Relacja autorstwa Hahafilip i Lesnhorse

Pionierzy metalcore’u z Massachusetts po roku powrócili do Warszawy w celu promocji nowego albumu Atonement i razem z Revocation oraz Tenside wypełnili warszawską Stodołę.

Na scenie jako pierwsze pojawiło się niemieckie Tenside, które rozgrzało publiczność wykonując głównie numery ze swojego nowego, szóstego już krążka Convergence.
Tenside świetnie spisało się w roli rozgrzewki przed Killswitch i Revocation i spotkało się z pozytywną reakcją publiczności. Utwory , które spotkały się z najlepszym odbiorem to: Faith Over Fears (chyba najbardziej znany numer zespołu) oraz Army Of The Dawn (Na płycie z gościnnym wokalem Christopha von Freydorf’a z Emil Bulls).

Następnie na scenie pojawili się deathmetalowcy z Revocation, którzy bezkompromisowo roznieśli scenę. Techniczny poziom bostończyków sprawił, że opadła mi szczęka. David Davidson i ekipa wykonali utwory z ostatniego krążka The Outer Ones, lecz nie zapomnieli o starszych, bardziej znanych numerach takich jak Dismantle the Dictator. Set trwał około godzinę i mimo wielu technicznych i progresywnych popisów, po dłuższym czasie mógł lekko nudzić.

W końcu jednak nadszedł czas na Killswitch Engage. Set rozpoczeli singlem z nowej płyty Unleashed i już po pierwszym utworze czuć było, że koncert będzie świetny.
Jak to zwykle na koncertach Killswtich, największe show robił posiadający polskie korzenie gitarzysta Adam Dutkiewicz. Jak się potem okazało, każdy członek zespołu, oprócz Jesse’go Leach’a posiada polskie korzenie.


Zespół zagrał bardzo zbalansowany set, zawierający nowości z Atonement, parę starych hiciorów jak i kilka niespodzianek takich jak Reckoning czy This Fire.
Każdy z muzyków prowadził interakcje z publicznością. Jesse niejednokrotnie podchodził do barierek i oddawał mikrofon tłumowi. Świetną reakcje zebrał kawałek The Signal Fire, który jest chyba najbardziej popularnym utworem z nowej płyty, z racji goścninnego występu byłego wokalisty Howarda Jones’a. Justin, Mike, Joel, Adam i Jesse dali z siebie 200%, tak jak i warszawska publika. Koncert zakończył się tak samo jak rok temu coverem Holy Diver z repertuaru Ronniego Dio. Killswtich przyzwyczaiło fanów do wysokiego poziomu koncertów, poniżej którego rzadko kiedy schodzą. Oglądanie ich na żywo to za każdym razem czysta przyjemność.

Napisz, co o tym myślisz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *