Żyjemy w ciekawych czasach. Z jednej strony mamy do czynienia z postępującą modernizacją sceny metalowej, jej zwrotu w „formę a nie treść”, oraz generowanie się nowych gatunków daleko oderwanych od metalowych korzeni. Z drugiej zaś widzimy powrót do grania w stylu klasyków gatunku, także wśród młodych muzyków oraz wracającą fascynacje starym brzmieniem, tęskne spojrzenie w stronę brytyjskich i niemieckich legend heavy metalu. Na drugiej z opisanych płaszczyzn prezentuje się nam młoda kapela z Niemiec Lunar Shadow. Obierając drogę w kierunku klasycznego grania, narobili smaka na więcej!

Lunar Shadow - Kobra Khan

W 2015 roku świat doczekał się narodzin true metalowego dziecka, narodzonego w państwie, którego potęga rozciągała się niegdyś od Hiszpanii przez Włochy po polską granicę – w Niemczech. Pięciu wiernych metalowi mężczyzn postanowiło dać w twarz kiczowi, który spenetrował scenę. Stworzyli oni dzieło natchnione przez Grim Reaper, Helloween, Blind Guardian, Iron Maiden, późnym Bathory, Manowar z czasów „Kings of Metal”, Grave Digger oraz Accept. A nazwa jego to – „Triumphator”. Nazwa równie dumna jak cała Epka. No właśnie. Epka. Tylko 4 kawałki. Ze strony zespołu było to zagranie przeraźliwie złośliwe. Bo zrobili niesamowitą ochotę na więcej! Pierwszy utwór na płycie zatytułowany „Kobra Khan” to kumulacja wszystkich najlepszych elementów heavy metalu. Szybkość, melodia, wirtuozeria, doniosły wokal, gnająca jak rozpędzony koń sekcja rytmiczna. Zero kiczu, sama autentyczność. Słychać to przede wszystkim w głosie wokalisty Alexa Vornama. Śpiewa bardzo swobodnie, naturalnie, nie wymuszając z Siebie poszczególnych fraz. Nie udaje. Jest Sobą. Bardzo pozytywnym aspektem tego numeru jest także solo Maxa Birbauma oraz towarzysząca mu gitara Kaya Hamachera. Iron Maiden. Duch Murraya nawiedził go w czasie komponowania. Jeśli pamiętacie „Piece of Mind” to doskonale zrozumiecie o co mi chodzi. Drugi utwór to dla mnie miła niespodzianka. Bardzo rockowy, bujający, mający w sobie coś z Kiss albo Thin Lizzy, a do tego zatytułowany „Metalian”. Przyjemne, melodyjne, a jednak niekiczowate, heavy metalowe granie. Słychać bardzo mocno wpływy Teutonów, szczególnie Helloween i Blind Guardian. Jeśli potraficie wyobrazić sobie wymieszanie tego z dwoma wcześniej wspomnianymi ikonami, to pomyślcie jaki ten utwór musi być dobry.

www.youtube.com/watch?v=Rgx5wGbEroQ

Trzeci twór jest zdecydowanie najlepszym na płycie, a także moim ulubionym. Chociaż pewnie znajdą się też tacy, którzy go nie posłuchają bo jest dłuższy od reszty. Ponad 6 minut. Ale nie żal mi takich ludzi. Nosi on tytuł „When the Last Grave Has Opened”. Jest on dużo oszczędniejszy w swej formie od reszty. Więcej w nim miejsca, nie jest tak gęsty. Jest także najbardziej posępny na płycie, bardziej melancholijny, wzbogacony o liczne gitarowe harmonie. Bardzo dojrzała jest tu także sekcja rytmiczna, za którą stoją Sven Hamacher (bas) oraz Jorn Zehner (Perkusja). Postawili oni nacisk na rytmiczność i towarzyszenie gitarom, a nie osobne popisy czy nadmiar wirtuozerii, w co opiewają często sekcje rytmiczne w współczesnych odmianach metalu, co regularnie okazuje się być porażką. Ale to inny temat. To bardzo dojrzały utwór, byle kto nie miał prawa go skomponować. Jak na Epkę, ten numer to naprawdę dużo. A cały czas został nam jeszcze jeden. Ostatni. Bardzo thrashowy, nawiązujący jednak do Accept i Grim Ripper. Zatytułowany (a jakże) „Triumphator”. Vornam pokazuje nam tu chyba najszerszy wachlarz własnych możliwości wokalnych. Bardzo płynie przechodzi między chrypą a łagodnym głosem, wysoki i niskimi tonami, krzykiem i stonowanym głosem. Wokalnie i instrumentalnie, ten utwór stanowi pewną perełkę w stosunku do reszty. Niemniej jednak jego umieszczanie było ryzykowne. Zważywszy na fakt, że pozostałe utwory w całości były oparte w heavy metalowej koncepcji, thrashowa nutka w tym kawałku może zniechęcać. Ale mam szczerą nadzieję, że nie będzie.

Z Epkami jest problem. Te wydawnictwa mają zasugerować drogę jaką pójdzie kapela, a nie ją dokładnie wskazać. Dlatego rzadko tym płytom ufam. Myślę jednak, że Lunar Shadow warto zaufać. Tymi 4 utworami potrafili pobudzić muzyczny apetyt jak nikt, i jeszcze bezczelnie dać tak dobry utwór jak „When the Last Grave Has Opened”. Ale to dobrze. Bardzo dobrze. Nowa Fala Heavy Metalu rozwija się, a ten zespól świadczy o tym, że ów rozwój następuje bardzo szybko. Jednak w ramach pewnego spokoju sumienia dam im 9/10. Jeśli kolejna płyta będzie równa dobra jak ta, a oby lepsza, to nie będę wahał się ocenić ich jak najwyżej. Na razie podchodzę z tą nutką sceptycyzmu. Poza tym, ogromny szacunek za okładkę, mroczna wizja najpotężniejszego z Cymeryjczyków, to coś co winien zobaczyć każdy fan prawdziwego heavy metalu.

Napisz, co o tym myślisz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *