W kolejnym z serii wywiadzie dla Road Recovery (organizacji wspierającej młode osoby w zwalczaniu uzależnień) powraca James Hetfield, tym razem poruszając niełatwą kwestię rodzicielstwa:

Gdy stuknęła mi 50-tka znalazłem się na dziwnym rozdrożu, bo sądziłem, że jestem tym rockerem, który musi na około dawać czadu. Że jestem artystą, miotającym się artystą. Że potrzebuję rozterek, że muszę… Że może muszę upaść jeszcze niżej. Że może ta winda musi zjechać jeszcze niżej. Że muszę… Muszę… Że muszę bardziej to zgłębić. Że muszę pokazać swoim fanom, że naprawdę mi na nich zależy – bardziej niż na czymkolwiek i zapomnieć o swojej drugiej połowie – o swojej mojej rodzinie – a to jest miłość bezwarunkowa. Tylko dlatego, że moja rodzina niejako rozpadła się, gdy byłem dzieckiem, nie znaczy, że moi rodzice nie kochali mnie bezwarunkowo. Wiem, że są rodzice, którzy mają problem z kochaniem swoich dzieci, lub nie wiedzą jak je kochać.

Boże, bycie rodzicem jest takie trudne! Albo przyduszę dzieciaka kontrolą, albo po prostu zrobię tak, „Cokolwiek zrobisz, nie chcę o tym wiedzieć.” Wypośrodkowanie tego jest bardzo trudne… tak trudno jest po środku tego pokazać, że ci zależy. I to bycie znienawidzonym jako rodzic… Nawet jeśli robisz dobrą robotę, nienawidzą cię.




Napisz, co o tym myślisz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *