Przez warunki pogodowe (zima zaskoczyła drogowców) nie powiem ani słowa o supporcie, ponieważ ich nie słyszałam. Spóźniłam się również na Illusion. Weszłam chyba na trzeci, albo drugi kawałek. W każdym razie było to „Solą w oku”.
Panowie później wyjechali z „B.T.S”, a ja poczułam się jak w domu. Potem zaczęli po kolei lecieć z nową płytą.

Warszawski koncert promujący Anhedonię zagrali w Proximie. Dawno mnie tam nie było, a moja ostatnia wizyta zatrzymała się na etapie: „ten klub ma problem z nagłośnieniem”. Po latach miałam nadzieję na jakieś zmiany, ale ich nie odczułam.

Materiał z Anhedonii nie był dla mnie zaskoczeniem, ponieważ koncert odbył się tydzień po premierze albumu. Zdążyłam go już doskonale poznać (genialne wydawnictwo). To, co słyszymy na płycie, to powrót do przeszłości. Stary dobry, ale niestety bardzo wygładzony przez postprodukcję Illusion. Na albumie brakuje brudu, jest stary charakter, czuć go, ale – jak to powiedział mój przyjaciel – „Stare brzmienie trzeba sobie już wyobrazić”. Na szczęście w Proximie znalazłam brud którego mi brakowało (absolutnie nie ujmuję tym zdaniem muzykom, chodzi mi o garażowy klimat, za którym się tęskni). :)

Wróćmy jednak do gigu. Zespół był bardzo skoncentrowany w tej „nowej” części. Oczywiście to nie odjęło luzowi i dobrej zabawie, ale raczej coś w rodzaju, „Ej, ziomeczki, skupcie się, posłuchajcie, co mamy do powiedzenia”. A mają i to bardzo dużo.

Każdy kawałek z nowej płyty był zapowiedziany przez Lipę. Robił krótkie wprowadzenie. Za każdym razem jak mówił, widać i słychać było, że jest dla niego to bardzo, bardzo ważne. Zależy mu, by inni tego posłuchali, poczuli to.

Zaznaczam, zapowiedzi robił Lipa, także zdajecie sobie sprawę, że były one nafaszerowane: „chujkami, kurwami i pierdolonymi bla bla bla” :) Małe dzieci nie powinny tego słuchać, ale między wulgaryzmami wybijała ogromna mądrość, wrażliwość i świadomość Tomka na to, co się dzieje dookoła. Świadomość tego, o czym śpiewa i mówi.

I tak na przykład o utworze „Niby” powiedział, że to jest kawałek o tym, że wszystko jest powierzchowne: relacje i życie. Nie żyjemy tylko udajemy to życie i należy się zatrzymać, i zacząć żyć w środku, i dbać o to… głównie o relacje.

„Zanurzam się” jest o tym, żeby „czasami wypierdolić z tego wszystkiego, żeby spierdolić stąd i zostać samemu z sobą, zostawić wszystko w pizdu i być z tym swoim ja, które jest w środku.

Albo przy „Tchórz”, albo przy „Od zawsze donikąd” powiedział, że na świecie jest „bardzo dużo chujków”, ale jest też wielu bohaterów i ta piosenka jest o tym, że „Mamy szansę nie być chujkami”. Dostał po tym gromkie brawa, ludzie na sali mocno się ożywili i jakby poczuli swoistą dumę z tego powodu. To był fajny moment.

W „Śladem krwi”,na płycie gościnnie występuje Litza, który miał być również na koncercie, ale jak to Lipa wyjaśnił, „Litza spierdolił się ze sceny i połamał żebra”. Może innym razem. Tak swoją drogą frontman przyznał, że „Śladem krwi” jest bardzo ważnym i trudnym utworem.

koncert Illusion, Warszawa, Proxima, 17.03.2018

Mikaka

 

koncert Illusion, Warszawa, Proxima, 17.03.2018

Mikaka

Publika na koncercie to stara gwardia Illusion, to byli ludzie Lipy, doskonale czujący klimat zespołu. Podczas grania nowej płyty, pomimo całego koncertowego zamieszania, miałam wrażenie, że wszyscy byli na maksa skupieni. Słuchali. Koncert odbył się tydzień po premierze, także większość już znała materiał. Ale sami wiecie – co na koncercie, to na koncercie. Po części premierowej przyszedł czas na coś, co wyrośnięte tygryski lubią najbardziej. Skupienie zeszło z muzyków i z publiki. Nastąpiła zabawa i obopólna radość, że jesteśmy wszyscy razem, że jest to koncert Illusion, że jest to wypełniona po sufit Proximia.

Czy bawiliśmy się dobrze (ja i reszta klubu)? – zdecydowanie. To było coś, czego wszystkim brakowało. Niektórzy śmieją się, że był to powrót do 1998 r., ale mnie to bardziej cieszy niż śmieszy :)

Czy zespół bawił się dobrze? Dwa razy wyszli na bis. Za pierwszym razem zagrali pięć numerów, a za drugim trzy. Ciężko było stamtąd wyjść.

Ostatni raz na koncercie Illusion byłam w 2015 r. na Woodstocku (RIP) – wtedy było zajebiście, ale ten piątkowy gig przebił Woodstock kilka razy. Publika i zespół byli całością, a nie jakimś rozproszonym, najebanym tłumem.

Jeśli chodzi o koncerty, to w ostatnim czasie raczej bywałam albo w Progresji, albo w Stodole, albo na Torwarze. Proxima miała wiec dla mnie w sobie ogromną kameralność. Ale – słodki Jezu – jakie to było piękne! Ci ludzie przyszli po to samo (może poza kilkoma laskami, które w ogóle nie kumały o co biega, bo pewnie wybrały się na koncert z nowymi facetami). To było jak spotkanie przyjaciół chcących sobie nawzajem powiedzieć, „Jesteśmy z wami” – czy to przez tworzenie, czy przez przyjmowanie tej twórczości.

Genialny koncert. Illusion jest ikoną.

2 Comments „Mamy szansę nie być ch*jkami” – Illusion – relacja z koncertu w Warszawie [17.3.18]

  1. mądrala

    hmm, „Wojtka” to chyba Guzik śpiewał, więc Litza gościnnie to nie jest pierwszy taki przypadek :)

    Reply
    1. Hujek

      Holyguns w Proximie też wspierał „WOJTKA”, zresztą totak jak pisze autorka, cała proxima była jednością tego wieczoru ;-)

      Reply

Napisz, co o tym myślisz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *