W wywiadzie dla szwedzkiego Rock Magazine Jeff Loomis (Nevermore, Arch Enemy) potwierdził, że dwukrotnie miał szansę zostania gitarzystą Megadeth i że przez moment był pewien, iż zostanie ostatnim gitarzystą w ekipie Ozzy’ego Osbourne’a, lecz podobnie jak wcześniej Alex Skolnick spotkał się z dezaprobatą Sharon Osbourne.

W przypadku Megadeth było tak, że Loomis po raz pierwszy startował do roli ichniejszego gitarzysty w wieku 16 lat (w 1987 r.), jednak Dave Mustaine uznał wtedy, że jest on zbyt młody i niedoświadczony. Kolejna okazja nadażyła się jednak 21 lat później:

Kolejną szansę miałem w 2008 r. Podczas Gigantour 2005 [gdzie Nevermore grali wraz z Megadeth] Glen Drover grał w ich zespole, ale już dłużej tego nie chciał. Około 2008 r. wchodziłem do studia, żeby nagrać swój pierwszy album solowy, kiedy zadzwonił do mnie Dave. Powiedział, „Jeff, byłoby świetnie, gdybyś mógł wpaść i zagrać z nami 2 koncerty. Trochę cię jakby potrzebujemy. Glen nie może grać.” Ja na to, „Dave, słuchaj, jestem w środku nagrywania.” Dosłownie dopiero wszedłem do studia i miałem już nagrywać ścieżkę pierwszego utworu ze swojej pierwszej solowej płyty. Powiedział, że po prostu nie mogę. Tak po prostu i tym rozwiałem swoje szanse. Tzn. już następnego dnia mieli chyba kolejnego gitarzystę, czyli Chrisa Brodericka. Więc tak, miałem drugą szansę, ale to była moja wina. Spaliłem temat i tyle – na tym koniec! [śmiech]

Odnośnie ubiegania się o pozycję w kapeli Ozzy’ego:

Byłem na przesłuchaniu u Ozzy’ego Osbourne’a zanim Gus G. dostał tę robotę. Poleciałem do Los Angeles i zagrałem 5 utworów dla Ozzy’ego i Sharon. Jammowałem z zespołem, a Ozzy zasadniczo obserwował mnie z kanapy z Sharon. Powiedział, „Cholernie piękna, fantastyczna gra, stary! To było kurwa niesamowite!” Wtedy Sharon podeszła do mnie i powiedziała, „Jeff, ile masz lat?” Ja na to, „38.” „Oh, ok. Dziękuję.” W tym momencie już jakby wiedziałem, że szukali kogoś młodszego. Byłem jednak pewien, że dostanę tę fuchę, bo w każdym kawałku dałem czadu. Miesiąc później dowiedziałem się, że wzięli Gusa G. i byłem trochę zły z tego powodu. Fajnie byłoby zostać ostatnim gitarzystą Ozzy’ego. To byłaby prawdziwa spuścizna, ale niestety nie mnie przyjęto.

Czytelnicy szwedzkiego magazynu wytypowali Jeffa na 61. miejscu setki największych gitarzystów wszech czasów rocka i metalu.

jeff loomis

 

Napisz, co o tym myślisz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *