2 czerwca 2014 roku do sklepów trafiły długo wyczekiwane remastery trzech pierwszych albumów legendarnego zespołu Led Zeppelin. Odpowiedzialny za nie jest sam Jimmy Page, dawało więc to nadzieję na znaczne poprawienie jakości dźwięku. A jak wyszło w praktyce? Zapraszamy do przeczytania naszej recenzji tych remasterów w wersjach CD.

Led Zeppelin "I", "II" oraz "III" - recenzja remasterów  wersjach CD.

Remastery to zawsze ciężka sprawa – zarówno dla tych, którzy są odpowiedzialni za ich przygotowanie, jak i dla recenzentów, którzy muszą je później opisać. Trudności dla tych pierwszych jest wiele – nie zawsze mierzą się z dobrze nagranym oryginałem na taśmie-matce, która bardzo często stanowi punkt wyjścia, na dodatek ich wizja dobrego dźwięku niekoniecznie musi pokrywać się z wizją innych słuchaczy. Na domiar złego żeby wydanie remasteru miało jakiekolwiek uzasadnienie musi on się chociaż w częściowy sposób różnić od wydawnictw, które są obecne na rynku. Tego typu albumy są także kłopotliwe, jak już wspomniałem, w ocenie. Przy odsłuchach nowych remasterów trzeba sobie zapewnić punkt odniesienia (w moim wypadku to remastery z 1994 roku, wykonane również przez Jimmy’ego Page’a, dwie z tych płyt to edycje europejskie, a jedna, „Led Zeppelin III”, to wydanie japońskie), odpowiedni system, na którym odtwarza się wszystkie porównywane wydania (u mnie był to referencyjny system high-endowy, z którego korzysta na co dzień redakcja najważniejszego magazynu w Polsce o sprzęcie audio, czyli „High Fidelity”), należy także pamiętać, że porównując różne remastery trzeba je porównywać przy użyciu dokładnie tych samych nośników dźwięku (w naszym wypadku testowałem wersje CD). Sporo, prawda? Jednak w gruncie rzeczy jest to zadanie bardzo przyjemne, szczególnie jeśli testuje się wydawnictwa tak udane jak te najnowsze remastery kultowych już płyt „Led Zeppelin I”, „Led Zeppelin II” oraz „Led Zeppelin III”.

Jimmy_Page_2008

Opisywanie różnic dźwiękowych postanowiłem rozpocząć od pierwszej płyty, potem przejść kolejno do drugiej i trzeciej, by na końcu wysnuć jakieś ogólniejsze wnioski i poopowiadać trochę o różnych sposobach wydania tych albumów (a jest ich kilka). Także idąc wedle mojego planu czas teraz na „Led Zeppelin I”. Porównując oba wydania już na pierwszy rzut oka można zaobserwować zauważalne różnice. Nie ma tutaj mowy o jakichś mikro-detalach, które jest w stanie wyłapać tylko wprawione ucho, po odsłuchu na drogim i świetnym sprzęcie. Wszelkie zmiany, które następowały po przekładaniu płyt były bardzo wyraźne i  nie dało się ich przegapić. Remaster z 2014 roku jest niepodważalnie lepszy od tego starego – i to na kilku płaszczyznach. Przede wszystkim dźwięk jest bardziej nasycony, gęstszy i mięsisty. Zlikwidowane zostały także, w większości, nieczystości, sybilanty i brudy. Dźwięk stał się przyjemniejszy, lepiej kontrolowany, a także mocniejszy i bardziej potężny, przy zredukowaniu z drugiej strony nieprzyjemnej nachalności, która na wydaniu z roku 1994 dawała się mocno we znaki. Najlepiej te wszystkie zmiany widać było przy głosie Planta, który stał się jeszcze potężniejszy i bardziej mocarny. Jednak różnice między Led Zeppelin I A.D. 1994, a wersją z 2014, chociaż zauważalne, nie były tak wielkie jak w wypadku kolejnych płyt, ponieważ oryginalna „jedynka” jest albumem dosyć dobrze nagranym. To właśnie przy „II” oraz „III” Page miał z jednej strony więcej roboty, z drugiej zaś mógł się wreszcie popisać i rozwinąć skrzydła. I rozwinął, szczególnie w wypadku albumu „Led Zeppelin II”, na którym wszelkie różnice były najlepiej widoczne. Ogólnie zmiany poszły w podobnym kierunku co na „Led Zeppelin I”, tylko jeszcze bardziej i lepiej. Dźwięk również stał się potężniejszy, gęstszy, bardziej namacalny, powiększona została także scena, która mocno zyskała na trójwymiarowości i złapała oddech. Co ważniejsze – w „I” wszelkie różnice uwypuklały się najbardziej na wokalu Planta. Tutaj zaś nie było tylko jednej sfery, która stała się wyraźnie lepsza od swojej starszej wersji – WSZYSTKO było lepsze. Jeszcze inaczej sytuacja zarysowała się przy porównywaniu „III”. Ponownie mogę powiedzieć, że różnice były duże, że również poszły w podobnym kierunku, że zmiana była na lepsze. Mogę jednak także wskazać dwie rzeczy, które poprawiły się w inny sposób, niż miało to miejsce w wypadku dwóch poprzednich albumów. Po pierwsze „Led Zeppelin III” to płyta zdecydowanie najgorszej nagrana z tych wszystkich trzech krążków – w wersji z 1994 roku jest bardzo nachalna, jazgotliwa, potrafi nieprzyjemnie zahuczeć – słucha się jej tak sobie. Tymczasem „III” z 2014 to zupełnie inne wydawnictwo. Jest bardziej miękkie, znacznie przystępniejsze i przyjemniejsze w odbiorze, stało się również dojrzalsze i gęstsze. Po drugie zmiany te stały się najlepiej widoczne w sekcji instrumentalnej. Tym razem głos Planta, chociaż także uległ poprawie, nie zmienił się AŻ tak bardzo, jak instrumenty Page’a, Bonhama oraz Jonesa.  Jak widać można wyciągnąć kilka wspólnych mianowników, rzeczy, które były stałe i niezmienne dla wszystkich trzech płyt. W każdym wypadku była poprawa, na każdej płycie była ona duża i zauważalna, w większości przebiegała tak samo: zagęszczenie dźwięku, poprawa czystości, zwiększenie sceny, zmniejszenie jazgotliwości, dodanie do muzyki mocy i poweru. Jednak trochę inaczej te zmiany się rozkładały na „I”, inaczej na „II”, a jeszcze w inny sposób na „III”.

youtu.be/1H0ebCdnSKM

Na sam koniec trzeba jeszcze napisać trochę słów o wydaniach tych remasterów, bo i tutaj dzieje się bardzo ciekawie. Można je nabyć w kilku różnych wersjach: na CD w wersji pojedynczej oraz podwójnej, podobnie na winylu (wersja z jednym LP oraz wersja z dwoma longplay’ami), jako kod do plików o wysokiej gęstości oraz jako kolekcjonerskie pudła, które w środku zawierają winyle, płyty CD, kody do pobrania płyt, album oraz litografię. W moim domu znalazły się dwie wersje – winylowe w edycjach rozszerzonych o dodatkowe krążki oraz te wielkie specjalne pudła. Obie edycje zostały wykonane naprawdę świetnie, a kolekcjonerskie boxy są naprawdę znakomicie zrobione i pomyślane – nie ma tutaj żadnych zapychaczy, widać, że wybrano sensowny, dający dużo radości i przemyślany kontent. Największą atrakcją dla spragnionych różnych nowinek fanów Led Zeppelin będą chyba te dodatkowe płyty z nowym materiałem. W wypadku „I” jest to koncert, który zespół dał w Paryżu w 1969 roku, a do „II” i „III” zostały dołożone płyty z alternatywnymi wersjami utworów oraz z wczesnymi ich miksami. Najciekawiej w tym zestawieniu moim zdaniem wypada ten koncert, który pomimo fatalnej jakości nagrania, daje naprawdę sporo zabawy i pozwala spojrzeć na Ledów z trochę innej strony.

Okładki

Najnowsze remastery od Jimmy’ego Page’a są płytami naprawdę udanymi, które mogę polecić z czystym sumieniem każdemu, komu muzyka rockowa nie jest obojętna. Najlepiej nabyć te stare-nowe krążki w wersjach z dodatkowymi płytami, które zawierają kilka przyjemnych i zaskakujących rzeczy. Jeżeli ktoś ma zaś więcej pieniędzy, to powinien sięgnąć po kolekcjonerskie pudła, które cieszą oko wyglądem i serce przemyślaną, fajnie zorganizowaną zawartością. Jedyną rzeczą, której mi szkoda, to fakt, że do tych wydań został dołączony kod do pobrania plików HD, ale tylko w rozdzielczości 24/96. Jest to sytuacja o tyle dziwna, że winyle były już cięte z „prawdziwego” HD, czyli z zagęszczenia 24/192 – nie wiem więc, czemu ta wersja nie została nam oddana do użytku. Jednak jest to naprawdę drobna wada przy całym zalewie zalet. I dlatego też mogę wystawić tylko takie, a nie inne oceny.

Oceny:

„Led Zeppelin I” – jakość muzyki: 10/10, jakość dźwięku: 8.5/10

„Led Zeppelin II” – jakość muzyki: 10/10, jakość dźwięku 8.5/10

„Led Zeppelin III” – jakość muzyki 10/10, jakość dźwięku 8/10 + szczególne wyróżnienie za największą i najbardziej pozytywną zmianę. 

1 Comment Led Zeppelin „I”, „II” oraz „III” – recenzja remasterów wersjach CD

  1. Marek

    Nie rozumiem zachwytów autora. Mam LZ III remastered i jakość nagrania jest naprawdę słaba. Głos Planta przytlumiony, gitara jazgotliwa i płaska, basu w zasadzie nie ma. Sprzęt stereo na którym słucham mam raczej przyzwoity, a płyt rejestrowanych z lat 70tych mam kilka i ta jest najgorzej zrealizowana. Niestety, bo twórczość LZ jest naprawde wybitna. Tylko z tego powodu jeszcze tej płyty nie wrzuciłem 😉

Napisz, co o tym myślisz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *