Zespół Koios założony został w 2013 r. przez Pawła Sitnickiego i Jana Domańskiego. Trzy lata później grupa wydała pierwsze i jak do tej pory jedyne EP, które swoim tytułem intryguje przede wszystkim geodetów. Muzykę na nim zawartą najprościej określić można jako mieszankę nowoczesnego thrashu z melodyjnym death metalem. Trzeba przyznać, iż jest ona bardzo profesjonalnie zagrana i wyprodukowana.

Tym, co przykuwa naszą uwagę od samego początku, jest wybijający się na pierwszy plan bas, gęste partie perkusji, oraz umiejętnie, z wyczuciem zagrane przejścia. Otwierający utwór ”Rapture” zaciekawia także imitującym klawisze efektem gitarowym w refrenie, który podkreśla melodię, ułatwiając jednocześnie odbiór tej ekstremalnej muzyki. Największym plusem kompozycji jest jednak solo – melodyjne, bez przesadnych udziwnień, z lekko orientalnym klimatem. Generalnie rzecz biorąc gitarzystom należy się pochwała za kunszt. Dzięki udanej solówce nawet dość monotonny, powolny i nieskomplikowany utwór ”Piggy” zostawia przyjemne wrażenie. Koios zwraca uwagę słuchacza również innymi zabiegami, takimi jak budowanie napięcia na zasadzie kontrastów. W utworach ”Ideocracy”, oraz ”Eeet!” mocne riffy mieszają się z delikatnymi wyciszeniami, ozdobionymi grą na talerzach. Zespół umiejętnie wprowadził do swoich kompozycji również zmiany tempa i nieco blastów, w bardziej deathmetalowych fragmentach. Zaciekawić potrafią też charakterystyczne wstawki, takie jak fragment kabaretowego show w ”Piggy”, czy coś w rodzaju monologu wkurwionej na cały świat nastolatki w ”Hate”. Nam jednak najbardziej spodobał się wstęp do ”Ideocracy” – po prostu typowy, oldschoolowy thrash metal z niemal rockandrollowym feelingiem, oraz ozdobienie utworu  ”Eeet!” seriami szybkich pasaży, które również budziły skojarzenia z klasycznymi odmianami metalu.

Jeśli chodzi o minusy, to wspomnieć trzeba o solówce do ”Alien Jesus” – bez pomysłu, w dodatku w całości zagranej przy użyciu efektu wah-wah, a także partiach basu w ”Hate” – jak długo można ciągnąć jeden interwał? Nie przekonał nas również wokal, jednak fanom ekstremalnych odmian metalu taki gardłowy krzyk, przechodzący w growl, powinien się spodobać.

Reasumując, muzyka zawarta na ”Triangulate the Triangle” przypadła nam do gustu, mimo iż rzadko słuchamy tego typu dźwięków. Czekamy więc na następny album formacji. Wróbelki ćwierkają bowiem, iż zespół rozpoczyna prace w studiu nad pierwszą pełna płytą.

Na zachętę:

7,5/10

Jan Mełech i Darek Ochman

Napisz, co o tym myślisz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *