powodu, dla którego was zaprosiłem, czyli zmian w zespole. W waszych szeregach zabrakło Wojtasa, co dużo zmieniło. Co skłoniło go, aby zrezygnować z Driller?

BK: Wojtek się jakby wypalił. Był to dla niego bardziej obowiązek niż przyjemność. Nie mógł też poświęcać tyle czasu i zaangażowania temu zespołowi, ile by chciał i ile my potrzebowaliśmy, więc w końcu odpuścił. MA: Dokładnie tak. Wojtasowi po prostu zeszło ciśnie na sposób w jaki gramy, i na poziom intensywności pracy. Jako ziomek i brat stwierdził, że nie chce być hamulcowym kapeli, wiec odszedł. Realizuje się teraz w innych obszarach łażąc między innymi jak pająk po ścianach i zapierdalając rowerem w lesie. Rzecz jasna wszystko odbyło się na płaszczyźnie przyjacielskiej. 20 maja zagramy w Metrze w Gdańsku ostatni wspólny koncert pożegnalny, podsumowanie naszej współpracy.

 Panowie, czy w tym momencie wchodzicie w nową kartę historii, czy chcecie być pod duchem Wojtasa? Szukacie kogoś, kto podejdzie do tematu na swój sposób, czy faktycznie zastępstwa za Wojtka, które będzie kontynuowało min. Tradycję kowbojskiego kapelusza?

BK: Wiemy, że Wojtasa zastąpić będzie bardzo trudno, więc nawet nie próbujemy. Mierzymy w coś, co będzie inne, ale równie dobre.

MA: Wojtas będzie z nami angażował się od strony publiki. Będzie i ciałem i duchem. Nie szukamy drugiego Wojtasa, bo drugiego takiego nie ma.

Czy na chwilę obecną luka w składzie została uzupełniona? Czy możecie uchylić rąbka tajemnicy?

MA: Na razie nie chcemy tego mówić, żeby was kurwa wszystkich zaskoczyć. Mamy konkretne zastępstwo! Powiem tylko, że będą to dwie osoby- basista i wokalista. A niech was zżera ciekawość!

Marcin Andrzejewski (Driller): "Dajemy z siebie wszystko, żeby pchać ten zespół do przodu" - WYWIAD

 A powiecie czy trudno było znaleźć nowych Drillerów? W jaki sposób na nich trafiliście?

MA: Znalezienie kogoś, kto śpiewałby i grał na basie w jednej osobie było wyzwaniem, któremu nie podołaliśmy. Ale pocztą pantoflową i wśród swoich znajomków udało się znaleźć chętnych, do spijania z puchara wspólnych przygód! Są metalowymi maniakami, więc wszystko gra!

 W tym momencie macie sporo nowego materiału- część nowych kawałków jak „There’s no santa claus” już opublikowaliście.. Jak idzie praca nad nową płyta? Kiedy świat ujrzy następcę „All Shall Burn”.

BK: No co mam rzec? Zapierdalamy! Aczkolwiek praca jest spowolniona przez konieczność dokooptowania nowych muzyków i ogrania materiału z nimi, ale z dobrą połowę czy wręcz trzy czwarte mamy już zrobione!

MA: Wejście do studia się trochę przedłuży, bo przed nagrywaniem chcemy już być aktywni koncertowo. Ale rozpoczęcie nagrywek w tym roku jest realne.

Jakie są nowe kierunki rozwoju? Co zmieniło się od poprzedniej płyty?

MA: Pojawiły się nowe osoby. W obecnym składzie jestem jedyną osobą, która nagrywała „All Shall Burn”, tak więc inspiracje aktualnie są bardziej wymieszane. Będzie inaczej, siłą rzeczy. Nowe kawałki są szybsze i bardziej brutalne, ciut zahaczające o hardcore. Ale dalej jest thrashowy korzeń, jest rock’n’roll, gdzieniegdzie blaścior.

 A co was zainspirowało, do numeru o tym, że nie ma św. Mikołaja?

MA: Bo skurwysyn nigdy nie przynosił mi tego co chciałem pod choinkę…

BK…baby.

 Macie już zabookowany pierwszy koncert z nowym składem. Czy planujecie coś dalej, czy tylko to jest w planach?

MA: Cały czas chcemy dobrze się bawić! A wyjazdy zagraniczne to zajebista zabawa, więc trasy czy w Polsce czy zagranicą będą ! Chcemy dotrzeć dalej, na południe Polski!

Jak oceniacie kondycję sceny metalowej w Trójmieście?

BK: Są zespoły, są koncerty, nie można narzekać na nudę.

MA: Co z pozoru jest dobre, bo w praktyce ludzie są rozpieszczeni. Mając 2-3 koncerty podczas weekendu pojawia się przesyt. Jest masa fajnych gigów, zupełnie pustych.

Jedna przygoda z trasy, która zapadła wam w pamięć ?

MA: Braunschweig!

BK: Zdecydowanie! Byliśmy na trasie z Bob Malmstrom z Finlandii i Bludger z UK.W momencie naszego dotarcia dowiedzieliśmy się, że już wtedy były dwie godziny obsuwy. Opóźnienie się zwiększyło i koło 24 ludzie zaczęli się zmywać.

MA: Mieliśmy grać o 22, a zaczęliśmy o pierwszej! A po nas jeszcze dwie kapele. Zresztą, wszystkie warunki związane z przyjazdem- finansowe, noclegowe, lokalowe czy spożywcze zostały niedotrzymane. Jak dojechaliśmy kasy nie było, wszystko było wyżarte, browar smakował jak siki a nasz nocleg to istna piwnica u Fritzla! Jakieś lochy z brudnymi materacami, walającymi się puszkami czy zużytymi tamponami (serio!) itd. Poszliśmy więc spać do samochodu albo po jakiś ławach. Śpiąc na ławce zostałem obudzony przez wielkiego doga niemieckiego, który dobierał się do mojej nogi. Musiałem mu potem rzucać plastikowy kufel do piwa przez pół godziny. Aportował, potem się zmęczył i poszedł spać. Ot moja erotyczna przygoda gwiazdy rocka! Najlepszy koncert to Karjaa w Finlandii!

BK: Mały koncert, mały klubik, gówniane nagłośnienie, ale jaka dzika publika!

MA: Malutki klub, jak zaczęliśmy grać, zwaliła się setka osób, która szalała jak dzika. Nie było sceny, byliśmy cali w sinikach. A wiadomo, że dodatkowo wyjazd poza kraj wiążę się z większym luzem, więc było grubo!

Było o was kilka lat wstecz, bo mieliśmy zabookowaną sporą trasę po Chinach. Jak doszło do tej trasy i dlaczego ona nie wypaliła?

MA: Powiedzmy tak- były to kwestie personalne, niezależne od obecnego składu. Po tym niewypale każdy z nas wpadł w depresję, ale wolałbym nie wchodzić w szczegóły. Winny wie, że jest winny hłe hłe. Będzie inna szansa, w to nie wątpię.

Dzięki za wywiad! Czy chcielibyście przekazać coś czytelnikom HeavyRocka?

BK: Ćpajcie więcej browarów!

MA: Tak! Oraz spodziewajcie się nas wkrótce w waszym mieście!

Rozmawiał: Wojciech Michalak

Napisz, co o tym myślisz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *