W Niemczech rządzi przede wszystkim hip-hop, fun punk oraz ciężkie techno. Choć nie brakuje u nas rocka, to trudno o dobre zespoły zorientowane na klasyczne granie. To nie jest u nas trendy, ale mnie to nie interesuje – robimy swoje” – mówi Matt Sunday, gitarzysta berlińskiego, hardrockowego Angelsharkx. Zespół pracuje nad nową płytą i planuje zaistnieć na polskim rynku, który w opinii Matta jest zdecydowanie bardziej przychylny klasycznemu, rockowemu graniu, niż niemiecki.

Jaka wygląda historia zespołu Anglesharkx?

Angelsharkx to zespół grający hard rock/rock‘n‘ roll, założony w 2017 roku przeze mnie i Jazzmine. Nazwa zespołu wzięła się od pewnej przygody – w tym samym roku zaatakował mnie rekin, gdy pływałem w Atlantyku, serio. Ot, taka inspiracja z czarnym humorem w tle. Mamy duże doświadczenie jako muzycy. Graliśmy m.in. w takich zespołach, jak Backyard Conspiracy czy Deequier. Zawsze pasjonowały nas brzmienia rockowe i hardrockowe lat ‘70. Z czasem, wspólnie z Jazzmine zaczęliśmy opracowywać własny repertuar w takim klimacie. Od początku zależało nam na tym, by przede wszystkim, dobrze się bawić. Tworzyliśmy rocka pełnego energii i niekiedy czarnego humoru. Stąd też nazwa. I tak jest cały czas.

O Waszej muzyce mówisz, że to przede wszystkim rock i hard rock. Mógłbyś opowiedzieć o niej pełniej?

Identyfikujemy się jako zespół grający hard rock, oldmetal, rock ́n roll inspirowany AC/DC, Led Zeppelin czy Gunsami. Oczywiście, z wieloma innymi wpływami, inspirującymi nas od lat. Przede wszystkim, po prostu gramy piosenki, które uważamy za wystarczająco mocne i oddające to, co siedzi w nas. Dużo eksperymentowaliśmy w poszukiwaniu swojego brzmienia. I dziś wiemy, o co nam chodzi – musi być moc, siła, energia napędzane dobrymi gitarowymi riffami. Jesteśmy profesjonalistami. Dlatego też tak dobrze współpracuje nam się z Jazzmine – jej wokalne, potężne falsety idealnie wpasowują się w naszą stylistykę. Kobieta na wokalu to rzadkość w przypadku oldschoolowego hard rocka. Może dlatego recenzent z HardRockLevel porównał nas do Fleetwood Mac i określił mianem „Fleetwood Mac na autostradzie do piekła”.  W tekstach inspirujemy się różną tematyką, od lekkiej, nieco imprezowej, po trudną, dotyczącą przemocy, agresji czy niesprawiedliwości obecnych w codziennym życiu.

Niedawno wydaliście dwie nowe piosenki. Co to za kawałki i co zapowiadają?

Utwór „White lines” ma dwa znaczenia. To symbol prędkości na drodze i w życiu. Jako motocykliści, znamy to cudowne uczucie, gdy przy kołach z dużą prędkością mijamy dwa pasy na drodze. Niezwykłe uczucie siły, niezależności i wolności. Z drugiej strony, w tym utworze białe linie to także symbol prochów – narkotyków. Kiedyś narkotyki, szczególnie ciężkie jak na przykład kokaina definiowały rockowy styl bycia. My się od tego odcinamy. Owszem, lubimy się zabawić, jednak nie zależy nam na zamykaniu się na siłę w stereotypie rock‘n‘rollowca. Natomiast drugi utwór, który jest zatytułowany „Cooking the blood” odnosi się do mrocznej strony ludzkiej natury. Wszyscy szukamy granic, lubimy zaszaleć, ale najważniejsze, by się w tym nie zagubić, żeby po tej drugiej – złej – stronie nie pozostać na zawsze, po prostu by nie przegiąć. To nasze wewnętrzne zło jest w każdym, tak w rockersie na motocyklu, jak i z pozoru uporządkowanym starszym panu, który nie wiadomo co potrafi wyczyniać za zamkniętymi drzwiami swego domu. Musimy jednak umieć znaleźć balans w sobie. Przecież to nic strasznego, że gotowi jesteśmy do robienia złych rzeczy – ważne, by zdać sobie z tego sprawę i umieć nad sobą zapanować.

Przygotowujecie się do wydania nowej płyty. Co to będzie za album? Co się na nim znajdzie?

Udało nam się wybrać dwanaście w naszej opinii naprawdę dobrych i mocnych kawałków – bardzo nas to cieszy. Być może na albumie znajdzie się także cover „Hells Bells” AC/DC. Większość numerów jest już ukończona, część jest w fazie masteringu. Płyta być może będzie miała tytuł „Devils dictionary” – zainspirowała nas dziewiętnastowieczna publikacja o tym samym tytule. Zastanawiamy się także nad nazwą „Bad moon run”. Dwa już udostępnione utwory oddają klimat całego albumu, choć na płycie w efekcie będzie więcej wokalu Jazzmine i nieco inny master całości. Mam kilku swoich faworytów, m.in. takie utwory, jak „Helldogs”, „What love do you want?” czy „To live at the bottom”. Myślę, że szczególnie przypadną do gustu także słuchaczom.

Gdzie rejestrowaliście nowy materiał i kto zajął się jego produkcją?

Niemal cała produkcja leży po naszej stronie. Posiadamy niewielkie, ale dobrze wyposażone studio, w którym rejestrujemy gitary i wokale. Wstępne mixy robimy w studiu u przyjaciela w Berlinie a końcową całość w jeszcze innym, dużym studio wyspecjalizowanym w tego rodzaju „wykończeniówce”. W pracy nad materiałem skupiamy się nad tym, by używać jak najmniej cyfrowych efektów. Chcemy, by ta płyta oddawała ducha naturalnego, czystego, klasycznego rocka.

Jak wyglądają Wasze doświadczenia związane z polskim rynkiem muzycznym? Czy jest on dla Waszego zespołu atrakcyjny?

Mamy w Polsce wielu przyjaciół i w mojej opinii w Waszym kraju jest lepsze wyczucie i większa popularność grania gitarowego, szczególnie jeśli chodzi o klasyczny rock i hard rock lat siedemdziesiątych. W Niemczech rządzi przede wszystkim hip-hop, fun punk oraz ciężkie techno. Choć nie brakuje u nas rocka, to trudno o dobre zespoły zorientowane na klasyczne granie. To nie jest u nas trendy, ale mnie to nie interesuje – robimy swoje. Zależy nam na tym, by pokazać się w Polsce, bo  widzę, że dobry, klasyczny rock cieszy się u Was dużą popularnością. Nie chodzi nam o to, by się w Polsce sprzedać – zależy nam na tym, by po prostu dotrzeć do ludzi, którzy czują tę muzykę tak, jak my. By mieć z nimi kontakt, zbudować sieć przyjacielskich kontaktów i móc wspólnie z tymi ludźmi wymieniać się doświadczeniami i spostrzeżeniami.

Znacie jakieś polskie zespoły, które zwróciły Waszą uwagę?

Owszem. Jestem fanem różnych odmian rockowego grania – bardzo lubię też brzmienia progresywne. Cenię sobie choćby takie zespoły, jak Riverside czy Quidam. Oczywiście, znamy też klasyczne zespoły, takie jak na przykład TSA. Pracowałem wiele razy z polskimi muzykami – najczęściej była to fantastyczna współpraca o bardzo profesjonalnym charakterze. Byłem na koncercie Nigela Kennediego poświęconym Hendrixowi, który wykonywał ze swoimi polskimi przyjaciółmi. Fantastyczny. Przez siedem lat współpracowałem z pewnym rewelacyjnym polskim basistą. I chcemy uczyć się więcej o polskim rynku i poznawać nowych muzyków, szczególnie tych zafascynowanych taką muzyką, jak my. Jesteśmy otwarci i pamiętajmy, że mieszkamy po sąsiedzku. Z Berlina to zaledwie godzina drogi.

Jak oceniacie kondycję niemieckiego rynku muzycznego? Jakie są obecnie jego plusy oraz minusy?

„It ́s a long way to the top if you wanna rock ́n roll” – że zacytuję AC/DC. W przypadku rynku niemieckiego, zupełnie jak zapewne w przypadku każdego innego droga do tego, by dotrzeć do szerokiego grona słuchaczy z muzyką rockową jest trudna. Przez lata zespołom w w Niemczech wpajano, że by osiągnąć sukces grając rocka, trzeba śpiewać po angielsku. Jak się jednak okazuje, niekoniecznie. Choć, jak już wspominałem dominują u nas inne gatunki, to uważam, że zespoły grające rock‘n‘rolla mają dużą szansę zaistnieć. Granice między rynkami muzycznymi się rozmywają, szczególnie w przypadku krajów sąsiedzkich. Zanim się jednak gdzieś pojedzie na koncert, warto by najpierw słuchacze zapoznali się z twórczością zespołu. Działa to wszędzie – również u nas. Dużo się przez lata w Niemczech zmieniło, upadło wiele klubów, które były doskonałą szansą na pokazanie się dla młodych zespołów. Z drugiej strony, nowoczesne technologie pozwalają nam po pierwsze samemu produkować muzykę a po drugie docierać z nią do ludzi na całym świecie praktycznie bez wychodzenia z domu.

W jaki sposób chcielibyście  zachęcić polskich słuchaczy do sprawdzenia muzyki Anglesharkx?

Jesteśmy zespołem hardrockowym o jaki paradoksalnie trudno w dzisiejszych czasach. Stawiamy na klasyczne, rockowe brzmienie, czysty feeling. Masa dobrych gitarowych muzyków, którzy gdzie tam kiedyś zaczynali podobnie, poszła w innych kierunkach: metal, jazz, blues etc. Dzięki kontaktowi ze słuchaczami, który jest dla nas tak ważny, wiemy że młodzi ludzie zaczynają tęsknić do brzmień lat 70., do zespołów takich, jak Led Zeppelin, AC/DC czy ZZ Top, zespołów które przez lata były uważane za dinozaury a dziś odkrywane są na nowo, choćby za sprawą popularności takich formacji, jak Greta Van Fleet. Dla nas te zespoły, to brzmienie są inspiracją. Chcemy dotrzeć do polskich słuchaczy takiej właśnie muzyki. Żywego, organicznego rocka. Mamy świadomość rosnącego głodu klasycznego rocka – wychodzimy mu na przeciw. Od lat podążamy konsekwentnie swoją rockową drogą, udoskonalając brzmienie, jednak pozostając wiernymi tradycji. Chcemy budować rockową rodzinę, wskrzesić ducha lat `70. Zapraszamy polskich fanów do współpracy przy tej „odbudowie”. Sprawdzajcie naszą muzykę i czekajcie na koncerty – byśmy mogli się przede wszystkim wspólnie razem bawić. Zapraszamy do współpracy także polskich muzyków. Hard rock nie ma granic.

Dziękujemy za rozmowę – ostatnie słowo należy do Ciebie!

Bardzo dziękujemy za tę rozmowę i możliwość przedstawienia się Czytelnikom Heavyrock.pl. pozdrowienia dla wszystkich fanów i wszystkich muzyków kochających hard rock,  heavy metal czy rocknroll. Sprawdzajcie naszą muzykę, dajcie szansą pokazania się i zagrania w Polsce. Zapraszamy do bezpośredniego kontaktu przez Facebook tak słuchaczy, jak i muzyków. Powodzenia i dziękuję raz jeszcze redakcji Heavyrock.pl.

Napisz, co o tym myślisz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *