Przy okazji koncertu Kabanosa mieliśmy okazję porozmawiać z zespołem Scarlet Skies, którego płytę „No Warning Shot” recenzowaliśmy na początku roku. Podczas tego krótkiego spotkania Paweł oraz Michał dali się poznać jako ludzie pełni pasji. Jeśli chcecie dowiedzieć się dlaczego właściwie grają, jakie jest ich podejście do eksperymentów oraz jak wyobrażają sobie zespół za 10 lat, to zachęcamy do lektury. Nie zabraknie w niej oczywiście opowieści o debiutanckiej płycie, kręceniu teledysków oraz planach koncertowych na jesień. Wartością dodaną tego wywiadu jest natomiast wypowiedź fana zespołu Kabanos, który spontanicznie dołączył do naszej rozmowy.

Scarlet Skies: "Liczy się energia" - wywiad

Heavy Rock: Jak dużo zmieniło się w zespole od premiery płyty? Najpierw pojawił się LP, potem było sporo promocji na różnych portalach, a następnie pojawił się teledysk. Jak to oceniacie?

Paweł Zaboklicki:

Po samej premierze to nie bardzo się coś zmieniło. Raczej coś się ruszyło po wydaniu teledysku. Na przykład wczoraj graliśmy na Cracken Feście w Białymstoku, gdzie wystąpiło 11 kapel. Dzień po premierze teledysku zgłosiła się do nas ekipa organizująca ten fest i zapytała czy nie chcemy tam zagrać. Gdyby nie klip, pewnie nigdy nie usłyszeliby o nas, więc zmieniło się dużo. To, że mamy płytę pozwala nam grać różne koncerty, chociażby z Kabanosem czy przed Frontsidem. Kiedyś tam wręczyliśmy płytkę Frontside`om i się spodobała. Jakoś to się kręci. Myślę, że płyta trochę to pomaga.

Michał Radziejewski:

Wydaje mi się, że tak naprawdę była to chyba dla każdego z zespołu, poza Masłem który już miał jakieś składy, nasza pierwsza przygoda z nagraniem płyty jako takiej. Sama promocja chyba nie była do końca przez nas przemyślana. Zrobiliśmy tę płytę, chcieliśmy bardzo żeby wszystko było doszlifowane, ale powinniśmy to chyba troszeczkę inaczej zorganizować. Jakbyśmy to robili jeszcze raz, a mamy nadzieję, że będziemy robili, to pewnie będzie to już wyglądało trochę inaczej. Pewnie będzie teledysk, który będzie zapowiadał płytę, itd. Przy „No Warning Shot” wszystko się bardzo rozciągnęło w czasie, także ta płyta wbrew pozorom nie była takim boom. Po tym jak już wyszedł teledysk i ludzie zaczęli trochę o tym gadać zaczęło się robić ciekawie. Umówmy się, Sylwek w jakiś sposób nam pomógł (SA Wardęga – przyp. red.) za co mu serdecznie dziękujemy. A sama płyta – zaczęliśmy ją rozdawać i zaczęło się kręcić. Tu support, tam support. Fajnie jest to wszystko odbierane no i tak naprawdę otworzyło się bardzo dużo drzwi. Bez tej płyty nie było jak ruszyć z miejsca.

Scarlet Skies: "Liczy się energia" - wywiad

Padło magiczne słowo koncerty – trasa z Kabanosem, support Frontside i Virgin Snatch, Cracken Fest. Gdzie jeszcze ostatnio mieliście okazję zagrać i jak oceniacie te wszystkie poszczególne występy?

PZ:

Z ostatnich to wymieniłeś wszystko. Koncertów z Kabanosem było najwięcej i kolejne zaraz będą. Na koniec kwietnia będzie Rock In Szczecin – tam wystąpi Scylla, The John Doe`s Burial. Naprawdę dobre kapele tam jadą.

MR:

Na początku zastanawialiśmy się jak będzie odbierana opcja tego, że będziemy grali z Kabanosem. Jest to odmienna muzyka. Jesteśmy bardzo zaskoczeni tym, że pozytywnie odbiera się nas jako support tego zespołu. Chociaż to różna muzyka, to ludzie fajnie się bawią. Często mówią, że jesteśmy bardzo fajnym supportem. Tak jak mówiłeś (przed wywiadem – przyp. red.), supporty są różnie odbierane. Tutaj, mimo to, że czasem jest lepiej lub gorzej z naszej perspektywy, to ludzie jednak się bawią. Nie jest tak, że jest sztywno. Naprawdę zawsze coś się dzieje, zawsze da się tę publikę rozbujać. Kabanos na pewno też nam w jakiś sposób pomógł tym, że możemy przed nimi grać. Zawsze znajdzie się ktoś, komu taka muzyka jak nasza odpowiada, co jest bardzo fajne. Jeśli chodzi o inne koncerty, tak jak na Cracken Fest, to też było bardzo fajnie, choć trochę inaczej – wszystkie kapele w tym samym klimacie, duża impreza. Z Frontsidem otwieraliśmy koncert, ale też było ok.

Ok. A jakieś plany na przyszłość? Wiem, że staracie się o tegoroczny przystanek Woodstock.

PZ:

Tak? To chyba się staraliśmy, ale już nie wyszło (śmiech).

MR:

Niestety, już są wyniki. Nie wyszło, ale mamy już jakieś plany.

PZ:

Spokojnie, mamy już inne plany. Nie wiem na ile mogę zdradzać, bo nie wiem na ile są one już klepnięte. Planujemy na jesieni całą trasę.

Ale mniej więcej…

MR:
Mniej więcej podobne klimaty – jedna kapela z Warszawy, tudzież spod Warszawy…

(Śmiech)

MR:

A druga nie wiem skąd jest…

PZ:

Powiedzmy, że ja też nie wiem (śmiech).

MR:

Na pewno już coś mocno kminimy żeby w listopadzie ruszyć z taką trasą weekendową – 4 tygodnie. Zobaczymy co z tego wyjdzie, ale chyba się to kręci i może być całkiem fajnie.

PZ:

Jeszcze fajnie, że po tych koncertach, które gramy, zyskujemy sobie także lokalną publikę. Później, po tych wydarzeniach ludzie do nas piszą, że było zajebiście, że się świetnie bawili, żebyśmy wrócili do nich. Są nadzieje, że na trasie jesiennej będziemy mieli możliwość do nich wrócić – przyjdą, przyprowadzą jeszcze swoich znajomych na nas i będzie super.

MR:

Zobaczymy co tak naprawdę dało to, że teraz pojechaliśmy jako support. Sami będziemy się mogli trochę przekonać jak ludzie to odebrali, jak się to rozeszło i czy rzeczywiście my i kapele, które z nami jadą przyciągną jakąś publikę. Mamy nadzieję, że będzie fajnie. Z naszej strony zrobimy wszystko żeby tak było.

Jasne. A jaki udział w tym wszystkim ma wasz manager, Patryk. Właściwie, jeśli dobrze zauważyłem, to traktujecie go jak kolejnego członka zespołu. Tak?

PZ:

Tak, u nas jest zespół sześcioosobowy, nie ma co ukrywać. Manager może nie wychodzi z nami na scenę, ale odgrywa równie wielką, jeśli nie największą rolę w tym zespole, bo tak naprawdę – to co wspomniałeś – promocja płyty czy teledysku, to jest jego zasługa. On się kontaktował z wieloma portalami, żeby to wszystko jakoś tam hulało. Także on załatwia nam takie występy jak przed Frontside czy kilka gigów z Kabanosem. Szczerze, dzisiaj gramy w Łodzi z Kabanosem i Patryk umówił nam ten koncert jakoś tak dosłownie tydzień temu, bo się im spodobaliśmy. Patryk to jest nasz naprawdę szósty członek zespołu. To co zawsze mówię, dobry duch, dobry przyjaciel, tata. Taki, który nas opierdoli jak trzeba, postawi do pionu, ale powie też co zrobiliśmy dobrze i tak trzeba.

MR:

Odnośnie twojego pierwszego pytania, że tak to właśnie wszystko poszło. Myślę, że nie poszłoby tak po wydaniu płyty i teledysku, gdyby nie osoba jaką jest Patison (Patryk Kaźmierski – przyp. red.). Śmiejemy się troszeczkę, że doszedł do nas jako gratis z naszym gitarzystą. Kiedyś mieliśmy trochę zmian składu, po tym jak graliśmy jako Adrenaline Pumping Machine, przyszedł do nas Masło (Rafał Masłyk – przyp. red.). Wtedy jeszcze chyba nawet nie szukaliśmy managera. To było jeszcze takie granie dla grania. Nikt się jeszcze nad tym nie zastanawiał. Padła tu propozycja Masła, że jego dobry kumpel Patison mógłby się tym zająć. Nie ukrywam, że na początku było różnie i nagle z takiego dobrego kumpla wszystko to przeszło w naprawdę super osobę, która się tym zajmuje, pomaga i naprawdę wszyscy jesteśmy taką zgraną paczką. To co powiedział Paweł, mamy kogoś w sercu kto może nam szczerze powiedzieć, że było tak, tak i tak. Nie to, że wszyscy dokoła mówią świetnie, świetnie, a tak naprawdę później wychodzą i mówią, że chujnia.

PZ:

Wiesz jak to jest, koledzy powiedzą „zajebiście było panowie, zajebiście”, a potem wyjdzie Patryk i powie „dziś zajebaliście najgorszy koncert ever. To nie grało, to nie grało, to nie grało.”

MR:

Fajne jest też to, że jest osoba, która jest członkiem zespołu, ale nie jest muzykiem. To jest manager, ustaliliśmy, że go słuchamy. On na przykład często też mówi jak się ogarnąć, mówi nawet o rzeczach związanych z wyglądem, ruszaniem się na scenie, itd. Pomaga w tym wszystkim i wydaje mi się, że to zaczyna iść w dobrym kierunku. Nie ukrywam, że dopiero zaczynamy tę przygodę, z jakąś taką przynajmniej troszeczkę większą muzyką, i na pewno jest w tym wszystkim bardzo pomocną osobą.

Powiem tylko, że dzisiaj machał głową przez cały koncert uśmiechnięty, więc chyba dzisiaj był zadowolony…

PZ:
Dzisiaj było dobrze. Dzisiaj mu się podobało (śmiech).

Ok. Temat nowej płyty, EPki, singla, czegokolwiek. Czy możemy podjąć? Macie jakiś materiał gotowy?

MR:

Powiem tak, przechodzimy taki okres – jak to mówimy, że chyba każdy zespół ma taki okres – troszeczkę takiego wyjałowienia…

PZ:

Zastoju (śmiech)!

MR:

Zastoju! Tak! Zawsze tak jest. Już w życiu zespołu takie okresy były, także wiemy, że to minie. Wydaje mi się, że on się powoli kończy bo już jak sobie w domu gram na gitarce to zaczyna być fajnie. Możemy powiedzieć, że na pewno mamy jeden w pełni skończony numer, drugi praktycznie tylko do doszlifowania, więc już są 2 nowe numery. Nie ukrywamy, że szykujemy się, aby nagrać materiał na nową płytę. Ja jako gitarzysta, który dużo muzyki wymyśla w tym zespole, powiedziałem, że mam nadzieję, że ogarniemy temat do końca roku. Po 2 latach od tego jak byliśmy w studio nagrywając „No Warning Shot” będziemy mogli zarejestrować coś nowego. Mamy nadzieję, że będzie to jeszcze lepsze. Wydaje nam się, że fajnie odbierana płytka teraz nie będzie tylko jedyną w naszym wykonaniu. Mamy nadzieję, że druga będzie taka sama albo lepsza.

PZ:

Ale w międzyczasie być może wypuścimy coś innego… Mówię o ‘Elegy’.

MR:

Mamy jeden plan, tak, związany z ‘Elegy’. Musimy się jeszcze troszkę do tego ogarnąć. Nie będziemy mówili co, bo mamy nadzieję, że troszeczkę zaskoczymy, a trochę nam może to zająć. Niewątpliwie pojawią się klipy – to mogę powiedzieć już w tym momencie. Jeden klip będzie takim, który pokaże naszą trasę koncertową. Nie będziemy zdradzać szczegółów. Coś o tym wiesz pewnie (śmiech). Powstanie jeszcze pewnie drugi klip, który przy okazji będzie moją pracą dyplomową na uczelni. On musi się pojawić góra do września. Nie ma innej opcji, bo inaczej tata wyrzuci mnie z domu, bo mówi, że nie studiuję, itd. Także na pewno te 2 klipy pojawią się też w międzyczasie.

Scarlet Skies: "Liczy się energia" - wywiad

Ok. Więc kolejny temat. Dziś koncert graliście, wczoraj graliście. W piątek być może byliście na Architects jako fani…

PZ:

Patison u nas był na Architektach. Ja niestety jestem chory więc siedziałem w domu.

MR:

Ja niestety tańczyłem w klubie. Tak wyszło (Śmiech)

PZ:

Ale słyszeliśmy, że Architekci naprawdę odjebali kawał dobrej roboty.

MR:
Ale słyszeliśmy też, że w Krakowie było jeszcze lepiej.

Tak, moje pytanie natomiast – jak udaje wam się dzielić życie w zespole z pracą, nauką czy co tam robicie. Jutro jest poniedziałek, 8.00 w korporacji…?

PZ:

Takie życie. Nie zarabiamy z muzyki. Przynajmniej jeszcze nie (śmiech). Na razie w większości przypadków zaczyna nam się po prostu zwracać. Wychodzimy na zero, czasami nie, ale prawie. Natomiast musimy zarabiać żeby mieć na kolejne wyjazdy, nagrania płyty, teledysków itp. itd. Póki co godzimy…

MR:

Niektórzy mnie pytają jak to jest z tym zespołem. Czemu tak naprawdę to robimy? Pojawiają się pytania ile za to dostajemy, ile zarabiamy? Wydaje mi się, że najlepsze co można powiedzieć to to, że jest to nasze hobby. Ktoś gra sobie na komputerze, kupuje gry i w nie gra. Ktoś tam gra w piłkę ze znajomymi itd. My mamy ten zespół. Przez każdego członka jest to chyba traktowane jako hobby. Każdy to lubi, każdy to uwielbia. To nie jest tak, że my musimy dostać nie wiadomo ile, żeby pojechać gdzieś i to zrobić, bo to jest dla nas czysta przyjemność. Wydaje mi się że dlatego to wszystko godzimy, bo jest to dla nas. Pytałeś o pracę. Jest to coś, co nas odstresowuje po pracy, coś, co robimy bo lubimy i mówię, tak jak każdy ma inne zajawki to my mamy akurat granie w zespole.

PZ:

To tak jak Radziej wspomniał, jedni lubią przyjść po pracy, pograć na komputerze, a potem się okazuje, że za 5 lat zostają programistami. Może nam też się uda, a jeśli nie to nadal będziemy grać w swoje gry… gitarowe.

MR:

Cieszymy się i ty pewnie masz tak samo, że mamy co robić w wolnym czasie. Nas jara również, że ktoś się w jakimś stopniu tym interesuje. Ktoś lubi to co robimy. I to jest chyba najfajniejsze w tym momencie. Jak przyjdzie co do czego, jak się uda, bo to jedna wielka loteria, to zobaczymy. Miejmy nadzieję, że będzie dobrze.

PZ:

Wiesz, nie mówię, że jest łatwo. bo też np. ja sobie czasami zadaję pytanie, a co za 5 lat? Czy jeśli będę, nie wiem, gdzieś tam kiedyś, 50. letnim gościem, to nadal będę bawił się w zespół, z którego nic nie wychodzi? Ale z drugiej strony mam z tego fun cały czas, więc czemu mam to oddawać?

MR:

Póki nas to jara i miejmy nadzieję, że będzie nas to bardzo długo jarało, to mam nadzieję że będziemy grali i dawali z siebie wszystko. Nieraz jest tak, że zespoły rozpadają się tak naprawdę nie wiadomo czemu. My też cieszymy się, że doszliśmy do takiego składu, który mimo małych, większych kłótni, cokolwiek, naprawdę się spoko trzyma. Np. ja z Grubym (Michał Spanier – przyp. red) na perkusji gram już chyba ponad 10 lat. I wiesz zawsze było coś takiego, brakowało tego spoiwa. Wydaje mi się, że z czasem, jak doszło do tego, że ta płyta została wydana po wielu latach to stała się ona takim spoiwem. Każdy z nas ma troszeczkę inny klimat, ale wszyscy tworzą zgraną paczkę. Mam nadzieję, że bardzo długo się to tak utrzyma.

PZ:

I nawet jeśli mamy wątpliwości czy to ciągnąć dalej czasami, bo może ktoś podłamać się, bo zagraliśmy gdzieś, wtopiliśmy kurde ileś kasy i nic z tego nie ma, to wystarczy, że na fejsie ktoś do nas napisze „widziałem was tam i tam, byliście zajebiści, rozpierdoliliście wszystko i wszystkich”. Wtedy mamy ten drive na kolejne próby, wymyślanie numerów, kolejne koncerty.

MR:

Dokładnie. Poza tym jest jeszcze jedna rzecz, która mnie osobiście nakręca – żeby usłyszeć to co zrobiłem. Także na przykład nagrywanie płyty jest dla mnie funem – żeby usłyszeć to co zrobiliśmy, co zrealizowaliśmy. Posłuchać siebie. Niektórzy tego nie lubią. Powiem szczerze, że włączenie sobie nieraz samego siebie i ta myśl „to jest moje” – to mi się podoba. To jest tak nakręcające… umówmy się, mógłbym to sobie w domu nagrywać i też ludzie tak robią i się cieszą z tego co wymyślili. Tutaj też jest taka energia z tego co zrobiliśmy, że to jest fajne, że to nam się podoba. I samo to też nakręca. Nawet nieraz niepotrzebne są te dodatkowe impulsy od innych ludzi, bo nam się podoba nasza muza. Nie ma czegoś takiego, że ktoś mówi „ale ta piosenka jest beznadziejna”. Raczej komuś może się coś mniej podobać, a po miesiącu ta piosenka staje się ulubioną. Wszyscy naprawdę lubią to co gramy z naszego zespołu i to też jest fajne bo to nas trzyma w kupie.

PZ:

To jest także nasza wewnętrzna rozkmina. Np. ‘Red Sun Apocalypse’, do którego zrobiliśmy teledysk na początku był takim numerem jednym z wielu, nie naszym faworytem. Jestem ciekaw jak to zapiszesz potem, ale jest w nim taka sekcja trrrrrm trrrrrm trrrrrm. Jak to usłyszeliśmy na nagraniu to stwierdziliśmy, że to musi wjechać na teledysk bo nie ma innej opcji, bo to jest najlepsze. Ale wiesz co, także po wydaniu płyty, jak słyszeliśmy od ludzi, każdy mówił, „ej mój ulubiony numer to ‚Fall Of Scarlet Skies’, a mój ulubiony kawałek to ‚Fallen God’, „a mój ulubiony to ‚Elegy’”. Każdemu podoba się inny numer i to jest zajebiste. Nie ma jednego takiego super faworyta tylko te głosy jakoś się rozkładają, co gdzieś tam przekłada się na to, że cała płyta jest fajna i nas to też jara, że zrobiliśmy coś, co nam się podoba, ale podoba się też ludziom.

www.youtube.com/watch?v=r6edrXb0S6Q

MR:

Mam nadzieję, że kiedyś wybrniemy z tego jak będziemy mieli trochę więcej numerów, bo trzeba będzie jakoś podzielić co grać na koncertach. Trzeba będzie jakąś sondę zrobić – co grać?

PZ:

Tak jak Metallica – By Request!

Życzę wam takich problemów, naprawdę. Padła Metallica. Wcześniej mówiłeś o graniu za 10, 20 lat… Frontside i ich ostatnia płyta „Sprawa jest osobista”. Słuchaliście? I po pierwsze, jaka jest wasza opinia na ten temat? A po drugie, czy możliwe jest, że kiedyś na płycie Scarlet Skies pojawi się cover, ballada albo nagracie hardrockową płytę?

(śmiech)

PZ:

Co pierwsze? Frontside. Powiem ci tak. Głosy u nas w zespole są podzielone. Jednym się podoba, drudzy psioczą strasznie. Ale nie psioczą, że to co nagrał Frontside jest złe, bo chyba wszyscy uznają, że to jest bardzo dobre jakościowo i fajne nawet. Jak byliśmy na koncercie to powiem szczerze, że na żywo te numery bujają jeszcze lepiej. Natomiast mamy wrażenie, że Frontside zrobił coś śmiesznego, ale aż tak trochę za dużo tej prześmiewczości. W sensie to jest już tak śmieszne, że aż sztampowe.

Szatan na tronie ciska z dupy ogień…

PZ:

Tak, dokładnie! I trochę nie jesteśmy do tego przekonani.

MR:

Nigdy nie słuchałem bardzo dużo Frontside. Znam ich numery, ale jestem osobą, która – nie ukrywam – nie przepada za polskim wokalem ogólnie. Jakoś zawsze, umówmy się, lubiłem ten angielski głos w takiej muzyce akurat. Ja tutaj z Pawłem chyba tak podchodzimy, nawet nie to że negatywnie do tego co nagrał FS, bo tak jak Paweł powiedział to jest dobre. Ale też nie jesteśmy do końca do tego przekonani. Może spodziewaliśmy się czegoś innego, że to dalej będzie to, co grali. Z drugiej strony, brawo dla nich za odwagę, za to że nagrali coś takiego, za to że oni mają z tego fun, bo jak z nimi rozmawialiśmy, oni z tego mają przede wszystkim fun. Ludzie to zaczynają kupować. Na początku posypały się bardzo złe głosy na ich temat, ale na koncertach widzimy, że to całkiem inaczej wygląda. Jak zagrali te Smoki (‘Legenda’ – przyp. red.) na koncercie to było całkiem co innego. Ich profesjonalizm powoduje, że to co grają jest dobre. Nie dostrzega się na płycie jak gitary chodzą w tych numerach. To wszystko widać dopiero na koncercie, jak oni grają. Jak widzi się to na żywo, to jest całkiem inna energia. Myślę, że tutaj Gruby, czyli nasz Duży, nasz bębniarz, czy też Masło i tak dalej powiedzieliby całkiem co innego. Im to się natomiast bardzo podoba. Patison tak samo jest bardzo zachwycony tym, co zrobili. Także mówię, kwestia gustu. Ogólnie zespół świetny, trzyma poziom i wydaje mi się, że jak wrzucą coś takiego pomiędzy swoje mocne numery, które już wszyscy znają, to też ma swój klimat na koncercie. I wydaje mi się że ludzie którzy na te koncerty chodzą to widzą.

PZ:

A czy my coś takiego planujemy? Powiem tak… Nic nie robimy w zespole tak, że 4 lub 5 osób z sześciu się na coś zgadzają, a ta szósta będąc w opozycji mówi „Ok, róbcie to. Zdaję się na was”. Musi się podobać wszystkim 6 osobom. Kiedyś np. robiliśmy sobie na próbach cover 30 Seconds To Mars i nasz basista powiedział „ni chuja” i nie poszło. A naprawdę zrobiliśmy to na swój sposób całkiem fajnie.

A jaki to był kawałek? 

PZ:

‘This Is War’. Naprawdę dobrze to rozkminiliśmy. Przynajmniej w naszym mniemaniu. Ale jemu się nie podobało, więc nie gramy i poszło w zapomnienie. Natomiast czy zrobimy kiedyś balladę, cover itd. Myślę że cover pewnie kiedyś tak, może nie na longplayu, ale na jakichś EPkach. A czy balladę?

MR:

Coś fajnego może się w niedługim czasie pojawić. Nie zdradzimy. Ale jeśli chodzi o cover to pewnie to byłby pomysł na przerabianie innej muzyki na naszą muzykę, bo jak chodzi o hardrock i pójście w inny klimat muzyki, wbrew pozorom w podobnym gatunku, to chyba jakoś nam to jest nie po drodze. Powiem ci, że myślimy o tym, teraz cały czas na próbach. Jak wymyślamy nowe numery, przychodzimy, gramy coś, to pojawiają się pomysły jakiegoś lightowego wstępu do mocnego numeru, ale jednak najlepiej wchodzą nam te mocne riffy. Zobaczymy, ja jestem bardzo otwarty na eksperymentowanie. Zobaczymy też jak Paweł będzie się w tym wszystkim czuł z wokalami. Myśleliśmy żeby pójść w więcej śpiewanych wokali, ale niektórzy mówią żeby więcej śpiewać, inni żeby nie śpiewać. Tak naprawdę nie wiadomo co z tym zrobić. Myślę, że samo z siebie wyjdzie w końcu i jak to do kupy złożymy.

PZ:

Ogólnie robimy tak, że jak śpiewamy i pasują to wjeżdżają, a jak nie to nie i nic nie robimy na siłę. Po prostu.

Tydzień temu rozmawiałem z Siren`S Dawn – z ich sekcją rytmiczną. Oni supportowali FS i rozmawialiśmy o podziale sceny w Polsce na metalowców i hardcore`owców. Padło takie stwierdzenie, że w Internecie wszyscy się hejtują i wyzywają od nie będę powtarzał czego, a później przychodzą na koncerty i właściwie wszystko jest ok.

(śmiech)

Niedawno czytałem też wywiad z Demonem, który stwierdził, że właściwie nasza scena w Polsce jest jeszcze parę lat do tyłu, że na Zachodzie zupełnie się to wymieszało, a u nas jest jeszcze jakiś problem. Jaka jest wasza opinia w tym temacie? 

PZ:

Wiesz co, rzeczywiście zauważyliśmy – sorry, że to powiem, może niektórzy mnie za to zhejtują też (śmiech) – ale chyba nasza dojrzałość muzyczna jako Polaków jest troszkę w przedszkolu. No i tu się zgodzę zupełnie z Demonem, że jesteśmy parę lat do tyłu za zachodem, czy jak to tam nazwać. Hardcore’owcy nie lubią metali, metale hardcore’owców – nie rozumiem o co chodzi. To wszystko jest muzyka gitarowa, muzyka na przesterach, gdzie krzyczenie, skandowanie i zabawa na koncertach tak naprawdę jest tożsama. To, że ja nie mam długich włosów, a ktoś inny jest obcięty zupełnie na łyso, nijak ma się do rzeczy. Albo że nie mam tuneli w uszach. Ale wiesz co, problem jest taki, że mój brak tuneli w uszach dyskredytuje mnie w oczach światka hardcore`owego bo nie jestem true. Nie mamy zamiaru się komuś przymilać. Jeśli ktoś nas nie akceptuje to ich problem. Wierzymy, że nasza muzyka sama się obroni. Jeśli komuś ma się ona podobać, to będzie się podobać niezależnie od tego czy jest HC czy jest zatwardziałym metalem, typu tylko Metallica i Slayer czy cokolwiek, czy ktoś słucha Korna. Jak się podoba to się podoba, jak nie to nikogo nie przymuszamy do słuchania naszej muzy.

MR:

Śmieszne jest to, że my jako zespół nie mamy chyba osoby w składzie, która by była w jakiejś, nazwijmy to, subkulturze itd. Są zespoły, które się wywodzą ze stricte jednej ekipy, np. z hardcore’a. U nas jest tak, że ja jestem w sumie nie wiadomo skąd, Gruby też, ten przyszedł z jakiegoś korpo i u nas śpiewa… Jesteśmy taką zlepką ludzi, którzy wbrew pozorom nie siedzą jakoś głęboko w tych wszystkich grupach polskich. Cieszymy się, że przyszedł Masło, który miał coś tam wspólnego z polską muzyką. Masło swoją drogą to pojawił się w zespole, bo był wcześniej moim wykładowcą na uczelni. Także jesteśmy bardzo śmieszną ekipą. Zawsze śmiejemy się, że ludzie tak różni, tak naprawdę z różnych klimatów się spotkali w tym samym miejscu i jak to się w ogóle stało. Ma to swoje plusy i minusy. Ja np. uważam, że są grupy właśnie hardcore`owców, deathcore`owców, metalowców w Polsce, którzy propsują tylko swoich. Ja mam przynajmniej takie wrażenie. Jak nie jesteś proszony, to lepiej się tam nie pchaj bo nie do końca cię polubią. Nie wiemy czemu tak jest. Umówmy się, są te akcje, że trzeba być właśnie tym wspomnianym true czy coś. Jak dla mnie nie ma różnicy. Jak coś jest dobre to się tego słucha. Jak coś się komuś podoba to się podoba. Nie może to być zależne od tego, czy ktoś nie zachowuje się tak jak inni. Wydaje mi się, że bardziej powinniśmy patrzeć na to jakimi jesteśmy ludźmi. Nie będziemy się na siłę komuś podporządkowywać.

PZ:

Ale to wszystko ma swoje minusy, ale ma też swoje plusy. Minusy są takie, że jeśli kapela wywodzi się stricte z jakiegoś tam światka, wszyscy znajomi się w tym kręcą, to wpada do nich, nie wiem, 60-80 osób do małego lokalu i wszyscy się dobrze bawią, bo wszyscy są w klimacie. U nas, szczerze, wpadają znajomi, którzy nie słuchają takiej muzy jak nasza w ogóle. Natomiast plusy są takie, że my nie mamy oporów grać przed np. Kabanosem, gdzie kapele true miałyby opory. Ale dzięki temu ludzie którzy słuchają na co dzień Kabanosa słyszą nas, poznają nas, im się to podoba i potrafią się bawić.

MR:

Są ludzie, którzy bardzo się odcinają od tej muzyki. Nie lubią, dajmy na to, krzyczenia, po czym okazuje się, że całe to krzyczenie jest nieważne na koncercie. Bardziej liczy się energia. Coś, z czego ludzie nie zdawali sobie sprawy, że energia jaką daje zespół może wpłynąć na to, że nieważne czy ktoś krzyczy czy nie wiadomo co robi. Jak jest energia to im się to podoba. Oni nawet nie wiedzą, że nieraz są w tym klimacie, ale na koncercie to wychodzi. Umówmy się też, że ludzie dzielą się na tych, którzy tylko muzyki słuchają i na tych, którzy chodzą na koncerty żeby się bawić. Także fajne jest to, że nie będąc w żadnej tam grupce nie boimy się wyjść tu, wyjść tam, zaprezentować się, dać z siebie wszystko. Komuś się spodoba – super. Komuś się nie spodoba – trudno. Nie każdy musi lubić to, co robimy i zdajemy sobie z tego sprawę. Wtedy staramy się nie załamywać i po prostu szukać innych osób, którym się spodobamy.

Chciałem się jeszcze na Kabanosa załapać, więc może na koniec jakoś zareklamujecie się. Jakie są najmocniejsze strony Scarlet Skies? Dlaczego warto przyjść na wasz koncert albo posłuchać waszej płyty? 

PZ:

Wiesz co, nasza płyta myślę, że nie jest – to co powiedzieliśmy wcześniej – z jakiegoś konkretnego klimatu. Jest zlepkiem różnych stylów muzycznych, ale ogólnie obracających się wokół metalu. My sami czasem mamy problem żeby się zaklasyfikować. Czy jest to metalcore czy to jest jakiś inny metal czy coś? Także myślę, że warto przesłuchać naszą płytę, bo może nieoczekiwanie się spodobać osobom, które nie widzą co gramy.

MR:

Dokładnie, jest to zlepek takich różnych rzeczy. Wychodzi to z tego, że każdy u nas słucha czegoś innego. Wbrew pozorom nie słuchamy tylko muzyki metalowej, tylko naprawdę wszystkich gatunków. Gdyby ktoś z ludzi, którzy nas słuchają zobaczył czego ja słucham na co dzień, to by się spytał: „Co ten gościu ma w głowie?”. Na płycie jest wszystkiego po trochu. Jest to materiał, który od wielu, wielu lat powstawał, riff po riffie. To wszystko nagle w kupę się zebrało po naprawdę wielu latach. Jeszcze są numery sprzed tego jak Paweł przyszedł, ale są poprzerabiane, aby wszystko było spójne. Nie jesteśmy w stanie do końca się określić co gramy i może dzięki temu każdy znajdzie coś dla siebie. Jak chodzi o koncerty – to samo – jak ktoś przyjdzie to zobaczy, że chcemy dać z siebie wszystko, jakąś energię. A muzyka? Mamy nadzieję, że jakoś się obroni i że się będzie podobała.

Scarlet Skies: "Liczy się energia" - wywiad

Przypadkowy fan Kabanosa:

Zajebiste!

PZ:

Dzięki wielkie! (śmiech)

Heavy Rock: To jest idealne podsumowanie tego wywiadu. 

Przypadkowy fan Kabanosa:

Kozak! Jak wy się nazywacie? 

PZ i MR:

Scarlet Skies.

A wy jesteście z Łodzi?

Nie.

Przypadkowy fan Kabanosa:

Sorry, ale kurwa…

(Śmiech. Dużo śmiechu)

PZ:

Ale właśnie o tym mówimy, że na koncertach ludziom się podoba.

Przypadkowy fan Kabanosa:

Ty w ogóle k…a nie wyglądasz jakbyś n…lał tym j…nym growlem czy czymś. Ale kozak.

PZ:

Super. Dzięki.

Przypadkowy fan Kabanosa:

A gdzie macie basistę? 

MR:

Na górze siedzi. Jak chcesz to możesz zeskanować QR kod i wejść od razu na naszego fejsika albo stronkę i zobaczyć co się u nas dzieje.

Przypadkowy fan Kabanosa:

Ja sobie muszę was zapisać. Weź mi napisz, będziesz ogarniał. 

PZ:

(wpisując w telefonie) S C A R L E T  S K I E S.

MR:

Jakbyś nie zapamiętał, to trzymaj. Tu masz na kostce.

Przypadkowy fan Kabanosa:

Wow. Kurwaaaaaa. Dziękuję bo gram na gitarze, więc mi się przyda. Ale ja jestem słaby…

MR:

No to na pewno się wyrobisz, z tą kostką będziesz śmigał.

Przypadkowy fan Kabanosa:

Ale k…a. No naprawdę zajebiste k…a było. A skąd w ogóle jesteście?

PZ:

Z Warszawy.

Przypadkowy fan Kabanosa:

Żałuję, że tam k…a nie mieszkam. 

PZ:

Myślę, że to najlepiej podsumowuje ten wywiad. Po prostu staramy się na koncercie dać z siebie wszystko, dać full energii.

MR:

Nawet jeśli nie wyglądamy jakbyśmy siedzieli w tym klimacie.

(Śmiech. Dużo śmiechu)

(Śmiech. Dużo śmiechu)

Rozmawiał: Piotr Wasilewski

Napisz, co o tym myślisz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *