Jak donosi New York Times, Alex Skolnick właśnie odzyskał kilka skradzionych mu gitar, w tym prototyp swojej sygnatury Heritage… a najlepsze jest to, że nawet nie wiedział, że ktoś mu je ukradł. W maju robił porządki i przeniósł 40 nieużywanych instrumentów wraz ze wzmacniaczami i in. sprzętem do specjalnego magazynu nieopodal swojego mieszkania i pochłonięty koncertowaniem więcej tam nie zaglądał. Jak się później okazało, istotnie brakowało kilku sztuk, choć większość pozostała nietknięta.

alex skolnick heritage signature

Na szczęście złodziej – chcąc spieniężyć zdobycz – trafił do sklepu muzycznego Sam Ash, w którym mają prosty i zdroworozsądkowy system pozwalający określić, czy sprzęt pochodzi z legalnego źródła, zanim jeszcze ktoś otworzy futerał. Jak tłumaczy Ian Goldrich, manager sklepu:

Z początku pytam: „Co tam dla mnie masz?” Jeżeli sprzedający odpowie coś w stylu, „To Fender Telecaster z 1953 r. z unikalnym gryfem Esquire”, to prawdopodobnie wszystko jest w porządku. Ale jeśli odpowiedź brzmi, „Gitarę”, to już zupełnie inna sprawa.

Za pierwszym razem więc nasz rzezimieszek oszukał system, podając wiarygodny powód dla swojej niewiedzy. Tłumaczył, że jego ojciec przeprowadził się do innego stanu i zostawił mu gitary. Jako że Gibson, z którym przyszedł, nie był jakiś wyjątkowy, sklep zakupił go od niego za $4300.

2 miesiące później ten sam człowiek przyszedł ponownie, tym razem jednak przyniósł coś, co pobudziło detektywistyczny zmysł pracownika. Otóż położył przed nim gitarę Heritage Signature Skolnick z limitowanej serii. Fakt ten sam w sobie nie jest jeszcze niewytłumaczalny. Problem w tym, że oznaczeniem tej akurat sztuki było Z20001, co oznacza, że to prototyp, który nie był w sprzedaży i prawdopodobnie należał do samego Alexa Skolnicka. Gdy więc świadomy tego pracownik spytał o jej pochodzenie i dostał tę samą odpowiedź co wcześniej, potwierdziło to jego przypuszczenia o kradzieży.

Wezwał z zaplecza policję, ta szybko zjawiła się i przesłuchała 51-letniego delikwenta na miejscu, jednak nie mogła go aresztować, ponieważ nikt nie zgłosił kradzieży. Mimo tej sytuacji pracownik zachęcił bądź co bądź miłego pana do późniejszego powrotu tłumacząc, że potrzebuje czasu na dokładne ustalenie wartości tej cennej gitary.

Tuż potem napisał maila do gitarzysty Testamentu, który akurat kończył trasę po koncercie w Berlinie. Po powrocie na Brooklyn Skolnick sprawdził dokładnie swój „stan magazynowy” i formalnie zgłosił kradzież. Nikt nie spodziewał się, że po zetknięciu się z władzami złodziej wróci jeszcze na miejsce, ale – najwyraźniej powodowany chciwością podsyconą przez pracownika – zjawił się niebawem, tylko że tym razem wyszedł w kajdankach. Obecnie czeka w areszcie na proces w zw. z posiadaniem skradzionej własności wciąż podtrzymując swoją wersję wydarzeń.

Alex  zabrał zaś swoją wyjątkową gitarę do domu i postawił w salonie tak, żeby było dobrze ją widać przez cały czas.

sam ash alex skolnick gitara

Napisz, co myślisz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *