Mark Dean z portalu Myglobalmind przeprowadził wywiad z wokalistą Def Leppard Johnem Elliottem, w którym artysta opowiedział o brzmieniu nadchodzącego albumu oraz zaletach nagrywania we własnym studiu. Najciekawsze fragmenty rozmowy tłumaczymy poniżej.

Mark  Dean: Co z nowym albumem Def Leppard? Czy nabiera już formy?

No cóż, spotkaliśmy się w lutym by napisać parę jak myśleliśmy kawałków, a okazało się, że gotuje się aż 12. utworów. Są w różnym stopniu na ukończeniu. Właściwie 3 z nich moglibyśmy wydać  nawet jutro, gdybym miał być szczery. Nie zrobimy tego, ale moglibyśmy. Majstrowaliśmy trochę z pomysłem, by wydać EP-kę, ale gdy muzyka wciąż z nas wypływała stwierdziliśmy, że: „Nie, to będzie jednak album.”

W ciągu dwóch tygodni znów się zbierzemy by przez kolejny tydzień popracować nad tym. Następnie zrobimy sobie przerwę by zacząć próby przed wielką, amerykańską trasą koncertową z Kiss. Więc wszystko już się ładnie gotuje. Ostatniej nocy dodałem wokal do jednego kawałka i dziś wieczorem zrobię tego więcej. Nie lubię śpiewać o zbyt wczesnych porach. I to jest właśnie piękno posiadania kontroli. Większość ludzi mówi: „Nie możesz tego zrobić.” Owszem mogę, bo to moje studio. Zrobię to co będzie mi się podobało [śmiech] i to jest świetne.

www.youtube.com/watch?v=jaiaaar88EM

Mam na myśli, że po 30. dziwnych latach, zdobyłem w końcu prawo do robienia własnego materiału w swoim studiu, gdzie sam sobie dyktuję warunki jak go robić. Jesteśmy drużyną. To co się liczy najbardziej, to fakt, że jak nagrywam wokal nie ma już żadnego faceta od audio i rekordingu, który mi powie żebym zrobił coś w taki a taki sposób. Z natury większość z tych ludzi to niedoszli muzycy. Czemu miałbym poświęcać jakąkolwiek uwagę komuś, kto nie osiągnął w życiu żadnego sukcesu? Jak oni mogą kogoś oceniać, jeżeli nawet nie wiedzą czym jest sukces?

[W zespole] Ufamy sobie znacznie bardziej, niż ufamy światu zewnętrznemu. Jak chłopaki tu będą, napiszemy jeszcze więcej materiału, weźmiemy się za łby i spróbujemy nadać temu właściwy kształt. Jedynymi osobami z którymi chciałbym mieć drakę jesteśmy właśnie my. Tak naprawdę nie walczymy ze sobą, ale mamy odmienne, kreatywnie i mądre koncepcje tego, jak coś powinno wyglądać.

Jak brzmi materiał? Surowo i ciężko jak „High ‚N’ Dry”, czy bardziej gładko jak na „Hysterii” i „Pyromanii”?

Jest w nim po trochę ze wszystkiego, naprawdę. Jedyną rzeczą, której Leppard prawdopodobnie już nigdy nie zrobi, to albumu o brzmieniu „High ‚N’ Dry” przez całą jego długość. To był rok 1981. To działo się 32 lata temu. Ludzie będą musieli to przeboleć. Tego już nie ma. Robert Plant nigdy już nie zaśpiewa jak na „Led Zeppelin I”, bo po prostu nie chce. Na płycie będzie wiele osobliwych utworów, które gdy usłyszysz to pomyślisz: „To mogłoby być przecież na High ‚N’ Dry i Pyromanii.”

Nie próbujemy być do czegokolwiek podobni, po prostu piszemy kawałki, które uważamy za dobre utwory, bez zakotwiczania się w sławie z przeszłości. Najważniejsze by numery były dobre, i nie ma znaczenia czy będą się one odnosiły do naszej wcześniejszej twórczości czy też nie. Na pewno to będzie płyta rock and rollowa.

Joe Elliot (Def Leppard): "Piszemy kawałki, które uważamy za dobre utwory, bez zakotwiczania się w sławie z przeszłości"

Napisz, co o tym myślisz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *