W najnowszym, opublikowanym przez serwis Muzikus.cz wywiadzie, Jason Newsted udzielił prawdopodobnie najszczerszego wyjaśnienia na temat swojego odejścia z Metalliki, relacji z Jamesem oraz problemach, jakie zespół przechodził na początku millenium. Pełne tłumaczenie w środku.

Jason Newsted

Może to samolubne z mojej strony, zresztą każdy to odczyta jak chce, może zabrzmi to egoistycznie – sam nie wiem – ale jestem pewien, że uratowałem Metallikę w 1986 roku będąc właściwym wyborem i przyjmując na siebie całe to gówno… jak też i dobre rzeczy. Uratowałem ich również ustępując 12 lat temu i pozwalając im kontynuować to, co mieli zamiar robić.

Nie mogłem siedzieć w tym z nimi, zbyt dużo czasu spędzali poza zespołem. W momencie, gdy zdecydowałem się odejść i poprosiłem ich o wspólne spotkanie, minęło wiele miesięcy bez podłączania się do wzmacniaczy. Tyle rzeczy odciągało ich od grania metalu, że już nie mogłem tego znieść. Byłem zajęty innym projektem – nawet już zacząłem nagrania. Posuwałem się z tym do przodu i nagranie miało zostać wydane na całym świecie, bo oni nie spędzali już czasu na graniu muzyki.

Wspaniale jest spędzać czas z rodziną, te wszystkie rzeczy są naprawdę świetne, ale Metallica stanowi priorytet, dla mnie zawsze była priorytetem. Zawsze tak było. Mój obecny zespół jest teraz dla mnie najważniejszy – nawet jeśli dzieją się inne rzeczy, to zespół stawiam na pierwszym miejscu. Każdy znajomy, każdy z mojego kręgu, moja żona, wszyscy wiedzą, że to jest na pierwszym miejscu. Metallica zawsze była dla mnie najważniejsza. Gdy chłopaki przestali stawiać zespół na pierwszym miejscu – tak jak to mieliśmy w zwyczaju wcześniej – to wszystko się dla mnie zmieniło. Nie umieli przeznaczyć tej samej ilości czasu na głośne granie i pamiętanie, dlaczego to robimy.

Gdy graliśmy głośno ze sobą, to wykraczało poza wszystko – cały świat znikał, wszystkie sprawy, wszystkie problemy. Gdy byliśmy głośni, nie istniało nic poza naszą potęgą.

Gdy zakończyliśmy koncertowanie w sierpniu 2000 roku, James miał wypadek – nie mógł już grać w ten sam sposób, musiał inaczej wieszać gitarę, nie mógł stać za mikrofonem w ten sam sposób, zaczął inaczej podchodzić do spraw. Z powodu innych rzeczy nie poświęcał już muzyce tyle czasu i rozumiem to – nie mam nic przeciwko. Ale jeśli chcesz poświęcić się to jednej, gigantycznej rzeczy, na którą tak ciężko pracowaliśmy, a nagle wszystko inne staje się ważniejsze, to ja odpadam. To powinno stanowić priorytet przez cały pieprzony czas. Dla mnie tak było, dla nich już nie. W końcu, w tamtym momencie naszej kariery musiałem odejść, bo miałem inne zajęcia; chciałem grać muzykę i dzielić się nią z innymi, a oni mieli już inną wizję.

James miał poważne problemy z emocjami i alkoholem, wiedziałem o tym. I musiałem odsunąć się. Wierzę, że moje odejście było punktem zapalnym, w którym zrozumiał, że dzieje się źle. Bo zawsze byłem dla niego jak brat. Jeśli chodzi o szatnie, to Kirk i Lars zawsze dzielili jedną, a James i ja drugą – i tak przez lata. Byliśmy braćmi. Myśleliśmy podobnie. Lubiliśmy ciężarówki, lubiliśmy broń, lubiliśmy przebywać na powietrzu, lubiliśmy góry. Bratnie dusze. Jesteśmy braćmi – silnie trzymającymi się braćmi. Moja rodzina traktowała Jamesa jak swojego. Moja mama wysyłała… prawdopodobnie nadal wysyła mu kartki z życzeniami urodzinowymi. Byliśmy tak blisko. Więc gdy nadszedł moment, że już nie poświęcaliśmy się tak mocno, chyba że źle to odczytuję, ale gdy już nie byliśmy tak oddani sprawie, jak wcześniej, to już tego nie czułem; coś było nie tak. Sam miałem wtedy problem z pewnymi substancjami. Nikt nie myślał trzeźwo.

Powinniśmy byli… Lars powiedział kiedyś, że nie znaleźliśmy czasu, żeby zająć się stabilnością emocjonalną zespołu i tworzących go jednostek. Po całej tej ciężkiej pracy i byciu poza domem przez 10 lat, ciągłym staraniu się by być największym zespołem w historii, zapomnieliśmy o wszystkim innym. Przez takie coś traci się stabilność. Gdybyśmy usiedli i zajęli się problemami mentalnymi… byłem uzależniony od środków przeciwbólowych, a James ciągle był zalany… Jeden wielki bałagan. Gdybyśmy sami tym się zajęli, zamiast ściągać kogoś z zewnątrz, to pewnie by nam się udało. Ale z powodu tego, co się stało, i co przedostało się na zewnątrz, i ściągnięcia obcej osoby przez managerów, żeby to naprawił, z powodu całego tego gówna nie mogłem być już częścią tego.

Napisz, co o tym myślisz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *