Last Of The Crown, to jedna z nowych na polskiej scenie formacji swoją twórczością wpisujących się w nurt tzw. nowoczesnego metalu. Choć istnieją od roku, skład to doświadczeni muzycy, dlatego właśnie udało im się wydać debiutancką i wcale obiecującą płytę zatytułowaną Volume I. Jak wyglądają dalsze plany Last Of The Crown?

Gratulujemy udanego debiutu, „Volume 1” jest od niedawna dostępne. Gdzie można kupić lub ewentualnie legalnie odsłuchać ten materiał?

Damian: Gdyby zapytał nas o to urząd skarbowy, odpowiedzieliśmy że nabyć go nie można i pewnie w ten sposób odpowiedziałoby wiele kapel, które są na podobnym do naszego etapie swojej działalności. Natomiast, jeśli ktoś chciałby posłuchać kopii naszej płyty, to zapraszamy do kontaktu z nami przez naszego Facebook’a lub na któryś z naszych koncertów. Planujemy także uruchomić Bandcampa, umieścić materiał na serwisie typu Spotify czy Tidal. Dwa numery umieściliśmy w sieci na naszym kanale Youtube.

Jak sami definiujecie muzykę zawartą na „Volume 1”? Kto według Was na pewno powinien zainteresować się tym krążkiem?

Piotrek: „Volume 1” to przede wszystkim metalcore. Poza tym, występują też śladowe ilości djentu oraz metalu progresywnego. Trochę wokali śpiewanych, trochę wrzeszczanych. Nie boimy się łączyć różnych gatunków, dlatego pojawiają się niewielkie wstawki elektroniki. Wydaje nam się, że album powinien zainteresować przede wszystkim fanów nowoczesnego metalu, ale to chyba nie nam oceniać?

Gdzie rejestrowaliście tę płytę? Kto zajmował się produkcją?

Bartosz L.: Poszczególne części składowe powstawały w różnych miejscach. Perkusja została wbita w studiu Marpart a resztę instrumentów i wokale nagrywaliśmy w naszych domach. Zmiksowany przez Marka materiał wykończył nasz znajomy realizator Robert Ornas, któremu przez wiele tygodni regularnie zawracaliśmy dupę telefonami i wiadomościami na facebooku i jeśli przypadkiem czyta ten wywiad, to dziękujemy za cierpliwość.

Udostępniliście jeden odsłuch i klip typu playthrough. Planujecie jakieś teledyski?

Bartłomiej Sz.: Oczywiście, że tak. Byłoby dziwne gdybyśmy o tym nie myśleli, szczególnie biorąc pod uwagę, że ja i Marek jaramy się produkcją filmową i poniekąd zajmujemy się tym zawodowo. Nasze playthrough nagraliśmy spontanicznie. W zasadzie, w dwie godziny. Ewentualny klip najpewniej też zdecydujemy się nagrać własnymi siłami. Obecnie jesteśmy na etapie opracowywania koncepcji, żeby nie nagrać typówki z gitarami w lesie albo na pustyni.

Trzeba przyznać, że dość szybko wydaliście ten album, biorąc za kontekst to, że powstaliście raptem w 2017 roku. Opowiedzcie w skrócie, jak wygląda Wasza historia i najważniejsze osiągnięcia?

Marek: Nie jesteśmy najmłodsi i większość z nas ma swój instrument ponad 10 lat w rękach. W tym czasie powstawały setki riffów i dziesiątki utworów, które postanowiliśmy w końcu wykorzystać. Razem z Damianem napisaliśmy muzykę a Piotrek wzbogacił ją lirycznie i wokalnie. Zostało tylko ograć się razem, co skutecznie dwa razy w tygodniu udaje się nam do tej pory praktykować. Dla części z nas nie jest to pierwszy krążek i przez to łatwiej było przebrnąć choćby przez etap produkcji. Oczywiście, wyciągnęliśmy też dużo wniosków, które na pewno zaowocują przy naszych kolejnych wydawnictwach.

Jak wygląda aktywność koncertowa Last Of The Crown? Gdzie możemy zobaczyć Was na żywo w najbliższym czasie?

Damian: Wbrew pozorom, lato to kiepski okres na koncertowanie. Dominują w nim duże festiwale, na które w tym sezonie najwyraźniej było dla nas za wcześnie. W ciągu ostatnich paru miesięcy udało nam się pograć trochę u nas na śląsku a niedawno zostaliśmy zaproszeni do Wrocławia na koncert, który zgrał się z premierą płyty. Plany na jesień dopiero się krystalizuj,ą ale o konkretach na pewno będziemy informować na naszych mediach społecznościowych i stronie internetowej, która lada dzień powinna ujrzeć światło dzienne.

Jak w ogóle radzicie sobie z organizacją koncertów? Na rynku jest mnóstwo zespołów, nie jest za ciasno? Pochodzicie z Katowic, jak obecnie wygląda tamtejsza młoda scena metalowa? Współpracujecie z innymi zespołami?

Bartłomiej Sz.: Wbrew pozorom kapel nie jest tak dużo. Odnoszę wrażenie, że kilka lat temu było ich znacznie więcej. Kiedy zaczynałem przygodę ze sceną metalcorową, w samych Katowicach było co najmniej kilka składów, z którymi regularnie organizowaliśmy gigi, zapraszaliśmy kapele z innych miast a nawet krajów. Dziś ta scena bardzo się skurczyła. Nie ma takiej możliwości, żeby było na niej za ciasno, bo im więcej kapel będzie powstawało i tworzyło taką muzykę tym lepiej. Wystarczy spojrzeć, jak sytuacja wygląda za granicą, gdzie festiwale metalowe organizowane są kilka razy w roku i właściwie ciągle pojawiają się tam nowe mega wartościowe projekty. Życzylibyśmy sobie z całego serca, żeby taka sytuacja była nie tylko w naszym regionie, ale i w całym kraju.

Lokalni organizatorzy są otwarci na młode zespoły?

Marek: Zazwyczaj organizatorami są same kapele. W naszym rodzimym mieście zrobić koncert, który nie będzie na scenie o powierzchni tak małej, że spada z niej perkusja jest ciężko. Widzimy kolejki do klubów dyskotekowych długie na 300 metrów a na koncert August Burns Red w Mega Clubie przyszło może 100 osób? Na koncercie cieszy nas każda nowa twarz. Mimo wszystko, mamy nadzieje, że będzie tych twarzy coraz więcej.

Jak wyglądają Wasze plany na resztę bieżącego roku?

Bartosz L.: W pewnym sensie odpowiedzieliśmy już wcześniej na to pytanie. Nie będziemy chyba zbyt oryginalni… Chcemy grać jak najwięcej koncertów, promować płytę, spłodzić w końcu jakiś nieszablonowy klip i oczywiście komponować nowy materiał, bo w naszych głowach kołacze się sporo nowych riffów i pomysłów na aranżacje.

Dziękujemy za rozmowę – ostatnie słowo oddajemy Last Of The Crown!

Piotrek: My też dziękujemy! Zapraszamy na koncerty… nie tylko nasze! Pamiętajcie, że każda forma wsparcia dla młodych kapel jest bezcenna. Zakładamy, że czytają to osoby, którym bliska jest muzyka metalowa, więc pamiętajcie, że ta scena potrzebuje nie tylko zespołów, ale przede wszystkim ludzi, dla których robimy to, co robimy!

Napisz, co o tym myślisz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *