Konkurs zakończony.
Nagrody wygrywają: Łukasz (lukaszwalas) i Grzegorz (gregorius2000)
Gratulujemy! Napiszemy do Was maila. Szykujcie dane teleadresowe do wysyłki wybranego zestawu :) 

———————————————-

Po 8 latach wyczekiwania 18 listopada w końcu doczekamy się premiery najnowszego, podwójnego albumu Metalliki – Hardwired… To Self-Destruct. Wspólnie z istniejącym od 25 lat, niezależnym sklepem muzycznym AUDIOMAX z Siedlc mamy dla Was konkurs. Do wygrania są 2 albumy w różnych wydaniach kompaktowych – 1 w wersji standardowej i 1 w wersji polskiej (oba mają książeczkę). To nie wszystko. Osoba, której podarujemy wersję standardową, otrzyma także znaczki pocztowe Metalliki z naszej prywatnej kolekcji (zdjęcie zapodamy, jak wygrzebiemy z szafy, ale są w tym stylu), zaś zwycięzca wersji polskiej otrzyma w bonusie od sklepu AUDIOMAX jeszcze jedną płytę-niespodziankę – BARDZO polską :-)

Co trzeba zrobić? Zasady jak zwykle są proste:

  1. Mamy nadzieję, że lubicie Heavyrock.pl na facebooku
  2. Mamy też nadzieję, że album kupicie nie w sieciówce typu Empik, ale w którymś z polskich, niezależnych sklepów muzycznych (takich jak właśnie AUDIOMAX, a niestety nie zostało ich wiele w kraju, więc także je lubcie!)
  3. W komentarzu poniżej (na dole strony, nie na facebooku) napiszcie (koniecznie podając swój e-mail!) recenzję przynajmniej jednego z dotychczas opublikowanych, nowych utworów Metalliki. Pozytywną lub negatywną – do woli :-)
  4. Napiszcie też, który zestaw wolicie (wersja standardowa + znaczki, czy wersja polska + płyta niespodzianka)

Zwycięzców wybierzemy w środę 16 listopada. Poinformujemy Was o wygranej mailowo wieczorem tegoż dnia (o 20:00 zamykamy zgłoszenia). Jeśli do piątku w odpowiedzi wyślecie nam swoje pełne dane teleadresowe, płyta zostanie Wam wysłana jeszcze w dniu premiery.

Jeśli nie pamiętasz, albo nie słyszałeś jeszcze nowych numerów z Hardwired… To Self-Destruct, poniżej wszystkie klipy:

 



64 Komentarze KONKURS: Wygraj nową płytę Metalliki – „Hardwired… To Self-Destruct”

  1. Wojtek

    Moth into flame – przypomina mi energią czarny album. Wchodzi bez ostrzeżenia jak CBA o 6 rano. Lars odpalił podwójną stopę jakby chciał prześcignąć Usaina Bolta, James zagrał i zaśpiewał jak za najlepszych lat a Kirk ze swym firmowym zaWAHaniem wpasował się w klimat tego utworu. Doceńmy też chórki wielkiego indiańskiego wodza Roberta i ćma ani mucha nie siada!

    Reply
  2. Tymoteusz

    Hardwired to mój ulubiony utwór, z tych które zostały jak na razie ujawnione. Ma on w sobie dużo energii, jak utwory Metalliki z pierwszych płyt. Fajny, szybki, ma wszystko co trzeba metalowej kompozycji.

    Płyta w wersji standardowej :D

    Reply
  3. Kacper

    Atlas, Rise!, trzeci singiel z nowej płyty. Niestety numer ten nie porywa. Jest najsłabszy z trzech dotychczasowych, a poprzeczka nie była i tak wysoko podniesiona. Słuchając, go mam wrażenie, jak by była to zlepka kilku kawałków, które były odrzutami z płyty Load, oznacza to też, że były za słabe na Re-Load. Na dobicie jest jeszcze wkurzająca maniera wokalna Jamesa. Nie wiem czemu śpiewa on w taki sposób, ale kompletnie do mnie nie przemawia. Plusem tego wałka jest chwytliwy refren, który dobrze się sprawdzi podczas koncertów na żywo. Publika będzie miała co śpiewać.

    wersja polska + płyta niespodzianka

    Reply
  4. Weronika

    Najbardziej spodobał mi się opublikowany pierwszy kawałek :D Ma ”pazura” i jak na razie jest najlepszy spośród tych trzech. Podoba mi się Metallica w bardziej cięższych brzmieniach, a pojawiło się ono właśnie w tej piosence i to po bardzo długiej przerwie. Ale, warto było czekać!
    Osobiście, wolę wersję polską + płytę niespodziankę ;)

    Reply
  5. Rafał

    Najbardziej podobał mi się „Atlas, Rise!”, jest bardzo zróżnicowany, ma dość dużo riffów, i najlepszy refren :D
    (poproszę wersję standard :D)

    Reply
  6. Patrycja

    Mimo że wszystkie opublikowane jak do tej pory nowe kawałki są świetne , ja jestem za Moth into flame. Chyba najbardziej chwytliwy numer . Na taką Metallicę można było czekać te 8 lat :)
    Amen.

    wersja polska+płyta niespodzianka

    Reply
  7. Jakub

    „Atlas, Rise!”
    O ile dwa pierwsze single promujące nowy album Metalliki nie zrobiły na mnie większego wrażenia, tak „Atlas, Rise!” mi się spodobał. Już po pierwszym odsłuchu wiedziałem, że zostawił poprzednie utwory w tle. Przesłuchałem go kilka razy i…To jeden z bardzo niewielu utworów „nowej Metalliki”, którym mogę się delektować. Dlaczego? Bo słyszę w nim jakieś nawiązania do tego, co było 30 lat temu. Gdzieś w tych ścieżkach wokalnych pobrzmiewa młody Hetfield, którego tak bardzo brakuje mi na nowszych wydawnictwach kapeli.
    Nie jest zupełnie kolorowo – słychać kilka mankamentów. Pierwszym z nich jest solówka Kirka – niestety ociera się ona o autoparodię. Do tego naprawdę słabą, wydaje mi się, że improwizowaną. Drugą wadą jest brzmienie gitar. „Wiosła” grają przyjemne riffy, które są wyprane z energii, brzmią zbyt miękko. Niektórzy „Atlas, Rise!” wrzucili do kosza od razu po zauważeniu sporego podobieństwa tego numeru do sławnego „Hallowed Be Thy Name” wiadomej kapeli, ale mnie to nie odstrasza.
    Do tej pory myślałem o „Hardwired…To Self Destruct” jako po prostu o nowej płycie Metalliki. Nie wiedziałem nawet, czy przesłucham do końca 2016 roku. Teraz już jestem pewien, że z albumem Amerykanów zapoznam się bardzo szybko. Być może znów dostaniemy bardzo przeciętne numery okraszone kiepskim brzmieniem. Ale skoro mimo wszystko wyszedł im „Atlas, Rise!”, może jednak nowe wydawnictwo Metalliki okaże się być czymś na poziomie? Poczekamy, zobaczymy. Mnie coś podpowiada, że czekanie się opłaci.

    wersja standardowa + znaczki

    Reply
  8. Roman

    Uważam, że najciekawszy jest utwór Atlas, Rise.

    Jego struktura kojarzy mi się z twórczością Metalliki z czasów nagrywania ,,…And Justice For All”, która jest moją ulubioną płytą. Linia melodyczna od pierwszych sekund jest unikatowa, riff przewodni nie przypomina żadnego wcześniejszego utworu, co mnie kupiło, ponieważ czuć zarówno powiew jak i piękne nawiązanie brzmieniem do wcześniej twórczości zespołu. Niektórzy zarzucają, że momentami piosenka brzmi jak ,,Hallowed Be Thy Name”, ale ja tak nie uważam.

    Wracając do wspomnianego przeze mnie wcześniej albumu AJFA, motyw od około 4 minuty totalnie mnie rozkłada. Dwie idealnie uzupełniające się melodie wioseł Hammett’a i Hetfield’a pokazują, że ten duet po tylu latach nadal ma między sobą muzyczną chemię.

    Kończąc chciałbym powiedzieć, że uważam iż warto było czekać te osiem lat i zgubić Iphone’a (pozdro Kirk). Czeka nas konkretna rzeźnia.

    Chciałbym prosić o wersje standardową płyty.

    Reply
  9. Jakub

    Najbardziej podoba mi się Hardwired. Pierwszy singiel i od razu mocny kop. Powrót do korzeni. To co wszyscy kochamy. Coś, czego wreszcie miło się słucha ;) James śpiewa mocnym głosem a Lars gra z taką energią z jaką rzucał nowymi płytami krzycząc w furii „it lives!!!” :D
    Do tego mocne riffy wpadajace w ucho i uzależniające od pierwszego przesłuchania \m/
    Proszę o wersję standardową + znaczki

    Reply
  10. Łukasz

    „Hardwired”
    Zagorzałym fanem Amerykanów nigdy nie byłem. No właśnie, tych konkretnych Amerykanów. Bo obserwując poczynania w thrash metalowym światku od ładnych paru lat, Metallica, pod względem wydawniczym nie rozpieszcza swoich fanów, i wiecie co? Wychodzę z założenia, że naprawdę nie musi robić tego tak regularnie. Kuloodporne okazują się pierwsze dzieła tego bandu, oraz znaczenie dla rozwoju muzyki metalowej jako tako. Zanim zajmę się konkretnie tym utworem potrzebuję jeszcze jednego odniesienia do przeszłości i to nie chodzi mi konkretnie o ten zespół. Na początku był chaos: zadziorne utwory, szybkie utwory, utwory dzikie i nieokiełznane. Niestety wiatry zmian odcisnęły swoje piętno, muzyka stawała się coraz bardziej skomplikowana, sztywna, ukierunkowana, nastawiona na „nowe”.
    To co już kupiło mnie na początku, już przed odtworzeniem utworu „Hardwired” na yt ( nie jestem aż tak uprzedzony do Metallicki, ale znam bandy lepsze – patrzcie co poczynił ostatnio Testament), to długość utworu, 3 minuty z groszami. Jest to coś czego dziś nam potrzeba ( a przynajmniej ja to lubię), odrzućmy progresję, miejmy brzmienie jakie znamy, nie wymagajmy od zespołu zaskoczenia, niech będzie krótko i zwięźle. No i właśnie, czy z pazurem, i czy nie można było tego zrobić lepiej? Mnie nie pytajcie, znam poczynania tego zespołu do czarnego albumu włącznie, ale jedno jest pewne, ten utwór daje mi poczucie luzu, „nagrajmy utwór w starym stylu, szybki, chwytliwy i zadziorny” – zdaje się wspominać Lars, przyjmując zróżnicowaną mimikę twarzy, pełną skupienia i precyzji, podczas sesji nagraniowej utworu „Hardwired”. I mimo, że Lars wygląda tu na zmęczonego, nie oznacza zaraz, że utwór urywa więcej niż jedną część ciała i ja to też rozumiem. Bo myślę, że dostaniemy w końcu garść utworów, które świata nie zmienią, ale staną się ciekawym przerywnikiem, między kolejnych albumami w dyskografii Testament, Exodus, Death Angel…
    Dlaczego nie „wwierciłem” się w strukturę tego utworu, nie omówiłem krok po kroku poszczególnych partii gitarowych, czy dzieje się wiele? Przy recenzowaniu tego kawałka kierowałem się połączeniem pierwszych odczuć i reakcji mojego ciała. Tak, można nawet pokusić się o regularne tupanie nogą i umiarkowane machanie tym na co mamy ochotę.
    Moim zdaniem utwór jest solidny, przyzwoity, ale wyższą notę zostawię jednak konkurencji, która prężnie wydaje nowe płyty
    7/10

    jeśli podobała wam się recenzja to zgłaszam się po wersję polską z niespodzianką
    Ł

    Reply
  11. Michał

    Nowa płyta Metallicy. Zespół opublikował trzy takie same utwory – pierwszy „Hardwired”. Piosenka (tak PIOSENKA) zaczyna się infantylnym naparzaniem w pustą strunę i rytmiczną do tego perkusją (jak wszyscy wiemy na koncertach taka nie będzie). Zwrotka to losowo zebrane w kupę słowa, a refren to brzydkie słowa. Potem jest jeszcze trashowe (w wolnym tłumaczeniu „śmieciowe”) przejście i solo Kirka Wahmmetta(to samo co zawsze). Po ostatnim refrenie zaskakuje nas jedyny dobry element utworu – cisza po skończeniu się teledysku.
    Następne jest „Moth into flame”. To samo co „Hardwired”, jednak trwa dwa razy dłużej, więc czeka nas ponad 6 minut wesołego samookaleczania. Kto nie lubi Iron Maiden ?
    Kto nie lubi The Book of Souls ?
    Metallica też lubi dlatego w trzecim utworze „Atlas, Rise !!” próbuje nieudolnie skopiować styl żelaznych prawiczków: James śpiewa szanty, Lars próbuje dogonić metronom, Robert gra na basie bez wzmacniacza a Kirk czyta komiks podczas gdy producent wgrywa do „kompozycji” solo z poprzednich utworów.
    Co mi się podoba w nowej Metallice ? Czyżby okładka ??
    Tak skopiowanie pomysłu Crowbar’u i pomalowanie go dla niepoznaki na różowo to idealna decyzja.
    Ostatnie z pytań – który zestaw wolę ? Zdecydowanie ten z polską płytą niespodzianką – przynajmniej jej sobie posłucham…

    Reply
  12. Łukasz

    Jeśli Hardwired, utwór tytułowy z nowego albumu Metalliki, ma zwiastować to co czeka nas na dwóch krążkach to nie mogę się doczekać ich premiery. Utwór szybki i kopiący zadek tak jak za starych czasów, bez zbędnych udziwnień i sztucznego przedłużania utworów w stylu St.Anger. Zamiast porannej kawy wolę poranne Hardwired – zawiera znacznie większy ładunek energii. Warto było czekać tak długo i czytać te brednie (bądź też nie) o gubieniu ajfonów z milionami riffów oraz wykluczające się nawzajem wypowiedzi muzyków o postępach w tworzeniu nowego albumu.

    Wersja polska + płyta

    Reply
  13. Krzysiek

    Atlas, RISE! Agresywny riff, który kopie w zad na pierwszy strzał. Według mnie jeżeli ten kawałek ma zwiastować cały krążek to będzie dobrze. Ba nawet dobrze jak cholera! W tym utworze, zresztą w dwóch poprzednich też, można usłyszeć bardzo ciekawy, nowy styl gry na perkusji Larsa. Zaczął on się pojawiać na Death Magnetic. Jak dla mnie jest w 100% trafiony. Po oczywiście genialnych zwrotkach i refrenie mozemy usłyszeć niesamowite solówki Hammeta. Chyba najlepsze do samego Black Albumu. Kiedy posłucha się tych utworów na słuchawkach, słychać jak genialnie brzmią te utwory. Jeżeli mialbym wybrać czy wolę wersję polską czy normalną to jednak wolę polska z niespodzianką :D Jak się nie uda obiecuję, że kupię ją w jakimś niezależnym sklepie muzycznym :) Pozdrawiam

    Reply
  14. Ewelina

    Nie jestem specjalistką, która będzie osądzać warstwę muzyczną. Nie jestem również klasycznym hejterem, który krzyczy, że „Metallica skończyła się na KIll’em all”, choć ani razu nie przesłuchał tej płyty od początku do końca. Skupię się na emocjach, które Atlas, Rise! we mnie wyzwala.

    Metallica jest pierwszym zespołem, na którego koncert udało mi się pojechać aż do dalekiej stolicy. A warto podkreślić, że nie obyło się bez prób przebłagania rodziców, którzy nie bardzo widzieli swoją córeczkę w tłumie „rozwrzeszczanych kuców”. Pierwszą przeze mnie zakupioną koszulką po-koncertową jest również koszulka tego zespołu. Więc, mimo upływu lat, mam duży sentyment do tej bandy siwiejących 50-latków.

    Długo wyczekiwałam informacji, że Metallica udaje się do studia, aby stworzyć następcę Death Magnetic. Lata mijały, a w Internecie pojawiały się jedyne nowiny o nowym filmie, festiwalu.. Krótko mówiąc, wszystko poza najważniejszym – nowym albumem.
    Aż nagle w leniwe sierpniowe popołudnie niespodziewanie pojawia się klip z nieznanym tytułem na fanpage’u Metalliki. Święcie przekonana, że to fake, otworzyłam, przesłuchałam i zapomniałam. Miesiąc później kolejny klip. W sumie wyłączyłam go już w połowie. Jakoś do mnie nie przemówił.

    Więc musicie sobie wyobrazić, z jakim nastawieniem odpalałam trzeci klip – „Atlas, Rise!”. Odtworzyłam go chyba tylko dla świętego spokoju, żeby nie czuć wyrzutów, że nie interesują mnie nowinki muzyczne, na które tyle lat czekałam.
    A tu niespodziewanie pojawia się porządne pierd*lnięcie. Zaczynam się zastanawiać, czy to te niezliczone kawy zaczęły działać, czy to jednak ten kawałek mnie pobudza. Wątpliwości rozwiały się już po chwili, gdy łapię się na tym, że nóżka chodzi, palcami wystukuję rytm, a głowa się kiwa w stylu klasycznego headbangingu. Uważam to za dobre znaki, więc słucham z wyczekiwaniem dalej. Po pierwszym przesłuchaniu wiem, że arcydzieła z tego nie będzie. Ale z wielką przyjemnością pogowałabym do tego kawałka na koncercie.

    Więc recenzja chyba jest na plus. „Chyba”, ponieważ gdyby ktoś mnie spytał, czym się ten kawałek wyróżnia, nie umiałabym odpowiedzieć. Póki co wszystkie trzy single są tak zwane „jedno kopyto”. Jednak coś w środku każe mi nie wyłączać tego kawałka w połowie, a wręcz wracam do niego od czasu do czasu, gdy czuję, że brak mi energii do działania. I chyba to jest klucz do sukcesu.

    Więc wielką przyjemnością pozwoliłabym się obdarować polską wersją albumu wraz z płytą niespodzianką, aby móc słuchać tego kawałka i wielu innych z oryginalnej płyty z niezależnego sklepu na porządnym sprzęcie. A może nawet „Moth into flame” do mnie przemówi. Bo jednak dobrych kawałków najlepiej się słucha z płyty. Spotify, Youtube i inne formy przekazu sprawiają, że płyta traci na swojej wartości.

    Reply
  15. KAMIL

    „Myślę że w ogóle to…świetny konkurs:) Ale także dużo myślę właśnie ostatnio o singlach z nadchodzącego albumu który tuż tuż! Powiem szczerze że każdy kolejny podobał mi się coraz bardziej! I więc moim ulubionym jest ‚Atlas,Rise!’ Strasznie mi się podoba refren, znakomicie Hatfield wyciąga głosowo końcówkę słów a szczególnie…Riiissseee…! Lubię takie „darcie”. Utwór jest długi ze znakomitymi wstawkami gitarowymi (choćby w wideo jak wokalista tnie na białej gitarze) oraz ma fajne zmiany tempa! Ważną rzeczą dla mnie jest też scenariusz – a w tym video pomysł na pokazanie studia był bardzo fajny:) Czego tam nie ma zaczynając od flag a kończąc na sprzęcie…Ale wróćmy do ‚Atlas,Rise!’ – powiem Wam że zanim się ukazał, bardzo już podobał mi się drugi singiel czyli „Moth into flame’. I powiedziałem do siebie…a może następny będzie lepszy? I stało się dla mnie że trzeci jest lepszy! Już widząc nazwę kawałka – poczułem że z tego tytułu czyli Atlas,Rise! może wyjść niezła moc! Tak, takim czymś dla mnie Met powraca do dawnych lat…A u chłopaków widać zaangażowanie, radość, profesjonalizm, doświadczenie i ogromną ponownie chęć grania! Oby więcej takich singli. . .”
    ###Wersja PL + płytka niespodzianka please…

    Reply
  16. Tomek

    Moim ulubieńcem jest zdecydowanie Hardwired!
    Jest to mój faworyt, być może między innymi dlatego, że to razem z tym singlem przyszła wiadomość o całym albumie „Hardwired…To Self-Destruct”.
    Spekulacje na temat następcy „Death Magnetic” stały się dla mnie nudne… no ile można się zastanawiać kto pierwszy wyda płytę – Tool czy Metallica?
    Po zobaczeniu pierwszych postów z linkiem do Hardwired spodziewałem się, że
    zamiast nowej Mety zabrzmi Rick Astley i jego Never Gonna Give You Up, lecz się myliłem…
    Na szczęście!
    Grobowa cisza z początku klipu przerodziła się w energiczny riff, czyli to co tygryski lubią najbardziej.
    Utwór wcale nie musi być skomplikowany aby był udany – jest tak w przypadku Whiplash, pierwszych dwóch minut The Four Horsemen czy właśnie Hardwired.
    Wokal Jamesa według mnie brzmi po prostu idealnie – pełen werwy i agresji.
    Sekcja instrumentalna brzmi równie perfekcyjnie.
    Wszystko dopracowane, dopięte na ostatni guzik – miejmy nadzieję, że w takiej konwencji będzie utrzymany cały album.
    „Moth Into Flame” jak i „Atlas, Rise!” również są genialnymi kompozycjami, lecz właśnie „Hardwired” jest dla mnie tym wiodącym, pełnym ducha i energii utworem.

    Jeśli moja recenzja wyróżniała się spośród pozostałych i została wybrana jako jedna z tych zwycięskich to poproszę wersja standardową + znaczki :)

    Pozdrawiam,
    Tomek

    Reply
  17. Beata

    Nowe utwory brzmią wspaniałe, to jest ta dawna Metallica , wreszcie wrócili z „dalekiej podróży „.
    Wersja polska?. Pozdrawiam ?

    Reply
  18. Grzegorz

    Recenzja utworu Metallica – „Moth Into Flame”

    O swym procesie twórczym mówią, że tworzą riffy, motywy, a później łączą je w rożne konfiguracje, tak aby ze sobą współgrały i coś ciekawego z nich wyszło.

    I tak jest w tym przypadku. „Moth Into Flame” zaczyna się chwytliwym unisonem, lecz po chwili James i Kirk uderzają w nas „szarpanym” riffem, w którym słychać inspiracje dzisiejszym podgatunkiem zwanym Djent. Trzeba przyznać, że Metallica ma dar do tworzenia ciekawych motywów, bo te które pojawiają się w zwrotkach, między nimi i w refrenie wpadają w ucho.

    Co do tekstu może wciąż nie jest to najwyższej próby poezja, ale jest dużo lepszy niż ten, który mamy w utworze tytułowym płyty. W końcu w takim
    „Guarantee your name, you go and kill yourself
    The vultures feast around you still
    Overdose on shame and insecurity
    If one won’t do that fistful will” jest dużo więcej przekazu niż w prostym
    „We’re so fucked
    Shit outta luck
    Hardwired to self-destruct”

    Solówki Kirka wciąż nie powalają i powoli zaczynam rozumieć, dlaczego w St. Anger ich nie było. Coraz częściej mam wrażenie, że Kirkowi zaczyna brakować pomysłów na zaprezentowanie czegoś świeżego i albo kopiuje swoje stare zagrywki(jak to miało miejsce chociażby w „The Day That Never Comes”) albo popisuje się jak to ma miejsce w solówce do „Moth Into Flame” albo jeździ po pentatonice bez większego ładu ani składu w nadziei, że coś z tego wyjdzie(vide „Hardwired”)

    Koniec końców w tym utworze czuć, że mało co tu do siebie pasuje, jest po prostu kompilacja złączonych ze sobą riffów, ale o dziwo na ten moment to najlepsza kompozycja z trzech udostępnionych. Ma w sobie jakąś magię, która sprawia że do tego kawałka po prostu chce się wracać.

    Ocena – 8/10

    Wersja standardowa

    Reply
  19. Marek

    „Moth Into Flame”
    Ten utwór przywraca równowagę „mocy” w twórczości Metallicy po i tak znakomitym „Death Magnetic”. Wydawać by się mogło, że lepiej być nie może, a jednak :-)
    Jak najnowsza płyta będzie tak brzmiała to nie mam więcej uwag. „Ćma w płomieniach” to zdecydowanie najrytmiczniejszy z tych trzech najnowszych kawałków.
    James świetnie vocaluje przy swojej sześciostrunowej machinie zwłaszcza z przebojowym refrenem.
    Kirk przygrywa niezmiernie melodycznie, ale solo mogłoby być bardziej przejrzyste, za to Lars o dziwo bardzo równo kopie i wraz z basem Roberta wyrywa słuchacza z butów i rzuca o ścianę.
    Przebój murowany, dynamiczny i wpadający w ucho.
    9/10
    Poproszę wersję polską + płytę niespodziankę.

    Reply
  20. Ryszard

    „Moth Into Flame” utwór zróżnicowany i z różnym temepem.James spiewa fajnie.słychać nutkę rocka progresywnego którego jestem fanem,Kirk nie zawodzi w solówce. ogólnie najlepszy utwór z dotychczas prezentowanych.
    Poproszę wersję polską + płytę niespodziankę.

    Reply
  21. Shavomir

    Kiedy dowiedziałem się, że Metallica wypuszcza kolejny krążek, momentalnie z mordy wygiętej w pałąk, najzwyczajniej w świecie zacząłem się uśmiechać i z niecierpliwością czekałem na jakikolwiek numer z nowej płyty.
    Pojawił się Hardwired i… JEBS!. Metallica 1:0 Ja. Mimo tego że byłem w pracy w momencie odsłuchu, headbanging momentalnie mnie dopadł i jak utwór dobiegł końca, puściłem go jeszcze raz i jeszcze raz, i jeszcze raz, i jeszcze raz… WTF?! Kiedy ostatni raz zostawiłem coś na autoplay’u. Mój zespół bardzo numer 1 kompletnie mnie nie zawiódł i czułem się, jakbym pierwszy raz w życiu usłyszał Metallikę. Zadziorne brzmienie, potężny wokal Hetfield’a, nastrój utworu po prostu wpada w Ciebie butem prosto w klatę, a następnie zaczyna po Tobie skakać do ostatniego dźwięku. Jedynym rozczarowaniem to mało wyraziste solo, które jednak mimo wszystko dobrze wkomponowuje się w całość.
    Kiedy zacząłem sprawdzać, co ludzie sądzą o Hardwired, zwątpiłem. Ale haters gonna hate, więc c***a kładę na tą strefę raka, bo to kompletnie nie istotne.
    Tytani grają to, co obecnie czują i słychać to gołym uchem. Moth into Flame i Atlas, Rise! utwierdziły mnie w tym przekonaniu i po prostu umrę, jak nie usłyszę nowej płyty.

    Rodzaj nagrody jest kompletnie nieważny. Byle dorwać Hardwired… To Self-Destruct

    Reply
  22. Miłosz

    Moim ulubionym z nowych kawałków Metalliki jest „Atlas, Rise!”. Przy odliczaniu do premiery tego utworu spędziłem cięgiem jakieś pół dnia, jednak efekt był tego wart. Dostaliśmy solidny kawał świetnego metalu spod szyldu mojej ukochanej Metalliki. Tych czterech panów w dość zaawansowanym wieku pokazało młodszym (oraz starszym) kolegom z branży jak powinno się robić muzykę. Oby Tak Dalej!

    Moja ocena: 9/10

    Reply
  23. Olaf

    WE’RE SO DUCKED… SHIRT OUTTA LUCK” – RECENZJA
    8 lat… 2 900 dni… i jak krew w piach… 8 lat czekałem na kolejny twór ukochanego zespołu. Zespołu, na którym się wychowałem zaraz po Majce Jeżowskiej, Panu Tik-Taku i Michaelu Jacksonie. I co mogę powiedzieć po tych ośmiu latach? Czuję się muzycznie obrzezany. Jakby ktoś z wyrazem twarzy godnym Jack’a Nicholsona zbliżył się na odległość 2 mm od mojego nosa i splunął mi w twarz. Takie odczucia towarzyszą mi po odsłuchaniu sztandarowego (oby nie) utworu Hardwired, ze zbliżającego się, listopadowego krążka Metalliki.

    Wstałem rano i przeglądając – jak co dzień – poranną prasę w Internecie ? (jak prawdziwy Polak), przed moimi oczyma mignęła mi informacja „Nowy album, nowy utwór – Metallica”, obudziłem się i z podnieceniem godnym rozpakowywania gwiazdkowego prezentu wcisnąłem przycisk „play”. Minęła 3 minuta i 19 sekunda piosenki i stwierdziłem „ujdzie, idę do pracy”. W dawnych czasach nie wyszedłbym z domu, zanim bym nie zgrał (na jakikolwiek nośnik) nowego utworu Metalliki! By słuchać go w kółko. Teraz zobojętniały tak zrobiłem. Kiedyś jednak trzeba wrócić z pracy i posłuchać Hardwired jeszcze raz. To był błąd. Poczułem się jakbym jadł rozgotowanego knedla. Taki co rozszczelnił się w trakcie gotowania, napłynęła do niego woda i sprawiła, że nadzienie nabrało nijakiego smaku – ale zjesz go bo jest posypany cukrem (w tym wypadku cukier to sama nazwa METALLICA). „Oszukali mnie” – pomyślałem, odtwarzając ten utwór jeszcze raz, i jeszcze raz, i jeszcze raz… Nie mówię tego dlatego, że nie lubię Metalliki – kocham ją. Jestem jednym z nielicznych, któremu zawsze coś się podobało. Jedni twierdzą, że Metallica skończyła się na Kill’Em All. Ja uważam, że każdy ich krążek miał coś w sobie, nawet St. Anger, pomimo że Lars nagrywał wtedy bębny na garnkach przy użyciu kija baseballowego. Ale posłuchajcie nowego utworu. Czy nie przypomina wam czegoś? Można go porównać do bardziej niewychowanej, ostrzejszej siostry utworu „My Apocalypse”, takiej z kolczykiem w nosie i tatuażem motylka na pośladku.

    Czego brakuje w tej nucie? Chyba alkoholu w gardle James’a i nieobecności Larsa, który zdaje się nie dawać sobie rady z tempem. Patrząc nawet na zdjęcie powyżej, ma się wrażenie, że chłopaki zapomnieli czym jest prawdziwy „fun” płynący z grania. Kirk z miną pt.: „o fujj znowu muszę grać na gitarze, zamiast malować gitary i pływać na desce”. Lars z wyrazem twarzy „wyłysiałem, ale jestem boski.” James, który patrzy tak, jak gdyby chciał powiedzieć: „I co? Nie da się zepsuć metalowej legendy?”. Jedynie Rob wyszedł w miarę normalnie… choć może dlatego, że jest w zespole najkrócej. W tekście piosenki padają słowa „We’re so fu@#ed… Hardwired to self-destruct” i to szczera prawda. They are so fu@#ed, a do tego dążą do samo-destrukcji, idąc na łatwiznę. Najgorsze jest to, że nawet jeśli nowy krążek okaże się czymś w rodzaju brudu spod paznokcia, to i tak miliony osób go kupią, a gimbaza będzie się nim jarać, bo swoją przygodę z Metalliką rozpoczęli na kolaboracji z Lou Reedem. Oby moje słowa obróciły się w perzynę, a płyta „Hardwired… To self-destruct” okazała się czymś więcej, niż tylko 8-letnim klonem Death Magnetic, bo w końcu dojdzie do tego, że uratują ich tylko utwory w klimacie country.

    Poproszę w razie czego wersję standardową + znaczki :)

    Reply
  24. Bartek

    Recenzja od młodego fana Metallicy :)

    Czekałem z nadzieją na nowy album już od Lords of Summer. Nie kryję że po jego wyjściu czułem trochę niedosyt, ale pomyślałem że Meta już stary zespół i może nie mają siły albo coś.
    Na szczęście, gdy usłyszałem „Hardwired”, uspokoiłem się i uwierzyłem że jednak mogą grać szybko. Sam początek wzbudził we mnie myśl „czy wracają do thrashu?”, zdziwiłem się charyzmą tego kawałka. Wykrzyczany tekst przypomina odrobinę krzyki Toma ze Slayera (zwłaszcza refren). Lars zrobił nawet dobrą robotę i szacunek za podwójną stopę pod koniec. Niestety moim zdaniem linia basu mogła by być bardziej złożona, ponieważ wiemy, na co stać Robcia. Solo krótkie… liczyłem że Kirk, pokaże nam coś więcej na pierwszym singlu. Mimo tego, utwór w porównaniu do LoS jest znacząco lepszy. Po potwierdzeniu, że ten krążek ma być kontynuacją, nie spodziewałem się takich piosenek więc było to miłe zaskoczenie. Oceniam ją na mocne 7/10.

    Teraz ćma… Jak na razie najlepsza z trzech wydanych. Po pierwsze: intro na dwa głosy. Gdy to usłyszałem, to już wiedziałem że podążają dobrą drogą i coś z tego będzie. Destrukcyjna zwrotka (brakowało mi tylko krzyków Roberta na początku wersów :) ale to nie Creeping Death). Melodyjny refren to właśnie to coś, czego dawno nie było i mimo, że czytałem wiele hejtów na jego temat, to mi się straszliwie podoba i uważam, że to jeden z lepszych Metallicowych refrenów. Oby nie zaprzestali chórków na tej piosence, bo udało im się to i chcę tego więcej na reszcie albumu! Tym razem Kirk popisał się i nie zawiódł fanów Wahametta. Lars kolejny raz używa podwójnej stopy!! Jak to?? Mimo tego, że wszyscy wiedzą jakie komentarze krążą pod jego adresem, to tu pokazał, że jednak potrafi i hejterów ma głęboko w nosie. Wiele zmian tempa – co też mi się podobało. Bas w tej piosence też jest lepszy, ale to nadal nie pełnia umiejętności naszego kochanego Robcia i czekam na więcej jego popisów. Wersja koncertowa w której Rob śpiewał chórki również kopała banie. Oceniam ją na 8,5/10.

    I na koniec niedawno wydany „Atlas, Rise!”, na którego czekałem z niecierpliwością. W moim rankingu umieściłem go między „Hardwired” a „Moth into Flame”. Intro może lekko na siłę, ale po nim całkiem ciekawy riff w stylu „kilemola”. Zwrotka nieco podobna do „Moth”. Miażdzący, wpadający w ucho, stanowczy refren zostaje w głowie. Perkusja wyjęta z „Hallowed by the Name” Maidenów z dodatkami Larsa. Gdzieś w okolicy refrenu oraz dalej słyszymy świetne, giarowe harmonie. Później energiczna solówka, ze zmianami rytmu i zatrzymaniami. Zaraz po niej, moment powodujący u mnie ciarki na plecach – solówka na dwa głosy. TAKIEJ jeszcze nie było. Jeden z najbardziej epickich momentów w dorobku zespołu. I genialny krzyk oktawę w górę jako ostatnie słowo w piosence. Hetfield się postarał. Oceniam tą piosenkę na 8/10.

    Nie mogę się doczekać wysłuchania pełnego albumu, ale liczę na więcej znakomitych momentów na dwa głosy, zmian tempa i melodyjności (i może jakieś intro lub solo na basie :D ). Mam nadzieje, że nie zawiodę się. Dotychczasowy materiał bardzo mi się podoba, gdyż obrazuje poniekąd cały dorobek grupy. Szacun Panowie.

    Wolałbym wersję standardową ze znaczkami.
    E-mail: barti292001@interia.pl
    Pozdrawiam całą ekipę z Heavyrocka :)

    Reply
  25. Iwona

    „Hardwired” pierwszy singiel! To był rąbnięcie! Od razu mi się spodobał. Nie za długi, świetny tytuł, dobre słowa, znakomite proste ciemne wideo,a całość dźwiękowo przypomina mi najlepsze dźwięki Metallicii z lat osiemdziesiątych. Codziennie go odpalam w domku i mam przez to świetny humor. O takie utwory mi chodziło – powiem szczerze – myśląc o nowej płycie Metallci. I panowie dla mnie – zrobili to idealnie! Teraz chce się koncertu i chce się znów załadować właśnie tenże singiel: HARDWIRED! Jeb!Gra!:)
    [polska wersja/album niepodzianka]

    Reply
  26. Piotrek

    Death Magnetic był albumem, dzięki któremu Metallica mogła twierdzić, że powróciła do swego dawnego thrashowego brzmienia. Pozwolił nieco zakryć plamę pozostawioną przez St. Anger, czyli „w zamyśle thrashem, w rzeczywistości trashem”. Papa Het i spółka kazali nam czekać na nową płytę dość długo, bo aż ponad osiem lat (nie licząc półproduktów takich jak Beyond Magnetic czy Lulu, które nie są pełnoprawnymi płytami zespołu). Muzycy długo wspominali w wywiadach, że album jest już w fazie miksowania, że już niebawem będziemy mogli posłuchać całkiem nowej Metalliki, aż w końcu pod koniec wakacji (dokładnie 18 sierpnia) ukazał się singiel „Hardwired”, promujący nową płytę pod tytułem „Hardwired… To Self Destruct”. Sama nazwa składanki mogła przypominać dawne wydawnictwa Megadeth, przyjrzyjmy się jednak samemu utworowi.

    „Hardwired” rozpoczyna się energicznym, szybkim riffem, któremu towarzyszy werbel Larsa. Po kilku sekundach piosenka przechodzi w swój główny motyw, który z pewnością spodoba się fanom headbangowania na koncertach, jest kwintesencją Metalliki z Kill ‚Em All, swego rodzaju powrotem do korzeni. James w refrenie… przeklina, co nie jest taką oczywistością w utworach Metalliki. Po sekwencji wpadającej w ucho energicznej zwrotki i prostym refrenie pojawia się nowy riff, przypominający (uderzająco, niestety) motyw z „Metal Militia”, kolejny raz mamy więc do czynienia z powrotem do pierwszej płyty zespołu. Solówka Kirka tradycyjnie z użyciem wah-wah ( ;) ) jest jedną z krótszych w jego karierze muzycznej, jest dość prosta, i pozostawia po sobie niedosyt.”Hardwired” jest drugim najkrótszym utworem od czasu „Motorbreath”, ale z pewnością nadaje się na swego rodzaju wprowadzenie w nową płytę. Po jego przesłuchaniu mamy ochotę na więcej.

    Nieco ponad miesiąc później (26 września) ukazało się „Moth Into Flame”. Od pierwszych sekund uderzają w nas gitarowe harmonie, budujące napięcie, przechodzące w szybki riff, będący wariacją prostych melodii z „Death Magnetic”, trzeba my jednak oddać, że ma w sobie to coś, co sprawia, że po prostu PORYWA. Po raz kolejny mamy okazję przekonać się, jak wybitnymi wykonawcami są członkowie Metalliki – tak nieskomplikowany motyw w ich wykonaniu staje się jednym z największych plusów ich drugiego oficjalnie wydanego singla z nowej płyty. Hetfield śpiewając opowiada o celebrytach garnących się do światła niczym ćmy do ognia, a więc tematyka w porównaniu z poprzednią piosenką uległa dramatycznej zmianie. Co do samych wokali Jamesa, to zasługują one na słowa najwyższego uznania. Papa Het jest w wyśmienitej formie, co udowadnia na każdym z dotychczas wypuszczonych singli. Refren piosenki może zostać użyty do wspólnego śpiewu Jamesa z fanami na koncercie – towarzyszy mu prosty riff, a słowa (także nieskomplikowane) pozwalają na współpracę z fanami. „Ćma w ogniu” to chyba najlepszy z trzech wydanych utworów.

    Ostatnim utworem jest wydany w Halloween „Atlas, Rise”. Zaczyna się od mocnego… uderzenia, po którym następuje riff w pewnym sensie nie przypominający starej dobrej Metalliki. Cały utwór nosił roboczą nazwę „NWOBHM”, i nie da się ukryć, że jest pewnego rodzaju hołdem dla zespołów, którymi członkowie zespołu inspirowali się w młodości. Sam refren nieprzyzwoicie przypomina dzieła Iron Maiden. „Atlas, Rise” to jeden z tych utworów, które z początku nie robią na tobie wielkiego wrażenia, ale za którymś odsłuchaniem (piątym, dziesiątym) zaczynasz doceniać jego walory. Nie mamy tu do czynienia z riffami „galopującymi”, są natomiast nieco prostsze riffy, prostsza perkusja. Podobać się może rozbudowane solo Hammetta, które przechodzi w NIE-SA-MO-WI-TĄ harmonię gitarową. Za to Metalliko, chapeau bas, ale mimo wszystko moim zdaniem jest to najsłabszy utwór z tych, które ujrzały światło dziennie. Poza wspomnianą harmonią nie ma w nim nic, co jest w stanie porwać słuchacza.

    Premiera „Hardwired… To Self Destruct” nadchodzi wielkimi krokami, a trzy single wydane przez Metallikę mogą pokazać, że nie będzie to album taki jak bijące szybkimi riffami „Death Magnetic”, nie będzie także takie, jak do bólu uproszczone „St. Anger”. Jest za to czymś nowym, nową Metalliką, która nie powinna nam mimo wszystko kazać tęsknić za starymi składankami. Na nowy album czekam z wielką niecierpliwością, a trzem singlom daję łączną ocenę 8/10.
    ___________

    Wolałbym wersję standardową ze znaczkami. E-mail – piotrekbernaciak1@wp.pl. Pozdrawiam!

    Reply
  27. Michał

    Hardwired. Czy Metallica nagrywa 1 dobry utwór, raz na 8 lat? Czy utwór nr 1 na płycie okaże się jedyny godny uwagi? Czy można nagrać na szybko coś takiego, w podobno kilka (2) tygodnie? Czy potrzeba zatem 8 lat żeby stworzyć album? Czy perkusja będzie w porządku? Czy nie można było zrobić dłuższego solo w „hardwired”? Te i inne jeszcze pytania pojawiają się tu i ówdzie. Kilka z nich zadaję sobie oczywiście i ja. Odpowiedzi? Dopóki nie usłyszymy albumu nie będą w kilku przypadkach możliwe niestety. Utwór rozpoczyna się szybkim bębnieniem, stopniowo wchodzącymi gitarami. Trzyma tempo. Jest szybko. Vocal chłoszcze. Punkowo. Trochę. Wchodzi solo i szybko się kończy. Za szybko. Szkoda. Może będą solówki jak należy w innych utworach na płycie? Zobaczymy. Całość krótko i na temat. Niewiele ponad 3 minuty. Mnie się podoba. Na pewno czekam na resztę i spróbuję odpowiedzieć sobie po przesłuchaniu albumu na kilka powyższych pytań.
    —-
    Wersja standardowa :)

    Reply
  28. Jacek

    Minęło 8 lat. 8 lat i… chyba spodziewałem się czegoś więcej. Choć każdy z tych trzech dotychczas opublikowanych utworów, ma potenciał. (każdy w innym klimacie) to w każdym słychać popłuczyny z dawnych lat. Takie odgrzewane kotlety. Najciekawszy według mnie jest, Atlas Rise. Zaskakujące riffy, nie wiesz jaki dźwięk za chwilę nastąpi, świetny wokal (szkoda że tylko w studio), I mimo że każdy bez problemu zauważy maidenowskie klimaty, to mnie wciągnął w całości od włosów których nie mam, do samych pięt.

    Reply
  29. Robert

    Moth into flame …. Usłyszałem po raz pierwszy Hardwired i wielkie WOW we łbie. Nowa Metallica. W końcu. Głodny, więcej, szybkie spojrzenie w net i JEST! Jest więcej. Atlas, Rise! no..ok… Następnie Moth….i zwariowałem. Nie , nie podczas słuchania ( wtedy z innego powodu ). Zwariowałem podczas czytania recenzji. Wniosek jeden. Jak wiadomo o gustach się nie rozmawia, jeden lubi banany drugi jak mu śmierdzą skarpetki, więc filozoficznie podchodząc do tematu to wszystkie recenzje można wsadzić sobie w …coś tam lub gdzieś. Powiem tyle – płyta KONIECZNIE do przesłuchania dla każdego fana metalu. Rudzi oczywiście ją oplują, żelażniaki zaśmieją się pod nosem, a inni pokochają. Ja chyba pokocham.

    Poproszę naszą jeśli się uda.

    Reply
  30. Wojciech

    Drugi singiel „Moth Into Flame” wywołam u mnie dość niespotykane i pozytywne zaskoczenie.
    Po odtwórczym (w znacznym stopniu) Death Magnetic spodziewałem się kolejnego tworu osadzonego w ramach dawnych, klasycznych pozycji. I coś takiego otrzymałem !
    Skoro tak, to w tym miejscu powinienem oczywiście polać jadem typu „wtórne dziadki” czy „żerujący na sentymentach”. Jest jednak wspomniane wyżej niejednowymiarowe zdziwienie.
    Nie jestem do końca pewien czy to cel zamierzony i czy tak w ogóle by się dało.
    Chodzi o wyżej wymienioną odtwórczość, okraszoną znaczącą dawką świeżości i witalności.
    W moim przypadku wywołało to częściową konsternację wraz ze znacznie większą ciekawością, co znajdzie się na nowym LP. Podczas słuchania utworów z poprzedniego albumu, często dzieliłem je na poszczególne fragmenty i kojarzyłem „gdzie wcześniej były”.
    Przy „Moth Into Flame” wszystko płynie. Są patenty z klasycznych pieśni, ale oprócz nich jest składnik zwiastujący coś świeżego w dobrze znanej potrawie. Ciągle towarzyszy mi zdziwienie jak często wracam do tego utworu, który mimo słusznego czasu mija dosyć szybko, nie nudząc.
    Czyżby Panowie z Mety znaleźli złoty środek na swoją twórczą przyszłość?

    Wersja standardowa

    Reply
  31. Konrad

    Moth Into Flame

    Jak zwykle w duszy metala rozterki
    Czy będzie thrash to, czy znów cukierki
    I choćby nie wiem co, jak zagrali
    Dla wielu i tak już się dawno sprzedali

    Singiel po singlu wydają co chwilę
    W oczach i uszach, i w ogniu motyle
    Nie takie zwykłe, bo nocne tym razem
    Ocena utworu nie ujdzie im płazem

    Melodia, harmonia te rzeczy nas cieszą
    I riffy chwilami wspomnienia nam wskrzeszą
    Kostkuje Hetfield jak za dawnych czasów
    Wokal też pięknie na tle Roba basów

    Jak to przetrawić, że przez tyle lat
    Każda Ich płyta to cudny świat
    A potem kolejne po Czarnej nastały
    I ostrej krytyki się wnet doczekały

    A że wokal nie taki, nie krzyczy
    Że znów zaciąga i już nie ryczy
    Lars niby znowu nierówno pogrywa
    Fani: „…. nam to nie urywa”

    Kirk chwycił za kaczkę, jak ma w zwyczaju
    Ocena solówki?… Nalej mi czaju
    Wydaję się chyba, że tylko chórki
    Ratują honor tej Wielkiej Czwórki

    Ale i tak się od razu znajdzie
    Fan co to tylko Newsteda chce w bandzie
    I nie dogodzi im wszystkim na raz
    Chyba, że puścim Mastera tu zaraz

    Jakby nie patrzeć, jest nowa Meta
    Jest więc okazja by trwała dziś feta
    I choćby się chciało do Justice powrotów
    …To self destruct już jestem gotów.

    wersja standardowa
    outcast11@op.pl

    Reply
  32. Patrycja

    Pierwszy utwór Metalliki po dłuższym czasie zdecydowanie nasilił moje nadzieje co do albumu jak i następnych singli. Nie ukrywam że po pierwszym przesłuchaniu „Moth into flame” czułam niedosyt. Jednak z każdym kolejnym powrotem do tego utworu ten niedosyt znikał. Po prostu w moich uszach okazał się być dobrym kawałkiem. Nudnawe podkolorowane z początku intro stało się ciekawym wstępem do ciężkiego riffu. Przejścia i zwrotki z nieoryginalnych przerodziły się we wpadającą w ucho kompozycje. Nawet z początku według mnie całkowicie rujnująca wszystko „przyśpiewka” nadała kawałkowi klimacik. Solo Kirka nie wydawało mi się już tak oklepane. Te kilka przesłuchań zmieniło długaśną kompozycje w naprawdę dobry i ciekawy utwór oraz pokazało mi w nim wszystkie rzeczy za które pokochałam Metallike. „Moth into flame” to utwór do którego trzeba się przekonać. Staje się wtedy kolejnym kawałkiem dobrej muzyki w dorobku tych czterech niestety coraz starszych panów.

    Reply
  33. Patrycja

    Pierwszy utwór Metalliki po dłuższym czasie zdecydowanie nasilił moje nadzieje co do albumu jak i następnych singli. Nie ukrywam że po pierwszym przesłuchaniu „Moth into flame” czułam niedosyt. Jednak z każdym kolejnym powrotem do tego utworu ten niedosyt znikał. Po prostu w moich uszach okazał się być dobrym kawałkiem. Nudnawe podkolorowane z początku intro stało się ciekawym wstępem do ciężkiego riffu. Przejścia i zwrotki z nieoryginalnych przerodziły się we wpadającą w ucho kompozycje. Nawet z początku według mnie całkowicie rujnująca wszystko „przyśpiewka” nadała kawałkowi klimacik. Solo Kirka nie wydawało mi się już tak oklepane. Te kilka przesłuchań zmieniło długaśną kompozycje w naprawdę dobry i ciekawy utwór oraz pokazało mi w nim wszystkie rzeczy za które pokochałam Metallike. „Moth into flame” to utwór do którego trzeba się przekonać. Staje się wtedy kolejnym kawałkiem dobrej muzyki w dorobku tych czterech niestety coraz starszych panów.

    Edit
    Zapomniałam dodać ;)
    wersja polska
    tusqa18@wp.pl

    Reply
  34. Rafał

    Nie mam odnośnie tej płyty zbyt wygórowanych oczekiwań. Już dawno pogodziłem się z tym, że Metallica to jest od pewnego czasu całkiem inny zespół i zupełnie inni ludzie. Tak jest chyba lepiej dla psychiki starego fana. Po co ciągle obrażać się na nich, że znów nie nagrali „Master Of Puppets 2” i utyskiwać, że skończyli się na „Kill ‘em All”, co oczywiście jest bzdurą. To se ne vrati, jak mawiają przyjaciele Czesi. Jeśli przyjąć, że kwartet ze słonecznej Kalifornii to teraz bardziej hard rockowy niż thrash metalowy zespół, rozczarowanie nie będzie takie srogie. Po słabawamym i odrobinę zawodzącym „Hardwired” przyszła kolej na drugi singiel „Moth Into Flame” i muszę przyznać, że jest lepiej niż mogłem się spodziewać, choć nie oczekiwałem zbyt wiele. Stąd pewnie ta zaskakująca in plus niespodzianka. Nie można bowiem odmówić „Moth” energii, żywiołowości. Utwór nie nuży słuchacza, jest dość pomysłowy, zgrabnie zaaranżowany ale na szczęście nie jest takim kolosem, jakie zdarzało się Metallice popełniać w przeszłości. Nie jest źle, blamażu nie ma. Produkcja też na szczęście jest lepsza niż na źle zmiksowanym „Death Magnetic”, z tym że perkusja Larsa brzmi dosyć plastikowo, zwłaszcza bęben centralny. Brakuje mi też basu. Oczywiście, nie powtórzono dziwnego i niezrozumiałego zabiegu – delikatnie mówiąc – z sesji do „…And Justice For All”, ale bardziej uwypuklony linie basu, dodałyby tej muzyce smaczku. Nienawidzę jako zwolennik fizycznych nośników pisać o muzyce z youtube, ponieważ efekt finalny często bardzo się różni, od tego co możemy usłyszeć w internecie. No ale na całość muszę zaczekać aż do 18 listopada. Okładka… cóż, ktoś tu dał ciała. Pomijając fakt, że jej autor dokonał autoplagiatu, kolorystyka i ogólnie cała stylistyka artworku jest zwyczajnie do dupy! Dziwię się, że zespół zaakceptował projekt takiego potworka. Mam nadzieję, że ów niezbyt udany cover zdobiący „Hardwired… To Self-Destruct” będzie największym rozczarowaniem od Metalliki A.D. 2016, ponieważ po cichu liczę na lepsze kompozycje z tego długiego, dwupłytowego wydawnictwa niż te wybrane na single promujące.

    Reply
  35. Asia S.

    Jako wieloletnia fanka Metalliki z przykrością muszę stwierdzić, że moje oczekiwania co do płyty na którą zespół każe sobie czekać bitych 8 lat, były chyba zbyt wygórowane. Okładka aż zanadto przypominająca „Odd Fellows Rest” sugerowałaby, że może chłopaki kombinują coś ze sludgem (sic!). Nic bardziej mylnego. Brzmienie singla „Hardwired” rażąco podobne do „Death Magnetic”, a miało być tak świeżo, nowo i inaczej. Jest dosyć chaotycznie i nieco męcząco, mimo że utwór nie trwa 10 minut. Gdzie podziały się przemyślane, harmonijne, a przede wszystkim ciekawe kompozycje, z których zespół niegdyś słynął? Gitary tną jak należy, wszystko brzmi jak należy, ale coś tu nie iskrzy. Tytuł płyty budzi we mnie mieszane uczucia, jako zbyt pretensjonalny, ale mogło być gorzej. Jednak nie wolno oceniać całego albumu na podstawie jednej piosenki. Przypuszczam, że ta płyta nie zrewolucjonizuje muzyki, jak żaden inny wydany po czarnym albumie przez tych niegdyś metalowych gigantów. Nie liczę na powtórkę „Right The Lightning”, ale przynajmniej na miks wszystkiego co najlepsze po trochu z ostatnich 4 albumów a już będzie dobrze. Dzięki temu sporo osób znajdzie tu coś dla siebie. Nie będzie to może kamień milowy ostrego łojenia, ale solidne hard rockowe granie. Taką mam nadzieję.
    Poproszę wersję polską z niespodzianką.

    Reply
  36. Jacek

    Od czasów „Death Magnetic” mam problem z Metalliką. Niby się zreformowali, niby poszli po rozum do głowy i znów zaczęli łoić jako drzewiej bywało, ale po kilkukrotnym przesłuchaniu nowego wcielenia zespołu, mam wrażenie, że rozczarowujące w latach ’90 płyty „Load” i Re-Load”, brzmią dziś mimo wszystko jak klasyki. Nigdy nie sadziłem, że to powiem, ale tak to dziś widzę. „Death Magnetic” była niby dość głośna, dość szybka, dość agresywna, ale okazało się, że to taka wydmuszka a jej szorstkie brzmienie wynikało ze skopanej produkcji…
    „Lulu” traktuję raczej jako eksperyment. „Eksperyment wykonany, lecz niestety nieudany”, jak śpiewał Kazimierz Staszewski. Pomyślałem wtedy: „Dżejmsie Hetfieldzie i Larsie Ulryku, nie idźcie tą drogą!” Czekałem zatem osiem pieprzonych lat i co mam? Takie sobie rzępolenie. Niby solidne, ale jednak szału nie ma. Weźmy ostatni singiel promujący nadchodzący album czyli „Atlas, Rise!”. Grają co prawda szybko, jednak myślą sobie spryciarze, że tym ukryją iż kompozycja jest zwyczajnie słaba i bez polotu. Technicznie jest OK, bo inaczej nie może być przy tej klasie muzyków, ale kompozycyjnie nie ma tu nic wyjątkowego i wartego szerszej uwagi. Utwór mało przykuwający słuch, bo nic mi nie utkwiło w głowie. Po cichu jednak liczę, na to że Metallica przewrotnie, wbrew komercyjnej strategii na pierwszy ogień wypuściła lekkie, proste, zwiewne kompozycje, które jednak nie robią na mnie wrażenia, ale na danie główne zostawili więcej lepszych kompozycji. No nie ma bata, na dwupłytowym wydawnictwie musi trafić się coś dobrego. I właśnie na nie czekam z niecierpliwością. Mimo wszystko!

    Reply
  37. Sebastian

    Fanem metalliki jest od dziecka, uwielbiam większość ich utworów i albumów, każdy z nich przedstawia innych etap z ich życia i to co się w nim działo zaczynająć od nieokiełznanych nastolatków chcących podbić świat po dorosłych i dojrzałych mężczyzn. Słuchając wielokrotnie wszystkich ich albumów zaczynając od kill ‚am all a kończąc na udostępnionych ostatnio kawałkach zobaczyłem jakie trudy przechodzili w swoim życiu, grając to co im w duszy gra, nie można im zarzucić ani powiedzieć że metallica się skończyła, nigdy się nie skończyła, to po prostu ludzie nie mogli zaakceptować tego co tworzą, w moim odczuciu każdy z ich utworów jest wspaniały i wyjątkowy, ma swoją duszę i historie. Co do najnowszych piosenek, osobiście najbardziej przypadł mi do gustu ,, Atlas, rise” ze względu na wspaniały chorus który wywołuje u mnie gęsią skórkę. Utwór jest dość szybki oraz solo Kirka jest w nim najlepsze jak do tej pory z nowej płyty, napewno zasługuje na pochwałę. Nie jest to ich najlepsza piosenka, bo nie może się równać np. z ,,Creeping Death” ale jak dla mnie jest bardzo dobra i napewno będzie się wspaniale prezentować na żywo! Podsumowując, wiem że i tak nie wszystkim przypadnie do gustu nowa płyta metalliki, ale ja jestem pozytywnej myśli, bo trzeba zrozumieć ich muzykę a nie ją krytykować ;) P.S: Wersje Polską z niespodzianką jeśli można prosić :)

    Reply
  38. Michał

    „Atlas, Rise!” – najlepszy z trójki. Słychać bardzo dużo heavy metalu z wysp brytyjskich. Dużo NWOBHM, a w szczególności Iron Maiden. Jeżeli reszta albumu będzie na podobnym poziomie, to sporo osób będzie zadowolonych, w tym ja.
    PS. Ja nie wiem jak Lars wyrobi te wszystkie podwójne stopy na żywo…
    Wybieram wersję polską z niespodzianką.

    Reply
    1. Kamil

      Atlas! Rise! Piosenka, która wbiła mnie w fotel. Mięsiste riffy, perkusja szalona niczym z otchłani piekła i wokal. Kurwa najlepszy od lat. Dodatkowo tekst o czymś. Nie o dupie marynie, nie o cyckach, choć cycki są fajne ale mądre, przemyślane, gorzkie, szczere i ostre. Ta piosenka ma niesamowity klimat. Słuchając jej czuje się, jakby bramy piekła właśnie się otwierały. Ale ja mam to w dupie bo z taką muzyką w uszach nawet w piekle będzie zajebiście. Wybieram wersję polską z suprisem.

      Reply
  39. Krystian

    Jeśli jest się fanem Metalliki od dawna i zna się ich całą twórczość to można było się właśnie takiego albumu spodziewać . Tak jakbym kiedyś już to słyszał , lecz ten album ma w sobie to coś . Nowe brzmienie Metalliki daje im duży plus to jakby połączenie ciężkiego AJFA z szybkimi i ciekawymi riffami Black albumu i gitarami Iron Maiden . Razem z wokalem Jamesa daje to bardzo dobrą kompozycje . Moim zdaniem album będzie lekko monotonny i miejscami będzie się powtarzał , ale jestem optymistą i liczę na coś innego . Nawet Lars pokazuje tu , że trzyma formę :) . Odnośnie kawałków ,,Moth into flame ” Ma coś w sobie z ,,Creeping Death” jednak wiele mu brakuje do starszego kolegi . Ma świetny , rytmiczny refren który od razu wpada w ucho (Osobiście jest to jeden z moich faworytów ) . Atlas jest ciężki z szybkimi riffami i z melodycznymi partiami . Solo Kirka jest genialne całość daje ciekawy efekt lecz liczyłem na coś lepszego od tej piosenki (Tytuł mnie najbardziej zaciekawił z całej płyty) . Hardwired gdy było udostępnione pierwszy raz zrobiło na mnie ogromny efekt w końcu Metallica dała coś na co wszyscy czekaliśmy jednak im dalej wgłąb tym gorzej ta piosenka wypada przy kolegach z tego albumu . Krótka i przewidywalna , nic specjalnego . Miałem okazję przesłuchać jeszcze ,,Spit out the bone” która jest zdecydowanie moją ulubioną z tego albumu do tej pory . Miejmy nadzieję , że po premierze w piątek okaże się , że takich perełek Metallica ma dla nas więcej i album będzie najlepszym jaki nam nasz zespół zaserwował od dawien dawna . Będzie mógł dorównać takim legendą jak ,,Black album ” czy chociaż ,,Master of puppets ”

    Reply
  40. Jan

    Moth Into Flame: niby nowe, ale i tak już skądinąd znane. Niemniej to jedyny utwór z singli, który naprawdę mnie rusza. Ok, niby kolejne single mają być z założenia mniej przebojowe, a bardziej zaangażowane, ale mnie to nie przekonuje. Z przyjemnością posłucham całej płyty, a właściwie dwóch, bo moc jest, ballad ma nie być. Można polemizować z warstwa liryczna i z tym, ze to przedobrzenie, niemniej , kto zabroni wyrażać się artyście. Dobre brzmienie, jak dla mnie bardzo udanie podany w nowym sosie scenariusz zwrotka-refren i… przebojowość, bo singiel ma być przebojowy!

    Reply
  41. Kacper

    Megadeth wydał Dystopię
    Slayer Repntless
    Anthrax For all Kings
    Kupione w małym internetowym sklepie (mimo wszystko reklamy robić nie będę), empiki niestety zdominowały rynek i zarzucają często podniszczonym (mimo dobrej muzyki w środku) syfem. Stoją pięknie na półce i służą sztuką gdy ochota lub gdy sąsiad z zamiłowaniem wierci ścianę podczas nagłego napadu chęci wyremontowania nocą kuchni.
    I wszystkie te płyty robią dobrą robotę, naprawdę dobrą robotę. Aby więc stanąć na równi z nimi Hardwired… To self-destruct ma sporo do zrobienia ( ok, poziom For all Kings uznamy za pewnik). Trzy wydane single, ambitnie. I tu wchodzi problem z wyborem takiego, o którym będzie można powiedzieć że to faktyczny motyw najnowszej płyty, punkt odniesienia. Wszystkie trzy brzmią inaczej… Inaczej i od samych siebie i od wszystkiego co słyszeliśmy wcześniej. Przynajmniej na pierwszy rzut ucha. Tak naprawdę słyszymy dopracowane riffy z przed PEWNEGO okresu czasu, zwyczajnie lekko podrasowane, standard. Ni to dobrze ni to źle. Ja osobiście jestem zwolennikiem rozwoju brzmieniowego jak i kompozycyjnego zespołów. Nie mówię tu o niewiadomojakoscreamotechnicalospeedo metalu na 11/8 w stylu Rings of Saturn, tylko o zwykłym posunięciu w przód związanym bezpośrednio z dojrzałością muzyczną poszczególnych członków zespołu. Najważniejsze by się po drodze nie zagubic i nie skończyć jako na przyklad bóstwo emo-nastolatek. Konserwatyzm muzyczny też niczym złym nie jest, takie rzeczy się sprzedają i słuchają dobrze, ale nigdy nie zaspokoją wszystkich muzycznych potrzeb przeciętnego Pożeracza metalu. Dla mnie ważny jest fakt że Metallica mimo lat stara się szukać teraz czegoś nowego, nie mówię tu tylko o brzmieniu ale i o rozwiązaniach, jakie stosują w singlach z H… tS; Mimo wszystko potrzebny jest w tym wszystkim dobry trashowy kręgosłup, który mam nadzieję nie został jeszcze oficjalnie zaprezentowany. Wszystkie utwory trzymają się w miarę na równi z tym co usłyszeliśmy w 2008, co sprawia że wybór tego jednego jest trudny…..
    …. Ale nie niemożliwy, tyle słowem wstępu a teraz ocena najlepszego moim zdaniem singla z Hardwired. Od opublikowania tego wszystkiego minęło już trochę czasu i mogę śmiało powiedzieć : Hardwired. Możnaby mi w tym miejscu zarzucić atak na samego siebie z przed jeszcze kilku minut, kiedy pisałem o rozwoju bandów we wstępie. Gdyby ktoś zapytałby mnie o to tuż przed wydaniem Atlas, rise! Zdecydowanie powiedziałbym Moth into Flame. Jest tam wiele genialnych rozwiązań, świetny punkt kulminacyjnym, i dawkowany tekst Hetfielda znany już z wcześniejszych numerów… i wyczuwalny po setnym wysłuchaniu brak odpowiedniej agresji i ataku. Od momentami zwyczajnie czuje się przy tym numerze jakbym słuchał radia, zwykłego radia. Nie metalu, docenianego tylko przez pewne grono odbiorców. Tylko POPularne melodyjki da POPspólstwa które każdy mniej obeznany w muzyce przełknie jak młody pelikan. Wychodzi to po czasie, ale wierzcie mi, wychodzi i boli w uszy. Natomiast Hardwired, proste, momentami lekko prostackie, a jednak. Najbardziej konserwatywny singiel jest tutaj ewidentnym królem. Gdyby był wydany jako jedyny, to mowiłby jasno: „Będzie szybko, będzie z pomysłem, Kirk skończy solo, kupicie i sami zobaczcie.” Pewnie że jest się do czego przyczepić. Sam zorganizowanym dla Jamesa coś do picia na sesję nagraniową i dał Hamettowi jeszcze trochę czasu na zabawę. Ale nie wolno nam zapominieć że to tylko „reklama” nowej płyty i że daj Bóg cuda wydarzą się dalej. Podsumowując, Hardwired to solidny, dający nadzieję na naprawdę dobry album singiel. I takiego dobrego albumu sobie jak i wam serdecznie życzę.
    PS Wersja standardowa 4 life, a znaczki zawsze spoko. Doświadczenie podpowiada że co jak co ale z polskiej niespodzianki nie koniecznie może wyskoczyć coś dobrego ;)

    Pzdr

    Reply
  42. Arkadiusz R. Aka John Shepard

    Hardwired to zdecydowanie (jak dla mnie, rzecz jasna) najlepszy utwór na płycie. Metallica ma tendencję do tworzenia masakrycznie długich utworów, które przez swoją długość potrafią znudzić. Utwór otwierający jest idealnie wyważony, można go słuchać w kółko, a riff wraz z perkusją świetnie wiercą w głowie. Wokal Hetfielda w tym kawałku jest także nieco lepszy niż na pozostałych, nie wiem dlaczego, chyba totalnie mi podszedł ten utwór, zaś reszta odpycha. Ale co jak co, chcę przesłuchać całą płytę, tfu! Cały album, dwa krążki i w pełni móc „docenić” współczesną twórczość legendarnej Mety.

    Hardwired – 8/10

    Polską edycję! Please :V

    Reply
  43. Metmiro

    Hardwired! Pierwszy wrzucony w otchłań internetów kawałek. Już sama jego długość była dla połowy świata zaskoczeniem: ,,ale jak to 3 minuty?”. Nie wyobrażam sobie Metalliki w 2016 roku jadącej z prędkością ,,Hardwired” bez żadnych przerywników przez bite 8 minut. Jest krótko, na jedno kopyto i solidnie! James z Larsem jak widać kompozytorsko dalej doskonale się rozumieją, ponieważ pomysł na wstęp który można porównać do karabinu maszynowego (riff+werbel) miażdży jajka już w pierwszych sekundach. Solo jest trochę jakby to nazwać ,,niedorobione” ale uznajmy to jako innowacyjny pomysł pana Kirka Von Hammetta. Jest jeszcze tekst który swoją prostotą pasuje do nieskomplikowanej formy warstwy instrumentalnej. Z drugiej strony powiedzmy sobie szczerze, wersy ,,We’re so fucked
    Shit outta luck” pasujące do Kill’em All a wypluwane z ust nie 19-sto a już 53-letniego Jamesa brzmią nieco komicznie. W ten sposób dostaliśmy kawałek jaki pod logiem Metallica nie pojawił się od 1983 roku. Przy okazji (jeżeli wejdzie na stałe do setlisty koncertowej) jest doskonały do rozkręcania młynów pod sceną na co osobiście czekam z niecierpliwością.

    Wersja jest mi w sumie obojętna ale jak już trzeba wybrać… niech będzie to standardowa ;)

    Reply
  44. Radekk

    Za górami, za lasami… Tak zaczyna się większość komentarzy konkursowych. Ja jedank stawiam na konkret i moja pogadanka o utworze „Moth Into Fire” będzie bardzo skondensowana. Ten utwór trwa co prawda 6 minut, ale wydaje się, że to tak naprawdę trzy minutowy strzał nieco tylko rozwleczony powtórzeniami gitarowych ścieżek. Kirk był tak zajęty solowym slalolem po pięcolinii, że pozwolił kolegom na sprokurowanie dość schematycznego metalowego melodyjniaka, ale Lars tak podkręcił tempo podwójną stopą, że tego łomotu nawet da się słuchać aczkolwiek czkam na cały album, bo wierzę, że są na nim lepsze dewastatory zmysłów. Wybieram oryginalną wersję płyty.

    Reply

Napisz, co o tym myślisz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *