Kiko Loureiro spotkaliśmy się przed koncertem w Weronie, gdzie Megadeth było headlinerem Rock The Castle. Z umówionych piętnastu minut zrobiło się znacznie więcej, a rozmowę przerwał nam dopiero jeden z technicznych, który zabrał Kiko na Meet&Greet. O czym rozmawialiśmy? Przekonajcie się:

 

Czesć! Witam Cię w imieniu całej ekipy Heavyrock.pl . Ponownie jesteś na europejskiej trasie. Lubisz wracać na stary kontynent?
Jasne! Europa jest bardzo zróżnicowana, na przykład Włochy i Szwecja to dwa zupełnie różne kraje i dwie różne mentalności. Mam wrażenie, że zachodnia Europa jest bardziej podobna do Stanów, a wschodnia do Ameryki Południowej, zwłaszcza pod względem wieku fanów na koncercie.

Na tej trasie gracie wiele starych numerów jak „Rattlehead”, czy „Conjuring”. Lubisz stare kawałki Megadeth?
Uwielbiam je! Umiem grać już wiele numerów Megadeth, ale nauka kolejnych sprawia mi dużą przyjemność. To dodatkowa okazja, by lepiej rozumieć Megadeth. Dobrze jest uczyć się tych kawałków, bo łatwiej zrozumieć twórczość zespołu i to, jak starsze rzeczy wpływają na nowe.

Szykujecie coś jeszcze do zagrania na żywo z pierwszych dwóch płyt? Może „Good Morning/Black Friday”, o którym słyszałem od kilku osób?

Nie dziś, ale mamy ograny ten i jeszcze kilka innych numerów. Staramy się nieco zmieniać setlistę, także może się zdecydujemy.

Gdy myśli się o dawnych gitarzystach Megadeth, od razu pojawia się nazwisko Marty Friedman…
Nie zapominajmy o Chrisie Polandzie!

Jasne, o nim też porozmawiamy, ale Marty jest wymieniany jako członek „klasycznego” składu. Co z Twojej perspektywy, jako gitarzysty, jest tak szczególne w jego grze?
Zawsze byłem fanem twórczości Marty’ego, nawet z czasów przed Megadeth. Cacophony, Dragon Kiss i oczywiście to co zagrał w Deth. Jest wyjątkowym gitarzystą, ma swój unikalny styl i to sprawia, że ludzie tak bardzo go zapamiętali. To jak pisze melodie, to jakie nuty wybiera… ale Chris Poland także był wyjątkowy, choć w inny sposób. Myslę, że to dlatego, że na obu wpływały inne gatunki muzyczne. Chris był gitarzystą fusion jazz, Marty’ego inspirowała muzyka klasyczna i słychać to w każdej ich solówce.

Twoje albumy solowe nie są typowo metalowymi płytami. Są bardzo zróżnicowane.
Tymi płytami starałem się dzielić swoją pasją i tym jak rozumiem muzykę. Nie chcę grać tylko metalu, ale tak jak Chris i Marty, próbować innych rzeczy. Rozmawiałem z Martym o muzyce, jego wizji i mamy sporo wspólnego. Gram metal, ale staram się czerpać z innych źródeł.

W drodze tutaj słuchałem „Fullblast”. Płyty dosyć spokojnej, nastrojowej.
Tak, to bardzo gitarowy album… Jest tam wiele różnych wpływów.

Myślisz, że słuchanie i granie innych gatunków niż metal sprawia, że jesteś lepszym metalowym gitarzystą?
Powiedziałbym raczej, że to daje Ci możliwość wypracowania własnego stylu. Pozwala Ci to znaleźć swoją własną drogę. Nie chodzi o to by być szybszym, albo bardziej technicznym. Chodzi o to, by mieć własny styl. Myślę, że jestem w tym bliski Chrisowi Polandowi, bo sam lubię fusion. Słucham też muzyki klasycznej, flamenco, muzyki wschodnioeuropejskiej i azjatyckiej, tango, bluesa… Jesli słuchasz i rozumiesz różne okresy w historii muzyki, możesz implementować je do swojej gry i wyróżnić się z tłumu.

Słychać to na Dystopii. To nie jest typowy thrashowy album, da się odczuć Twoje wpływy i styl, zwłaszcza w „Conquer or Die” i „Poisonous Shadows”.
We wszystkim trzeba znaleźć odpowiedni balans. To ciągle metal, to ciągle Megadeth. Chciałem dodać małe rzeczy z innych, nieoczywistych miejsc, które wzbogacą numery, ale tylko wtedy kiedy to pasuje. Musisz na to patrzeć z metalowej perspektywy, żeby to zadziałało.

Możesz w ten sposób wyjść poza ramy gatunku, rozwijać go.
Tak, zgadza się. Megadeth od zawsze to robi, od pierwszych płyt to zespół z elementami progresywnymi. Wiele riffów, zmiany tempa, np.  w „Good Mourning/Black Friday”. Czysta gitara, nagle zmiana w szybki riff. To nie jest progresywne tak jak na przykład Dream Theater, to ciągle thrash. Ale to zawsze było w Megadeth i zawsze mi imponowało. Myślę, że pod tym względem to najlepszy thrashowy zespół. Dlatego muzycy tacy jak ja, Chris, Marty zawsze tu pasowaliśmy. Jest więcej przestrzeni.

Wróćmy do tworzenia Dystopii, twojej pierwszej płyty z Megadeth. Zawsze jestem ciekaw jak pracowałeś z Davem. Siedzieliście razem w studiu, przynosiłeś mu pomysły, czy może on wskazywał Ci gdzie w numerze potrzebuje Twojego wkładu?
Gdy dołączyłem do zespołu, mieli już mnóstwo materiału na Dystopię. Wiele riffów było gotowych, ja słuchałem, uczyłem się i dawałem swoje pomysły. „Threat is Real” i „Fatal Illusion” były już prawie gotowe. Starałem się, jako nowy w zespole, zrozumieć wszystko, poznać wszystkich i złapać chemię zarówno na poziomie muzycznym, jak i relacji między nami.

Ciężko było zmienić środowisko? W Angrze byłeś od początku, ponad 20 lat. Pierwszy raz byłeś „nowy”.
To było zupełnie nowe doświadczenie, ale pracowałem już wcześniej z wieloma muzykami co trochę mnie na to przygotowało. Robiłem to od lat i myślę, że miałem na tyle doświadczenia żeby wejść do Megadeth z marszu. Znałem zespół, znałem styl i to zadziałało. Obserwowałem, uczyłem się i szukałem miejsca dla siebie.

Według mnie bardzo łatwo wpasowałeś się do zespołu. Wyglądasz bardzo naturalnie na scenie.
Dziękuję. To mój gówny cel. Nie szukam porównań z nikim, chce miec swój styl. Cieszię się gdy ktoś mówi: „to jego pierwsza trasa, a sprawia wrazenie jakby był tu od trzydziestu lat”. Chcę być po prostu naturalny i autentyczny. Nie chciałbym, by ludzie myśleli „o, on jest nowy, jest nieśmiały”. Udało mi się znaleźć miejsce dla siebie. To kwestia psychiki.

Dave zdradził, że nowy album wydacie prawdopodobnie w kwietniu. Mógłbyś zdradzić nam coś o tym, jak on powstaje?
Spytaj Dave’a! A tak poważnie, pisanie albumu to bardzo zróżnicowany proces. Ciężko to wytłumaczyć komuś, kto sam nie komponuje muzyki. Trudno wyjaśnić kreatywność. Nie ma jednego sposobu, łączymy nasze pomysły, czerpiemy je z różych miejsc. Niektóre przychodzą w hotelu, albo gdy jammujemy żeby się rozgrzać. Możesz rozmawiać o czymś i nagle wpaść na pomysł „o, to dobry pomysł na tytuł kawałka”. Dave ma wiele pomysłów, my mamy swoje, musimy teraz zebrać je i zdecydować z których powstaną numery.

Odwiedzacie wiele festiwali. Masz może okazje oglądać mniejsze zespoły, które grają przed wami? Spodobały Ci się jakieś?
Czasami jest okazja, ale zazwyczaj nie ma na to czasu. Meet and Greety, Signing Sessions… ciężko jest spędzić dużo czasu na odkrywaniu nowych zespołów. Czasami idziesz zobaczyć swoich przyjaciół. Na Graspop grali Sons of Apollo, więc musiałem wziąć vana by pojechać na inną scenę, miałem czas żeby zobaczyć tylko dwa kawałki, a potem trzeba było wracać na nasz koncert. Dzisiaj jest prościej, jedna scena, wszystkie zespoły tutaj. Na Hellfeście oglądałem Iron Maiden.

A są jakieś nowe zespoły, których słuchasz na co dzień?
Gojira. Nie są może najnowszym zespołem, ale bardzo lubię ich słuchać. Lubię też Tesseract, dobre melodyjne rzeczy… Z mniej znanych polecam fiński Carnival. Zazwyczaj gramy z zespołami w naszym wieku i starszymi, w Meksyku graliśmy z Ozzym, na Hellfest z Iron Maiden, byliśmy w trasie z Judas Priest, którzy są świetni. Oglądać takie klasyki, to jak ewoluują… Potem oglądasz nowe zespoły i słychać w nich wpływy tych dawnych zespołów.

To rodzaj dziedzictwa.
Tak, dobrze to ująłeś. Słuchasz U2 i słyszysz wpływ The Beatles. Gra młody zespół, słyszysz riff i mówisz „hej, to Saxon”. To jak nowe zespoły mieszają Panterę, Maidenów i tworzą zupełnie nową muzykę jest dla mnie bardzo inspirujące.

Grałeś niedawno w Polsce. Masz jakieś specjalne odczucia, albo jakieś ciekawe historie z gry w Polsce?
Chyba nie wydarzyło się nic szczególnego. Graliśmy też dwa lata temu na festiwalu z Kornem. Ale nie mieliśmy ani razu czasu, żeby spędzić trochę czasu w miastach, w których graliśmy. Ale polska publika… Polska jest bardziej jak Ameryka Południowa. Dużo młodych, podekscytowanych osób. To jest dobre dla nas, granie dla tak zaangażowanej publiki.

Na ostatniej płycie Angry Twój wkład był bardzo niewielki, wciąż jesteś w zespole?
Nagrałem dwie gościnne solówki, to wszystko. Ciągle jesteśmy w kontakcie, przyjaźnimy się, staram się im pomagać, ale nie jestem zaangażowany w sprawy Angry.

Są jakieś plany, by zrobić coś razem ponownie?
Nie, jestem całkowicie skupiony na Megadeth. Nie ma żadnych planów. Kiedy będą grali w Los Angeles na pewno pójdę ich zobaczyć, spotkać się z nimi, może nawet zagram z nimi. Rozmawiamy.

Więc nie jesteś jak Gary Holt w Slayerze i Exodusie jednocześnie?
Nie, nie piszę materiału dla Angry. Wiesz, myślę że to nie byłoby dla nich dobre. Zawsze jestem pod telefonem, staram się im pomagać, ale nie chcę na siłę ich prowadzić. To tak jak z dziećmi, które dorastają i usamodzielniają się od rodziców. Na początku dużo im doradzałem, ale na dłuższą metę to nie ma sensu. Moje opinie nie zawsze będą celne, skoro nie jestem z nimi przez cały czas. Może kiedyś się to zmieni…. jeśli widzę, że coś jest nie tak, coś wydaje mi się nieodpowiednie, to dzwonię i im to mówię, ale uważam, że radzą sobie bardzo dobrze.

Zastanawiało mnie zawsze, dlaczego grasz cały koncert jedną kostką. Kryje się za tym jakaś historia?
Nie, nie ma w tym historii. Nigdy nie lubiłem rzucać kostek podczas koncertu. Teraz to nie jest taki problem, ale gdy zaczynałem i grałem w mniejszych klubach, kiedy rzuciłeś jedną kostkę wszyscy zaczynali prosić o kolejną. Całe skupienie na muzyce ulatywało, zaczynało się ciągłe „pick please”. To trochę rozprasza. Mógłbyś rzucić ich sto, a tam zawsze będzie ktoś, kto prosi Cię o kolejną.

Szczerze mówiąc, podoba mi się to podejście. Sam zbieram kostki, ale to rozprasza kiedy ludzie w okół nurkują na ziemi, albo cały koncert wołają „pick please”.
W Megadeth to jest o tyle ciężkie, że nie masz momentów kiedy nie grasz i możesz rzucić kostkę i zdjąć nową. Potrzebujesz jej cały czas, ale nawet w Angrze nie rzucałem ich podczas koncertu. Raz, kiedy graliśmy w małym klubie, jeden gość po prostu wyjął mi kostkę z ręki. Dałem jednemu, a drugi zabrał mi następną podczas solówki! Wiesz, na koniec i tak rzucamy je wszystkie, wtedy jest na to po prostu dobry czas.

Mieszkasz jeszcze w Finlandii? Bo wiem, że spędziłeś tam trochę czasu.
Nie, mieszkam w USA. Przebywałem tam, kiedy urodziły się moje bliźniaki. Byłem tam z nimi dwa tygodnie po porodzie, ale teraz mieszkam w Stanach. Może się tam kiedyś przeniosę, dlaczego nie?

Jesteś bardzo aktywny w internecie, nagrywasz wiele filmików na Instagramie. Lubisz internet?
Bardzo lubię social media, bardzo lubię internet. Zaczynałem swoją karierę bez tego wszystkiego i zajęło mi trochę czasu, by się do tego przyzwyczaić, ale sprawia mi to przyjemność. Czytam komentarze i wiadomości, jak ludzie odbierają to co robię, czego oczekują. Robię co mogę, czasami ciężko być z fanami w ciągłym kontakcie, zwłaszcza podczas trasy, ale robię co mogę.

Dzięki za rozmowę i do zobaczenia pod sceną!

Rozmawiał: Michał Jóźwik

Napisz, co o tym myślisz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *