W maju tego roku mogliśmy po raz pierwszy w Polsce zobaczyć prawdziwe legendy power/heavy metalu – zespół Manowar. Panowie dali koncert w katowickim Spodku, na którym miałem okazję być. Czy oficjalnie uznany „najgłośniejszy zespół na świecie” rzeczywiście jest wart obejrzenia (i odsłuchania) na żywo, czy też lepiej dać sobie z nimi w wersji live spokój?

Manowar - relacja z koncertu w katowickim Spodku

Manowar został wpisany do Księgi Rekordów Guinnessa jako „najgłośniejszy zespół na świecie”. Panowie raz za razem osiągali kolejne niespotykane liczby decybeli, bijąc kolejne rekordy. Cóż… od samego początku koncertu było to słychać. Dźwięk, który wydobył się z absurdalnej liczby głośników (wiszących nad sceną, umiejscowionych na scenie), absolutnie wbił mnie w fotel – a trzeba zaznaczyć, że nie siedziałem bardzo blisko sceny (chociaż bardzo daleko też nie). Potęga dźwięku, przez duże P, była niesłychana – nie byłem na to w żaden sposób przygotowany – i to pomimo uczestnictwa w tak głośnych wydarzeniach jak krakowski występ The Crimson ProjeKct czy koncert System of a Down w Austrii, kiedy stałem od sceny oddalony maksymalnie pięć metrów. Dźwięk był tak „duży” i tak ogromny, że całą widownię to chyba trochę z początku przerosło. Widownia na Golden Circle, początkowo bardzo aktywna – zamarła, ludzie na trybunach siedzieli spłoszeni i dosłownie przerażeni.  Zespół zaczął koncert od bardzo klasycznej i starej kompozycji, bo od pochodzącego z ich debiutanckiego albumu kawałka ‚Manowar’. Potem grupa odegrała prawie tak samo stary utwór ‚Blood of My Enemies’ i kilka innych piosenek z różnych okresów i płyt (w tym np. ‚The Lord of Steel’ z 2012). Potem jednak Manowar przeszedł do dania głównego – czyli do zagrania prawie wszystkich kawałków z płyty „Kings of Metal MMXIV”. Nie powinno to nikogo dziwić – w końcu cała ta trasa, zatytułowana „Kings of Metal MMXIV World Tour” miała za zadanie promować najnowszą płytę Manowara, na której chłopaki zagrały jeszcze raz, w zupełnie nowych aranżacjach swoje największe hity z oryginalnego „Kings of Metal” z 1988 roku. Otrzymaliśmy więc, tak jak napisałem, większość utworów pochodzących z nowej-starej płyty, w tym, oczywiście zabójcze ‚Hail and Kill’, ostre ‚Blood of the Kings’ czy epickie ‚Kingdom Come’. Z 10 utworów, które oryginalnie znajdują się na „Kings of Metal” w Katowicach zabrakło tylko słabiuteńkiego ‚Pleasure Slave’ (które też nie występuje na nowej wersji tego albumu). Chociaż faceci z Manowar młodzi już nie są, to przez cały koncert tryskali energią, bez cienia zmęczenia czy znużenia młócąc w swoje instrumenty. Warto też dodać, że goście z Manowar nie bawili się w żadne rozmowy z publiką czy odpoczynki – jedna piosenka płynnie przechodziła w następną, nie dając nam chwili do wytchnienia.  Na dodatek mogę przysiąc, że z piosenki na piosenkę robiło się co raz głośniej i głośniej, a poziom decybeli, który bombardował nasze uszy był czymś niesamowitym. Każdy kawałek został zagrany naprawdę świetnie – znakomicie reagowała też publiczność. Wszyscy znali teksty, wiedzieli gdzie co zaśpiewać, kiedy zrobić odpowiedni gest. Ktoś przed sceną pokazał nawet piersi, a jakiemuś facetowi udało się wbiec na scenę top-less i pomachać publice zgromadzonej tego dnia w Spodku. Jak widać rockowego ducha udało się zachować – i to pomimo tej absurdalnej strefy picia piwa.

youtu.be/hHhE9_y76hw

Niestety atmosfera i radość siadły trochę, gdy na scenie został założyciel i basista zespołu – Joey DeMaio – został zupełnie sam i uraczył nas solówką na bas. Chociaż, nie powiem, był to imponujący pokaz umiejętności, to po pewnym czasie stało się to nudne – wymiatanie dla samego wymiatania (coś jak Michael Angelo – zero w tym sensownej muzyki, ale wrażenie robi). Na szczęście był to tylko jeden moment prawdziwej dłużyzny – reszta utworów to prawdziwy ogień i pożoga. Pod sam koniec koncertu DeMaio w końcu wyszedł, by z publicznością porozmawiać. W ręku miał polskie piwo (Tyskie), a i on sam bardzo dobrze mówił po polsku. Staje się to tradycją, że gwiazdy występujące w danych krajach starają się poużywać, choć trochę, języka swojej publiczności. Tak było np. na Watersie, McCartney’u czy niedawnym występie Petera Gabriela. Ale o ile ta trójka bardzo się z językiem Mickiewicza męczyła, o tyle DeMaio po prostu wymiatał. Jasne – były rzeczy, które sprawiały mu większą trudność (np. „spierdalaj”), ale ogólnie mówił płynnie i świetnie mu to szło. Co więcej – basista Joe mówił takie rzeczy, których się nie spodziewałem. Usłyszałem więc, że „kto nie lubi Polski, ten niech spierdala”, że „rozjebiemy dziś tę budę” itd. Manowar od zawsze był „true” w tym, co robił i robi – i to było słychać! Cały występ zakończył się genialnymi ‚Warriors of the World United’ (ależ sala pięknie tę piosenkę przyjęła) i  moje ulubione ‚Black Wind, Fire and Steel’, po których DeMaio zerwał wszystkie struny ze swojej gitary i oddał je publice. Następnie puszczony został jeszcze kawałek ‚The Crown and the Ring…’, a na wielkim telebimie wyświetliły się napisy (po polsku), że Manowar jeszcze tu wróci. Cóż – trzymam za słowo. Sam koncert był naprawdę znakomity. Nie oznacza to jednak, że wszystko mi się podobało. Po pierwsze koncert był zdecydowanie za krótki. Trwał niecałe dwie godziny – a to przy tak kobylastych występach jak ten McCartney’a z Warszawy (prawie trzy godziny) jest stanowczo za mało. Po drugie dobór kawałków mógłby być odrobinę lepszy. Wiem, że trasa ta promowała konkretne (i znakomite) wydawnictwo, ale można się było pokusić o zagranie czegoś nowego (np. ‚Sons of Odin’, kurde!). Te dwie „wady” bledną jednak w obliczu potęgi, która Manowar pokazał w całej okazałości na scenie. Świetna, świetnie pasująca do koncertów, muzyka, znakomita forma samych artystów, bardzo fajna publiczność – to wszystko złożyło się na bardzo dobry występ, który z chęcią kiedyś powtórzę.

PS. Na takich koncertach nie ma co kupować miejsc na trybunach. Nie dość, że są droższe, to ludzie tam się znajdujący bardzo „przymulają” – jakby bliskość krzeseł ich usypiała i gasiła wszelkie przejawy spontanicznej radości.

Napisz, co o tym myślisz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *