Jay Jay French, gitarzysta Twisted Sister, wziął udział w sesji pytań i odpowiedzi w trakcie konwencji Spooky Empire w Orlando. Wideo na końcu, a poniżej tłumaczenie jego dobitnej odpowiedzi na pytanie –

Co sądzisz o zespołach, które wciąż grają, mimo że lata świetności mają dawno za sobą?

Priest mają 65-70 lat, Saxon to pieprzeni 80-latkowie. The Rolling Stones mają z 90 lat. Patrzenie jak Keith Richards, czy Ronnie Wood próbują grać na gitarze, to jak jazda wycieczkowym busem prowadzonym przez José Feliciano i Raya Charlesa bez GPS-a – to przerażające, kurwa, doświadczenie. Gdyby Stonesi mieli olej w głowie, zatrudniliby dwóch 25-letnich kolesi z Nashville, którzy wiedzą, jak grać ich partie, a tym dwóm zwłokom pozwoliliby łazić po scenie jak pierdolony Johnny Deep w jebanych „Piratach z Karaibów”. Oni, kurwa, nie potrafią już grać! I boli mnie, że za to kasują 800 dolców za bilet. Przynajmniej jak idziesz zobaczyć The Eagles, to na scenie jest 45 kolesi, bo chcesz, żeby zespół brzmiał jak The Eagles. A gdy idziesz na Rogera Watersa, to na scenie jest 45 ludzi, bo chcesz usłyszeć brzmienie „The Wall”. Ale Stonesi nalegają, byśmy za niemałą kasę patrzyli, jak rozkładają się na naszych oczach. Są totalnie do dupy.

Wkurza mnie to, bo pracowałem ciężko, by grać perfekcyjnie każdego wieczoru. A chodziłem na ich koncerty. Całe życie jestem fanem Stonesów, tak w ogóle, oglądałem ich na pieprzonym szczycie – w 1969/70/71/72 r. Byli bezsprzecznie największym rockowym zespołem na planecie. Wydali DVD „Ladies And Gentlemen: The Rolling Stones”, które warto zobaczyć. Dlaczego nie przeszkadza im takie kiepskie brzmienie po wydaniu czegoś takiego?

Do tego Priest. Zobaczymy, co u nich słychać. K.K. poszedł sobie grać w golfa. A teraz odszedł Glenn. Wspaniale. Teraz to zasadniczo coverband.

Nie mówię tego… Pochodzę ze świata coverbandów. Gdy Twisted Sister zaczynali od grania po barach, coverbandy grały tam lepiej niż zespoły, które coverowali. Przyczyną, dla której były tak popularne, np. Rat Race Choir, czy Stanton Anderson Band, było to, że byli lepsi niż kapele, które kopiowali.

Nie wiecie pewnie nawet, że Led Zeppelin strasznie zepsuli się w 1975 r., nie dało się iść na koncert Zepów i nie zwymiotować. Byli tragiczni! Nie dało się odsprzedać ich biletów, ale jeśli poszliście zobaczyć Zebrę grającą Zeppelinów na Long Island – słyszałeś perfekcyjnych Zeppelnów. Jeśli wybrałeś się na Rat Race Choir, zobaczyłeś idealnych Floydów, zobaczyłeś doskonałych Emerson, Lake & Palmer. To naprawdę miało znaczenie. Chwytam to, rozumiem. To coverband. I tym jest teraz wiele z tych zespołów. Foreigner to całkowity coverband; nie ma już nikogo [z właściwego składu] w Foreigner.

Choć ta wypowiedź nie spotkała się z entuzjazmem wielu komentatorów, to coś w niej jest. Z pewnością można pomyśleć o wielu innych przykładach potwierdzających, że „dłużej” niekoniecznie znaczy „lepiej”.

1 Comment „Judas Priest stali się coverbandem” a „Stonesi rozkładają się na scenie”

Napisz, co o tym myślisz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *