Vermis to fonograficzny debiutant, jednak koncertowo: jeden z najbardziej aktywnych i najciekawszych zespołów polskiego, ciężkiego podziemia. W ubiegłym roku zagrali ponad 40 zorganizowanych własnym sumptem koncertów i zdążyli jeszcze wydać bardzo dobrą EP-kę z jednym klipem. Ich pierwszym klipem ever. Zobaczmy go najpierw:

[youtube https://www.youtube.com/watch?v=8xN70_xAQCg]

False Gods, najnowszy klip Vermis jest nie tylko najnowszym klipem Vermis, ale również pierwszym Waszym teledyskiem w historii, tak?

Tak, jest to nasze pierwsze „dzieło”, które spełnia wszystkie niezbędne ku temu cechy, by nazywać się pełnoprawnym wideoklipem.

Nie było wcześniej sposobności do tego, by skleić jakiś teledysk?

Były takie sposobności, ale nie były one wystarczająco zadowalające, żeby z nich skorzystać. Na długo przed klipem wypuściliśmy tzw. lyric video do Am I Insane?, które zostało bardzo ciepło przyjęte przez słuchaczy. Wiedzieliśmy, że wideo chcemy zrobić do False Gods, gdyż jest to utwór który w największym stopniu „zagarnia” styl, w jakim poruszaliśmy się na całej EPce – egzotyczny, ale jednocześnie przystępny; ciężki, ale nie za szybki; agresywny, ale z dużą ilością przestrzeni i oddechu oraz mieszający ze sobą wiele gatunków muzycznych. W końcu nawiązaliśmy współpracę z Pawłem Pawłowskim z PawusFilm, który w ramach Nagrody Głównej New York Festival 2016/2017, który wygraliśmy, zrealizował teledysk. Założeniem było zrobienie wideo, które jest proste, estetyczne i w klimacie. Nie wynajmowaliśmy 100 aktorów i nie pisaliśmy wielkich scenariuszy, bo nie mieliśmy miliona dolarów w budżecie, a chcieliśmy uniknąć zapodania tzw. „polskiego paździerza”, szczególnie w debiucie.

False Gods promuje Waszą debiutancką EP-kę zatytułowaną Divinities. Opowiedzcie o tym materiale. Jakie kawałki oprócz False Gods się tam znalazły?

Krążek otwiera intro The Awakening, które jest też naszym intro koncertowym. Jest to w zasadzie sam klimatyczny, rdzenny rytm z dodatkami wokalnymi i samplami w podobnym klimacie. Następnie jest właśnie False Gods, o którym mówiłem wcześniej. Później Am I Insane?, któremu w zasadzie najbliżej jest do nu metalu (ale takiego „nie dla dziewczyn”:)). Potem The Traveller, czyli 7-minutowy kolos z bliskiego wschodu, utrzymany w podobnej stylistyce co False Gods. Po tym numerze zaczęto nazywać gatunek muzyczny jaki wykonujemy „mahometalem”, ze względu właśnie na ten orientalny charakter. Przedostatni na EPce jest numer, który chronologicznie został skomponowany przez nas jako pierwszy, czyli A Game of War – typowy thrash z mocno groove metalowym zakończeniem i mini solo z Last Christmas (pozdro dla kumatych!). Ostatni na płycie jest utwór, co do umieszczenia na krążku którego mieliśmy największe wątpliwości – delikatny (jak na nas) Beyond the Mask of Offense – rozluźniający utwór w klimacie Alice in Chains z maxi solo, które traktujemy jako numer bonusowy na tym wydawnictwie. Divinities można w całości posłuchać na największych portalach streamingowych: Spotify, Tidal, Amazon, iTunes itd. Oczywiście fizyczna wersja krążka jest również dostępna i można ją nabyć poprzez naszego fanpege’a.

Gdzie rejestrowaliście „Divinities”? Kto zajmował się produkcją tego wydawnictwa?

Całość materiału została nagrana w dwóch oddzielonych od siebie półroczną przerwą sesjach nagraniowych w warszawskim HZ Studio. Okładkę zaprojektował Maciej Pacholczyk, a wydawnictwem i dystrybucją zajęliśmy się sami. Jedną z nagród jakie otrzymaliśmy od firmy XDisc podczas Festiwalu Rockowisko w Zwierzyńcu było wytłoczenie sporej ilości płyt, co niewątpliwie pomogło nam „pchnąć” całą sprawę do przodu, a na pewno dobrze wpłynęło na zasobność naszego konta. Dystrybucją cyfrową zajęła się australijska firma DistroKid.

Czy planujecie jakieś kolejne klipy promujące EP-kę?

Nie, kolejne klipy będą promowały nasze kolejne wydawnictwo.

Zatem Divinities to zapowiedź pełnego albumu? Jaką płytę chcielibyście nagrać? Jaka płyta, krótko mówiąc, Wam się marzy?

Mamy w planach wydanie pełnego albumu w tym roku, ale Divinities raczej nie jest zapowiedzią tychże planów, gdyż materiał, nad którym obecnie pracujemy, jest zupełnie inny, niż nasza debiutancka EPka. Może właśnie False Gods jest na zbliżonym poziomie, ale nowa muza, którą obecnie robimy, to zupełnie inny wymiar. Nie to, że Divinities jest złe – JEST SUPER KUPCIE WSZYSCY  K O N I E C Z N I E. Na Divinities słychać, że ciągle poszukujemy własnego stylu, mieszamy tam wieloma gatunkami, czasami na przestrzeni jednego numeru. Nowy materiał jest zupełnie spójny, świadomy i całkowicie w naszym własnym stylu.

Czy udzielacie się w innych projektach poza Vermis?

Od mniej więcej 1,5 roku codziennie pracujemy w zespole – czy to komponując muzykę, ustawiając koncerty, organizując wydarzenia, zajmując się merchem, projektując plakaty („jednym słowem” czy tam tagiem: #menedżerka_i_rockerka_panie) – i nie mamy ani czasu ani energii na jakieś poważniejsze spin-offy poza Vermisami. Chociaż oczywiście lubimy wpaść gdzieś w gości, pojamować, wypić jedno piwko, drugie, jedenaste…

Jak wygląda Wasze doświadczenie muzyczne sprzed ery Vermis?

Trzon zespołu, czyli Basha, Baniak i ja współpracowaliśmy już przed Vermisem, ale nie było to nic godnego uwagi. Dopiero po znalezieniu brakujących części układanki, czyli Grega i Dżejsona, machina ruszyła i nie zamierza się zatrzymywać.

Vermis jest bardzo aktywnym koncertowo zespołem.Jak sobie radzicie z bookingiem w czasach ogólnopolskiego lamentu w tym temacie?

Nie wiemy nic o żadnym lamencie, bo nie mamy na to czasu, bo ustawiamy koncerty:) Niegdyś to ja miałem na sobie cały ciężar związany z bookowaniem, ale od pewnego czasu zrobiło się tego za dużo i wszyscy razem pracujemy w tej materii. Ja inicjuję wydarzenia, znajduję miejsca koncertowe i zespoły, z którymi możemy zagrać oraz pilnuję kalendarza, Basha zajmuje się kwestiami technicznymi, Dżejson załatwia noclegi i pilnuje kontaktów, razem z Baniakiem szukamy konkursów i przeglądów, chłopaki zajmują się logistyką całego wyjazdu. Wszystko działa tak jak w dobrze zorganizowanej firmie, dzięki czemu udało nam się w samym 2017r. zagrać 40 koncertów. Jest to całkiem niezły wynik jak na kapelę bez agencji koncertowej, która ciągle jeszcze pozostaje w undergroundzie.

Jak wyglądają Wasze plany koncertowe na najbliższe miesiące?

W związku z zamiarem nagrania płyty długogrającej w tym roku, planowaliśmy grać mniej koncertów niż w roku ubiegłym, ale nie za bardzo nam to wychodzi. Postanowiliśmy całkowicie zaniechać organizowania naszych własnych imprez klubowych i chcemy ograniczyć się tylko do festiwali, przeglądów i konkursów oraz tzw. „występów gościnnych”, ale naprawdę bardzo dużo wydarzeń dzieje się wokół nas. 2017 był rokiem, który bardzo ciężko przepracowaliśmy w tym względzie i wszystko teraz zaczyna procentować i napędzać się samo.

Próbuje dostać się na jakieś letnie festiwale? Jakie?

Próbujemy! Na wszystkie o jakich wiemy!:)

Dziękujemy za rozmowę – ostatnie słowo należy do Vermis!

SPRZEDAMY TANIO SAMPLER ALESIS SAMPLEPAD! NAPRAWDĘ! Pozdrawiamy wszystkich czytelników HeavyRock i zapraszamy na nasze koncerty albo przynajmniej na imprezy po naszych koncertach – podobno bywają lepsze niż samo granie a podobno wcale najgorzej nie gramy :D Do zobaczenia gdzieś w świecie! #making_metal_great_again

Napisz, co o tym myślisz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *