Jedna z wciąż żywych legend mysłowickiej alternatywy – Korbowód – powraca z nowym, piątym albumem. Premiera w czerwcu, zaś w najbliższy poniedziałek zespół zaprezentuje najnowszy klip.

Korbowód powraca z zupełnie nową płytą po praktycznie 7 latach od wydania ostatniej. Długo kazaliście czekać słuchaczom na nowy krążek. Dlaczego?

Michał Koterba: To mniej niż musieli czekać na poprzedni album (8 lat – przyp. red.) także jest to jakiś progres (śmiech). Na poważnie – złożyło się na to wiele wydarzeń w życiu osobistym każdego z nas. I chociaż obiecywaliśmy sobie, że tym razem to na pewno pójdzie nam szybko i sprawnie, to przy tworzeniu tego albumu miało miejsce ponownie kilka dłuższych przerw. Mamy jednak finalnie wrażenie, że dopiero teraz nadszedł odpowiedni czas żeby ujrzał on światło dzienne. A czas który upłynął, no cóż… przecież i tak go już nie ma.

Co działo się u Was podczas tych minionych 7-dmiu lat?

MK: Prace nad nowym materiałem zaczęliśmy pół roku po wydaniu poprzedniego. Demo z nowymi kompozycjami było gotowe już latem 2014 roku, a jesienią tego roku zarejestrowaliśmy wszystko „na setkę” w studiu. Ale jako że nie byliśmy zadowoleni z efektów współpracy z naszym ówczesnym bębniarzem, z tamtej sesji zostały nam praktycznie tylko dobrze „nabite” gitary.

Leszek Mitman: Na wiosnę 2015 roku przyleciał do mnie David i nagraliśmy w moim domowym studiu wszystkie wokale. Następnie kontynuowaliśmy nagrania już w towarzystwie nowego perkusisty Pierre’a, z którym miałem wcześniej okazję pracować przy nagraniach do dwóch płyt Muariolanzy. Pierre poprowadził te numery wreszcie we właściwą stronę, na liniach basu zbudował pulsujący groove i w ciekawy sposób wzbogacił aranże. Potem Michał wyjechał ponownie do Irlandii i praca nad albumem uległa zawieszeniu. Wydarzeniem, które dało nam impuls do jej kontynuacji, był nasz wspólny występ z Pierrem i saksofonistą Michałem Sosną na koncercie pamięci naszego wspólnego, dobrego kumpla Marcina (M. Babko – [1975-2016] – tragicznie zmarły dziennikarz muzyczny, wydawca i muzyk, członek Korbowodu w latach 1998-2002, przyp. red.). Hipiej najwyraźniej „namaścił” nas do tej współpracy. Sosna wniósł do naszej muzyki brakujący element, który sprawił, że brzmienie tych utworów nabrało żywego i organicznego charakteru.

MK: Jednak jak to z nami i dotąd bywało, mieliśmy jeszcze po drodze jeden dłuższy przystanek, a ja w międzyczasie wróciłem na stałe do kraju. Pod koniec roku 2019 Aga Mali nagrała swoje partie wokali i Leszek przystąpił do miksowania całości. Tym razem wszystko poszło już gładko.

 

Przy okazji Waszego poprzedniego albumu zatytułowanego „My Six Is Your Nine” (2013) nawiązaliście współpracę z irlandzkim wokalistą i tekściarzem Davidem O’Sullivanem. Jak do tej kooperacji doszło?

MK: Wykonuję zawód architekta i kilkanaście lat temu dostałem ciekawą propozycję pracy na Zielonej Wyspie. Nie przeszkodziło nam to wtedy jednak w pracy nad tamtym albumem. Po „Stronie C” (trzecia płyta Korbowodu, wydana w roku 2005, przyp. red.) postanowiliśmy też, że chcemy by następnym razem ktoś inny stanął za mikrofonem. Pewnego wieczoru, przy okazji wernisażu połączonego z koncertem w mieście Waterford, na który zostałem zaproszony z moim solowym projektem muzycznym, zagadał ze mną intrygujący Irlandczyk imieniem David. Spodobał mu się mój występ i wymieniliśmy się kontaktami. Niedługo potem, przy okazji naszego następnego spotkania okazało się, że David komponuje i pisze teksty, ma też swój zespół Vera Violent, z którym gra od wielu lat. Udostępnił mi kompilację swoich kawałków, przesłuchałem ją i wysłałem Leszkowi żeby też posłuchał tych nagrań. Mocno brzmiący i charyzmatyczny wokal Davida zrobił na nas obu od razu ogromne wrażenie. Bez zastanowienia zaproponowaliśmy mu współpracę nad naszą płytą. Po przesłuchaniu materiału David chętnie się na nią zgodził, powiedział też, że napisze do tej muzyki teksty. Tak to się zaczęło i trwa po dziś dzień.

Nową płytę również nagraliście z Davidem, czy zatem można traktować go jako stałego członka Korbowodu?

LM: Jasne, David jest pełnoprawnym członkiem i obecnie – autorem wszystkich tekstów Korbowodu. Jego charakterystyczna i mam nadzieję bardzo rozpoznawalna barwa głosu jest też jednym z podstawowych elementów naszego brzmienia.

Niedawno zaprezentowaliście bardzo obiecujący singiel zatytułowany „WHO”. Czy chcecie go również w jakiś sposób wydać osobno fizycznie?

MK: Nie planujemy wydawać go osobno, jest tylko zapowiedzią nadchodzącego albumu i jego integralną częścią. Natomiast przygotowujemy t-shirty właśnie z okładką tego singla. Nasz grafik Marta Kosek wraz z fotografem Agnieszką Orlińską wykonały świetną robotę tworząc ten projekt, który równie dobrze prezentuje się w tej formie.

Za chwilę czeka nas premiera nowego klipu, do jakiego utworu powstał?

LM: Jest to klip do utworu „Clean Out”, drugiego singla z naszej nowej płyty. Jest to też drugi numer, w którym producencko wspomógł mnie Spacepierre i – obok „Who”, jedna z pierwszych kompozycji powstałych na ten album.

Co to będzie za teledysk, kto odpowiada za jego produkcję i w końcu – kiedy będziemy mogli go zobaczyć?

LM: Pomysłodawcą i reżyserem klipa jest Grzegorz P. Kowalski, z którym współpracowaliśmy już przy dwóch poprzednich płytach. Autorem zdjęć jest Stasiu Nolywajka. Nie chciałbym zdradzać jego fabuły, mogę tylko powiedzieć, że akcja dzieje się w niedalekiej przyszłości w odhumanizowanym, kontrolowanym przez drony świecie, w którym życie społeczne, w tym muzyka, zeszły całkowicie do podziemia. Nakręciliśmy go kilka lat temu i to, że stanie się dzisiaj tak aktualny, przeszło nasze najśmielsze oczekiwania. Premiera w poniedziałek 18 maja.

Niedługo po premierze klipu, premiera nowej płyty zatytułowanej „Lived Like Kings”. Możemy już zdradzić dokładną datę?

MK: Planowany termin ukazania się naszej nowej płyty to 8 czerwca 2020 roku.

Opowiedzcie o swojej nowej płycie więcej: ile znajdzie się na niej utworów? W jakim są utrzymane klimacie? Czy macie gotową okładkę?

LM: Na płycie znajdzie się 10 utworów, utrzymanych w specyficznym klimacie dawnego 4AD – od shoegaze’u, przez postrock, po new wave, dub, jazz i funk. W takich rejonach najchętniej się poruszamy i taka muza po prostu naturalnie nam wychodzi. Okładkę zaprojektowała zaprzyjaźniona z nami od lat wyżej już wspominana artystka Marta Kosek.

Album wydajecie sami czy przez wytwórnię?

MK: Wydajemy go nakładem stworzonego przez nas labelu Heliolux, podobnie jak poprzednią płytę Korbowodu. Doceniamy plusy rozwiązania DYI, takie jak swoboda artystyczna i niezależność.

W jaki sposób będzie można nabyć ten krążek?

MK: W pierwszej kolejności będzie go można pobrać w dobrej jakości cyfrowej z naszego sklepu na Bandcamp. Będzie również dostępny we wszystkich znanych platformach muzycznych (m.in. Tidal, Spotify, iTunes, Amazon, etc.). Jednak to nie wszystko. Zawsze chcieliśmy wydać winyla i nadszedł czas by ten plan zrealizować. Mamy już przygotowaną okładkę analogowej wersji albumu, jesteśmy też w trakcie przygotowania utworów do wydania na czarnym krążku. Na razie jednak nie będę zdradzał więcej szczegółów.

Myślicie o jakichś kolejnych klipach?

LM: Zamiast kolejnego klipa chcielibyśmy nagrać seta live w formie projektu audio-wizualnego. Pracujemy już nad jego koncepcją. Szczegóły wkrótce.

Czekamy na płytę, dziękujemy za rozmowę – ostatnie słowo oddajemy formacji Korbowód.

MK i LM: Dziękujemy i zapraszamy wszystkich na premierę naszego klipa, a następnie do odsłuchu nowego albumu.

Napisz, co o tym myślisz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *