Niedawno swoją premierę miała najnowsza płyta zespołu Virgin Snatch zatytułowana „We Serve No One”. Od momentu premiery zbiera ona praktycznie same pozytywne recenzje, a zespół dokładnie w momencie, w którym to czytacie jest w trakcie trasy promującej to wydawnictwo. Z tej okazji miałem możliwość podesłania paru pytań Łukaszowi Zielińskiemu, wokaliście VS, a on okazał się na tyle miły i uprzejmy, że odpisał mi z odpowiedziami. Poniżej możecie przeczytać krótki wywiad z tym naprawdę pozytywnym człowiekiem.

Łukasz Zieliński (Virgin Snatch): "Myślę, że maksymalnie za dwa lata będziemy się cieszyć z nowej płyty" - wywiad.

Bartosz Pacuła : Czy mógłbyś przybliżyć genezę nazwy zespołu?

Łukasz Zieliński:

Virgin Snatch powstał ze zbitki dwóch, zdawałoby się zupełnie niekontrowersyjnych, słów, a że w slangu znaczy to, co znaczy to już inna sprawa. Nazwa, niezależnie co mówią o niej ludzie, zostaje i nie zamierzamy jej zmieniać tylko dlatego, że ktoś sobie wymyślił ze jest za ostra. Wolne żarty… To metal z krwi i kości i nikt nie będzie nam mówił jak mamy się nazywać! To nie disco polo!

Zechciałbyś wyjaśnić jak należy rozumieć tytuł oraz okładkę Waszej najnowszej płyty? Szczególnie w czasach, gdy wydaje się, że wszyscy komuś służą?

Tytuł naszej nowej płyty określa postawę jaką przyjmuję w odniesieniu do otaczającej nas rzeczywistości. Tej politycznej, ale również mentalnej. Pełnej dwulicowości, partykularnych interesów i dawania dupy za parę miedziaków… Społeczeństwo obywatelskie, a raczej jego brak, powoduje takie podziały, zarówno w naszym kraju, jak i na całym świecie. Ludzie zabijają się za kasę, zmieniają swój wygląd, dokonują żenujących wyborów, a my mamy to w dupie. Bez kasy nie da się żyć, ale zmieniać swoje postawy życiowe pod nowy samochód albo większe mieszkania to żenada. Nie można tego robić kosztem swoich przekonań! Zdrowy rozsądek jest najważniejszy, Drodzy Państwo!

www.youtube.com/watch?v=oflqGVBe8ps&feature=youtu.be

Porozmawiajmy chwilę o Waszej obecnej trasie koncertowej.  Gdzie gracie, jak przyjmuje Was publiczność, czy klimat Waszej gry zmienia się znacznie w stosunku do grania studyjnego?

Trasa git, mnóstwo ludzi, świetne przyjęcia, atmosfera etc… Nie mamy na co narzekać! Klimat koncertowy Virgin Snatch to osobna bajka. Jest brutalniej, prosto w pysk, jak przystało na live. Poza tym kontakt z publiką to jest to co lubię najbardziej więc schodzę do niej i moshujemy wspólnie. Wiesz, headbanging i takie tam… Najważniejsze, że zęby mam całe jak na razie, co nie jest takie wcale oczywiste biorąc pod uwagę, że śpiewam w publice albo na jej rękach.

A czy będzie można spodziewać się najnowszego krążka na winylu (skoro jest jego renesans obecnie)?

Tego w chwili obecnej nie wie nikt. Chociaż bardzo chciałbym.

Jakie macie najbliższe plany na przyszłość? Kiedy spodziewać się nowego albumu?

Nie myślimy obecnie nad nową płytą z prostego powodu. Kilkanaście dni temu odbyła się premiera „We Serve No One”, więc jest jeszcze dużo do zrobienia. Na tym się obecnie skupiamy, ale zapewniam Cię, że nowa płyta pojawi się szybciej niż „We Serve…”, który zagościł w odtwarzaczach prawie sześć lat po „Act of Grace”. Myślę, że maksymalnie za dwa lata będziemy się cieszyć z nowego longa.

Czy sukces innego bardzo dobrego zespołu z Polski – Behemotha – raczej Was napędza, czy też podcina Wam skrzydła?

Napędza i uzmysławia, że ma to sens! Każdy następny przyczółek zdobyty przez Behemotha powoduje, że metal z Polski lśni co raz jaśniej!

Łukasz Zieliński (Virgin Snatch): "Myślę, że maksymalnie za dwa lata będziemy się cieszyć z nowej płyty" - wywiad.

Teraz chciałbym zadać Ci pytanie bardziej osobiste – czy zespół zajmuje Ci większą część Twojego zawodowego życia, czy też robisz coś jeszcze innego?

Pracuję na co dzień w wytwórni fonograficznej, więc jestem blisko tego biznesu, ale VS to dla mnie sprawa bardzo, naprawdę bardzo ważna!

Kończąc rozmowę – czy mógłbyś wypowiedzieć się na temat  serwisów streamingowych typu Spotify?

Hmmm. Ma to sens o tyle, ze mamy rok 2014 i cyfryzacja wszystkiego jest nieunikniona. Również cyfryzacja muzyki. Nie obrażam się, że ludzie ściągają muzę, z tym zastrzeżeniem, żeby to było legalne. Nie dlatego, że chodzi o kasę, bo metal i tak nie jest najlepiej zarabiającym przemysłem jeśli chodzi o muzykę, zwłaszcza w tym kraju. Chodzi raczej o to, że wspieranie zespołów powinno się odbywać właśnie na poziomie obywatelskim. Ściąganie niewiadomego pochodzenia muzy to w wielu przypadków uszczerbek na jakości, ale przede wszystkim uderzenie w wydawców. Na końcu tego łańcucha jest zespół!  Mniej sprzedanych płyt, a więcej ściągniętych za free z jakiejś ‘warezowni’, powoduje, że wyżej wspomnieni wydawcy będą dawać co raz mniej pieniędzy na studio, promocję itd. Koło tym samym się zamyka…

Rozumiem. Dziękuję bardzo za miłą rozmowę oraz kilka naprawdę ciekawych postrzeżeń. Powodzenia na trasie!

Również dziękuję za wywiad! Powodzenia!

Napisz, co o tym myślisz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *